Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Krew. cz. 20

Calm pojechał do biura, żeby sprawdzić, jak posuwają się badania w sprawie zamachu. Na swoim biurowym telefonie znalazł notkę od Matta Perry. Widocznie informacja nie była super ważna, inaczej doktor Perry zadzwoniłby na jego komórkę. Połączył się z laboratorium.  
– Mogę rozmawiać z doktorem Perry? – odezwał się gdy usłyszał głos sekretarki całego wydziału laboratorium, Sary Jones.
W budynku komendy pracowało wielu cywili. Właśnie w laboratorium właściwie nie mundurowi, przeważali.
– Doktor Perry poszedł na obiad. – odrzekła ciepło.
– Tu Scott Calm.
– Ach, to pan. Trzeba było od razu mówić. Dla pana jest obecny. Rzadko pan tu dzwoni, sądziłam, że to pan, poruczniku, ale nie miałam całkowitej pewności. – Sara jakby próbowała się usprawiedliwić.
– Nie rozumiem.
Scott rzadko wymieniał ten zwrot.  
– Je obiad w swoim biurze, tuż przy laboratorium, to pracoholik. Nigdy nie ma na nic czasu. Powiadomię go, dał mi zielone światło gdyby to pan dzwonił, poruczniku.
Nie wiedząc czemu, Scott pomyślał teraz o dwóch młodych kobietach, które niedawno odwiedził i poznał nieco lepiej. Nadia była piękna, ale on, pierwszy raz w życiu poczuł coś swoistego do brunetki. Już właściwie zaraz po zamachu to wiedział, ale wówczas jeszcze nie miał pewności. Starał się jednak to trzymać głębiej, może z wrodzonej nieśmiałości do kobiet, w tej materii, a może z innego powodu, którego jeszcze w pełni nie zrozumiał.  
Do biura Perrego dotarł po pięciu minutach. Gmach był wielki, ale detektyw znał tu właściwie wszystkie placówki na pamięć.
Matt kończył lasagne.
– Patrzysz tak, jakbyś czuł głód. – odezwała się szef laboratorium.
– Prawdę mówiąc mogłem coś wcześniej zjeść, a tego nie zrobiłem.
– Och gdybym wiedział! Miałem dwie. Wówczas bym się z tobą podzielił.
– Wielkie dzięki doktorze, doceniam gest. Pewnie coś zjem w naszej stołówce.
– Mogliby nieco lepiej gotować. Tak prywatnie, ta kuchnia w naszym budynku, przypomina chiński bufet.
– Chyba nie jest tak źle. Jadłem tam już kilka razy.
– Każdy ma swój smak. Zadzwoniłem, bo znalazłem coś i chciałem się tym z tobą podzielić.
– Po twojej minie widzę, że mnie nie ucieszysz.
– Nie o to chodzi. Nie wiem, jak to przyjmiesz. Pierwszy raz twoje nieomylne przeczucia chyba cię zmyliły.
– O! Zaciekawiasz mnie.
– Chodzi o ten zapalnik.
– Co z tym zapalnikiem? Znaleźli zwłoki Gallarta w parku. Wkrótce dostaniesz jego buty. Widziałem, że były czarne, więc ślad był prawidłowy.
– W to nie wątpię. Chodzi o sam zapalnik. Zrobiono go z koreańskich części. Zwykle wszystko co elektroniczne jest mieszanką chińszczyzny, trochę Makao i Indii. Ten w dziewięćdziesięciu procentach wykonano z koreańskich komponentów.
– Czyli ktoś chciał nam coś zasugerować. Pewnie specjalnie.
– Dokładnie rozumiesz moje odczucia. Problem w tym, że ten zapalnik był zepsuty.
– Zwykle tak może się zdarzyć po detonacji.
– Tak, o ile znajduje się w polu rażenia. Ten znajdował się daleko i był atrapą od początku.
– Co masz na myśli? Ochroniarz zeznał, że zobaczył błysk światła, pod samochodem, po stronie kierowcy, z przodu i wówczas nastąpił wybuch.
– Nie przeczę. Ten zapalnik nie mógł uruchomić detonacji. Nas technicy znaleźli skrawek prawdziwego detonatora. Przykro mi.
– Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. – uśmiechnął się Scott.
– Wiesz co? Zupełnie cię nie rozumiem. Sądziłem, że się co najmniej zmartwisz, że twój detektywistyczny nos pierwszy raz cię zawiódł.
– To, co powiedziałeś, upewniło mnie co do słuszności mojego pierwszego przypuszczenia, które odrzuciłem z powodu całkowitego braku logiki. Jednak teraz widzę, że w tym szaleństwie jest metoda. Idę na obiad. Nie pracuj zbyt ciężko, Matt. – Scott wyszedł cicho, podgwizdując, a to mu się zdarzała naprawdę kiedy był z siebie zadowolony.
Policzył czas. Miał go sporo do spotkania z Moorem, a potem z tym agentem, który wcale mu się nie podobał.
Jutro powinienem odwiedzić Jeana, może jego zeznanie coś mi rozjaśni, chociaż chyba już wiem, kto to zrobił, tylko nadal nie wiem, dlaczego, pomyślał.
Miał sporo czasu, więc zadzwonił z pytaniem o czas wizyt w szpitalu policyjnym. Leżał tam poszkodowany ochroniarz. W zasadzie mógłby tam wejść kiedykolwiek, ale sprawa nie była aż tak istotna. Okazało się, że widzenia są od południa do drugiej, więc uznał, że pierwsza godzina będzie akurat.

                                                                                 *
– Mark, muszę cię zostawić, jak mówiłem. Powinienem wrócić koło czwartej.
Śmigłowiec zabrał Nicka do miasta. Pilot nie wychodził ze środka helikoptera od momentu kiedy wleciał rano z Markiem i Nicholasem z jego posesji. Wylądował szarą maszyną na dachu jednego z wieżowców i miał czekać na swojego pracodawcę. Właściciele wieżowca współpracowali z Nicholasem. Tak naprawdę naukowiec miał wielu znajomych, a ponieważ nigdy nie skąpił pieniędzy wszyscy z reguły szli mu na rękę. Wziął taksówkę i dojechał dziesięć minut przed umówionym spotkaniem z Philipem. Przeszedł dwie przecznice i wszedł do tureckiej kawiarni. Obserwował agenta kiedy ten wysiadł ze swojego prywatnego wozu. Jeździł dwuletnim Cadilackiem Escalada. Oldrey, zanim wszedł do środka, popatrzył dyskretnie w koło. Miał ciemne okulary.  
– Sądzisz, Nick, że to dobre miejsce? – zapytał kiedy tylko usiadł naprzeciw Higginsa.
– Jak każde. Zamówiłem coś dla ciebie z tureckiej kuchni. Będziesz jadł w okularach?
Oldrey zdjął ciemne szkła i schował je do kieszeni marynarki.
– Mam dla ciebie wszystkie informacje. Dokładnie znam prace naszego przyjaciela, Kima. Mam też swojego człowieka, który tam pracuje. Co prawda nie jest w łaskach szef i może dlatego zgodził się pomóc. Wszyscy chcą pomagać, ale każdy chce z tego coś mieć.
Bufon, pomyślał Phillip. Ten, co robi coś za darmo.
– Dziękuję za wszystko. Będę mógł zacząć jutro. – odrzekł szef placówki CIA w rejonie LA.
– Dobrze by było zrobić to w ciągu tego tygodnia. Teraz się rozluźnij i daj swoim kubkom smakowym nacieszyć się turecką kuchnią.
– Mam o piątej trzydzieści spotkanie z Calmem. Wiesz, jak się czuję upokorzony?
– Domyślam się. Dla ciebie to porażka, ale co musi czuć Kimbley?
– Mało nie dostał zawału, po raz drugi. Duch sobie z nas drwi w żywe oczy. Od początku nie podobała mi się ta sprawa z tym, jak mu tam, Forestem.
– Są szanse, by go znaleźć?
– Tym właśnie zajmie się Calm. Podobno ma same sukcesy, a jest w wieku twojej żony.
– Właśnie Nadia dzwoniła, że odwiedził nas w San Diego. Żałuję że go nie widziałem. Z drugiej strony jak bardzo będzie chciał mnie zobaczyć, to wyznaczy mi spotkanie. Niestety do laboratorium go nie wpuszczę.
– Nasi technicy odkryli koreański detonator.
– A jednak. Czyli oni też chcieli mi zaszkodzić. Ja nie mam nic przeciwko mojemu konkurentowi. Ponieważ z pewnością za tym stoi profesor Kim, nie mam wyrzutów sumienia, że mu trochę popsuję szranki. Dzięki tobie.
– Oficjalnie trudno by nam było cokolwiek udowodnić. Znaleźli ciało chłopaka, który podłożył to gówno i ślad się urwał. Nasz człowiek w grupie Perrego przekazał, że to, co podłożył chłopak pod restauracją, było atrapą. Prawdziwy zapalnik został zniszczony, ale ustalono, że zrobiony został, podobnie jak atrapa, w Korei.  
– Może Calm znajdzie więcej niż wy. – Nick się uśmiechnął.
– Byłem za tym, żeby go mieć u nas, ale Jonathan był przeciwny. Stwierdził, że z jednym geniuszem mamy i tak zbyt wiele problemów.
– Możesz mi coś o nim powiedzieć? Jesteśmy obecnie bardziej zaprzyjaźnieni, więc możesz spokojnie ominąć pewne zabezpieczenia. Możesz uznać, że to zostanie między tobą a mną. Ani Kimbley, ani Nadia nic się o tym nie dowie.
– Facet jest wszechstronnie wyszkolony. Odnosił podobnie jak Calm same sukcesy, oczywiście rodzaj pracy miał inny. Znał się na zabijaniu, ale w zasadzie we wszystkim był super. Niestety. Wszystko zaczęło się psuć, kiedy dostaliśmy rozkaz zlikwidowania pary irańskich agentów. Mieliśmy całkowite podstawy, by zlikwidować dwójkę agentów. Z mężczyzną nie miał problemów, ale odmówił usunięcia kobiety.
– Dlaczego?
– Była w początku szóstego miesiąca. Dziwne, że to odkrył. Ciąża w tym czasie jest praktycznie widoczna z bliska i to dla znawcy. Kimbley się wściekł i wysłał kolejno trzy grupy, by wykonali zadanie i przy tym zlikwidowali Ducha. Ten zaś wykończył osiemnastu naszych agentów, doprowadził kobietę bezpiecznie do naszych wrogów w Iranie i zniknął. Wszystkie kolejne operacje zawiodły. Liczymy po cichu, że z pojedynku dwóch geniuszy coś skorzystamy. Duch jest obecnie nie tylko osobistym wrogiem Kimbleya, ale całego CIA i Ameryki. Nie wykonał rozkazu, zdradził i zabił naszych ludzi. Wcześniej czy później go znajdziemy i ukarzemy. Nie chciałbym, by dostał się w ręce Jonathana. Oczywiście jestem osobiście przeciwny osobistym vendettom.
– Ojciec tej zabitej rodziny, Alex Forest, nie jest niebezpieczny. Kiedy się znajdzie, będzie miał problemy?
– Mnie on nie przeszkadzał od początku. To Jonathan miał taki plan. Jestem jego zwierzchnikiem, a czasem się czuję, że jest odwrotnie.
– Pewnie macie wspólną przeszłość.
– To prawda.
– Oczywiście...
Oldrey popatrzył z lekką złością na Higginsa.
– Co jest oczywiste? Takim idiotą nie jestem. Wówczas z pewnością miałby na mnie więcej niż ja na niego. To, co robię teraz dla ciebie, jest pierwszą rzeczą niezupełnie zgodną z prawem. Robię to, by ci pomóc i nie ukrywam, że również dla pieniędzy. Poświeciłem wiele dla tego kraju, a nie zostałem właściwie wynagrodzony.
– Wybacz, nie chciałem cię urazić. Szczerze, wolę robić z tobą interesy niż z Kimbleyem. Moim zdaniem to łotr, niestety nie mam na dowodu, by to udowodnić. Dziękuję, że masz do mnie zaufanie. Co u Elisabeth?
– Starzeje się jak ja. – Oldrey odpowiedział szybko, ale pomyślał o czymś dużo bardziej istotnym.
Higgins powiedział coś, co go zaalarmowało. Nie miał dowodów przeciwko Kimbleyowi? Czy to oznaczało, że prowadził jakąś grę? Czyżby miał pod obserwacją wysokiego agenta CIA? W takim razie może i o nim coś wiedział. Phillip Oldrey uznał, że Higgins może być groźniejszy, niż wcześniej sam o nim sądził.
– Moja pierwsza żona umarła, ale Nadia dobrze sprawdza się jako żona i matka. – Nick odrzekł to tak naturalnie, że Oldrey z miejsca uznał, że być może jego poprzednią wypowiedź wziął zbyt serio.
Philip się uśmiechnął.
– Jest tylko sześć lat starsza od twojego syna.
– Obserwowałem ich ostatnio. Jest idealna. Twierdzi, że jest ze mną całkowicie szczęśliwa. Mark jest bardzo za mną. Dobry chłopak.
– Beatrice?
– Jest ostra, jak zauważyłeś, ale jesteśmy blisko.
– Nie sądziłem, że jesteś takim ostrym graczem. Moglibyśmy wykorzystać twoje wpływy i inteligencje dla dobra kraju.
Nick popatrzył dłużej na agenta.
– Sądzę, że wystarczająco pomagam krajowi na swoim podwórku.
– Rozumiem, gdybyś zmienił zdanie...
– Raczej nie zmienię. Będę już uciekał. Jedzenie smakowało?
– Bardzo dobre, nie spodziewałem się.
– Może kiedyś polecicie z żoną do Turcji, piękny kraj.
– Może. Dzięki za przekąskę.
Nicholas zostawił pieniądze pokrywające oba zamówienia. Odczekał i kiedy zobaczył, że Oldrey rusza i nie ma ogona, wstała i zamówił ponownie taksówkę. Po trzydziestu minutach leciał już w kierunku laboratorium. Zrobił wczoraj niezły progres i miał pewność, że i bez ingerencji sił specjalnych w Seulu jego preparat osiągnie lepsze wyniki niż jego konkurenta z Korei. Jednak nie zamierzał rezygnować z interesu ze starszym agentem Oldreyem. Pociągała go taka gra.  

Podczas gdy dla rozluźnienia Oldrey udała się do sporego malla, bo miał jeszcze dość czasu do spotkania w LADP, Calm po załatwieniu wszystkich ważniejszych spraw szykował się do spotkania z Moorem. Znalazł się w jego gabinecie punktualnie.
Usiedli do stołu.  
– Znam twoje stanowisko, Scott. Będę świadkiem, gdyby agencja chciała cię wykiwać.
– Im nie chodzi o Foresta, tylko o Williamsa.
– To ma sens, co mówisz.
– Nie zastanawia pana, że tak łatwo się poddali?
– Scott, jako twój przełożony nakazuje ci mówić mi Michael. Żaden pan, żaden nadintendent.
– W czasie rozmowy z Oldreyem, też? – młody porucznik się uśmiechnął.
– Jak chcesz. Poważnie.
– Nie obiecuję, Michael.
– Tak to lubię. – Moore wyraźnie się ucieszył.
– Mam jeden warunek.
– Coś nowego?
– Nie. To leży w gestii praw człowieka. Moim zdaniem w tej placówce nie dzieje się zbyt dobrze. Oldrey i Kimbley robią coś, co z pewnością nie leży w dobrym imieniu ani agencji, ani kraju. Jeżeli uda mi się znaleźć Foresta, chcę gwarancji jego nietykalności.
– O ile jest niewinny. Zniszczono jego dom.
– Wiesz czyja to robota?
– Nie chcesz powiedzieć...
– Dokładnie. Nie mam dowodów, a nawet jak będę je miał, to muszę mieć większe, bo jest jeszcze następna sprawa. Mój detektywistyczny nos mi mówi, że Duch, czyli Lesley Wiliams został wrobiony.
– A to skąd wiesz? O sprawach wywiadu Oldrey z pewnością nie będzie z nami rozmawiał.
– To jest mój warunek. Dostanę teczkę i zbadam sprawę. Inaczej koniec współpracy. Jeżeli zechcesz mnie zmusić lub zrobi to nasz stary, oddaje odznakę.
Moore wstał gwałtownie z krzesła.
– Nie zrobisz tego! Jesteś urodzonym detektywem. Nieskazitelnym gliną. Dlaczego?!
– Powiedzmy, że coś wiem, czego nie wie ani policja, ani nie jest to podane w oficjalnych dokumentach CIA.
– A wiesz?
– Gdybyś Micke był zwykłym policjantem, nawet bym nie próbował tego zaczynać, ale jesteś zastępcą LADP i najprawdopodobniej zostaniesz szefem po odejściu Becka. Tylko ty możesz rozmawiać z górą w Langley. Mówię ci to wszystko bo ci ufami I wiem, że jesteś uczciwym gliną i człowiekiem. Wiesz, co jest najgorsze w policji?  
– Korupcja.
– Zgadza się. To samo jest tam. Dostanę dokumenty sprawy Ducha, biorę sprawę. Poznam się jeżeli mi dadzą fałszywe. A w prawdziwych wyciągnę prawdę na jaw. Pomyśl. Facet odebrał im Foresta jak dziecko ze szkoły. Gdyby chciał, zabiłby i Kimbeya i Oldreya, Dlaczego tego nie zrobił?
– Bo jest uczciwy. Chce ukarać winnych drogą legalną.
Calm spojrzał na swojego zwierzchnika i napisała coś na kartce. Zagrał najwyżej jak do tej pory w swojej karierze. Można powiedzieć, że postąpił teraz podobnie jak Williams, kiedy siedział przy jego komputerze. Podsunął kartkę przed oczy generała, ale mu jej nie dał.
Widziałem obu i rozmawiałem z nimi. Duch jest po dobrej stronie.
Odczekał, aż generał przeczyta i zabrał kartkę. Wziął zapalniczkę i spalił kartkę na jego oczach.
– A niech to... – Moore zaczął nerwowo chodzić po swoim gabinecie.
Spojrzał na zegarek. Philip Oldrey mógł przyjść lada chwila.  
Daj mi minutę. Potrzebuję ochłonąć. Jak to się stało?
– Spotykamy się wieczorem w twoim ogrodzie, blisko domu i wszystko ci powiem.
– Jasne. Jeżeli przegrasz i ja polegnę.
– Przemyślałem wszystko. Wierz mi. Ja nie przegrywam.
Zadzwonił telefon i sekretarka oznajmiła, że przyszedł agent Oldrey.
Michael zaprosił go na skórzaną sofę. Opanował już emocje po odczytaniu niesamowitej wiadomości od Scotta.
– Kawa, herbata. Coś mocniejszego?
– Jestem samochodem.
– Ochrona czeka na dole?
– Przyjechałem prywatnym autem. Czuję się źle. Porucznik Calm jest naszą jedyną szansą na przywrócenie dobrego imienia agencji, którą bezczelnie szarga Duch.
– Zrobię co w mojej mocy. – rzekł Scott.
– Dziękuję, że się pan zgodził. Pana reputacja i zdolności są imponujące, szczególnie biorąc pod uwagę pański wiek.
– Skoro mam wziąć sprawę w swoje ręce, potrzebuję wszystkie dowody i informacje.
– Oczywiście. Nasi technicy będą do dyspozycji.
– Mamy równie dobrych ludzi. – rzekł Calm. – Mam rozwiązać zagadkę, kto stoi za zamachem i odnaleźć Alexa Foresta.
– Właśnie. Wierzymy, że stoi za tym Lesley Williams, pseudonim Duch.
– To on nadał sobie ten pseudonim?
Oldrey poruszył się nerwowo na sofie.  
– My go tak nazwaliśmy. Zniknął i jest jak do tej pory nieuchwytny.
– Rozmawiajmy szczerze, starszy agencie Oldrey.
– Co pan, poruczniku!
– Zależy wam bym odnalazł Wiliamsa, Forest jest dla was bez znaczenia. Dlaczego zabraliście go bezpodstawnie z naszej komendy?
– Bezpieczeństwo narodowe.
– Proszę sobie darować, starszy agencie Oldrey, nie jestem dzieckiem. Dostanę wszystkie dokumenty całej służby Williamsa, albo nie biorę sprawy. Mogę przysiąc dochowania tajemnic związanych z bezpieczeństwem narodowym. Tym rzeczywistym.
Moor się tego nie spodziewał, mimo że porucznik go uprzedził.
– To nie leży w mojej gestii. Muszę ustalić to z Langley.
– To proszę to zrobić. To jest mój jedyny warunek współpracy. Jedyny.
Oldrey poczuł, jak robi mu się gorąco i po chwili zimny pot oblał mu kark i plecy.
– Znajdziesz tego sukinsyna?
– Poruszę niebo i ziemię, by znaleźć winnych.
Philip poczuł się, jakby dostał w twarz. Nie było możliwe by słowa porucznika miały związek z odpowiedzią córki Higginsa, która usłyszał kilka dni temu.
– Zgoda. Pan Moore jest świadkiem. Nie musi pan składać żadnej przysięgi.
– Miło się z panem robi interesy, agencie Oldrey. – rzekł Scott.
– Wszystkie dokumenty otrzyma pan kurierem jutro o dziesiątej. Żadne poczty elektroniczne. Prawdopodobnie Kimbley dostanie zawału.
Zarówno Moore jak Calm dostrzegli w wyrazie twarzy starszego agenta, że ten fakt nie byłby dla niego smutny. Zarówno młody dedektyw jak i wice szef LADP domyślili się, że Oldrey nie będzie o niczym informował kwatery głównej CIA w Langley.

Wieczorem tego samego dnia Calm spotkał się z Moorem i opowiedział mu w skrócie wszystko, co wie. Tylko odnośnie Wiliamsa. Pozostawił dla siebie odczucia odnośnie zamachu. Czuł podskórnie, że poleje się wkrótce krew, tylko nie wiedział czyja.

– To zbyt ryzykowne – odezwał się Alex.
– Wierz mi, że podołasz.
– Jesteś pewny, że będą tam w tych godzinach?
– Jestem nadal agentem, przynajmniej oficjalnie i przewidywanie jest moją dobrą stroną.
– W jaki sposób powiadomisz Calma?
– Będę z tobą. Poczekamy na niego na parkingu, potem zrobimy kółko i wrócisz jako on. Ja spędzę z nim ten czas, kiedy ty jako on odwiedzisz poszkodowanego.
– Nie jestem detektywem, może coś wyczuć.
– Jean? Nie sądzę. Z pewnością nie jest aniołkiem, ale będzie wdzięczny, że go odwiedziłeś. Ciekawe czy Higgins to zrobił.
– Jest zajęty i pewnie służby mu nie dają.
– Beatrice umiała postawić na swoim.
– Beatrice jest wojowniczką, podobnie jak moja Cynthia była. Dlatego zawsze ma, co postanawia. Masz pewne odczucia w stosunku do Nicka? – Alex posmutniał wyraźnie na twarzy.
Wiliams starał się nie wspominać o jego zabitej córce, ale i tak zrobiło mu się przykro, że znowu niechcący poruszył ból w sercu Alexa.
– Ma złych kolegów.
– Rozumiem, że nie darzysz sympatią Kimbleya. – twarz Foresta przyjęła już normalny wygląd, a to świadczyło, że zrobił spory progres.
– Powiedzmy, że nie mam o nim tak dobrego zdania jak ty, mówię o Higginsie, o Kimbleyu wcale nie wspomnę.
– Być może jestem naiwny. Widziałem go raz i robił wrażenie miłego człowieka. Wierzę, że gdyby mógł, zobaczyłby by mnie najszybciej, jakby mógł.
– Każdy z nas nie jest bez winy. Załóż maskę i zobacz jak się czujesz w skórze Calma.
– Nie poruszam się jak dwudziestolatek.
– Scott chodzi wolno. Macie podobne sylwetki. Chciałbym tak wyglądać w twoim wieku. Idź do łazienki i załóż, co dla ciebie przygotowałem, a ja poczekam tutaj.
Alex nie miał zbyt szczęśliwej miny. Zrobił, o co prosił Lesley. Założył przygotowaną maskę i przebrał się w jeansy i koszulkę. Założył też kurtkę. Stanowczo nie wyglądał jak porucznik Calm, oczywiście poza twarzą, bo maska była idealna. Wszedł do salonu.
– To nie ma sensu. Od razu wszyscy poznają, że coś jest nie tak.
Lesley też miał wątpliwości. Starał się jak mógł, by zorganizować spotkanie Alexowi z Beatrice. Istniała też szansa, że Nicholas może przyjechać z nimi. Co prawda Higgins nie widział jeszcze młodego porucznika, ale Williams nie miał zbyt dobrego odczucia o naukowcu.
Odczuł wibracje swojej komórki. Odczytał wiadomość.
– Dobre wieści. Chyba chcą mojej głowy, bardziej niż sam myślałem.
– Co się stało? To mają być dobre wieści?
– Calm ma jaja, dostał z powrotem sprawę i zażądał wglądu wszystkich moich akcji jako warunku przyjęcia sprawy i Oldrey się zgodził.
– Czyli są pewni siebie.
– Wcale nie. Raczej jest to akt desperacji. Już widze minę Kimbleya. Wiadomo, że dadzą mu, co mnie obciąża, a w tym wszystkim Kimbley i Oldrey będą wyglądać na super dowódców operacyjnych. Dobre wiadomości to takie, że zostawię cię i będziesz wolny.
– Co takiego!? Dlaczego?
– Calm jest dobrym gliną i nie da cię skrzywdzić. Oldrey wie, że gdyby ci się coś stało to będzie wina Kimbleya. Będzie go pilnował i Kimbley to wie. Skoro się jednak zgodził, to sam nie jest czysty. Coś się wkrótce stanie.
– Będą mnie przesłuchiwać.
– Wcale nie jestem pewny, a jeżeli to Calm będzie przy tym. Powiesz, że miałeś cały czas zasłonięte oczy. Że traktowałem cię dobrze, bo to prawda.
– A jeżeli CIA złamie warunki i znowu mnie porwie?
– Calm nie jest głupi. Pewnie spotkał się z Oldreyem w komendzie w obecności Becka lub Moora. Nic ci nie grozi. Całkiem możliwe, że Scott weźmie cię do siebie. To nawet jest pewne. Płyną z tego same pozytywy.
– Nick mnie będzie mógł zobaczyć.
– Tak, ale nie tylko on. Wiesz, kogo mam na myśli. Moja rola się skończyła. Będę czekał na oficjalne przeprosiny. Może dostanę zaległe wynagrodzenie. – szatyn usmiechnął się do Alexa. – Polecą głowy.
– CIA nie ukręci temu łba?
– Calm im nie da. Nie mogą go zabić, bo stoi za nim Moore lub Beck, bardziej Moore. To jest tak, jakby wieży pilnowała królówka. Tylko w tej grze naprawdę nie wiem, czy Calm jest wieżą, czy hetmanem.
– Będziesz blisko?
– Planuję pojechać do Czarnogóry. Jestem w tym podobny do Calma, mam zmysł przewidywania. Sądzę, że coś się wydarzy i Higgins będzie w niebezpieczeństwie, przynajmniej tak będzie chciał, żeby wszyscy myśleli. Wyśle żonę do Bułgarii. Córka się uprze, by zostać tutaj, a Mark będzie mu pomagał w pracy.
– Skąd to wszystko wiesz?
– Nie wiem, przypuszczam. – Williams zrobił minę niewiniątka. 
Alex poprawił się nerwowo na krześle. Czy jeżeli stanie się tak jak przewidział Williams, Beatrice naprawdę zechce go znowu zobaczyć?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i thrillery, użył 3890 słów i 23398 znaków, zaktualizował 20 gru 2021.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    Calm jednak odrzucił pierwszą myśl, bo była nielogiczna, ale wiele wydarzeń wydaje nam się nielogicznych. Duch jest zagrożeniem, ale Kimbley to pewnie z zapałkami w oczach śpi. Gra na dwa fronty może źle się skończyć dla Nicka. Korupcja jest wszędzie i często ona stoi na drodze do uzyskania prawdy. Ależ Williams ma tok myślenia. Jest krok przed wszystkim, dlatego jest solą w oku Kimbleya i spółki.

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Lesley ma dar. Z nim się urodził, ale troche stal po złej stronie. Z Nicholasem jest tak jak powiedział Calm i Jean potwierdził, chyba w tym lub przyszym odcinku, ze jako bogacz jest inny niz większość ludzi.Ma forsę, jest genialny i ma piekną żonę. Czego mu brakuje?

  • dreamer1897

    @AlexAthame Nie każdy ma taki dar, ale trzeba go też umiejętnie wykorzystać. No niby Nicholas ma wszystko, ale nawet będąc mega bogatym, mając piękną żonę ludzie miewają problemy. Na przykład Rolls Royce czy Ferrari na przejażdżkę po mieście :D

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Tak, niezły problen :smiech2: