Over the edge cz 4

Starałem się nie myśleć o Elizie, ale nie bardzo mi to szło. To był zawsze ten powód dla którego stroniłem przed kobietami. Kobieta miała być pomocą dla mężczyzny, ale ostanie czasy dużo zmieniły. Mężczyźni stali się pantoflarzami, a kobiety chcą się usamodzielnić. Ale w moim przypadku sprawa był prostsza. Chciałem mieć jasny umysł, a zakochanie temu nie sprzyja. Jestem dość przystojny. Mam ciemne włosy, orzechowe oczy i 185 cm wzrostu. Waże osiemdziesiąt dwa kilogramy. Nie ćwiczyłem żeby rozbudować mięśnie, ale mimo to osiągnąłem bardzo dobrą sylwetkę. Poza rozwojem ducha i intelektu mam wiele kursów. Dobrze strzelam, potrafię prowadzić każdy pojazd. Mam licencje na obsługiwanie helikoptera i średniego samolotu. Pływam w zimie pod lodem i umiem jeździć na deskorolce. Mógłbym zostać dobrym hakerem lub złodziejem, ponieważ mam umiejętności i jeżeli potrzeba potrafię obsługiwać sprzęt potrzebny do otwierania zamkniętych kas czy skomplikowanych zamków. Nieźle gotuję. I jak się okazało ostatniej nocy, potrafię być dobrym kochankiem. Muszę przyznać, ze Eliza sprawiła, że zmieniłem zdanie o kobietach. Może nie o kobietach, a o niej. I dlatego teraz miałem dwa problemy. I musiałem jeden oddalić. Z bólem serca, oddaliłem Elizę.  
Dojechałem do hotelu kiedy świtało. Miałem trzy godziny, żeby się wyspać. Nie olewałem ludzi. I żeby nie wiem co, chciałem być o dziewiątej w kwaterze głównej.  
Położyłem się nago do łóżka. Tym razem nastawiłem alarm. Da pewności.
    Coś mnie obudziło. Po kilku sekundach uświadomiłem sobie, że to alarm w zegarku. Zacząłem dzień. Poszedłem do łazienki i zrobiłem co normalny człowiek zawsze wówczas robi. Umyłem zęby i wziąłem prysznic. Ubrałem się i zjechałem do garażu. Sądziłem, że zjem coś na miejscu. Jechałem uspokojony i rozluźniony. Tak się przynajmniej przekonywałem, ale wiedziałem, że gdzieś tam w głębi siedzi Eliza. Cholera, chyba wpadłem.

Generał Van Harteen i Lieke Ontrahten czekali na mnie przy wejściu.
— Jestem trochę zajęty. Panienka Ontrahten pokaże panu wszystkie dowody. Owocnej pracy. A, oczywiście wie pan, ze zabójca zabił następną ofiarę.
Popatrzyłem na niego niezbyt uprzejmie. Co ten fact sobie myśli, że ma początkujacego asystenta przed sobą? Ale wysiliłem się na uprzejmość.
— Tak, oczywiście, że wiem. Lieke, idziemy.  
— Gdzie?  
Popatrzyła na mnie jak na bóstwo.
— Masz chyba swój pokój do dyspozycji. A tak w ogóle masz jakis stopień?
— Tak, jestem pułkownikiem.
— Jak ty to zrobiłaś i kiedy. Wyglądasz na osiemnaście.  
— Dziękuje za komplement. Mam trzydzieści dwa.
— Rodzina, dzieci?
— Dwa psy i trzy koty. Rodzice mieszkają przy granicy z Niemcami. Tej dawnej granicy. Potrzebujesz czegoś, Steve?
— Szczerze mówiąc nie jadełm wiele. Nie jadam mięsa ale jem ryby i produkty mleczne.  
— Postaram się coś wybrać dla ciebie, a na lunch zabiorę cię do dobrej restauracji.
Była zadowolona. Weszliśmy do jej gabinetu. Panował tu doskonały porządek.  
— Spałeś dobrze, nie wyglądasz najlepiej?
Odzywała się do mnie jakbyśmy byli najlepszymi kumplami. Cienia złości za wczorajsze złe traktowanie.
— Co chciałbyś wiedzieć? — popatrzyła mi prosto w oczy.
— Wszystko, ale najpierw chce znać twoją opinię.
Uśmiechnęła się, jakby wiedziała, że to sprawdzian.
— Facet, bo to z pewnością mężczyzna, nie popełnia błędów. Wiek ofiar wskazuje, że posługuje się ciągiem liczb pierwszych. Co do dat zabójstw jest to inny ciąg, ale przypuszczam, że następna ofiara zginie za siedem dni...
— Nie zginie, dlatego tu jestem. Co przygotowałaś dla mnie.
— Dokładne daty i miejsca urodzin, ofiar. I dokładne adresy gdzie znaleziono zwłoki. Tego potrzebowałeś, prawda?
Kiwnąłem głową.  
— I wiem dlaczego to robi. Od drugiego przypadku. Obserwuję twoje poczynania już dość długo. Zebrałam listę twoich sukcesów. Ta sprawa z zeszłego roku z Anglii, to był prawdziwy artyzm. Wpadłam na to jakieś dwanaście godzin po tobie.
— Za późno. Wówczas ci ludzie by zginęli. Wiesz czego szukamy?
— Sprawcy.
— Lieke!
— Dałeś się nabrać. Miejsca następnej planowanej zbrodni, która nie dojdzie do skutku. Oby.
Rzuciłem okiem na daty urodzin.
— Zodiak. Zaczął od panny. Ale nie widzę związku miejsc gdzie znaleziono ofiary.  
— To brunetki, więc jestem bezpieczna.
Spojrzała na mnie inaczej.
— Masz trzydzieścidwa lata, a przyszła, potencjalna ofiara ma dwadzieścia dziewięć. Szukamy brunetki o brązowych oczach z pod znaku skorpiona.  
— Skorpiona? Powinien być...  
— Lekie, to nie jest amator. Wyłumaczę ci jaka tu jest kolejność.
Przyniosę ci śniadanie — zostawiła mój komentarz bez odpowiedzi.
Wyszła. Szybko wystukałem dane pracowników hotelu 27. Eliza miała dwadzieści pięć lat. Odetchnąłem.  
Stanowczo moja piękna kochanka za mocno siedział mi w głowie. I prawdopodobnie rozsiadła się już w sercu. I nic na to nie mogłem poradzić. Nie miałem pojęcia dlaczego tak. Czyżby się zakochała w ułamku sekundy? Nie.  
Sprytne, prawda? Zamiast się zastanawiać nad sobą, czemu tak szybko mnie wzięło, myślałem o niej. Typowy samiec.
A więc mnie znała? Jak? Lieke wróciła z czymś co pachniało miło.
— Dobrze was tu karmią.  
— To specjalnie dla ciebie. Wiem co lubisz.
— Tak? Skąd?
— Pracuję w policji. Poza tym interesuję się tobą już dość długo. Chyba nie jesteś o to zły. A właściwie wolałabym już to niż gdybyś znowu mnie potraktował jak piąte koło u wozu, zraniłeś mnie wczoraj.
Nie mogłem być tak okropny jak poprzednio. Jej wypowiedź miała zarysy wyznania, a może było to wyznanie.  
— Lieke, mamy razem pracować. Postaram się być milszy.
Uśmiechnęła się. W jej przypadku, powiedzenie  ,,jej droga do kariery to cztery litery" z pewnością się nie sprawdzało. Była najprawdopodobnie najpiękniejszym pułkownikiem policji w Holandii, a może i w ogóle. Czemu taka piękna i inteligentna kobieta była sama?  
Musiałem patrzeć na nią o pół sekundy za długo. Nie doceniłem jej. Była bardziej bystra niż przypuszczałem i musiała mieć szósty zmysł.
— Bo miałam nadzieję. Tak naprawdę, nadal mam, chociaż moja kobieca strona wali mnie teraz metalowym garnkiem po głowie. Zastanawiałam się, czemu wyglądasz tak źle i wreszcie zrozumiałam. Nie spałeś dobrze, bo w pewnych sytuacjach się nie śpi.
Popatrzyłem na nią i powiedziałem z uśmiechem.
— Myłałem, że to ja jestem Holmes.
— Wiesz, że jesteś. Skupmy się na najważniejszym. Czy widzisz jakis symbol w miejscach zbrodni?
— Nie koniecznie to były miejsca zbrodni. On mógł je tam zawieść, jeszcze kiedy żyły, ale już nie były świadome. Wiesz co mnie najbardziej złości i osłabia. Powód.
— Ten facet jest pewnie genialny, ale nie jest normalny. Domyślam się dlaczego to robi. A właściwie wiedziałem od razu. Ale dałam się im wykazać. Były prezydent USA pasuje tu jak madonna do dyskoteki.
Popatrzyłem na nią.
— Dziwne porównanie.
— Nie dziwne tylko nietypowe. Jestem niepowtarzalna.
— I bardzo skromna.
Patrzyliśmy na mapę Amsterdamu z umieszczonymi miejscami. Nic. Zero.
Zacząłem myśleć, na szczęście Eliza siedziała cichutko.
— Musi być jakiś punkt zaczepienia. Inaczej bym był bez szans. On z nami gra. Mamy dwa równoległe zadania. Oba wygladają niemożliwe do odgadnięcia. Musimy znaleźć ofiarę i miejsce. To pierwsze jest chyba niemożliwe, ale spróbujemy. Brunetka, zodiak, rok urodzenia, kolor oczu. Bez nałogów, bez tatułaży i dekoracji skóry. Samotna. Bez partnera. O orientacji heteroseksualnej.
Lieke otworzyła szeroko oczy.
— Tego nie wzięłam pod uwagę. Faktycznie. Wszystkie nie miały nikogo. Chociaż w sumie trudno oczekiwać by Gabriella kogoś miała.  
Wstałem gwałtownie od stołu i pocałowałem Lieke w policzek, uprzednio nieco ją przycisnąwszy. Była zaskoczona.
— A to czemu?
— Bo jestem baran. Imiona. Zobacz!
Lieke patrzyła na wydruk.
— I ja jestem idiotka. Wszystkie imiona są z bibli. Tylko nie wszystkie oryginalnie były kobiece.  
Ruth, Deborah, Gabriella, Samuela. Jeżeli tak, to nasz krąg poszukiwań się zawęża.  
Coś mnie znowu uderzyło.
— Z uwagi na okoliczności, że dziewczyny były samotne, tylko w przypadku dwóch pierwszych zgłoszono zaginięcie. Jest całkiem możliwe, że on już ma tę osobę. Cholera.
Wziąłem swoją komórkę. Wszedłem na kalkulator i coś zacząłem obliczać.
— Porwie ją jutro. Pięć dni. Nie zdołamy jej znaleźć. Podaj brygadzie dane, ale musimy skupić się na adresie. Wrzuć dane do miksera. Znaki egipskie, hebrajskie, hinduskie. Znaki, figury. Wszystko co ci przyjdzie do głowy.
Blondynka zabrała się do pracy.
— Spędzę z tobą czas do lunchu, potem musze coś załatwić.
Rzuciła tylko na mnie okiem.
— Jasne, szefie.  
Uśmiechnęła się i zapytała.
— Przydaję się?
— Oczywiście, prawdę mówiąc jestem mile zaskoczony.  
Zacząłem ogladać zdjęcia ofiar. Sukienki były identyczne, oczywiście różniły się wielkością. Oglądałem wnikliwie twarze. Zabił je tylko dlatego, żeby się ze mna zmierzyć. Czułem w sobie złość, ale pomyślałem o czymś i natychmiast to przeszło. Przecież dokładnie to przewidział. Złość nie jest sprzymierzeńcem. Uspokoiłem się.  
     Około jedenastej odwiedził nas generał.
— Jak postępy?
— Nic. Stoimy w miejscu. Według moich obliczeń...
— Tak — zainteresował się Van Hartenn.
— Nic takiego, nie ważne.
— Rozumiem. Ale jak coś będzie ważnego, proszę przekazać.
Wyszedł, starannie zamykając drzwi.  
— Dlaczego mu nie powiedziałeś?
— A jak sądzisz?
Patrzyła i jej oczy zrobiły się okrągłe.
— Podejrzewasz?
— Wszystkich.
Uśmiechnęła się.
— Mnie chyba nie.
— Ciebie najpierw.  
— Żartujesz, prawda?
— Wcale. Nie mogę wykluczyć nikogo.  
Nie zauważyłem żadnej zmiany na jej twarzy. Podeszła blisko, bardzo blisko.
— Tak nie może być. Ja dla ciebie wszystko, a ty? To nie w porządku.
Wiedziałem, że muszę jej wyjaśnić.
— Nie rozumiesz.
— Tak, nie rozumiem. I powinieneś mi wyjaśnić. Teraz.
Wziąłem kartke i coś napisałem. Przeczytała i jej twarz się wypogodziła. Napisała również coś i podała mi kartkę. Wiedziałem, że nie znajdę lepszego współpracownika.  
Rozmawialiśmy, sprawdzałem powiązania między ofiarami, ale nic nie znalazłem.  
Macie tu jakieś atrakcje? Powinniśmy zrobić sobie przerwę.
— Wiele. Muzeum sexu, ciała, galerie, kościoły. O, jest najwyższa w Europie huśtawka.
— Doprawdy? — udałem zdziwionego.
— Chcesz się pohustać?
— Czemu nie, z piękną kobietą, z przyjemnością.
Uderzyłem w jej słabość. Ale trwało to krótko.
— Wolisz brunetki.  
— Jesteś specjalna.
Nie wiedziała czy żartuję czy naprawdę zacząłem ją doceniać. A zacząłem. Bo pomyślałem, że nawet nie będę musiał zamawiać helikoptera.  
— Do której jest czynna?
— Do dziesiątej wieczorem.
— Możesz załatwić sprawdzian? Po zamknięciu. Zajmiesz się pokojem kamer, a ja coś sprawdzę.
— Masz podejrzenia?
— Zawsze — pokazałem moje równe uzębienie.
— Załatwię. A co za to dostanę?
Rzuciła mi spojrzenie i doznałem olśnienia. Podobałem się jej. W ten zwykły sposób. Musiałem uważać. Zależało mi na niej jako na partnerze, a zbyt ostra odmowa w tej sprawie, mogła to popsuć. Czy mogłem jej na tyle ufać? Bo nie miałem pewności, że ona czegoś nie zobaczy. Rozumieliśmy się dobrze, więc wiedziałem, że kiedy wejdzie do stanowiska z monitorami, nikt poza nią nic nie zobaczy. W sumie zainstalowanie urządzenia miało również drugi cel. I nawet ważnieszy niż zmyłka dla całego departamentu. W końcu nie byli idiotami. Wiedziałem, że mnie obserwują. Być może otrzymali polecenia z całkiem innej instytucji. Ja nie ufałem im, oni mieli prawo nie ufać mi.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 2070 słów i 12102 znaków, zaktualizował 25 gru 2019.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Czyżby mieli wtyczkę w swoich szeregach? Ciekawie się czyta, nadal nic nie wiadomo i to jest wciagające.

  • AlexAthame

    @AuRoRa Dziekuje.Zobaczysz.