Over the edge cz 1 (Nad krawędzią)

Over the edge.

Samolot lądował łagodnie na lotnisku Luchthaven Shiphol w Amsterdamie. Miasto jak i cała Holandia jest płaskie jak stół. Amsterdam w latach siedemdziesiątych był centrum narkotyków, nieco później centralnym punktem rozrywki dla mężczyzn. Jest chyba nadal największym portem Europy.  
  Przyleciałem sporym boeningiem, najbardziej prestiżowych linii, KLM. Port lotniczy położono tylko dwadzieścia kilometrów od centrum. Miałem zarezerwowany pokój w dobrym hotelu XO Couture, pradopodobnie jednym z najlepszych w cenie dokoło stu dolarów.  
Miałem sporo bagażu, ponieważ mam pewne zasady i przyzwyczajenia. Jednakże, moje walizki miały przylecieć nieco później. Wstałem z miejsca i zabrałem małą podróżną torbę. Uśmiechnąłem się do stewardessy i wyszedłem z samolotu.  
  Lotnisko ma trochę ponad sto lat, ale jest cały czas rozbudowane i modernizowane, aby sprostać wymogom czasu.  
  Kiedy doszedłem do okienka kontroli, mężczyzna o północnoafrykańskich rysach zapytał ze sztuczną uprzejmością.
— Cel wizyty, panie Carter?  
— Dla przyjemności.
— Miłego pobytu w Holandii.
Wyszedłem na powietrze. Popatrzyłem na niebo i po chwili wziąłem taksówkę.
— Gdzie jedziemy? — zapytał taksówkarz.
— Rode Kruisstraat 79.
Poprawił się nerwowo w swoim fotelu. W czasie jazdy zerknął kilkakrotnie we wsteczne lusterko.  
  Prowadzący taksówki są z reguły gadułami. Ale ten gość nie odzywał się wcale. Może miał coś na sumieniu. W końcu nie każdy pasażer jedzie z dworca lotniczego na główny komisariat policji. Przyleciałem do kraju słynnego z wiatraków i tulipanów na osobiste zaproszenie następcy Ad Smita. Komendant Smit stracił posadę ze skutkiem natychmiastowym po udowodnieniu przekazywania pięniedzu służbowych dla rodziny i przyjaciół.  
Jego następca, Generał Van Harrten zapewnił mi wszystkie środki i obiecał spełnić wszystkie moje wymagania. No cóż, widocznie mnie potrzebują, pomyślałem. Bo moje wymagania nie były tanie.
  Dojechaliśmy na miejsce. Oczywiście chcieli po mnie przyjechać, ale nie wyraziłem zgody. To było jedno z wymagań. Miałem jeszcze kilka, o których nie wiedzieli i miałem ich powiadomić później.
  Pochodzę z nowego kontynentu. Po wybiciu amerykańskich indian zaczęliśmy się zakorzeniać w amerykańskiej ziemi. Tam gdzie się urodziłem mężczyźni chodzą w kapeluszach. Kraju słynącego z rodeo i oczywiście nafty. Tak, pochodzę z Texasu, dokładniej z Austin.  
Pomyślałem jeszcze chwilkę o Smitcie. Przynajmniej wydawał na porządne cele. Mnie to raczej nie grozi, mam na myśli sprzeniewierzenie. Mam ich tyle, że mógłbym do końca życia nic nie robić w celach zarobkowych. Oczywiście ich nie zarobiłem. Miałem to szczęście, że urodziłem się w rodzinie nafciarzy.  
  Moje dzieciństwo było udane, aczkolwiek nudne. Rodzice podejrzewali u mnie różne mankamenty.
Autyzm, skłonności homoseksualne, narcyzm, hermityzm i jeszcze inne pomniejsze.  
To prawda, że zamykałem się w pokoju, ale tylko w jednym celu. Miłem zadania do rozwiązania i nie chciałem, żeby mi przeszkadzano. Z tego samego powodu nie odzywałem się wiele i nie chodziłem na randki, wylewając uprzdnio szklanki perfum na ciało.  
Moje rówieśniczki pragnęły być co najmniej całowane i dotykane w różne miejscach, a ja miałem wówczas bardziej chwalebne cele. Dużo poświęcałem swojemu wyglądowi, ale nie z powodu samouwielbienia tylko z bardziej prostego powodu. Chciałem, żeby moje ciało było sprawne.  
   W miarę jak dorastałem, zrozumieli. Tym bardziej, że nie zmieniałem zdania i można było na mnie polegać. Znowu, ku niezadowoleniu rodziny, nie zamierzałem się wiązać, jeździłem tylko Austinem Martinem, a nie cadilacem czy GMC. Lubiłem jeden typ bawełnianej koszuli, jeden jedwabnej. Nosiłem tylko czarne wełniane spodnie i chodziłem tylko w ręcznie robionych, hispańskich butach marki Mangani. Okazjonalnie nosiłen złoty sygnet z dużym, czystym szafirem. Zatem w moich oczach nie byłem wymagający.  
Kiedy przedstawiłem się w okienku, policjantka podarowała mi piękny uśmiech i wzięła telefon. Po kilku minutach komendant Van Harteen przywitał mnie osobiście.
— Witamy panie Carter, jak podróż?
— Dziękuję. Cenię KLM. Chociaż w Air France mają lepszy zestaw win musujących. Jeżeli można, chciałbym zapoznać się z grubsza ze sprawą.
— Oczywiście, panie Carter.  
— Steve, będzie łatwiej.
— Och, oczywiście. Jestem Thijs. To imię jest używane tylko u nas.
Spojrzałem na całkowicie siwego, o opalonej cerze, mężczyznę. Miał troche więcej niż pół wieku.
Wiedziałem dokładnie ile ma. Co co dnia. W końcu w tym co robiłem, precyzja była potrzebna. A ja byłem dokładny. Może dokładny to złe słowo, raczej pedantycznie precyzyjny. Miałem z nim mieć kontakt, więc uprzednio dowiedziałem się o nim, ile potrzebowałem. Wiedziałem, że będę współpracował z ich najlepszym człowiekiem. I tu podejrzewałem kłopoty. Lieke Ontrahten. Piękne, występujące tylko w królestwie niderlandów imię i zupełnie nie holenderskie nazwisko. Aż tudno było uwierzyć, że blondynka o urodzie fotomodelki, jest najtęższą głową łamigłówek kryminalnych środkowej Europy. Kłopot polegał na tym, że ja preferowałem brunetki. A poza tym, kobiety stały na piątym poziomie. Na pierwszym oczywiście królowały trudne, nierozwiązywalne i wprost, niemożliwe do rozwiązania sprawy. I właśnie dlatego tu zostałem zaproszony. Może to zabrzmi mało skromnie, ale byłe całkiem niezły w te klocki.
— Nie chciałbym przeszkadzać, ale panienka Ontrahten czeka z niecierpliwością, by pana poznać. Ma wszystkie dowody, poszlaki i przypuszczenia — Thijs patrzył przez moje ramię na to co przeglądałem.
— Za chwilkę. Poza tym u mnie jest teraz środek nocy, potrzebuję się zaaklimatyzować — skłamałem.
Nie patrzyłem, ale wiedziałem, że się skrzywił.
— Oczywiście. Poza panienką Lieke, będzie z panem współpracował major, Van Allen i kapitan, Klaus Koch.
Uśmiechnąłem się. Cóż za kombinacja. Nazwiska odkrywcy bakterii gruźlicy i pasa opasującego ziemie, który zabezpiecza przed promieniowaniem słońca i pierwotnym z kosmosu.
— W umowie była mowa o jednej osobie. Proszę wybrać.
Mój ton nie znosił sprzeciwów.
— W takim razie Koch i Van Allen, będą przekazywać wszystkie dowody panience Ontrahten, a ona, panu — zmieszał się nieco.  
Chrząknął i dopiero wówczas nabrał odwagi by to powiedzieć
— Nigdy pan nie zmienia zdania?
Oderwałem oczy z nad papierów.
— Czytał pan o mnie, prawda?
Zmarszczył brwi. Prawdopodobnie nie przywykł do takich rozmów, a szczególnie odpowiedzi.
— Tak, zapoznałem się, Steve. Pańskie czerwone Austin Vantage czeka w garażu.
— Czerwone? — teraz ja prawdopodobnie ściągnąłem swoje czarne brwi.
— Ciemna wiśnia, oczywiście. Metalik.
— Dodatkowe sprężarki?
— Oczywiście.
Złożyłem papiery.
— Jadę do hotelu. Proszę przeprosić panią Ontrahten, zobaczę się z nią o 8:30.
Zostawiłem generała z otwartą szczęką i skierowałem kroki do garażu. I tu czekała mnie pierwsza, nie miła niespodzianka.
Obok wozu ktoś stał. Och, aż taki głupi nie jestem. Tylko jak wiedziała, że ja nie zechcę jej dzisiaj zobaczyć. Otworzyłem auto za pomocą remont control.  
— Wiem, że jest pan zmęczony. Jestem Lieke — wyciągnęła dłoń.
Uścisnąłem jej prawicę.
— Spotykamy się jutro o 8:30 rano — otworzyłem drzwi.
— Dupek — usłyszałem, chociaż powiedziała to bardzo cicho.
Zapaliłem motor i otworzyłem okno, ponieważ wiedziałem, że o to zapyta. Na jej pięknej buzi królował gniew.  
— Będę mogła czasem z panem jeździć — nałożyła uśmiech na twarz Marsa.
— Zawsze, jeżeli będzie nam potrzebny wóz. Proszę do mnie nie dzwonić przed spotkaniem.
Zamknąłem okno i ruszyłem. Wiedziałem, że klnie pod nosem. Uraziłem jej kobiecość i potraktowałem źle jako współpracownika. Jako człowieka. Ale to miało jeden plus. Skoro to przełknie nie będzie później z nią większych problemów. Tak przynajmniej sądziłem.
   Ruszyłem w kierunku hotelu XO. Nie zamierzałem tam mieszkać. Zarezerwowałem sobie inny. Oczywiście pod zmienionym nazwiskiem. John Smith. Poza tym, miałem odebrać cały potrzebny zestaw do tego, by nikt się ze mną nie kontaktował. Musiałem tej nocy go tylko zamontować i to tak, żeby mnie nikt nie widział.  

W tym mieście lepiej poruszać się na rowerze, iść, albo nawet korzystać z komunikacji miejskiej.  
  Patrzyłem na ludzi. Prawdopodobnie połowę stanowili emigranci. Obserwacja nie przeszkadzała mi w analizie sytuacji. Miałem prawie pewność, że gdzieś w tym mieście następna ofiara czeka na śmierć. I policja zostanie o tym powiadomiona w godzinach nocnych lub najpóźniej rannych. Prawie na pewno będzie to kobieta w wieku dwadzieścia trzy lata. Niestety nie zdołam jej uratować. Czy Lieke wie? Jeżeli nie, to raczej nie przyda mi się do niczego.  
Kiedy przekazano mi fakty poprzednich morderstw, byłem niezadowolony. Powinni wezwać mnie kiedy została zabita pierwsza dziewczynka, jedenastoletnia Jessica Gabriela Hoyte. Niestety do tej pory zginęło już cztery młode kobiety.  
W końcu wyjechałem na mniej zatłoczoną drogę i mogłem sprawdzić dopalacze. Normalnie ten model ma trochę ponad 500 koni. Opony Pirelli 0, które bez problemu wytrzymują osiągnięcie setki w 3, 5 sekundy i prędkość prawie dwieście mil na godzinę. Przez mniej niż pół sekundy pomyślałem czy to będzie konieczne. Sądziłem, że nie.
Byłem trochę zmęczony. Opanowałem techniki medytacyjne do tego stopnia, że potrafiłem kontrolować ciało prawie w doskonały sposób. Ale za wszystko się płaci. Postanowiłem skorzystać z dóbr wschodnich osiągnięć tylko kiedy będzie to absolutnie konieczne. Postanowiłem wziąść krótka kapiel i zdrzemnąć się. Wieczorem, a właściwie w środku nocy miałem pozostać niewidoczny, kiedy będę instalował odbiornik mylący moją lokalizację.  
Holandia to naprawę płaski kraj. Najwyższe wzniesienie jest na pograniczu trzech państw i ma lekko ponad trzysta metrów. Nie chciałem jechać aż tak daleko, bo jakiej mocy musiałby być nadajnik. Vaalselberg było stanowczo za daleko. Ten ktoś czekał, aż podejmę wyzwanie i zamierzał działać tylko w Amsterdamie. Wiedziałem jedno, jeżeli zmieni plan, będzie to znaczyło, ze przegrywa. Na razie był do przodu.  
O nie, ja nie byłem bezduszną maszyną. Wiedziałem, że moja pomyłka będzie kosztować następne życie. A na to nie mogłm sobie pozwolić.  
W Holandii tak jak i w prawie żadnym kraju europy kara śmierci nie istnieje, chociaż wiekszość muzułmanów, a w szczególności Turków, chce ją przywrócić. Wobec tego nie miałem wyboru. Jeżeli wygram, a muszę, sam wymierzę sprawiedliwość. Ale jak powiedziałem, na razie przegrywałem i to, że dopiero wszedłem do gry, nie miało znaczenia. Odczułem. Gdzieś w tym wielkim mieście właśnie została uśmiercona kobieta. To, że zrobiono to w najbardziej bezbolesny sposób, nie miało znaczenia. Mój przeciwnik triumfował. Na razie.
  Miałem przed soba pracowite godziny. Oczywiście byłem zmęczony. Pierwsze co chciałem zrobić po dwu godzinnej drzemce to pojechać do hotelu, który mi przygotowano. Ale ostatecznie zmieniłem zdanie i zamierzałem zabrać sprzęt.  
to nie brzmi niewłaściwie. Nie zmieniałem zdania, jeżeli postanowienie zostało wypowiedziane albo napisane. To co działo się w moim środku nie podlegało tej regule.      

Prawdopodobnie policjańci sądzili, że jestem lekko zbzikowany. Poza samochodem, który miał być dokładnie taki jak orginał w Stanach, to zażyczyłem sobie jeszcze dość dobry system nagłaśniający.  
  Lubiłem słuchać muzyki. Przeważnie spokojnej. A jakość dźwięku była dla mnie bardzo ważna. Kiedyś głośniki były wielkie i wykonane zdobrego drzewa. Teraz zrobiono krok naprzód. Wielkość nie miała znaczenia. Krystaliczny dzwięk mógł się wydobywać z niewielkiej wielkości głośnika.  
Hotel XO, który kosztuje trochę ponad sto dolarów, znajdował się na ulicy Molenverf 1. W recepcji przywitano mnie miło.
— Witamy w Amsterdamie, panie Carter. Sądziliśmy, że przyleci pan wcześniej.
— Miałem coś do załatwienia po drodze.
Recepcjonista uśmiechnął się w miarę szczerze.
— Dobrze pan mówi w naszym języku.
— Dziękuję.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i obyczajowe, użył 2139 słów i 12610 znaków, zaktualizował 31 lip 2018.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Cos nowego, kryminal.

  • AlexAthame

    @Almach99 O takim charakterze jest również Operacja Czarny świt. Dzieje się w Polsce.

  • Almach99

    @AlexAthame przeczytam. Choc w pierwszym momencie wlasnie to mnie odrzucilo. Przelamie sie jednak

  • AlexAthame

    @Almach99 A co cię odrzuciło? Nie lubisz tanich erotyzmów? Bo tak się zaczyna. To tylko pozór.

  • Almach99

    @AlexAthame nie lubie polskich kryminalow. Tak z zasady

  • AlexAthame

    @Almach99 O, a to dlaczego?

  • AlexAthame

    @Almach99 Nie jest takie złe. Tak myślę. O ile nie wystraszysz się chipów

  • Almach99

    @AlexAthame chyba mam uraz z konca lat 80 - tych I 90 -tych.

  • AlexAthame

    @Almach99 Zobaczysz.  :)

  • AuRoRa

    Zapowiada się ciekawie. Morderstwa, zagadki.