Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Przeklęty diament cz. 4

Znowu powinienem pomyśleć. Czy naprawdę wierzyłem, że dał mi fory? Ruszyłem w kierunku broni. Niestety nie doceniłem jego możliwości. Nie pomyślałem, że był gangsterem i w związku z tym nieobce mu były sztuki walki. Zanim sięgnąłem po broń, poczułem jego but na głowie. Kiedy odzyskałem przytomność, siedziałem na podłodze. Stał przede mną w odległości półtora metra i mierzył do mnie z broni. Co dziwne, nie byłem skrępowany
– Dla pocieszenia ci powiem, że Joe wyjechał w kierunku Meksyku. Moi ludzie go śledzą i raczej nie spuszczą go z oka. Zginie przy granicy z Meksykiem, a jego ciało zostanie odnalezione. Powiążą fakty – uśmiechnął się brzydko. Sądził, że ma ze mną układ. Myślał, że chodzi o brylant i ubezpieczenie. To, co masz w kieszeni, to szkiełko, ja mam oryginał. – zobaczyłem w jego palcach mały kamyk.
Tym razem zareagowałem prawidłowo i chyba go zaskoczyłem. Pomyślałem i pewnie słusznie, że skoro mnie nie związał, to chce mnie zabić. Rzuciłem się w jego kierunku. Padł strzał, ale poczułem tylko ostry ból w lewym ramieniu. Wytrąciłem mu broń i zdołałem ją złapać. Strzeliłem raz i drugi, ale nic się nie stało.  
– Ups! Wygląda, że ktoś strzela ślepymi nabojami. Cóż, włamałeś się do domu, zostałeś nakryty i zabiłeś mi żonę. Na szczęście ja miałem pistolet.
Nie miałem sekundy na myślenie. Emanuel musiał sądzić, że objawienie prawdy, przynajmniej na sekundę mnie zamrozi. Czy spodziewałem się po sobie, że miałem takie możliwości?
Skoczyłem jak tygrys w kierunku szybu. Nie była kuloodporna, bo kula przedostała się na zewnątrz.  
Moja desperacka ucieczka miała małe szanse, ale pozostanie w salonie, równało się z pewną śmiercią. Znalazłem się na balkonie razem z rozbitymi kawałkami szkła. Na szczęście nie była to zwykła szyba, tylko taka jak w samochodach. Dziwne, że po pierwszym strzale nie popękała na drobne kryształki. Słyszałem kolejny strzał, ale musiał chybić. Drugi też, a trzecia kula rozcięła mi skórę na lewym przedramieniu. Wyskoczyłem przez balustradę. Nie słyszałem następnych strzałów.  
To trwało sekundy. Koziołkowałem, uderzając o kolejne krzewy. Niestety zgubiłem pistolet. Nie miałem jednak czasu ani możliwości, by go szukać. Ręka bolała, ale żyłem. Byłem zadowolony z dwóch spraw.  
Kiedy skoczyłem przez okno, zgarnąłem brylant leżący na podłodze. Druga sprawa była najważniejszą. Moja komórka była włączona cały czas na nagrywanie, od momentu kiedy weszli do domu. Nagrałem wszystko. Rozmowę przed zabójstwem i całą późniejszą rozmowę, która przeprowadził ze mną. Gdyby nie był nadzianym gościem, który ma znajomości, pewnie bym się zgłosił na policję. W we wszystkim innym miałem przegraną. Kiedy uciekałem brzegiem, uświadomiłem sobie, że Emanuel miał cały czas skórzane rękawiczki, a kiedy pozbawił mnie przytomności, jedyne co zrobił, to pozbawił mnie moich gumowych rękawiczek. Czyli zostawiłem odciski palców na broni, z której strzelano i zabito jego żonę. Broń, którą zgubiłem w krzakach, na stromym spadku. Gdybym nie miał nagrania, byłbym całkowicie pogrążony, a tak miałem szansę. Po kilku minutach dotarłem do drogi. Jakimś szczęśliwym trafem sturlałem się w stronę mojego wozu. Musiałem się spieszyć, bo z pewnością zawiadomił policję. Jeżeli nie on, to z ktoś z Post Ranch Inn mógł usłyszeć strzały. Kiedy tylko ruszyłem, zadzwoniłem do Brooke.
– Gdzie jesteś? – usłyszałem jej wystraszony głos.
– Wszystko schrzaniłem. Musisz uciekać. Będę poszukiwany za zabójstwo na tle rabunkowym, ale nie ja to zrobiłem. Wybacz.
– Skoro nie ty to zrobiłeś, to dlaczego mam uciekać? I dlaczego ty musisz uciekać?
– Bo Emanuel Young cię zabije. To potwór. W podłodze, pod łóżkiem jest skrytka. Znajduje się tam prawie pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Zabieraj pieniądze i ukryj się gdzieś daleko od tego miejsca. Zmień kolor włosów. Wybacz.
– Luca!
– Nie możesz dzwonić do mnie na tę komórkę, bo mnie namierzą, a ja mam tu jedyny dowód mojej niewinności. Włamałem się do domu i skradłem biżuterię wartą kilkadziesiąt tysięcy, ale nie wiedziałem, że Joe Mogla, któremu sprzedawałem swoje kradzione cacka, wrobił mnie, a wszystko zostało ukartowane, bym ja stał się głównym podejrzanym. Miałem w dłoniach broń, z której zabito Carmen Young i zostawiłem tam odciski. Policja znajdzie broń na skarpie za domem, to pewne. Emanuel Young strzelał do mnie z innego pistoletu. Kocham cię. Wybacz. Nie możesz dzwonić na ten numer. Uciekaj jeżeli chcesz żyć
– Luca...
Przerwałem połączenie. Ruszyłem, ale wiedziałem, że długo nie mogę prowadzić tego samochodu. Musiałem dotrzeć San Francisco. Potem? Nie wiedziałem.  
Jechałem i zastanawiałem się nad jednym. Czy powie policji, że to ja? Nie mógł, bo byłoby to zbyt podejrzane. W związku z tym miałem szanse. Nie byłem notowany. Z tego co rozumiałem, Joe też nie zdoła nic zeznawać, bo ucieka i pewnie zginie. Ja zostałem oszukany przez Joe i wykorzystany przez Younga, ale dlaczego Joe się dał zwieść? Może Emanuel miał na niego jakiegoś haka?
Dojechałem do przedmieścia San Francisco. Zostawiłem samochód bez tablic, zabrałem wszystkie dodatkowe przewody i wszystko, co pomagało w mojej poprzedniej pracy. Zostawiłem to co było mocniej przymocowane. Miałem trochę benzyny w kanistrze. Oblałem i podpaliłem auto. Odszedłem zaledwie kilka kroków kiedy samochód wybuchł. To tylko dawało mi trochę czasu. Na szczęście w tym wielkim mieście miałem kogoś, kto nie zawsze wszystko załatwiał zgodnie z prawem. Raczej sądziłem, ze mi uwierzy w moją niewinność. Obawiałem się o Brooke, czy posłucha i czy wyjedzie. Gdzie? Nie miałem pojęcia. Mogłem tylko wierzyć, ze kiedyś ja znajdę. Cała i żywą.  

                                                                              Brooke.

Rozmowa z Lucą wprowadziła we mnie stan paniki. Co on robił? Był kimś innym, niż myślałam? Wiedziałam, że był drobnym oszustem. Zabierał ludziom pieniądze i inne informacje dzięki internetowi. Nigdy nie chciałam, żeby to robił. A teraz uwikłał się w morderstwo! Ujawnił mi, że chciał obrabować kogoś o imieniu Emanuel Young. Nie miałam najmniejszego pojęcia, kim jest ten człowiek, ale uwierzyłam Luckowi, że tamten gość zabił żonę i zabije mnie, jeżeli będzie musiał. Nigdy nie zajmowałam się sprawami kryminalnymi, ale wiedziałam, że ludzie zdolni są do różnych złych rzeczy. Z trudnością odsunęłam łóżko i po dwóch minutach odszukałam właściwą klepkę. W większości tanich apartamentów, na podłodze leżały wykładziny podobne do tanich dywanów, ale my mieliśmy drewnianą klepkę, a na niej dywan. Łóżko było ciężkie, ale dałam radę. Zwinęłam dywan i odnalazłam schowek. Luca miała racje, znalazłam tam pięćdziesiąt sześć tysięcy w gotówce i dwa pierścionki, z rubinem i drugi z szafirem. Boże, z kim ja mieszkałam! Gdyby to zataił, straciłby wszystko, a tak, tylko moja miłość do niego została poddana wielkiej próbie. Byłam z nim prawie cztery lata, a razem mieszkaliśmy trzy lata. Kochałam go i wiedziałam, że nie jest złym człowiekiem. Ale teraz musiałam uciekać z jego powodu. Gdzie? Do innego miasta, innego stanu? Teraz wiedziałam jedną rzecz. Uczyłam się francuskiego, a więc pozostawała Francja. Byłam zwykłą, porządną dziewczyną i przez tę całą sytuację, zostałam poddana wielkiej próbie. Nie byłam świadkiem niczego i o niczym nie wiedziałam. Nie widziałam w tym sensu, że ktoś miałby coś zyskać, w przypadku mojej śmierci. Zrobiłam to jednak ponieważ Luca mi to powiedział. Znałam język, miałam pieniądze i nie byłam brzydka. To było za. Oczywiście było mnóstwo przeciw. Legalnie nie miałam prawa wywieść więcej niż dziesięć tysięcy dolarów. Oczywiście mogłam je wpłacić na konto i tak zamierzałam zrobić. Mogłam mieć te pieniądze. To nie były jakieś miliony. Czy w ogóle będę poszukiwana? Tylko dlatego, że byłam dziewczyną podejrzanego o zabójstwo? Pewnie tak. Dlatego musiałam szybko zniknąć, zmienić we Francji wygląd i o ile mi się uda, zmienić dane. Na filmach widziałem, że tak robili ludzie. Tylko czy mi się uda? Paryż był wielkim miastem. Czy był bardziej niebezpiecznym od Los Angeles, czy San Francisco? Pełno tam było uchodźców z północnej Afryki jak i wielu Arabów. Poza tym Paryż to miasto prostytutek. Nie chciałam sprzedawać się za pieniądze. Jednak musiałam liczyć się z faktem, ze legalnie nikt nie da mi dokumentów na inne nazwisko.  
Zaufałam człowiekowi, którego kochałam. Skoro mi powiedział, że muszę uciekać, to miałam ku temu podstawy, by wierzyć. Gdyby było inaczej, pewnie powiedziałby mi, żebym zgłosiła się na policje I tak byłabym bezpieczna. Skoro tak nie powiedział, znaczyło to tylko jedno. Emanuel Young musiał mieć chody w policji a może i w rządzie San Francisco lub nawet całej Kalifornii. Miałam na tyle czasu, by zobaczyć, kim jest ten facet. Po kilku minutach już wiedziałam. Bardzo bogaty człowiek, właściciel kilku fabryk i jednej korporacji. Z mediów społecznościowych wynikało, że ma przyjaciół w rządzie miasta San Francisco i całego stanu Kalifornia. Może Luca na to nie zasługiwał, ale postanowiłam coś dla niego zrobić, ale dopiero z Francji. Zamierzam posłać anonimowo wiadomość na policję do San Francisco, ze to Emanuel Young zabił swoją żonę.  
Spakowałam się szybko, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy i wzięłam taksówkę. Pojechałam do średnio drogiego motelu. Niestety nie mogłam długo zasnąć. Wieczorem i tak bym nie kupiła nigdzie biletu. Dobrze, że miałam ważny paszport.
Obudziłam się rano. Zjadłam lekkie śniadanie i zamierzam ruszyć prosto na lotnisko. W porannych wiadomościach podano, że wczoraj w godzinach wieczorem nieznany sprawca włamał się do rezydencji znanego pracodawcy i filantropa, Emanuela Younga. W wyniku czego sprawca zastrzelił żonę Younga, Carmen. Ze zdjęcia oceniłam, że była bardzo piękną kobietą.
– Och, Luca! Coś ty narobił! – szepnęłam do siebie.
W południe siedziałam już w samolocie lecącym do Paryża. Miałam otwarty bilet na pół roku. W południowych wiadomościach podano, że odnaleziono broń, z której zabito Carmen Young. Miałam nadzieję, że mój chłopak lub raczej były chłopak, nie jest zabójcą.
Leciałam, by zacząć nowe życie, w nowym kraju. Zostałam do tego zmuszona. Skoro był nie winny, sądziłam, że w ciągu dni wyjaśni się, kto zabił piękną kobietę.  
Kiedy przyleciałam do Paryża, poczułam się dziwnie. Czy mój francuski jest wystarczająco dobry? Wszędzie mogłam być kelnerką, ale w ogromnym mieście, do którego dopiero co przyleciałam? Nie znałam nikogo w tym kraju ani w tym mieście. Dlaczego posłuchałam się mojego chłopaka i wyjechałam? Coś mi mówiło, że może i dobrze zrobiłam, ale nie miałam konkretnych dowodów. Zdrowy rozsądek mówił coś przeciwnego. Wynajęłam średnio drogi motel i postanowiłam obserwować wiadomości z Kalifornii, a konkretnie z San Francisco. Z drugiej strony czekałam na wiadomość od Luca. Trzecią sprawą było znalezienie pracy. Moje życie legło w gruzach, bo zawiązałam się z oszustem i złodziejem. Dopiero teraz sobie to uświadomiłam, kim był Luca. Był jednak w tym mały istotny problem. Kochałam go. A serce nie sługa i realne argumenty nie działają. Wiedziałam, że on mnie kocha. Nie zdradzał mnie, nawet nie patrzył na inne dziewczyny. Czemu nie zajął się czymś innym? Miał dwie zdrowe ręce do pracy i wiele zdolności. Och!  
Pierwszego dnia nic nie podano. Drugiego znalazłam ponownie na internecie wiadomość o śmierci żony bogatego właściciela kilku przedsiębiorstw w San Francisco, Emanuela Younga. Podano, że policja podejrzewa morderstwo na tle rabunkowym. Ani słowa o domniemanym sprawcy. 
Kiedy dotarła do mnie ta informacja, prawie natychmiast przyszła konkluzja. Czy jest to możliwe, że mój ukochany to zrobił?
Znałam Luca przez kilka lat. Czy znanie kogoś kilka lat jest wystarczającym powodem by znać daną osobę? Chodziło o uczciwość. Gdyby w niczym ważnym nigdy mnie nie oszukał, czy wówczas w danej konkretnej sytuacji wierzyłaby mu kompletnie? W zasadzie stosując terminologię kłamstwa i prawdomówności w niczym mnie nie oszukał, ale oczywiście terminologia nie wystarcza dla odczuć. Wiedziałam, że zabierał ludziom informację i w jakiś sposób ich okradał. Nie wiedziałam, że kradnie fizyczne przedmioty takie jak biżuteria. Wierzyłam w to, że Luca nie miał broni. Nie posiadanie broni już o czymś świadczy. Poszedł, by ukraść, nie poszedł, by zabić. Jednak to ja wiedziałam. Jakie na to posiadałam dowody? Nie powiedział mi wszystkiego, czy mógł ukryć fakt posiadania broni? Mógł. Jednak w tym mu wierzyłam. Czy człowiek może zabić przypadkowo? Oczywiście. Czy mogła zatem zaistnieć hipotetyczna sytuacja, że dostał się do domu państwa Young z zamiarem okradzenia ich z drogocennych przedmiotów, znalazł przy okazji pistolet i ponieważ został nakryty na gorącym uczynku, zabił? To było możliwe, ale bardzo nieprawdopodobne. Te przemyślenia trwały mniej niż sekundę i w konkluzji uwierzyłam, że mój chłopak nie zabił Carmen Young. W związku z tym dlaczego nie oddał się w ręce policji, skoro jest niewinny? Czy fakt, że w jego opinii, Emanuel Young jest gangsterem, wystarczył? Wierzyłam, że wszystko, co mi przekazał, jest prawdą, co nie umniejszało faktu, że czułam się źle z tym wszystkim. Tylko czy w tym wszystkim nie było i mojej winy? Skoro wiedziałam, że mój chłopak nie jest całkowicie uczciwy, dlaczego nie przekazałam mu swoich odczuć i nie postawiłam sprawy jasno? Są sprawy, które możemy akceptować, są inne, których nie możemy. Podjęłam natychmiastową decyzję. Skoro to akceptowałam, nie mogę uznawać tej całej sytuacji, by wyrzucić ze swojego serca, Luca. Cierpiałam z tego powodu, że nie jestem z nim i nie miałam pewności kiedy i czy go jeszcze kiedyś znowu zobaczę. Jego życie było być może w większym niebezpieczeństwie niż moje, ale ogólnie nie byłam zadowolona z tego jak diametralnie zmienił się mój los z powodu faktu, że człowiek, którego kochałam, wpadł w wielkie kłopoty, które wywarły ogromny efekt na moje życie. Teraz musiałam znaleźć się w nowych warunkach. Byłam w obcym kraju, nie miałam mieszkania, pracy, ani przyjaciół. Praktycznie nie musiałam się obawiać o zagrożenie życia, skoro byłam oddzielona od swojego chłopaka. Nie wiedziałam, gdzie on przebywa i czy wszystko z nim dobrze. Oczywiście, że najbardziej obawiałam się o jego życie. Śledziłam wiadomości z Kalifornii, ale nadal media milczały. Niestety Luca także milczał. Ja miałam nie dzwonić, ale on mógł. Dlaczego nie dawał znaku życia? Nie mogłam w nieskończoność mieć numeru ze Stanów, będąc we Francji, ale miesiąc czy dwa mogłam jeszcze z tym poczekać. Zaczęłam sama zastanawiać się, o czym myślę. Miesiąc czy dwa? Podobno mnie kochał. Skoro żył i miał dostęp do internetu, powinien się ze mną skontaktować. Niestety mój telefon milczał, a na mojej elektronicznej poczcie nie pojawiła się żadna wiadomość od mojego chłopaka.  
Po tygodniu szukania pracy znalazłam podobną jak w Kalifornii. Zostałam kelnerką. Czy do końca życia będę podawać kawę? Tu chyba też zawaliłam. Mieliśmy kawałek miejsca, w którym żyliśmy. Nie byliśmy nigdy głodni ani zmarznięci. Czemu nie pomyślałam wcześniej, by kontynuować naukę, zdobyć zawód? Na razie nie opuszczałam hotelu. Po dwóch tygodniach, kiedy wiedziałam, że pracę utrzymam, zaczęłam szukać mieszkania. Niestety ceny były wysokie i zrozumiałam, że muszę zamieszkać z kimś. Zaczęłam szukać mieszkania, gdzie mieszkała więcej niż jedna osoba. Oczywiście szukałam dziewczyny. Ze zrozumiałych powodów nie chciałam mieszkać z mężczyzną. Oczywiście sublokator–kobieta nie rozwiązywała wszystkich obaw. Wiadomo, co miałam na myśli. Ostatecznie zdałam się na intuicję. Jeżeli spodoba mi się osoba, z którą mam mieszkać, to tam wynajmę. Nie znałam Paryża, ale zaczęłam się wypytywać o rejony. Pełno tu było ludzi ze wszystkich stron świata. Nie chciałam mieszkać z muzułmanami, nie dlatego, że miałam generalnie coś przeciw Arabom, raczej z tego powodu, że wiedziałam, że mają inną kulturę, rodzaj jedzenia i oczywiście wierzenia. Szczerze, wolałam białych ludzi, ale nie przeszkadzali mi również Hindusi czy Azjaci. Po kilku rozmowach, z koleżanką w pracy, doszłam do wniosku, że biała osoba z Europy lub ze Stanów będzie najbardziej odpowiednia. Ogólnie większość ludzi była nieco zdziwiona, że osoba z Kalifornii mieszka w Paryżu. Dla wielu Francuzów Ameryka wciąż kojarzyła się z rajem. Po trzech tygodniach znalazłam mieszkanie. W dość czystym budynku zamieszkałam z dwoma dziewczynami. Jedna miała rok więcej ode mnie, druga trzy lata. Nadal nie miałam wieści od Luca. Zaczęłam rozważać decyzje, by mimo zakazu zadzwonić do niego. Jednak nie zrobiłam tego. Tego dnia przyszłam z pracy koło dziesiątej. Miałam zmianę od drugiej po południu, aż do zamknięcia. Niektóre kawiarnie zamykano po północy, ale w tej gdzie pracowałam, zamykano o dziesiątej. Louisa i Dominique jeszcze nie spały, zresztą rzadko kiedy kładły się do łóżek, przed północą. Dominique miała chłopaka i czasem u niego nocowała. Przystojnego bruneta o imieniu Pasquale. Louisa niedawno zerwała swój półroczny związek i nie szukała na razie nikogo, dlatego bardziej stałyśmy się bliższymi niż z Dominique. Obie dziewczyny miały ciemne włosy. Louisa proste, a Dominique nieco kręcone.
Przyrządziłam sobie małe jedzonko, bo nie chciałam przejadać się na noc, pogadałam kilka minut z Louisą i usiadłam do laptopa. Zaczęłam od wiadomości z rejonu Los Angeles. Już miałam zamknąć laptop, kiedy przeczytałam wiadomość.
,, Wczoraj w godzinach wieczornych znaleziono ciało młodego mężczyzny. Jak ustaliła policja, zwłoki należały do Luca F. zamieszanego w zabójstwo na tle rabunkowym, żony znanego udziałowca i właściciela kilku fabryk, Emmanuela Younga.”
Krew odpłynęła mi z twarzy. Zaczęłam płakać. Mimo że płakałam cicho i tak Louisa weszła do pokoju. Powinna zapukać, ale tego nie zrobiła.
– Co się stało Brooke? – usiadła i przytuliła mnie ciepło.
– Mój narzeczony nie żyje.
– Jak to? Co ty mówisz?
– Zrobił coś złego i musiał się ukrywać. Czekałam tu z myślą, że zadzwoni lub wyśle wiadomość. Sama wyjechałam ze Stanów, bo mi to polecił, dla mojego bezpieczeństwa. A teraz nie żyje.
– Skąd wiesz, że to on? – zapytała dziewczyna.
– Był zamieszany w pewną sprawę. Wierzyłam, że tego nie zrobił, ale teraz już sama nie wiem.
– Boże, co zrobisz? 
– Wyjechałam, bo mi to polecił. Teraz nie mam po co tam wracać. Wszytko by mi go przypominało. Poza tym jest jeszcze jedna sprawa. Gdybym wróciła, mogłabym mieć kłopoty.
– Nie rozumiem dlaczego.
– To nie jest takie proste i lepiej, żebyś nie wiedziała.
Na szczęście Louise nie wypytywała, a nawet nie interesowała się artykułem. Nie mówiła super po angielsku, rozmawiałyśmy moim, już nieco lepszym francuskim. Chodziło o to, że w notatce napisali, że przy denacie nie został odnaleziony wielki diament, który został skradziony podczas włamania do domu państwa Youngów.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 3558 słów i 19920 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto