Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Fukushu - sha cz 8

― Jeśli to prawda, twój tata mógł przypuszczać, że nie będziesz miał dostępu do doskonalszej maszyny. Ten laser musi wystarczyć. Może przynieś coś do pisania, Gabi...
Gabriel poczuł coś. Tylko Noemi i mama tak na niego mówiły. Z całą pewnością, Aya nazwała go tak pierwszy raz. Śliczna brunetka przyniosła statyw. Umocowali serduszko i czekali aż przestanie się kołysać. Dziewczyna wycelowała mały laser na bursztynowe serduszko. Kiedy czerwona wiązka przeszyła serduszko, na ścianie ukazały się wzory, krzywe i liczby.  
― Za wiele pisania, zrobię zdjęcia.  
Aya poszła po swój aparat.  
Po godzinie mieli już pierwsze informacje. I to najbardziej cenne. Znaleźli kod. Kod, o którym wspominał Greg. Mieli właściwie trzy kody. Kiedy Gabriel to oznajmił, poczuł miłe ciepło w okolicy serca.
― Za chwilę znajdziemy mamę i Noemi.
― A ten trzeci kod?
― To miejsce w którym ja się znajduję. Poznaję współrzędne.
― Och, jak to możliwe?
― Mój ojciec wyprzedził epokę. Znane są nano-cząstki. On posłużył się piko-cząstkami. Ale sam nie wiem jak to zrobił, że nikt tego nie odkrył. To jest dopiero zastanawiające.
― Nic mi to nie mówi ― rzekł Shingo
Nano technologia to cząstki o wielkości jednej tysięcznej milimetra. Piko jest tysiąc razy mniejsze. Nie sądzę, że tata zbudował takie małe cząstki z elektroniczną pamięcią. Ale musiał coś zrobić w tym serduszku. Pozostałe wzory są zbyt zawiłe. Pewnie mi zajmie jakiś czas, żeby je rozwiązać. Ale te pierwsze wiadomości są najważniejsze.
― Aya, możesz to znaleźć?
Gabriel podał jej wartości.  
― Dlaczego te ostatnie wartości się zmieniają?
― Pewnie zarówno mama jak i Noemi się poruszają. Ze zmian wnioskuję, że mama chodzi, a Noemi jedzie samochodem. O, teraz się zatrzymała.  
Po kilku minutach mieli wyniki.
― Jedna z nich znajduje się w Wenezueli w mieście Cumana. Druga osoba przebywa na małej, bezludnej wyspie Karolina, w archipelagu polinezji francuskiej.  
― Z cała pewnością tam jest mama ― szepnął przejęty Gabriel.― Pewnie ją tam trzymają na wypadek jakby mnie znaleźli.
Popatrzył na mistrza i córkę.
― Pomożecie?
― Gabriel-san, co za pytanie! Oczywiście.
― Kyoshi, musimy poczekać. Wiem, że później nie będę miał czasu. Tata podał jakieś bardzo skomplikowane informacje. Ja pogłębiłem wiedzę, ale nie jestem gotowy. Jak już będę coś wiedział na pewno, wówczas ruszymy. Tylko to musi być w tym samym czasie...
― Masz rację. Inaczej ukryją następną osobę. Nawet jeśli będziemy wiedzieć gdzie, byłoby nam bardzo trudno.  
― Ale gdzie je ukryjemy.? My jesteśmy wojownikami, ale one...
― Właśnie dlatego muszę rozwiązać ten problem, Aya. Jestem pewny, że mój tata i to przewidział. Musiał stworzyć coś, co będzie gwarantowało im bezpieczeństwo.
― Gabrielu, chyba wiem. Gwiazda śmierci! Jeżeli będziemy ją kontrolować, nic nam nie będą mogli zrobić.
― O czym mówicie? ― zapytał Shingo.
― Pamiętasz, tato. Oni go chcieli zmusić, żeby im zbudował to cacko. Jestem pewna, że w tym serduszku jest wszystko co potrzebujemy. Tata Gabriela był genialny i wiedział, że nie będziemy mieli środków. Więc to co możemy wykorzystać, musi być ogólnie dostępne. Poza tym pan Koerg musiał wiedzieć, że jeśli znajdziemy kod w serduszku, to musimy mieć określone zdolności. Musiał wiedzieć i wierzyć, że nikt na to nie wpadnie. Tam nad nami latają satelity. I one mają działa laserowe. Tylko musi być coś co da nam przewagę. Czy to możliwe, że on wiedział, że oni nie będą wiedzieli?
― O! To całkiem możliwe. Szkoda, że nie znałaś Grega Koerga.

Następne kilka dni zajęło Gabrielowi rozwiązywanie równań i innych rebusów. Jak Greg mógł wiedzieć, że Gabriel da radę?  
      Po dwunastu dniach już miał wszystko. A co najdziwniejsze jego bursztynowe serce było koniem trojańskim. Ale nie doszedł do tego sam. Pomogła mu Aya. A właściwie jej miłość do niego.
     Przez te dni trochę zaniedbywali treningi. Jednak Shingo rozumiał jak to jest ważne, co robią teraz. Kiedy dzieci rozpracowywały kolejne kody z bursztynowego serduszka, Shingo szykował broń. I to nie tylko tradycyjną. Szykował to, czego sam do tej pory nie używał, ale miał jej znajomość. Broń palną. Pistolety i snajperskie karabiny. Ale z największą pieczołowitością ostrzył miecze, sztylety i swoje ulubione gwiazdki.

Tego wieczoru, Gabriel siedział przy stole i rozwiązywał kolejny wariant.
― Mogę w czymś pomóc?  
― Z całą pewnością, Aya-Kazumi.
Gabriel nadal siedział przy stole, a dziewczyna stała za jego plecami.
― Gabrielu, masz takie śliczne włosy. Mogę je chwilę pogładzić?
Gabriel poczuł dziwny dreszcz. Aya przez ostatnie lata starała się go nie dotykać. Uświadomił sobie to dopiero teraz.  
― Dobrze, Aya.
Po chwili poczuł jej palce na swoich lokach.  
― Kocham cię, Gabriel. I może dlatego bardzo bym chciała, żebyś w końcu odnalazł Noemi. Jestem pewna, że ona na ciebie czeka. A jak się już spotkacie, usunę się. Będę szczęśliwa, waszym szczęściem.
Gabriel zamknął oczy.  
― Aya. To co powiedziałaś teraz jest tak piękne, że chyba wyobraźnia mojego taty nie mogłaby tego objąć. Ale jesteś w błędzie. Mam plan. Tylko jego wykonanie nie zależy ode mnie.
― Co to za plan?
― Wiesz, że cierpliwość jest dużą cnotą. Dowiesz się, obiecuję.
I wówczas popatrzył na wzory. Odwrócił się i spojrzał w oczy dziewczyny.
― Mam. Znalazłem. Dzięki tobie, Aya. A właśnie twoja miłość mi pomogła.
― Ale chociaż to mi powiesz, dobrze?
― To jest tak ważne, że powiem to i twojemu tacie.
― Gabi ty naprawdę się ze mną ożenisz?
― Czy sądzisz, że kłamię, Aya?
― Nie, ale nie rozumiem.
― To będzie zależeć od ciebie. Więcej nie mogę powiedzieć. Ale chciałaś wiedzieć rozwiązanie, prawda?
― Tak.
― To chodźmy do Kyoshi.
     Shingo siedział w medytacji i jak zwykle miał otwarte oczy. Dopiero po minucie popatrzył na nich.
― Miałem widzenie. Chyba wiem jak możemy wygrać.
― To dobrze, ojcze. Mam rozwiązanie. Aya mi pomogła.  
Gabriel wziął kartkę i zaczął rysować. Kiedy skończył zaczął im objaśniać.
― Czy to możliwe? ― zapytał Shingo.
― Nie sądzę, że to blef. Oni na to pójdą.
― A jeśli coś ci się stanie? Ryzykujesz życie, a w najlepszym wypadku wolność. Swoją, mamy, a może i Noemi.
― O ile znałem tatę, on to przewidział. To napewno zadziała. Tylko teraz ostatnie pytanie. Czy będę mógł wyzwolić mamę?
― Jeśli chcesz to zrobić i ja muszę coś zrobić ― powiedziała Aya. Coś co wygląda na niemożliwe. Będę musiała wprowadzić taki sam wirus dla Rebeki jak i dla Noemi. Taki sam jaki my mamy teraz. Ale przy tym serduszko musi nadal działać. Na wypadek jeślibyśmy się zgubili.
― Nie możemy się zgubić, ale jeśli tak się stanie to będzie nasze miejsca spotkania.
Gabriel pokazał ołówkiem miasto.
― Ależ to ogromne miasto, gdzie się znajdziemy?
― Tutaj.
Gabriel napisał coś na kartce. Oni przeczytali. Wówczas chłopak wziął kartkę i spalił ją nad miedzianym talerzykiem.  
― Obawiam się, Kyoshi, że taki los spotka to piękne miejsce w lesie Asahi.
― Też tak sądzę. Ale zostawimy coś dla nieproszonych gości, nie sądzisz?
― Wybacz, mistrzu. Chciałbym ograniczyć liczbę ofiar. Po prostu to spalmy.  
― Może masz rację, synu. Już i tak wiele dusz mam na sumieniu.
― Tylko ciał. Duszy nie można zniszczyć. Czytałem gdzieś i zgadzam się z tym. W tym serduszku jest jeszcze coś. Ale powiem wam to na końcu.
Shingo spojrzał pytająco na Gabriela, a potem na córkę.
― Gabriel mówi, że cierpliwość jest dużą cnotą, Kyoshi.
                                                                                
                                                                      *
Cała trójka siedziała przy stole.
― To już siedem lat i osiem miesięcy. Dobrze, że cię kocham, Rebeko. Inaczej bym zwariowała. Nie sądziłam, że tak się potoczą losy.
― Żałujesz, Sally?
― Prawdę mówiąc, nie. Tylko chciałabym, żebyś była wolna. Mam już dosyć wody, ryb, Franka i tego miękiego piachu.
― Znowu się zaczyna. Rebeko, chcesz ze mna dzisiaj spać?
― Frank, jesteś typowym samcem. Jak ta Sally z tobą wytrzymała do tej pory?
― Zastrzelę go. Powiem, że to wypadek. Och, zapomniałam. Pewno nas słuchają.
― Bardzo wątpię. Jak już mnie nie nie chcesz, to mnie zastrzel.
― Frank, ja żartowałam. Naprawdę chcesz spać z Rebeką?
― Myślałem o spaniu w sensie, spać. Wiesz, że tylko ciebie kocham, wiedźmo.
Zaczęli się śmiać.
     Rebeka miała różne okresy w czasie siemioletniej samotni we troje. Na początku śmigłowiec przylatywała co drugi dzień. Potem raz na tydzień. Czasami czekali razem na pilota. Czasami zostawiali mu kartkę z listą potrzebnych przyborów. O jedzeniu nie pisali już nic, po pierwszym roku.
    Rebeka na początku myślała o synu. I trochę jej to pomagało. Ale w końcu pogodziła się z myślą, że może go już nigdy nie zobaczy. Miała okresy, że nie wychodziła ze swojej chatki. Na pytania ze strony Franka albo Sally odpowiadała najkrócej jak mogła. W innym okresie spędzała z nimi bez przerwy cały czas. Bywało, że spali razem w jednym pokoju. Spali w sensie spali.  
      Ale i z tym innym sensem ,,spania” miała czasem kłopoty. Była świadoma, że Greg już nie żyje i nigdy nie będzie z nim blisko. Mimo tego czasami fantazjowała o wspólnych, miłych chwilach. Miała miesiące, że sex nie miał dla niej żadnego znaczenia, to znowu miała chwilę, że zaczynała kokietować Franka. Sally nigdy nie dała jej odczuć, że odbiera ją jak kobieta, kobietę. Jednak raz zdarzyło się blondynce zrobić coś, o co by się nie podejrzewała. To miało miejsce dwa lata temu.
     Często pływały razem. Czuli się bezpiecznie, ponieważ nigdy nie widzieli rekinów. Na początku, Rebeka naprawdę się bała. Ale zarówno Frank jak i Sally wytłumaczyli jej, że film ,,Szczęki” to całkowita fantazja.  
      Co prawda zdarzyło się w histori, że rekiny miały prawdziwą ucztę. A horror związany z tą sytuacją wielokrotnie przewyższył filmowe obrazy z Hollywoodu. Miało to miejsce w czasie drugiej wojny, kiedy zatopiono amerykański statek. Wielu marynarzy było w wodzie i czekało na pomoc. Ponieważ wielu miało rany... przypłynęły rekiny.  
      W końcu lipca 1945 roku cieżki krążownik USS ,,Indianopolis” został zatopiony przez japońską łódź podwodną I-58. W rezultacie około 900 marynarzy czekało w wodzie na pomoc. Uratowało się trochę ponad trzystu. Oczywiście nie wszyscy zginęli od rekinów. Mimo to, rekiny zabiły wówczas wielu ludzi... Dokonały tego prawdopodobnie rekiny białopłetwe.
      Jednakże w okolicy Karoliny nie było rekinów. Woda była ciepła. Okolica bajeczna i prawie rajska. Na samym początku, kiedy kobiety chciały porozmawiać, rzeczywiście kąpały się nago. Sally była cwanym lisem i wiedziała, że tylko tak nikt nie podsłucha ich rozmów. Najpierw Rebeka obawiała się... ale w końcu jej przeszło. Doszła do wniosku, że gdyby Sally naprawdę czegoś chciała, miała na to wiele okazji. Później się zaprzyjaźniły i Rebeka miała do niej całkowite zaufanie. Z biegiem czasu cała trójka przestała zwracać uwagę na podsłuch. Słusznie wyczuli, że sprawdzano ich sporadycznie.
Ktoś postanowił, żeby nie zmieniać obsługi. Dlatego poza Rebeką, Sally i Frank byli niejako skazani na wspólne życie na tym małyn atolu.
      Nie tylko Rebeka miała chwile załamania. Dotyczyło to również pozostałej dwójki. Na szczęście nie zdarzało się to im razem, w tym samym czasie.  
     Tego dnia pogoda była super. Gorąco, ale nie upalnie. Frank miał handrę. Rozbił namiot około sto metrów za ich domkami i nie odzywał się od pięciu dni. Kilka nocy Rebeka spała z Sally w jej pokoju.
Poprzedniego wieczoru zaczęła prowadzić z Sally zaczepne rozmowy dotyczące spraw kobieco-kobiecych. Ale Sally wyczuła blusa i nie dawała się sprowokować. Nie bardzo wiedziała o co chodzi Rebece, ale odpowiadała wymijająco. Tego dnia poszły się kąpać.
― Rozmawiałaś z Frankiem?
― Byłam u niego, ale posłał mnie do czarta. Mam nadzieję, że to mu przejdzie za kilka dni. Dobrze, że to nie zdarza się nam w jednym czasie.
― Miałaś zamiar z sobą skończyć, Sally?
― Rok temu, pamiętasz? Zaczęłam do was strzelać. A potem chciałam siebie zastrzelić.
― Pamiętam. Mało nie zrobiłam w ze strachu w majtki. Czy naprawdę chciałaś nas zastrzelić?
― Pewnie nie. Nie bardzo pamiętam. Strzelam bardzo dobrze. W zasadzie głównie jestem snajperem. A właściwie byłam. Teraz gnije na tej przeklętej wyspie. Przez ciebie, aniołku.
― Sally! Aniołek to mój syn. Chyba nie mówisz poważnie?
― Nie. Jestem tu dla ciebie. Powinnaś być mi wdzięczna.
― Jestem, wierz mi!
― Idziemy się kąpać?
― Czemu nie.  
Rebeka zaczęła zdejmować kostium.
― To już nie jest konieczne.
― Lubię tak. Czuje się bardziej wolna.
― Teraz to ty żartujesz.
― Wcale nie. Pamiętasz jak mówiłaś na początku, że jesteśmy najbardziej wolnymi ludźmi?
― Tak, pamiętam. Tak mówiłam.
― A ty?
― Co ja?
― Kąpiesz się w kostiumie?
― Czuje się tak samo wolna bez jak i w.
― No to bądź bez.
― Ma to dla ciebie znaczenie?
― Nie, ale czuję, że jesteś ze mną. W sensie, solidaryzowania.
― Ok. Niedźwiedź się nie odzywa. Pali trawkę i nie chce nas widzieć.
Sally zdjęła wszystko i zaczęły wchodzić do wody.
― Nie palnie sobie w łeb?
― Wyjęłam mu naboje z pistoletu kiedy wczoraj spał zalany w trupa, a mój pistolet jest w skrzynce zamykanej na kod, którego nie zna.
― Aż tak źle z nim?  
― Nie. Ale wiesz, ostrożności nie zawadzi.
     Weszły już dalej, aż woda zasłaniała im brzuchy.
― Daj rękę. Czuję się wówczas pewniej.
― Od kiedy stałaś się bojąca, Rebeko?
― Nie boję się. Po prostu tak jest lepiej.  
Dno opuszczało się powoli. Nadal pod nogami czuły tylko miękki piasek. Nagle Rebeka krzyknęła i przywarła do Sally.
― Co ci?
― Cholera, chyba ryba. Przepłynęła mi koło nóg.
― Już chyba jest dobrze? ― zapytała Sally po dłuższej chwili, bo Rebeka nadal stała przytulona.
― Jest fajnie. Dobrze, że jesteś. Inaczej bym już dawno zwariowała, albo gorzej.
Sally stała bez ruchu i patrzyła w twarz Rebeki.
― Coś nie tak?
― Nie, wszystko dobrze.
― Miałyśmy pływać.
― Nie możemy tak postać? Jest fajnie.
― Jak coś ci chodzi po złotym łepku, to wybij sobie to z głowy.
     Rebeka uśmiechnęła się miło.
― Przecież mówiłaś, że ci się podobam. Od dwóch dni mam wielką ochotę zobaczyć jak to jest.
Sally miała ochotę ją odepchnąć, ale zrezygnowała.
― W zeszłym miesiącu zarywałaś Franka, zdecyduj się.
― Zdecydowałam się ― złotowłosa uśmiechnęła się znowu tak samo.
― Miałyśmy pływać.
Sally delikatnie wyswobodziła się z jej objęć. Rebeka czuła coś dziwnego.  
― To znaczy, że nie mówisz nie?
― Nie mówię, tak.
― Dobrze, pływajmy.
     Sally sądziła, że jej przejdzie. Co prawda faktycznie Rebeka była dla niej atrakcyjna, ale wiedziała z całą pewnością, że ,,zaloty” Rebeki to objaw patologiczny.
Pływały prawie pół godziny.
― Jestem głodna. Czas coś zjeść.
     Sally zaczęła pruć kraulem do brzegu. Rebeka umiała pływać, ale nie mogłaby z pewnością dogonić Sally. Płynęła spokojnie do brzegu, żabką. Kiedy dopłynęła, Sally miała już kostium na sobie. Stała na brzegu i czekała na swoją przyjaciółkę. Rebeka też się ubrała i poszły do chaty.
― Sally. Ile masz lat?
― Czemu pytasz?
― Nie wyglądasz na trzydzieści.
― Mam trzydzieści trzy.
― Ja trzydzieści osiem.
― No to wyglądasz naprawdę dobrze. Co jemy? Nie mam ochoty na rybę.
― Ja nie jestem głodna. Zjem banana i kawałek papai.
― Ja muszę zjeść coś konkretnego. Zostały dwa kawałki pizzy. Na pewno nie chcesz?
― Nie. Może zostawimy dla Franka?
― Ma dwie wędzone ryby. Widziałam też pół butelki whiskey koło namiotu. To mu starczy, ale pewnie dopiero jutro coś zje.
― Trochę się niepokoisz?
― Pewnie. To mój kumpel. Znamy się kupę lat.
― Kochasz go?
Rebeka spojrzała jej prosto w oczy.
― Co cię naszło?
― Tak pytam.
― Może nie dorosłam do wyższych uczuć. Kiedy byłam bardzo młoda, pewien chłopak złamał mi sercę. Od tego czasu jestem bardzo ostrożna.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 2887 słów i 16590 znaków.

Dodaj komentarz