Okami cz. 4

– Niezłe autko ten Mercedes G 500. Znam kogoś, kto może zechce kupić. Sprawdzą, czy nie ma czipu, zmienią numery, przemalują, jest w doskonałym stanie.
– Powiedziałaś coś o magazynie. W domu nie masz sprzętu?
– W magazynie mamy lepszy. Pojedziemy najpierw do tego garażu i dostaniemy w zamian dobry samochód. To pięć kilometrów, a magazyn jest jakieś trzy, następne. Dobrze się czujesz?
– Trochę się posikałam.
– Tylko tyle? – uśmiechnęła się szatynka – nadajesz się być agentem operacyjnym lub prewencyjnym, masz naturalne predyspozycje.
– I co teraz będzie, zabiłam człowieka.
– Masz wyrzuty sumienia?
– Prawdę mówiąc, nie. On by nas z pewnością zabił.
– Z pewnością.
– Co dalej?
– Zobaczymy, co będzie. Maxima nie była na mnie. Raczej nie dowiedzą się nigdy, kto strzelał. Broń jest nielegalna, mam pozwolenie na Glocka 17. Masz idealne opanowanie, sto razy lepsze niż ja na pierwszej akcji. Coś czuję, że odzyskamy ważne informacje.
– Nie dzwonisz do nikogo?
– Po akcji jest cisza około dwóch godzin. Niby nie mają szans i tak wiedzieć kto dzwoni i do kogo, bo w tym czasie jest tysiące innych połączeń, ale ostrożności nigdy za wiele. To tu. 
Miejsce wyglądało na złomowisko i tym z pewnością było, lecz obok stało kilka całkiem dobrych samochodów. Emi wytarła swoją i twarz Amber z farby.
– Poczekaj, jeszcze tutaj – blondynka wytarła znak krwistej farby, obok jej ust.  
– Idziemy.
– A kamizelki?
– Masz rację, zupełnie zapomniałam, starzeje się. 
Szybko zdjęły sprzęt ochronny i położyły na tylne siedzenie
Emi zatrzymała samochód i weszła z Amber do małego biura.  
– Jest Mac? – zapytała tłustą blondynkę, pewnie jego sekretarkę.
– Pracuje przy drugim podnośniku, panie umówione?
– Tak, mieliśmy się spotkać o siódmej – rzuciła okiem na zegar, wiszący nad głową blondyny, a ten wskazywał trzy po siódmej.
Podeszły spokojnie do Macka. Amber zauważyła, że Emi ma Glocka za paskiem z tyłu.
– Hej Mac, co słychać?
– Znamy się? – żylasty, łysiejący brunet spojrzał na dziewczynę.
– Nie pamiętasz mnie? Rosa Leonard, jestem znajomą Franka, byłam tu z trzy miesiące temu.
– Pamiętam cię. Miał dla mnie Ferrari. Co masz dzisiaj?
– Cholerne trefne G 500. Sprawdź, czy nie ma czipa.
Mac wyszedł na zewnątrz i rzucił okiem, nawet nie podchodząc.
– Nie ma wgnieceń?
– Stan idealny. Przebieg trzydzieści siedem tysięcy, z 2017.
– Jak na roczny, spory przebieg. Dam dwadzieścia patyków.
– Prawie dwuletni. Potrzebuję samochód. Kilkuletni, czysty.
– Mam Camry z 2010, bordowe, tam stoi – pokazał na parkingu.
– Dobra, biorę. Zabieraj Mercedesa na dół z nim i to już.
– Nie musisz mnie pouczać, Rosa.
– Masz jakiś worek na śmieci, potrzebujemy wziąć kilka drobiazgów?
– Poczekajcie, pójdę do biura. Viktoria się wolno rusza.
Weszli do biura.
– Viki daj papiery do Camry – Mac rozejrzał się, pochylił i wyjął sporu czarny worek.
– Może być?
– Jasne.
– Gratis – uśmiechnął się kwaśno.
Zaczęli iść w kierunku Mercedesa.
– Sama wjadę, otwórz wejście. – spojrzała na blondynkę – zostań w biurze.
Amber usiadła i patrzyła to na kobietę to na biurko.
– Późno pani kończy.
– Tak czasem jest. Płaci dobrze – uśmiechnęła się – a pani co robi?
– Jestem kucharką – odrzekła ucieszona.
– Też lubię gotować, ale Mac zawsze narzeka.
– Chłopu nie dogodzisz – odrzekła Amber.
– Czasem mi się uda – tym razem sekretarka, wspólniczka i z pewnością, kochanka Macka, roześmiała się histerycznie.
Emi wróciła za pięć minut z workiem wypełnionym karabinem i laptopem.
– To możecie już jechać. Tu są śrubki do tablic. Musisz Rose załatwić ubezpieczenie, za miesiąc. Dawaliśmy kiedyś na rok, ale Mac zmienił reguły. Inspekcja coś wykryła i mało nie straciliśmy interesu. Dobrze, że mamy znajomych.
– Tak trzymaj. Polecamy was, komu trzeba. – rzuciła okiem na sekretarkę.
– Idziemy, Kathy.
Po trzech minutach już jechały do magazynu.  
– Czy na miejscu też jestem Kathy, a ty Rosa?
– Nie, tam nie mamy tajemnic. Chociaż zawsze może być wtyka, wtedy leżymy, ale znamy się kilka lat i nikogo nowego nie przyjmujemy, bez całkowitej pewności.
Dojechały. Przed nimi widniał opuszczone biurowce na sprzedaż.
– To tutaj?
– Dwa pietra pod ziemią. Wejście otwiera się na specjalny kod. Zbrojone drzwi
– Czemu tak?
– Nie wiesz, kto jest wrogiem.
– A jak ktoś by chciał kupić?
– Za wysoka cena. Należy do spółki z Malezji. To jest tak zrobione, że faktycznie nikt nie kupi przez pięć lat, a to maksymalna długość istnienia takiego czegoś w jednym miejscu. To będzie najdłużej dwa lata, potem szukamy innego lokum.
Pojawił się facet w mundurze ochroniarza.
– Cześć Emi, nowa?
–To Amber. To jest Simon.
– Hej – Amber pokazała równe ząbki.
– W porządku, Simon? Nikt nie węszył?
– Nie. Zmieniłem kod. – wyjął kartkę i napisał kilkanaście liter i cyfr.
– Zostawić ten sam?
– Możesz zmienić. Jestem do północy, potem zmienia mnie Arron.
– Jak Ella?
– Dobrze, czuje się już lepiej, malutka jest taka śliczna.
– Ucałuj Elle i dzidzię. Jak jej, bo zapomniałam.
– Zapomniałaś?
– Żartuję, Zoe.
– Tak, pamiętałaś.
– Dobra, uważaj na siebie, a my musimy popracować.
Poszły do środka. Weszły do windy. Potem Emi otworzyła jedna wielką kłódkę, potem drzwi i drugą, równie dużą, dopiero podeszły do zabitej dyktą ściany. Odsunęła, pilśnię i wprowadziła kod na srebrzystej stalowej ścianie. Drzwi raczej przypominały wejście do skarbca w banku.
– To jest najbardziej kosztowne. W nowym miejscu zalewamy zbrojony beton, a wrota są montowane zaraz potem.
– Pochodzą z sejfu bankowego?
– Jakbyś zgadła, zmyślna z ciebie istota.
Pokój miał klimatyzację i przypominał bardziej placówkę szpiegowską i to dobrej klasy.
– Ile ludzi mieści grupa?
– U nas pięć osób, nie licząc rodzin. Szefem jest Bill, były pracownik CIA. Wyobraź sobie, że wywiady wiedzą i mimo to, nic nie robią, to skandal. Na szczęście nam nie brużdżą, jak do tej pory. To można by załatwić w tydzień. Wiedzą kto, ale rączka rączkę myje. Zamieszana jest rodzina królewska z Anglii, rodzina holenderskich monarchów i wiele osób zbliżonych do rządu USA. To jest największy grzech tego świata. Ludzie o uczciwych sercach powinni ich rozszarpać żywcem. Skandal i hańba sięgająca nieba. Zobaczmy co tam mamy.
Emi zaczęła rozbierać laptopa. Nawet go nie podłączyła, bo miała pewność, że ma zabezpieczenie i powstały wirus uniemożliwiłby dostanie się do wiadomości.
W końcu, po dwudziestu minutach wydostała właściwą część. Było tu wiele informacji. Posegregowała je do odtajnienia i miała już kończyć, bo wyglądało, że to wszystko, kiedy zobaczyła krótki filmik. Najpierw było coś przerażającego. Nagrano film, jak ktoś maltretował młodą dziewczynę, pewnie nawet niepełnoletnią. W końcu facet ubrany w gumowy fartuch i maskę, przeciął ją żywą na pół przy pomocy elektrycznej piły. Miała zakneblowane usta. Widok ciała świadczył o poprzednich torturach. W tle słyszały rozmowę
– Gdzie to robiłeś?
– Na północy.
– Wspominałeś Albertę.
– Nie, zaraz obok, trzynaście kilometrów na północny-zachód od Ross River.
Potem były trzaski i film się urwał. Amber zwymiotowała.
– Rozciął ją na pół, Boże!
– Miała przypalane piersi i ślady pejcza i rozgrzanych łańcuchów.
Emi znalazła lokalizację tego małego, trochę więcej niż trzysta osobowego skupiska ludzi. Osada była w prowincji Yukon, czterysta kilometrów od Whitehorse.
– Facet dostarcza drastyczne filmy. Skąd ma dziewczyny, a może i dzieci? Tam jest ciągle zima...
– Zostawisz te wiadomości i informacje?
– Tak, to jest praca na godziny. Zapytam Billa, może będzie coś wiedział. To nie jest wielki interes, ale ten ktoś jest potworem. Niestety wielu jest takich, może dzisiaj zmniejszyłyśmy liczbę demonów o dwa.  
– Jak taki ktoś może patrzeć potem na swoje dziecko i żonę? – zapytała Amber, ale Emi jej nie odpowiedziała.
Wyszły z podziemnego pomieszczenia i po paru minutach zagadnęły do Simona.
Wsiadły do Toyoty i po czterdziestu minutach dotarły do domu. Przedtem Emi rozejrzała się czy jest bezpiecznie. Włączyła telewizor. W wiadomościach o dziewiątej wspomniano o ataku terrorystycznym. Nazwano to wojną gangów. Ucierpiał dom szanowanego inwestora Enzo Capistrano. Podano, że pan Capistrano i jego manager zostali zabici przez grupę uzbrojonych terrorystów. Policja bada wrak rozpuszczonego pojazdu i poszukuje skradzionego wozu pana Capistrano. Według policji pan Capistrano został prawdopodobnie pomylony z kimś podróżującym podobnym samochodem.
– Rozpuszczonego?
– W Maximie znajdowała się substancja chemiczna, która zaczyna działać w temperaturze powyżej pięciuset stopni. Została stopiona karoseria samochodu i mają małe szanse, by się dowiedzieć jakiej marki był wóz. Słyszałaś jakie bzdury podali? Terroryści, pomylono ofiarę...
– Czyli jesteśmy bezpieczne?
– Do jutra powinnam wiedzieć, jak idzie śledztwo. Kwestią jest czy połączą przypadek aresztowania Enzo i dzisiejszy napad terrorystyczny.
– Mogą?
– Teoretycznie tak, ale zwróć uwagę, że pomyślą, że gdybym go chciała zabić, to czemu go zostawiłam do dyspozycji policji? Dowiem się czy wiedzieli kto go załatwił, chyba mnie wówczas nie widział, kiedy mu przyłożyłam. Będą sądzić, że wykończyła go konkurencyjna lub jego własna grupa w obawie przed ujawnieniem wiadomości. Często, jeżeli ktoś ważny dostaje się w ręce policji, dla bezpieczeństwa go usuwają. Nasza akcja wzbudzi większą nieufność w tym interesie. Wówczas ludzie robią błędy. Poza tym nie wiadomo co zawierają pliku z laptopa, mam nadzieję, że informacje są ważne. Nie daje mi spokoju ten film.
Amber spojrzała nagle na Emi.
– Czy tam są wilki?
– Oczywiście. Lasy Kanady są pełne wilków.
– Wczoraj mistrz wspomniał i dał kartkę z napisem; Samotny wilk.
Emi wzięła blondynkę za ramiona.
– Pewnie chodziło mu o ciebie, jesteś niesamowita. Tylko nie jesteś samotna.
– Właśnie, że jestem. Ten skurwiel mnie zdradził.
– Mówiłaś o tym mistrzowi?
– Tak. Może się z nim spotkam i zapytam, co miał na myśli.
– Nie możesz mu powiedzieć co widziałaś, ani nic z dzisiaj.
– Wiem, zapytam tylko, co miał na myśli.
– Nie wiem, czy ci odpowie, gdyby wiedział, zrobiłby to pewnie wczoraj.
– Nie wiem, zapytam. Odechciało mi się jeść, po tym wszystkim.
– Mówiłam ci, że o nie jest łatwe. Chcesz się wycofać?
– Nie. Wiodłam beztroskie życie. Nagle dostałam porno zdjęcia, mojego narzeczonego, jak ma sex z rudą zdzirą, potem ktoś chciał mnie porwać, by męczyć i zabić, dzisiaj zabiłam zboczeńca i widziałam najgorszy film w życiu. Co przyniesie jutro?
– Nie wiem, Amber, wiem, że powinnaś coś zjeść. Żeby walczyć ze złem, musisz być silna.
– Dobrze, masz rację. Z pewnością nie jestem już tą samą osobą co kilka dni wstecz.
– Tak, z pewnością nie jesteś.
Amber w końcu zjadła, ale wciąż miała przed oczami scenę rozcinania biednej dziewczyny od krocza do góry. Dobre było to, że biedaczka pewnie zemdlała z bólu i szybko umarła. Natomiast blondynka pomyślała, że sprawca powinien umierać godzinami. Oczywiście zaraz się skarciła w duchu, za takie myśli. Z drugiej strony wiedziała, że większość takich demonicznych morderców dożywała czasem starości. Co było sprawiedliwe, że czekało na nich piekło, czy wieczne, tego Amber nie była pewna.
– To myjemy się i do łóżek. Podoba ci się twoja sypialnia?
– Tak, jest bardzo miła. Może zabrzmi to głupio, ale chciałabym z tobą znowu dzisiaj spać, jak wczoraj.
– Czy chodzi o ten straszny film?
– Tak, jestem zbyt delikatna.
– To ruszyłoby każdego. Pytanie jest, kto jest bardziej chory? Ten, co to robi, czy ten, co to ogląda i płaci setki a może tysiące dolarów.
– Z jednej strony widz niczego nie robi, ale jeżeli się tym syci, powinien również umrzeć.
– Zgadzam się z tobą. Jednak nie jesteśmy Bogiem. Gdyby pójść dalej w tym kierunku, to jest dużo złych rzeczy i jeżeli kogoś to pociąga, to co dalej?
– Chyba jest różnica kiedy ktoś cierpi, a kiedy ma przyjemność.
– Tak, masz rację, chociaż nie za bardzo chciałbym to ciągnąć. Wracając do prośby, nie ma sprawy. Jesteśmy obie hetreo i nie mamy żadnych ciągotek lesbijskich, to możemy zawsze spać, nie mam obiekcji.
– Dziękuję. To mi pewnie pomoże. Jestem ci wdzięczna, że mi uratowałaś wczoraj życie.
Emi popatrzyła na Amber. Sama zabiła już dwoje ludzi, tego pokroju co dzisiaj, ale swoje pierwsze zabójstwo przeżyła mocno. Miała koszmary przez trzy tygodnie, drugie już przyjęła gładko, natomiast z jej obserwacji wynikało, że na Amber nie zrobiło to żadnego wrażenia. Jednak nie chciała sama pytać i tym zaczynać kolejnego niemiłego tematu. Miała w domu dwie łazienki, więc mogły pójść myć się o tej samej porze. Blondynka zastanawiała się podczas brania prysznica czy jutro dobrze wypadnie na lekcji u Garrego. Nie tylko, że zabicie rudzielca nie wpłynęło na nią niekorzystnie, to wręcz ją cieszyło, że jednego złego człowieka mniej. Jednocześnie nie miała poczucia zemsty i nie była zła na Emi, że to ona zabiła Enzo Capistrano. Czyli dwóch złych ludzi mniej, tak podsumowała dzień. Spotkała się z Emi w sypialni.  
Nastawimy zegarek na siódmą?
– Pasuje mi. Mam być u Gerrego o dziewiątej.
– To może nastawię budzik za piętnaście siódma?
– Tak, może być. Dobranoc, Emi.
– Dobranoc, Amber.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i horrory, użył 2370 słów i 14034 znaków, zaktualizował 23 lut o 3:23.

1 komentarz

 
  • shakadap

    Ciekawa historia, może tylko trochę za szybko się rozwija.
    Dobrze napisane, jedyna podpowiedź: proponuję przeczytać jeszcze raz przed publikacja.  
    Dzięki za ten odcinek. Czekam na kolejny.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • lila

    @shakadap Dzięki. Widzisz jakieś błędy, bo nie rozumiem uwagi?

  • shakadap

    @lila tak widzę gramatyczne i stylistyczne oraz literówki.