Przygody Toniego Gryciano rozdział 7

Przygody Toniego Gryciano rozdział 7Dziewczyna, żeby nie marnować czasu udała się do gabinetu.
- Proszę! - zawołał Tony, słysząc pukanie.
Milagros weszła do środka. Pan Gryciano podniósł głowę i dziewczyna w jego oczach dostrzegła łzy. Zrobiło jej się żal mężczyzny, miała ochotę podejść i go przytulić.
- Co się stało? - zapytała.
- Restauracja, której poświęciłem całe swoje życie, w nocy została zdemolowana. Czy zostaniesz z Ivem w domu, bo muszę tam pojechać?
- Nie ma mowy, jadę z tobą! - wykrzyknęła Milagros, poderwała się z krzesła i wybiegła z gabinetu. Mężczyzna złapał za telefon i wykręcił numer do swoich młodszych braci.
- Halo? - zapytał kobiecy głos po drugej stronie słuchawki.
- Witaj, Elen. Co słychać w domu? Czy zastałem może Karla?
- Niestety pan Karl wyjechał w interesach zaraz po tym, jak otrzymał telefon.
- Rozumiem. Proszę, przekaż mu, że dzwoniłem.
- Dobrze, gdy tylko wróci, to mu powiem. A jak ma się mały Ivo? - zapytała Elen.
- Dziękuję, dobrze.
Po tych słowach Tony się rozłączył, po czym założył marynarkę i wyszedł. W przedpokoju czekała już Milagros z Ivem. Mężczyzna wziął syna na ręce i opuścili willę.
Gdy pan Gryciano zajęty był umieszczaniem chłopca w foteliku, Milagros zamykała drzwi i nie zauważyła, że ktoś się za nią skrada. Zrozumiała to, gdy zakręciło jej się w głowie i zemdlała. Ocknęła się w ciemnym pomieszczeniu bez okien, w którym panował straszliwy chłód. Próbowała się poruszyć, ale nie mogła, nie czuła też gruntu pod stopami.
Gdzie ja jestem i dlaczego, do diabła, wiszę w powietrzu? - Zastanawiała się.
Nagle rozbłysło światło, otworzyły się drzwi i do środka weszła Karen w towarzystwie młodego mężczyzny. Na środku stał wielki zbiornik pełen wody. Kobieta wyjęła z kieszeni pilot, który miał trzy przyciski.
- Do czego one służą? - zapytał mężczyzna.
- Zaraz ci zaprezentuję - odparła, po czym nacisnęła na czerwony guzik.
Dziewczyna przykuta do łańcucha zaczęła się obniżać i gdy znalazła się tuż nad zbiornikiem, Karen użyła drugiego przycisku. Był on odpowiedzialny za kajdany, które się otworzyły, uwalniając Milagros. Dziewczyna wpadła do lodowatej wody z takim impetem, że stopami dotknęła dna i się odbiła. Dopiero po chwili zrozumiała, co się wydarzyło.
W panice zaczęła machać rękoma w górę i w dół, i gdy w końcu udało jej się dotrzeć do krawędzi zbiornika, łapczywie zaczerpnęła powietrza.
W tym samym czasie, kiedy Milagros walczyła o życie, Tony pośpiesznie wsiadł do auta i ruszył.
- Tato, gdzie jest Milagros? - zapytał Ivo.
- Nie wiem, synku.
Trzydzieści minut później dojechał na miejsce i zaparkował przed restauracją. Wysiadł z samochodu, wyjął synka z fotelika i ruszył w stronę lokalu. Wszedł do środka i natychmiast udał do biura, które, co ciekawe, wcale nie zostało zdemolowane.
- Tatusiu, czy mogę usiąść w twoim fotelu? - zapytał Ivo.
- Oczywiście, że tak.
Ivo podszedł do biurka, po czym usiadł w fotelu. Pan Gryciano ucałował syna i wyszedł na korytarz.
Na początek postanowił, że sprawdzi magazyn, który znajdował się obok biura. Zapalił światło i wszedł ostrożnie. Obszedł pomieszczenie, bo na podłodze wala się towar i już miał iść do kuchni, gdy nagle usłyszał odgłos podjeżdżającego z tyłu budynku auta. Szybko tam poszedł i zobaczył białą furgonetkę. Wysiadło z niej dwóch osiłków ubranych na czarno, podeszli na tył wozu i otworzyli drzwi. Tony zbliżył się do nich.
- Dzień dobry. Nazywam się Tony Gryciano i jestem właścicielem - oznajmił.
- Mój szef, Paul, mówił, że towar miał odebrać pana wspólnik.
- Tak, ale jestem ja. Czy to jakiś problem? - zapytał Tony.
- Nie.
- A co to za towar?

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminał, użyła 713 słów i 3833 znaków, zaktualizowała 29 cze o 22:17.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Masz łapę, łobuzico. :p

  • Margerita

    @agnes1709 dzięki