Niebezpieczeństwo było blisko część 1.

Do fanów opowiadań kryminalnych. Mój debiut, jeżeli chodzi o tematykę kryminalną.
Powiedzcie mi, co o tym sądzicie. Jeżeli się wam spodoba, napiszę kolejne części. Czekam na waszą opinię, w wiadomościach prywatnych, komentarzach.

Dzisiejszy dzień był dla mnie ciężki, ponieważ miałam bardzo dużo pacjentów. Pomimo młodego wieku udało się i otworzyłam własny prywatny gabinet. Jestem psychoterapeutką i psychologiem. Pomagam przeróżnym ludziom. Czasami przychodzą do mnie osoby, które po prostu chcą sobie pogadać, wyżalić się z tego, jaka sytuacja ich spotkała. Bądź tacy, którzy nie mają co ze sobą zrobić po bolesnym rozstaniu miłosnym. Lub którzy nie radzą sobie z panowaniem nad własnymi emocjami i chcą uzyskać porad jak to robić.  
Ze względu na to, że zaczęłam niedawno kolejny kierunek studiów, którym jest psychiatria, podjęłam również praktyki w szpitalu psychiatrycznym, co jest naprawdę bardzo ciężką pracą. Jak widzę tych wszystkich ludzi potrzebujących pomocy od drugiego człowieka, to aż samej chce mi się płakać, bo jest mi ich po prostu żal. Na początku naprawdę było mi ciężko. Teraz już jest tylko lepiej. Może dlatego, że się przyzwyczaiłam. Praktyki mam codziennie po trzy godziny, bo tak ustaliłam sobie z ordynatorem szpitala.  
Mam na imię Laura jestem wysoka. Zawsze byłam szczupła, lecz ostatnio przytyłam 3 kilo. Mężczyźni, z którymi się spotykałam, nie narzekali na moje kształty. Jednak to ja mam czuć się najlepiej w swoim ciele. Mam się podobać samej sobie, nie komuś. Z początku chodziłam na siłownię, ale zaczęłam się tam źle czuć. Zbyt dużo znajomych, więc odpuściłam sobie i postanowiłam chodzić na wieczorne treningi siatkówki. Składy były mieszane i graliśmy kobiety na mężczyzn. Wszyscy byliśmy w podobnym wieku może parę osób ciut starszych ode mnie, ale nie wiele może 3 lata.  
Gdy skończyłam pracę, wróciłam do domu po to, żeby się przebrać w sportowy strój. Związałam swoje czarne długie włosy w kucyka. Poprawiłam makijaż. Nigdy nie malowałam się zbyt mocno. Zawsze delikatnie lub wcale. Oczy miałam, wyraziste, niebieskie niczym niebo, w środku źrenicy miałam żółty niewielki okrąg. Całe otaczała czarna, gruba obwódka. Uważałam swoje oczy za jeden z głównych atutów.  
Kiedy już się ogarnęłam, wsiadłam do swojego samochodu. Gdy dotarłam na miejsce, moje ulubione miejsce było zajęte przez jakieś BMW. Wkurzyłam się trochę, ale co mogłam zrobić? Nic, więc zajęłam obok. Wysiadłam z samochodu. Wypadła mi butelka niegazowanej wody, która zaczęłam się toczyć, aż do momentu, gdy podniósł ją atrakcyjny mężczyzna. Był w miarę wysoki i sympatyczny. Z rozmowy dowiedziałam się, że to on jest właścicielem samochodu, obok którego stoi mój. Powiedział mi, że ma na imię Wiktor. W drodze, na salę gimnastyczną, opowiedzieliśmy sobie nawzajem o tym, czym się zajmujemy, gdzie pracujemy i czym się interesujemy. Powiedział mi, że jest prawnikiem. Tak się akurat składało, że potrzebowałam porady prawnej, ponieważ jakiś czas temu pewien facet po prostu uczepił się mnie jak rzep psiego ogona. Poznałam go na jednym z portali randkowych. Na początku wszystko było w porządku, ale potem stał się natarczywy, zaczął mnie kontrolować. Jak tylko jakiś mężczyzna spojrzał mnie na ulicy, ten od razu rzucał się na niego z pięściami.  Raz popełniłam błąd, bo pozwoliłam mu odprowadzić się pod mój blok, skąd dowiedział się, gdzie mieszkam. Kiedy postanowiłam zerwać kontakt z mężczyzną, on zaczął wysyłać mi listy z pogróżkami. Wiadomości SMS na szczęście już nie dostaję. Ponieważ udało mi się zmienić numer telefonu. Nie chciałam myśleć już na temat moich problemów. Chciałam iść, zagrać w siatkę i przede wszystkim wygrać mecz. Zostawiłam swoje rzeczy w szatni, zajmując szafkę obok Kaśki.  
-Co to za przystojne i smaczne ciacho, z którym rozmawiałaś?- Zapytała od razu zaciekawiona koleżanka.
-Dopiero co go poznałam. Jest prawnikiem i będzie chodził z nami na siatkę.- Odparłam, opierając się o szafkę.
-Co prawda mam chłopaka, ale nie ma takiego wagonu, którego nie da się odczepić.- Zachichotała podniecona Kaśka.
-Dziewczyno, ogarnij się! Jak Jędrek dowiedziałby się jakie głupoty pieprzysz to, od razu by z tobą zerwał, a ty seks z Wiktorem wybij sobie z głowy.- Posłałam Kaśce takie spojrzenie, że aż się biedaczka z wrażenia zarumieniła.  
Poszłyśmy grać w siatkę, oczywiście przed grą pasuje się rozgrzać, więc to też zrobiliśmy.
Rozgrywka zaczęła się. Zdobyliśmy pierwszy punkt, oczywiście drużyna przeciwna się wnerwiła, a zwłaszcza taki jeden Kafel, bo tak na niego mówili. Tak mocno zaserwował piłkę, że zdążyłam tylko zauważyć, że piłka leci w moim kierunku. Szybkim ruchem ją odbiłam tak, że Wojtek kolega z drużyny dostał w głowę.
-Rany boskie nic ci nie jest?! Podbiegłam szybko do kolegi.
-Jest mi, to znaczy nie jest ee Laura? Nie poznałem cię, ale jesteś piękna.- Wojtek gadał niczym pijany.
-Przepraszam, jeszcze raz, ja nie chciałam, nie zrobiłam tego celowo.- Byłam bardzo zdenerwowana w tamtym momencie.
Niby to był strzał w piłkę od siatkówki, ale z dużą siłą przywaliłam w nią. To była obrona, bo nie chciałam dostać w twarz. Raz jak dostałam na WF-ie, to potem miałam rozwalony nos, a na zwolnienie lekarskie nie chciałabym iść.
-Nic mi nie jest, możemy grać dalej, ale musisz umówić się ze mną na randkę w ramach rekompensaty.- Chłopak zaczął się śmiać.  
-Tak, tak koniecznie.- Zaśmiałam się również.  
Szczerze to miałam nadzieję, że to zwykły głupi żart. On mi się kompletnie nie podobał, był totalnie nie w moim guście. Może z wyglądu nie był najgorszy, ale co z tego, jak jego charakter wręcz okropny... Dominujący, władczy i straszny z niego podrywacz. Na dodatek był nieobliczalny. Jak coś czasem powie, to nie wiadomo czy w żartach, czy na poważnie. W ogólne niczym się nie krępował. No ale to był nasz trener i on zamykał zawsze salę za nami, więc starałam się być dla niego grzeczna, bo nie dość, że przychodzę tu za darmo, to jeszcze mogę sobie pograć. Jeżeli chodzi, o nowo poznanego Wiktora, to był bardzo w moim guście, przyznam się nawet, że go obserwowałam podczas gry i był taki delikatny, a jednocześnie stanowczy. Po jakiejś godzinie skończyliśmy grać. Wygrała moja drużyna. Wszyscy poszliśmy do szatni, aby zabrać swoje rzeczy. Nagle podszedł do mnie Wiktor.  
-Słuchaj Laura, bo chciałaś się ze mną umówić, na poradę jak masz tylko czas dziś, to możemy o 20:00- mężczyzna uśmiechnął się i wręczył mi swój numer telefonu zapisany na małej czerwonej karteczce.
Od razu schowałam ten numer do portfela. Wiktor odjechał, więc ja też zabrałam swoje rzeczy, chciałam się jak najszybciej zmywać, bo przecież się umówiłam. Spojrzałam na zegarek była 19:06 no niby mam jeszcze trochę czasu, bo umówiliśmy się dopiero na 20:00. Schyliłam się po swoje rzeczy i nagle oparł się o szafkę Wojtek.
- No widzę, że nowy kolega przypadł ci do gustu. A ja to co? Zapomniałaś, że wisisz mi randkę?- Wojtek zrobił, krok do przodu zamykając moją szafkę i blokując mnie. Nie miałam możliwości ucieczki.
- Wiem, wiem Wojtek, pamiętam, ale ty nie mówiłeś, kiedy chcesz się umówić, a dziś nie dam rady dlatego, że mam już plany...-Zaczęłam tłumaczyć się, bo chciałam, żeby dał mi święty spokój.
Bałam się, że zrobi mi jakąś krzywdę. Pomimo tego, że był w pracy, ja go nie znałam zbyt dobrze i nie wiedziałam, co może mu strzelić do łba.  
-No cóż a ja miałem ochotę na dziś, na dodatek mam wolną chatę i myślałem...
-No to źle myślałeś! Ja nie jestem puszczalską szmatą, którą myślisz, że możesz wyruchać! - spojrzałam wściekła na Wojtka.
Wyciągnęłam tylko rzeczy z szafki i przeszłam obok niego szybko, jakbym chciała uniknąć oparzenia ognia. On złapał mnie za tyłek. Zatrzymałam się I spojrzałam na mężczyznę, jakbym chciała go zabić. Dałam mu z liścia w twarz.
-Następnym razem trzymaj swoje łapy przy sobie. Bo nie będę tak delikatna, jak dziś.- Popchnęłam Wojtka, który ledwo się złapał szafki, siadając od razu na ławce.
Wybiegłam z budynku i szłam w kierunku swojego samochodu. Swoje rzeczy wrzuciłam do bagażnika. Wsiadłam do samochodu.  
- Kurwa... telefon... wysiadłam z samochodu wystraszona i szybko zamknęłam go. Bałam się, że Wojtek dalej będzie na sali albo coś. Nie dość, że jeden psychol mnie dręczy, to jeszcze teraz chyba trafiłam na kolejnego. Weszłam po cichu do szatni i znalazłam swoją szafkę. Nerwowo szukałam w niej telefonu, lecz tam go nie było. Pomyślałam -Co teraz będzie? A może zostawiłam go w domu... Ja pierniczę...-Tysiąc myśli chodziło mi po głowie.
-Tego szukasz laleczko? - Zza drzwi wyłonił się Wojtek, który trzymał mój telefon w dłoni.
Pomyślałam.- Do odważnych świat należy, najwyżej będę żałować, lub wyląduję w szpitalu.
-Tak! Gdzie go znalazłeś? Ach musiał mi wypaść podczas podnoszenia torebki.- Uśmiechnęłam się do chłopaka, po czym, podeszłam do niego bliżej i wyciągnęłam dłoń po swoją własność.
On zaś zamierzał się ze mną droczyć i nie chciał oddać telefonu po dobroci. Wyciągnął dłoń do góry.
-No, pokaż maleńka, jaka wysportowana jesteś. - zaczął się głośno śmiać.
Spojrzałam na Wojtka z wrogością. - Dobra nie chcesz oddawać, nie oddawaj, ale wiedz, że to jest kradzież. - odwróciłam się tyłem i zaczęłam iść w kierunku wyjścia.
-To już na żartach się nie znasz? Przecież ja Ci nie chciałem zrobić krzywdy ani nic. Zamierzałem oddać Ci telefon na następnych zajęciach. - Wojtek złapał mnie za rękę, po czym wręczył mi telefon do dłoni.  
- Powiem ci jeszcze jedno. Podobasz mi się i to cholernie. Najchętniej rozebrałbym Cię i patrzył na Twoje ciało. No, ale nie jestem żadnym psycholem, daj spokój mała. Jak nie chcesz, to nic na siłę nie będę robić.- Wojtek podszedł bliżej i pogłaskał mnie po ramieniu.
Byłam zdziwiona całym zajściem i nie wiedziałam, co się dzieje.
-Kurwa on jest jakiś pojebany, ja już więcej nie będę przychodzić na tę siatkę, a jak już to nie tam.- Powiedziałam po cichu do siebie.  
Wyszłam z budynku ze swoim telefonem. To, co zobaczyłam, zmroziło, mi krew w żyłach. Na moim samochodzie widniał napis: Co kurwo myślisz, że nie wiem, co robiłaś? Obserwuję Cię. Kiedyś będziesz w końcu sama i Cię dopadnę! Napis był napisany czerwonym markerem. Nie wiedziałam co mam robić. Po chwili stwierdziłam, jadę do domu, przecież to mój samochód, zapłaciłam za niego uczciwie i nie pozwolę na to, żeby ktoś mnie straszył I szantażował.
Wcześniej wysyłał mi śmieszne liściki i tak dalej. Z miesiąca na miesiąc zaczynał coraz bardziej przeginać pałę. Aż w końcu doszło do tego, że napisał takie coś na moim samochodzie. No i co ja mogłam zrobić. Cała akcja z prześladowaniem mnie nie trwała bardzo długo, a wiadomo jakie służby policyjne mamy w Polsce. Muszę zdobyć więcej dowodów i dopiero wtedy zgłoszę sprawę na policję. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja nie wiedziałam, czy ten typ działał sam, czy w pojedynkę. Na świecie jest tyle psycholi...
Porobiłam zdjęcia i pojechałam szybko na myjnię. Na całe szczęście napis udało się zmyć. Jadąc w kierunku bloku, czułam się bardzo niepewnie. Spojrzałam w lusterko samochodowe.  
-O kurwa!- Włosy dosłownie wszędzie stały mi dęba.
Na moim tylnym, siedzeniu siedział jakiś gościu.
-Kim jesteś I co tu robisz? Jak w ogóle tu wlazłeś I jakim prawem?! Wypierdzielaj!- Zahamowałam gwałtownie.
Gościu, miał nóż w ręce. Kiedy zahamowałam, uderzył głową w siedzenie i osunął się na wycieraczkę samochodu.
Jadąc, w dalszym ciągu dodałam szybko gazu, zapieprzałam bardzo szybko. Nie wiem ile miałam na liczniku. Kiedy dotarłam pod blok, wjechałam szybko na krawężnik i wybiegłam z samochodu. Pod blokiem zastałam sporą ekipę policyjną. Przyjechali jednym dużym samochodem i  małym radiowozem.
-Potrzebuję pomocy! Weźcie go z mojego samochodu, zanim komuś stanie się krzywda. -Podbiegłam do jednego z policjantów. Zauważyłam, że ma na imię Roman.  
Pan Roman otworzył drzwi samochodu, bardzo powoli. Mężczyzna będący w samochodzie, gdy zobaczył uchylające się drzwi, kopnął w nie, otwierając je na oścież. Policjant ucierpiał, a raczej jego noga.
Drugi z policjantów złapał mężczyznę I szybkim zwinnym ruchem skuł mężczyznę, wprowadzając go do radiowozu. Niestety przyhaczył jego głową o drzwi. Wcale nie było mi go żal, aż się zaśmiałam pod nosem cichutko.
-Co robisz psie? Zajebać ci?- Niebezpieczny mężczyzna zaczął się rzucać, pod wpływem bólu wynikającego z niechcącego uderzenia.
Policjant bez słowa powalił go na ziemię. Wziął go za fraki, wrzucił do samochodu, po czym zamknął drzwi.
-Słuchaj Roman, ja pojadę zawieźć tego typa, tam, gdzie trzeba I wrócę za niedługo, a ty porozmawiaj z panią.- Odparł mężczyzna I odjechał.
-Tak w ogóle co się tutaj do jasnej cholery dzieje?- zapytałam, bardzo zdenerwowana już całą sytuacją policjanta.
- Spokojnie, my I tak nie do pani także proszę się uspokoić.- Mężczyzna usiadł na murku, trzymając się za kolano. Wyciągnął papierosa I zaczął go palić.
-Odpowiem na pani pytanie. Czekamy na właścicielkę mieszkania nr 8 i wszystko jej wytłumaczymy.- Dodał po chwili policjant, zaciągając się papierosem.  
-Przecież to ja jestem właścicielką, tego mieszkania proszę pana! - Odpowiedziałam przerażona.
-To mam dla pani złą wiadomość. Złapaliśmy pana, który już siedzi na pace samochodu, przyłapaliśmy go, jak wypisywał groźby na klatce schodowej. Na całe szczęście w mieszkaniu nie doszło do żadnych większych poważniejszych usterek. Ma pani do wymiany tylko zamek. Już wszystko pozwoliliśmy sobie sprawdzić. Nie wiedzieliśmy, czy działał sam, czy w pojedynkę, puki co wiemy, że działał sam. O wszystkim poinformowali nas telefonicznie sąsiedzi.  
-Panie policjancie, a co jeżeli on nie działał w pojedynkę? Przecież ktoś może mnie nawet zamordować!- Serce waliło mi jak opętane.
Mężczyzna zapewnił mnie, że mój blok będzie regularnie patrolowany, a jeżeli chcę, to mogę dostać ochronę z policji. Po raz pierwszy zmieniłam zdanie co do naszej polskiej policji. Zgodziłam się na to.
Po rozmowie z policjantem weszłam szybko do domu i zadzwoniłam do ślusarza, żeby umówić się na wymianę zamków w drzwiach. Umówiliśmy się na szóstą rano. Spojrzałam na zegarek. Mam 20 min. Szybko wskoczyłam pod prysznic i przebrałam się, bo przecież byłam umówiona z Wiktorem. Przed drzwiami łazienki stał policjant, który obserwował czy nikt nie zamierza wejść do środka mieszkania. Poprosiłam go o to, bo się bałam. On jednak nie miał złych zamiarów wobec mnie, więc się zgodził. W sumie to miałam nadzieję, że nie stanie mi się żadna krzywka. Już nikomu nie ufałam w tamtym momencie.
Gdy już się ogarnęłam, wsiadłam w samochód i pojechałam w umówione miejsce. Wiktor już na mnie czekał. Policjant został I obserwował moje mieszkanie.
-Witaj.- Mężczyzna pocałował mnie w dłoń.
-Cześć miło cię widzieć ponownie.- Uśmiechnęłam się delikatnie. Usiadłam na wprost Wiktora.  
Zamówiłam herbatę on też. Opowiedziałam mu o moich problemach i historii, która przed chwilą się wydarzyła. Mężczyzna doradził mi, abym jutro jechała na policję i wszystko jeszcze raz dokładnie opowiedziała funkcjonariuszom, bo skoro oni złapali chuligana i to jeszcze na gorącym uczynku może mu grozić wyrok bądź szpital psychiatryczny. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o zajściu, które miało miejsce u mnie w bloku, po czym zmieniliśmy temat. Opowiedziałam mu o historii z Wojtkiem. Zapytałam, czy jego też powinnam się obawiać, bo w pewnym momencie poczułam się, jakbym rozmawiała jednym z pacjentów szpitala, w którym mam praktyki. Wiktorowi udało się mnie uspokoić. Razem doszliśmy do wniosku, że może mu tak odwalać po sterydach. Nie wiem, czy je brał i szczerze mówiąc już mnie, to nie obchodziło. Chciałam mieć święty spokój. Doradził mi, żebym również zmieniła miejsce, w którym uprawiam sport. Po spotkaniu z Wiktorem pożegnaliśmy się uściskiem dłoni. Powiedział, że jeżeli będę potrzebować jakiejkolwiek pomocy czy porady, żebym do niego dzwoniła.  
Gdy dojechałam pod blok, stwierdziłam, że zabieram ze swojego mieszkania potrzebne rzeczy i będę nocować w hotelu. Nie wiedziałam, ile nocy tam spędzę, bo pomimo wymiany zamku w drzwiach i tak będę przez pewien czas bać się tam mieszkać. Możliwe, że zmienię lokum. Wiedziałam, że bezpieczniej będzie spać w hotelu. To było wręcz logiczne. Dojechałam do najbliższego, który tylko wpadł mi do głowy i spędziłam w jednym z pokoi noc. Ciężko było mi zasnąć, ale jakoś mi się to udało. Miałam ostatnio spore obciążenie psychiczne. Dobrze, że poznałam Wiktoria, bo on bardzo pomagał mi I dawał bardzo dobre rady, zarówno prawne jak osobiste. Spotykaliśmy się jako koledzy, aby dawać sobie nawzajem rady. Może mężczyzna ich nie potrzebował, ale i tak mógł na mnie liczyć. Nie wiemy, co nas w życiu spotka, a mieć znajomego psychoterapeutę zawsze warto.

335 czyt.
100%3
Kocica69

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i inne, użyła 3250 słów i 17797 znaków, zaktualizowała 8 sie o 11:02.

Dodaj komentarz