Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz. 22.

Oldrey zaczął działać. Pieniądze wpłynęły, więc był wypłacalny i mógł zatrudnić prywatnie pewnych agentów, takich, dla których wynagrodzenie było wszystkim. Plan akcji wyglądał dobrze. Nie trzeba było nikogo zabić, ani zniszczyć dóbr za miliony dolarów, więc nie miał problemu z wykonawcami planu. Korea była sprzymierzeńcem amerykanów, ale to Koreańczycy to inna nacja. Jednak w tym wypadku musiał zorganizować lokalnych ludzi, którzy za dobrą opłatą wykonają robotę. Nie był na tyle głupi, żeby angażować białych. A razie wpadki od razu cała sprawa wydawałby się podwójnie podejrzana. W dokumentach, które trzymał ze sobą w swoim biurowym sejfie, którego hasło znał tylko on, a w razie próby złamania kodu, wszystko uległoby zniszczeniu, znalazły się nazwy firm i kraje, w których prowadzono podobne prace, jakimi zajmował się Nicholas Higgins. Byłoby jeszcze lepiej wynająć agentów waśnie z tych miejsc, ale ludzie innej niż rodzima nacja, rzucaliby się w oczy. Najważniejsze zadanie miał przeprowadzić naukowiec, którego Higgins znał, a ten został poprzednio odrzucony od projektu przez Kima i chociaż nadal pracował w laboratorium, nie miał szans wrócić na świecznik. Ponieważ osobą za to odpowiedzialny był Kim, dlatego Higgins liczył, że z zemsty ten człowiek to zrobi z rozkoszą. Cała operacja miała służyć, tylko by naukowiec, który popadł w niełaskę u szefa, mógł zrobić to bezpiecznie. Ze zrozumiałych powodów nie mógł tego wykonać podczas godzin pracy. Zadaniem grupy było odciąć prąd w rejonie, unieruchomić światła awaryjne, wejść do budynku niezauważonym, wprowadzić naukowca i dać mu pole do działania na maksymalnie pięć minut. Cała operacja musiałby być tak zrobiona, żeby nikt się nie zorientował, że coś zmieniono w składnikach. Inaczej wszystko musiało legnąć w gruzach.  
Grupa sześciu wyszkolonych Koreańczyków zaczęła działać dwa dni potem, tego samego dnia, którego Lesley dotarł do Montenegro. Wszystko poszło doskonale, ale nie dopatrzono się jednego zabezpieczenia. Kim się zorientował dwa dni potem, że coś się stało z linią produkcyjną jego preparatu i spisek został wykryty. Jedna z kamer coś pokazał i po nitce do kłębka udało się złapać jednego z agentów. Odsunięty przez Kima naukowiec zastrzelił się, ale w liście pożegnalnym wymienił nazwisko Higginsa.  
Lokalna służba bezpieczeństwa obawiała się skandalu. Postanowiono sprawę kompletnie wyciszyć, jednak Kim miał wielkie wpływy w tamtejszym wywiadzie, bo podobnie jak Higgins, on również współpracował z wojskiem. Chciał rewanżu. Służby dowiedziały się wszystkich ostatnich wydarzeń na gruncie amerykańskimi w świetle tego, postanowiły przeprowadzić akcję odwetową. Nie na poziomie legalnym tylko wymierzoną w Higginsa. Pojmany agent po licznych torturach przyznał się, że akcję zlecił mu Oldrey, wyznał jednak, że nie było to legalne posunięcie CIA, ale prywatne. Kim nie miał wątpliwości, że chodzi o Nicholasa Higginsa. Gdyby nie list samobójcy nikt by mu nie uwierzył. Sam koreański naukowiec, nie napisał, że za wszystko odpowiedzialny jest Higgins, a tylko coś zasugerował. Kim przekonał służby, że Higgins jest zbyt mocno kryty, by mu coś udowodniono. Poszlaki Kima i list naukowca to było za mało, szczególnie że złapany agent zaprzeczał, by cokolwiek słyszał o Higginsie.  
Postanowiono zareagować odpowiednią akcją w Kaliforni. Z doborem ludzi postąpiono całkiem inaczej niż w przypadku akcji w Seulu. Grupa sześciu, wyszkolonych ludzi, miała składać się z samych Koreańczyków, takich, którzy nienawidzili wszystkiego, co amerykańskie. Ich zadaniem było zaatakowanie laboratorium. Mieli nie robić krzywdy rodzinie Nicka. To były założenia pierwszoplanowe. Grupa operacyjna miała się upewnić, że w środku nie będzie ludzi. Atak nastąpił o północy. Koreańczycy użyli wyrzutni granatów i dział bezodrzutowych typu bazooka typu M3E1. Po przeprowadzeniu ataku wycofali się nieprzechwyceni przez satelity.  

Dzień po wyjeździe Lesley zgodnie z planem, Alex Forest opuścił dom, w którym przebywał od kilku dni, wziął taksówkę i udał się w okolice domu porucznika Calma. Williams powiadomił porucznika o tym by zaopiekował się Alexem. Dedektyw miał wystarczające dowody przeciwko Kimbleyowi i Moora po swojej stronie, dlatego następnego dnia powiadomił swojego przełożonego oficjalnie o tym, że porwany przez Williamsa został przez niego uwolniony. Calm nadzorował krótkie przesłuchanie, w którym Alex złożył zeznania wyjaśniające, że był traktowany dobrze. Nigdy nie widział twarzy Ducha i nie rozumie motywów jego działania. Moor przedstawił informacje lokalnej jednostce CIA. Oczywiście chcieli przesłuchać Foresta, ale zastępca LAPD osobiście wyraził sprzeciw. Doprowadzono do rozejmu. Alex obiecał nie składać zażalenia w zamian za pisemną obietnicę  ze strony Oldreya, że nie będzie więcej nękany w żaden sposób przez kogokolwiek z agencji wywiadowczej. Tym razem sam Moor postawił to na pierwszym miejscu. Po ostatniej wpadce z przyłapaniem agentów na szpiegowaniu Calma, starszy agent wziął tę uwagę bardzo poważnie i wydał natychmiast odpowiednie rozkazy. Oznajmił, że będzie to uznane za zdradę i że on sam wyciągnie najdalej idące konsekwencje jeżeli ktokolwiek ośmieli się to złamać. Tak naprawdę nikt, nawet Kimbley, a nawet szczególnie on, nie miał zamiaru niepokoić Foresta. Policja obaliła zarzuty, że zniszczenie domu Foresta było aktem wymierzonym z powodu rzekomej działalności ojca zabitej rodziny. CIA nie przyznało się do niczego i uznano, że powodem zniszczenia domu Foresta była wynikiem wybuchu gazu. Calm miał swoje zdanie, ale nie próbował tego rozgłaszać. Ponieważ Oldrey dowiedział się swoimi kanałami o porażce w Seulu, obawiał się teraz o swoją skórę i wyczekiwał w strachu, nie chcąc zrobić nawet najmniejszej pomyłki. Nie wiedział, że sama kwatera główna w Langley prowadziła przeciw niemu dochodzenie. CIA zaprzestało śledzić Calma i Oldrey nie wyraził zgody nawet na obserwację Foresta, z drugiej strony Moore zaangażował najlepszych swoich agentów by mieli na oku gdzie jeżdżą Kimbley i Oldrey i z kim się spotykają.  
Calm w końcu spotkał Nicka w jego domu, oczywiście już po tym jak przyjął Alexa pod swój dach. Przyjechał w porze kolacji.  
– Pan porucznik Calm. – oznajmił ochroniarz.
– Czy przestanie nas w końcu nachodzić? – odezwał się Nick do żony.
– Ależ kochanie, to miły człowiek. Pewnie ma jakieś dobre wieści.
– Istnieją telefony, można uprzedzić i nie przeszkadzać podczas kolacji.
Nadia nie rozumiała, czemu jej mąż jest źle nastawiony do miłego porucznika.
– Witam Poruczniku. Wreszcie mogę pana poznać. Żona mówiła mi o panu dużo dobrego. Odwiedził pan nas wcześniej, niestety byłem w pracy. Spotkaliście się z żoną i córką w szpitalu, a właśnie jutro planuję odwiedzić mojego pracownika, Jeana. Zje pan z nami?
Nadia nie mogła znowu zrozumieć, czemu Nick udaje tak miłego, skoro wcześniej wyraził swoje niezadowolenie. Beatrice nie dawała po sobie poznać żadnych uczuć. Myślała znowu o Kevinie. Jej udomowiony szczur zachowywał się dziwnie. Znikał i nie wiedziała, gdzie jest, po czym wracał jakby nigdy nic. Ze zrozumiałych względów nie mogła się od zwierzaka niczego dowiedzieć.
– Będzie mógł pan zobaczyć nie tylko Jeana, ale również Alexa Frosta. Znalazł się.
– Co takiego? – zdziwił się Nick.
Podobnie zdziwili się wszyscy z jego rodziny. Tym razem Beatrice świetnie zagrała.
– Poszukiwany, dawny agent, traktował go dobrze. Niestety pan Frost nie widział jego twarzy. Notabene agenci CIA twierdzą, że tamten miał niespotykane zdolności kamuflażu, inaczej kamery z pewnością by go gdzieś go wyłapały. Podejrzewają, że zrobił operację plastyczną twarzy i tak naprawdę nie mają pojęcia jak wygląda obecnie. Niestety z jakichś powodów nigdzie nie natknęli się na jego odciski palców, a jeszcze wówczas nie mieli fotografii komputerowej tęczówki. Twarz można zmienić, oczów nie. Jednak nawet gdyby mieli zdjęcia jego oczu, nie na wiele by się to zdało. Agent musiałby stać tuż przy kamerze, a jest podobno super bystry i ma dodatkowo szósty lub nawet siódmy zmysł. – Calm wypowiedział to z kamienną twarzą.
– Z pewnością zobaczę pana Foresta. W końcu muszę mu osobiście złożyć kondolencje. – Nicholas prawdopodobnie bardzo się starał, by jego wypowiedź zabrzmiała autentycznie, ale wszyscy, nawet Mark odnieśli wrażenia, że jest bardzo zaskoczony wiadomością uwolnienia nieszczęsnego ojca zabitej rodziny, a jego cała wypowiedź była mocno naciągną, wręcz teatralna.
– Gdzie się podziewa, słyszałem, że zniszczono jego dom? Policja ma miejsca dla takich poszkodowanych ludzi?
– Ma, ale na razie pan Forest mieszka u mnie. Ma doskonałą ochronę, równie dobrą jak pan. – tym razem Scott nieznacznie się uśmiechnął.
– Będę mogła go odwiedzić? – powiedziała Beatrice.
Nick spojrzał na nią mocno zdziwiony.
– Przecież widziałaś go z mamą zaraz po zamachu?
– Masz coś przeciwko? Czuję do niego sympatię.
– Masz do tego prawo. Jest miłym człowiekiem, obecnie załamanym.
– Właśnie dlatego chcę go zobaczyć.
– W porządku, masz wakacje i jutro pojedzie z tobą ktoś z moich ludzi.
– Nie jutro. Chcę jechać dzisiaj z porucznikiem. Mogę – spojrzała tym razem na Scotta.
– Nie mam nic przeciw.
– Jest ósma wieczór, nie będziesz wracać po nocy. – Nick nieco podniósł głos.
– Nie mam zamiaru wracać. Wrócę rano. Pan porucznik mnie odwiezie.
– Pan porucznik ma ważniejsze sprawy niż jechanie z Los Angeles do San Diego.
– Mam tu kilka spraw do załatwienia i nie będzie dla mnie żadnego kłopotu, by odwieźć pańską córkę.
Beatrice posłała mu miły uśmiech.
– Nie zgadzam się. – powiedział twardo Nick.
– Wybacz ojcze, ale jestem pełnoletnia. Chcesz, by temperatura naszej relacji spadła do zera bezwzględnego?
Tym razem Nick nie zdołał przywrzeć maski. Był kompletnie bezradny. Nie zamierzał postanowić na swoim, bo czuł, że to i tak nic nie da. 
– Co się tak uparłaś? – zapytał jak bezradny chłopiec.
– Już raz powiedziałam i nie zamierzam się powtarzać. – każde jej słowo było stanowcze i Nick wiedział, że nic nie zrobi, by zmienić jej decyzję.
– W porządku, skoro tak. Widzę, że naprawdę umiesz postanowić na swoim. Ma pan pokój gościnny? – zapytał porucznika.
– Nie mam tak wielkiego domu jak pański, ale mam aż dwa. To się dobrze składa, bo jeden odstąpiłem panu Forestowi. Bardzo miły człowiek. Nie często spotyka się takich ludzi.
Nick był wściekły, ale tym razem potrafił to ukryć.
Co oni wszyscy w nim widzą takiego wyjątkowego, pomyślał tylko.
– To zabiorę coś do spania. Nie sądziłam, że będę miała dzisiaj sleep-over. Skoro już będę w LA to może odwiedzę moją najlepszą przyjaciółkę Articę.
– Nie jest bezpiecznie. Wolę, żebyś była pod opieką porucznika.
– W porządku. – tym razem zgodziła się łatwo. – Wobec tego tylko do niej zadzwonię, a spotkam ją i tak kiedy zacznie się rok akademicki.
Poszła się pakować. Kiedy była gotowa, porucznik zaczął się żegnać. Nadia uścisnęła mu dłoń i Nicholas również. Siostra uścisnęła brata i wyszli. Higgins unikał tematu, ale czuło się w powietrzu, że chce o tym porozmawiać z żoną. Zrobił to dopiero w sypialni, kiedy byli już w łóżku.
– Czy mi się wydaje, że moja córka ma jakieś uczucie do tego Foresta? – spojrzał w piękne błękity Nadii.
Nadia się uśmiechnęła. Wiedziała przecież jak jest, ale nie zamierzała zdradzić tego jej ojcu.
– Ja natomiast zauważyłam, jak porucznik na nią patrzył.
– Jak patrzył?
– Jesteś typowym mężczyzną i dlatego nic z tych rzeczy nie dostrzegasz. Beatrice mu się bardzo podoba.
– Chcesz powiedzieć, że raczej chciała spędzić czas z tym Calmem?
– Całkiem możliwe.
Nick nieco się uspokoił.  
– Tak to rozumiem, bo inaczej już zastanawiałem się, co widzi w tym facecie. Alex Forest ma czterdzieści osiem lat, a nasza Beatrice tylko dziewiętnaście.
– Czasem kobiecie podobają się starsi mężczyźni.
– To nie jest normalne.
Nadia do tej pory we wszystkim się z nim zgadzała, w razie różnicy poglądów, zgrabnie się wycofywała, by nie stwarzać konfliktu, ale tym razem postąpiła inaczej. Miał powody i to solidne.
– O tak? Ja mam dwadzieścia sześć, a ty czterdzieści pięć, więc jest dziewiętnaście lat różnicy. Fakt, Forest ma dwadzieścia dziewięć lat więcej niż Beatrice. Może powiesz mi jaka różnica wieku jest dla ciebie normalna?
– Nie porównuj mnie z tym Forestem. – Nick wyraźnie nie był zadowolony z jej odpowiedzi.
Co dziwne Nadia już prawie chciała się wycofać, ale zrobiła inaczej. I sama nie rozumiała dlaczego. Prawdę mówiąc, pierwszy raz się postawiła tak mocno mężowi.
– Dlaczego? Bo jesteś naukowcem, a on nie? Bo jesteś bardzo bogaty, a on nie? Spodobałeś mi się jako mężczyzna. Nie wiedziałam, kim jesteś i ile masz pieniędzy. Forest wydaje się bardzo ciepły, miły i dobry. I jest do tego przystojny.
– No wiesz! Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Jednak pewnie chodzi jej o Calma. To jest odpowiedni wiek kandydatów dla mojej Beatrice.
– Też tak uważam, ale nie zamierzam ingerować w jej wybory. Jest dobrą dziewczyną. Mądra i silną. Nazywa mnie matką i jestem jej za to wdzięczna, ale staram się być jej przyjacielem i ty lepiej bądź taki.
– Jestem jej ojcem i chcę dla niej dobrze. Dobranoc. – odwrócił się plecami.
Nadia pierwszy raz coś poczuła, co było nowe. Nie było to miłe, jednak nie zamierzała robić z tego wielkiej sprawy. Właśnie przeżyła pierwszą kłótnię z mężem.

Beatrice wsiadła do BMW i ruszyli. Kiedy minęli posesję odchyliła się w kierunku Calma i pocałowała mu policzek.
– Dziękuję. – szepnęła.
– Calm zrozumiał. Dziwne, że tak późno.
– Jesteś piękną i mądrą dziewczyną...
Beatrice uznała, że nie jest za późno. Nie była głupia i zrozumiała, że on właśnie zrozumiał, dla kogo mocniej bije jej serce. Postanowiła uratować, co mogła, by zatrzymać jego przyjaźń i oddanie dla Foresta i trochę dla niej. Nie wiedziała, że nie musiała tego robić, bo Scott miał złote serce, podobnie jak i Alex.  
Postanowiła niczego nie ukrywać.
– Zauważyłam, że ci się podobam. Być może uważasz, jak mój ojciec. Sama zdaje sobie sprawę, że to dziwne, ale mam do Alexa uczucie. Mówię ci to, bo mam do ciebie zaufanie.
Calm poczuł swoisty ból. Wiedział, że serce pięknej nastolatki jest zajęte. W przeciwieństwie do Nicka miał inne zdanie na temat miłości. Nie powinien mieć, bo do tej pory nie posiadała żadnego doświadczenia w tej materii, ale nie mógł oszukiwać samego siebie.
– Alex jest niespotykanym człowiekiem. Ujął serce Williamsa i moje również, więc nic dziwnego, że ujął twoje. Tylko z tego co czuję, jego serce krwawi po stracie rodziny, a i tak pewnie nadal kocha żonę.
– Wiem, poczekam. – powiedział natychmiast.
Scott pozbył się wszystkich złudzeń. Beatrice kochała Foresta.  
– Nie obawiaj się, nic mu nie powiem. 
– Kochany jesteś. To zabrzmi głupio, ale jesteś wspaniałym facetem i zasługujesz na świetną kobietę.
– Dziękuję. – powiedział to z uśmiechem, ale w środku czuł smutek.
– Chciałam ci to powiedzieć wcześniej, bo coś poczułam. Nie chcę, byś cierpiał.
– Jest w porządku. Będę wam pomagał ile dam radę, a nawet więcej, bo wiem teraz, że jest ku temu powód.
– Zasługujesz na buziaka i to nie w policzek.
Nie wiedział co na to powiedzieć. Na szczęście brunetka nadal mówiła.
– Powiedziałam Nadii i ona mnie zrozumiała i jest całkiem za mną. Ojciec będzie też musiał to przyjąć, jeżeli nie, stanie się moim wrogiem.
– Masz niewielkie szanse z Alexem. On może tego nie zrozumieć. Jest dobrym człowiekiem i nie będzie chciał...
– Scott, przestań. Pozwól jemu postanowić. Obiecałeś milczeć i doceniam. Nie mam doświadczenia, ale czy w tym trzeba mieć? Po prostu go będę kochać, a on z tym zrobi, co zechce. Miłość to nie mistrzostwa świata. Człowiek, który kocha, cieszy się, że kocha, nie ocenia i nie oczekuje. Może kiedyś tego doświadczysz.
Calm zamknął się i pomyślał, że skoro tak, miłość musi być bardzo dziwna.
– Miłość nie jest dziwna, jest prosta. Żeby to zrozumieć, wystarczy kochać. Wierzę, że ciebie to też spotka, bo na to zasługujesz.
Beatrice go zaskoczyła. Nie tylko odpowiedzią, ale głównie tym, że wyczuła jego myśli. Resztę drogi milczeli. On myślał o jej słowach, ale i o sprawie, którą prowadził. Miał nietypowe zdolności, że nie myślał o tych dwóch sprawach przemiennie tylko równolegle. Ona cieszyła się tylko tym, że zobaczy Foresta.  

Alex siedział na kanapie, a Luna na jego kolanach. Miała ostatnio szczęście do miłych ludzi. Kochała w swój koci sposób Scotta, potem poznała Williamsa, a teraz Foresta. I w tej chwili miała ich trzech w swoim małym kocim serduszku. Nie wiedziała, że to jeszcze nie wszystkie cudowne osoby, które pozna. Zrozumiała to jeszcze zanim Beatrice weszła do domu porucznika.  
Ludzie sądzą, że koty czują zapach, ale one czuję więcej, mianowicie jaki ktoś jest. Kiedy tylko dziewczyna weszła do domu, Luna już przy niej była i otarła się o jej łydkę. Beatrice miała dylemat. Po sekundzie schyliła się, a kotka skoczyła jej na ręce. Dopiero teraz razem z nią podeszła do Alexa. Wtuliła się w jego ramiona, a czarna kotka była miedzy ich torsami.
– Cieszę się, że jesteś. – szepnęła.
Kotka zeskoczyła na podłogę, bo nie chciała im przeszkadzać. Poszła ze swoim panem do kuchni. Jadła już swój drugi posiłek, ale liczyła na jakieś łakocie. W tym czasie Alex trzymał dziewczynę w ramionach i nagle dotarło do niego coś mocnego. Poczuł, że młoda dziewczyna ma do niego uczucie. Gdyby nie Cynthia pewnie trudno by mu było to pojąć. Zamiast dziwnych pytań zapytał najprościej, jak potrafił.
– Dlaczego, Beatrice?
– Nie wiem, kochanie. – poczuł łzy na policzku.
Jej łzy.
– Beatrice. – odsunął twarz od jej buzi i patrzył prosto w jej oczy. – moje serce...
– Wiem, poczekam. Choćby do końca życia.
– Chyba mojego. – próbował się uśmiechnąć.
– Czy to ważne? Nie mówmy o tym, chyba że będziesz chciał. Wiesz już i ja wiem, co jest w twoim sercu. Jednak wiem coś jeszcze. Skąd? Nie wiem. Cynthia cię kochała, prawda?
– Tak, ale...
– Nie próbuj kłamać. Mnie nie oszukasz. To wiedziałeś tylko ty i ona. Chciałeś inaczej, ale wiedziałeś, że ona cię tak kocha.  
– Poczułaś?
– Kiedy tylko was zobaczyłam. Widać, nie tylko cieleśnie byłyśmy podobne. Może nie powinnam tego powiedzieć, szczególnie teraz. Cynthia chciała, byś był szczęśliwy. Chciała ci dać wszystko, całą siebie, ale chciała najpierw, byś miał miłość od Emile, bo ją kochasz. Teraz nie ma już Emile i nie ma Cynthii. Cynthia chciała tego, żebyś by szczęśliwy.
– Dziękuję. Czy mi się wydaje, że Scott... – brunetka wyczuła, że Alex całkowicie przyjął i zaakceptował jej wyznanie.
Wyczuła coś jeszcze, ale sama w to nie wierzyła. 
– Nie wydaje ci się. Właśnie mu powiedziałam, może trochę za późno, że moje serce należy już całkowicie do ciebie. Obawiałam się krótko czy się nie zmieni, kiedy się dowie. Czasem ludzie swoiście reagują w takich sytuacjach. Ale to wspaniały człowiek, ma dobre serce. Mam nadzieję, że spotka kogoś odpowiedniego i oboje znajdą w sobie miłość.
– A Nick? – Alex pozornie przyjął lekko również i to wyznanie.
– Jestem dorosła i to moje życie. Kto będzie to akceptowa, będzie po mojej stronie, kto nie będzie, zostanie moim wrogiem. Bez wyjątku.
 Spojrzała na niego i widać było, że chce skończyć rozpamiętywanie tej sytuacji.
– Nie jesteście głodni? Jestem tu i zrobię nam coś do jedzenia.
Zostawiła zaskoczonego Alexa i poszła do kuchni.
– Popatrzę, co masz w lodówce i przygotuję listę produktów do kupienia. Raczej nikt na nas nie spuści rakiety, a strzelać umiem, chociaż sądzę, że nikt nam nie chce zrobić krzywdy. – zagadnęła do lekko zaskoczonego Scotta, który siedział w kuchni, na krześle przy stole, z Luną na kolanach.
– O czym ty mówisz Beatrice? Jutro jedziesz do domu...
– Do jutra może się dużo zmienić. Czyż nie miałeś przypuszczeń?
Popatrzył na nią uważnie.
– Owszem. Masz zaczątki na dobrego detektywa.
– Być może. Zrobię nam coś jeść, mimo że jestem po kolacji, a ty pogadaj z nim. Stęsknił się za tobą, pewnie nie zdołaliście pogadać. Już tęskni za Williamsem, ale na to spotkanie będzie musiał trochę poczekać.
Calm stał z lekko otwartymi ustami. Z jej słów wynikało, że czuła, jakie nastawienie uczuciowe ma Alex do Lesleya i do niego. Nigdy jeszcze nie spotkał tak wspaniałej i szczerej osoby. Uśmiechnął się do siebie i poszedł do salonu, gdzie brunetka zostawiła Alexa.
– Szkoda, że nie jesteś młodszy brachu, ale i tak ci zazdroszczę. Będę się cieszył waszym szczęściem, kiedy przyjdzie w pełni, bo na razie jest tylko częściowe. – szepnął do siebie i udała się do człowieka, którego pokochał już kilka dni temu.
– Wiem, że brzmi to pokracznie, ale będę cię bronił, do czasu jak długo to będzie potrzebne. Z drugiej strony skoro Williams pojechał, znaczy, że nic ci nie grozi. Masz ze sobą policję, a służby nic już ci nie zrobią. Moor wysłał raport do Langley. Ja mam coś, co jest dowodem wystarczającym, by wsadzić Kimbleya na zawsze za kraty. Osobiście mam podejrzenia, że Oldrey nie jest święty, ale nie mam żadnych dowodów. Wciąż nie wiem, kto zabił Gellerta. Ta sama osoba umieściła bombę w Cullinanie. Czekam na analizę pocisku z ciała tego chłopaka.
Poczuł wibrująca komórką i wyjął ją z kieszeni.
– O wilku mowa, to laboratorium z kwatery głównej. – rzekł cicho do Foresta.
– Masz coś Matt? – Scott włączył mikrofon.
Widać jego zaufanie do Foresta było kompletne. Zresztą ufał i Beatrice. Nie sądził jednak, że ich teraz usłyszy, bo przyrządzała im właśnie jedzenie w kuchni.  
– Pocisk pochodzi z takiego pistoletu, który używasz, Glock 19.
– Bardzo popularna broń policji i służb.  
– Wiesz, że będzie to szukanie igły w stogu siana, prawda? – rzekł Matt.
W tym momencie Scottowi przyszła myśl, że ma dla Beatrice broń. Miał coś odpowiedniego dla niej, gdyby chciała. Nowy Smith-Wesson M&P 9mm shield, dziewięciostrzałowy pistolet, doskonale nadający się dla kobiet, ważący mniej niż 600 gramów, mieszczący się w spodniach z tyłu, z boku i nawet z przodu.  
– Cóż, nie mam ogromnej listy podejrzanych. Na razie nie wiem, kto to mógł zrobić, składam klocki, ale tym razem nie będzie łatwo. Na szczęście wiem, gdzie zacznę szukać.
– Ciało było przeniesione, czas zgonu około północy z piątku na sobotę.
– Szybko się go pozbyto. Ludzie podejmują złe decyzje.
Calm już zbadał powiązania uwolnienia Petera rok temu. Uczyniła to firma adwokacka Robertson&Clark, nic na nich nie znalazł. Postanowił, że pewnością zasięgnie dokładniejszych informacji w tej sprawie. Zabójstwo to poważne przestępstwo.  
– Dziękuję Matt, coś jeszcze. Wyczułem w głosie.
– Znaleźliśmy fragment zapalnika, który nie powinien istnieć. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Elektroniczne cacko. Moja sugestia, odbierający sygnał wysokiej częstotliwości.
– Zasięg?
– Badamy. Nie mamy wiele. Moim zdaniem maksymalnie dziesięć metrów.
Calm zastanowił się, że to nielogiczne.
– Wiem, co myślisz, Scott. Ktoś głupi tego nie wymyślił, jest możliwość przesyłania sygnału.
– Rozumiem. Wówczas odległość nie ma znaczenia.
– Dokładnie. Z komórki możesz rozmawiać z babcią z drugiego pokoju lub gdyby spędzała wakacje w Chinach.
– Nie mam tam przyjaciół ani babci.
– Dałem przykład. Równie dobrze mogłaby to być Korea.
– Czyżby?
– Nie wykluczone.
– Cholera. – zaklął Calm.
– To nic pewnego. Nie odkryjemy skąd pochodził sygnał. Mógł pochodzić z jakiegokolwiek rejonu gdzie jest zasięg Wi-Fi. To chyba wszystko.
– Dzięki Matt. Do jutra.
– Do jutra, Scott.
Czuł wzrok Alexa.
– Co z tą Koreą? – zapytał brunet i zmarszczył nieco czoło.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i thrillery, użył 4270 słów i 25024 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Zawzięty naród z Koreańczyków. Odwet na USA?
    CIA wymigało się od zarzutów. Nie mogło być inaczej w przypadku tajnych służb.  
    Czyżby Nick przypadkowo ujawnił swoje dwa oblicza? Czyżby wpadł pod wpływem zdenerwowania? Przeczytał uczucia córki, ale to może być dla niego kłopotliwa sprawa. Nie wiem czy autentycznie współczuje Alexowi. Chce dobrze dla córki, ale czuję, że nie pozwoli na związek Beatrice z Alexem.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Zobaczysz...Nie moge zdradzać. Odczytuj bohaterow jak chcesz. Coraz bardziej wygląda, że zamachowcy pochodzą z poza USA. Powody mają..Wkrótce zobaczymy jak się to potoczy. :smile:

  • dreamer1897

    @AlexAthame Same tajemnice :rotfl:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Tak jak w Kosciele katolickim. :rotfl: