Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Fukushu - sha cz 17 finał

Minęło kilka dni. Frank wyjechał ze swoja okrągłą Nakine. Nie obawiał się agentów. Zmieniło się wiele. Zmieniono ekipy administracyjne. Wielu musiało odejść. Dane personalne Shingo, Aya- Kasumi, Rebeki i Sally były wciaż nieosiągalne w systemie. Wius był nadal tam gdzie Aya go zainstalowała. Chociaż nie musieli się obawiać. Ci którzy ich szukali, byli odsunięci od pełnienia obowiązków. Prawie nikt nie wiedział o strażniku, wysoko w górze. A teraz dzięki temu, że mieli identyczne maleńkie cząstki jak rodzina Clarka, nikt im nie mógł zaszkodzić. A w walce wręcz czy na miecze tylko niewielu, miałoby szanse. Gabriel obserwował zmiany. Dzięki wirusowi mógł wchodzić w poufne informacje. Wiedział, że Clark zdobywa coraz większe zaufanie. Gabriel nigdy nie łamał słowa. Gdyby proces nie szedł tak szybko jak powinien, miał już listę obiektów, które miał zniszczyć. I listę osób dla których kara śmierci byłaby zbyt łagodnym wyrokiem. Lecz na razie cierpliwie czekał.  
     Wstał rano. Patrzył na wulkaniczne wzgórza. Hawajski krajobraz był pełen zieleni. Uśmiechnął się do swoich myśli. Aya. Spodziewał się, goracego wulkanu. A miał łagodny delikatny powiew ciepłego wiatru. Noemi. Kto by pomyślał? Jak to pozory mylą.  
Rozmawiał czasem z mamą. Miała nadal na dnie serca miłość do byłego męż, ale była bardzo szczęśliwa z Shingo. A i Sally rozkwitała.  
    Gabriel mógł wiedzieć, ale nie chciał. Ruby już nigdy nie tknęła alkoholu. Nie było powodu. Bo prawdziwym powodem jej słabości i ucieczki był jej ojciec. Nie dlatego, że ją kochał. Tylko z powodu tego co robił. I jak wiele istnień miał na swoim koncie. Jak Ruby to wiedziała? Sny. Wierzyła w nie, ale z nikim o nich nie rozmawiała.  
  
Dziesięć miesięcy później, rodzina się powiekszyła. Noemi miała chłopca o oczach jak ojciec i włosach jak matka. Aya-Kasumi miała dziewczynkę. Jak jej odbicie, tylko oczy ojca. Rebeka urodziła znowu aniołka, jak Gabriel. Oczywiście Sally miała temat to żartów. Ale w kilka dni potem przyszedł ostatni członek rodziny. Sally miała dziewczynkę. Odbicie lustrzane Rebeki.
Rebeka nigdy się nie odgryzała, ale teraz miała okazję.
― To co, ja jestem ojcem? ― zapytała figlarnie.
Ale Sally nie dała się.
― Tylko nie mów mistrzowi, bo obie stracimy męża. Mogłabym powiedzieć, że ktoś jeszcze jest podejrzany. Ale to byłby głupi żart. Nawet na taką zołzę jak ja. Kocham Shingo-san. I jestem wierna. No, może zrobiłabym jeden wyjątek.
― Ty się chyba nigdy nie zmienisz, Sally.
― Mylisz się. Zobaczysz, że będę lepszą matką niż ty.  
― To zakład stoi, wiedźmo. Pocałowała ją w policzek.
                                                                      
                                                                      Krótki epilog.
                                                      
                                                      Trzecie niebo. Okolice tronu Boga.

Dwudziestu czterech starców powtarzało nieustannie. Świety, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący. Bóg wstał z trony chociaż jego chwała trwała tam nadal. W końcu był Bogiem i mógł być wszędzie. Ktoś polerował złote poręcze jego tronu jakąś specjalną substancją. Bóg spojrzał na zastępy cherubinów i serafinów stojących tysiącami przed jego majestatem. Odszukał wzrokiem złotowłosą postać. Nie było to trudne, bowiem większość aniołow miała ciemne włosy.
― Gabriel!
― Tak, o Przedwieczny.  
― Mam do siebie słowo.
― Tak, Wszechmogący.
― Zabierz skrzydła i pokaż oczy, chcę widzieć twoje oblicze.
Gabriel uczynił rozkaz.
― Gabrielu, co tam na świecie?
― Którym, o Wszechwładny?
― Ziemi.
― O! Grzech rozlewa się jak woda. Jak za czasów twojego przyjaciela Abrahama. Albo gorzej.
― Tak i ja to wiem, ale odczułem poprawę i myślę czy nie wstrzymać moje rydwany.
― Ty Wiesz wszystko, o Wszechwiedzący!
― A zwróciłeś uwagę na jednego syna, Gabriel ma na imię. Jak twoje.
― O tak, Wszechbędący. Ma dwie żony, ale i twój sługa Dawid miał kilkadziesiąt, a Salomon pięćset.
― Dlatego żył tylko 52 lata. Ale to nic złego. Żyją uczciwie w poszanowaniu siebie i innych. Chodzi mi o coś innego.
― Tak, Panie?
― Jak miał pieć lat, powiedział ,,Jestem Gabriel, ten co zwiastował Mari dobrą nowinę”. I teraz niedawno to powtórzył. Wygląda jak twoje oblicze lustrzane.
― Och wszechwybaczajacy, twoje stworzenie wciąż piękne zewnętrznie...
― Gabrielu, on nie powiedział ,,jak ten co zwiastował”. Wiesz przeto kto jest jego ojcem?
― Ależ panie mój. Ten co właśnie poleruje oparcie twojego tronu. Nawet po tej stronie próbuje coś ulepszać.
― Więc nie masz nic z tym wspólnego.
― Ależ Boże mój. On piękny po matce. Ona urodziwa jak Ewa z żebra Adama. Tylko Ewie dałeś czarne włosy i zielone oczy.
― Skoro tak mówisz, wierzę ci. Ale jak do mnie trafi, zapytam go czemu tak powiedział. Mógłbym wiedzieć i tak, ale Gabriel nie kłamie. Więc się dowiem.
    Anioł Gabriel oddalił się wychwalając Boga. Był tak uradowany, że zupełnie zapomniał, że w trzecim niebie była jeszcze jedna postać o włosach jak złoto i oczach jak czyste niebo. On, sam, Wielki Pan Zastępów.
                                                                        

                                                                     Koniec.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 891 słów i 5119 znaków.

Dodaj komentarz