Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Fukushu - sha cz 16

Rzeczywiście następnego dnia Clark dostał adres od Gabriela. Margison pojechał na spotkanie z dwoma ochroniarzami. Chociaż nie wielu ludzi wiedziało kim jest. Tak, jak tylko wąska grupa wiedziała na co idzie ćwierć budżetu obrony związanego z rozwojem broni kosmicznej.
Poprzedniego wieczoru Gabriel skontaktował się z Aya. Dał jej poufną informację, że mogą wracać do Japoni. Edo pochował zabitych ninja około mili od domku u podnórza góry.  
      
Gabriel spotkał się z Clarkiem w pewnej małej japońskiej restauracji.
― Mam godzinę ― rzekł na wstępie Clark.  
Usiedli. Margison wpatrywał się w twarz chłopca.
― Naprawde mnie zadziwiasz Gabrielu. Jak znalazłes mój numer komórki?  
― Ci w tym w samochodzie to twoja ochrona?
― Raczej strażnicy. Wygląda na to, że nie chcą mnie puścić. Mówiłem ci. Jak wdepteniesz w ten bussines musisz tańczyć w takt muzyki.  
― Właśnie o tym chciałem porozmawiać. Nie wiem jak to zrobisz, ale potrzebujemy około dziewiędziesięciu minut. To bardzo porządna restauracja. Proszę cię żebyś się przebrał. Ta japonka pomoże ci w zawiązaniu obi.
Kiedy Clark wszedł do małego pokoju, młoda japonka ukłoniła się nisko.  
― Kon'nichiwa-shi Clark-san. Jestem Yoko.
     Dziewczyna położyła na krześle ciemnogranatowe kimono.
― Jestem do usług ― ukłoniła się nisko i zamknęła zasuwane drzwi.  
Clark rozebrał się i został w samych spodenkach. Założył kimono. Miał pojęcie o pasach do kimon ćwiczebnych, karate albo judo, ale ten wyglądał inaczej.
― Panno Yoko, można prosić.
Dziewczyna weszła po chwili. Znowu ukłoniła się dwa razy.
― Mój przyjaciel miał rację. Nie wiem jak zawiązać ten pas.  
Dziewczyna pomogła mu.
― Dziękuję, panno Yoko.
― Jestem panienką, ale już niedługo.
― To przyszły mąż będzie w dobrych rękach.
Dziewczyna ukłoniła się i wyszła. Weszła do drugiego pomieszczenia.
Gabriel kończył wiązać obi.
― Dziekuję, Yoko. Dam radę.
― Spodziewam się, Gabriel-san.
Zamierzał wyjść.
― A buzi?
― Po ślubie, kochanie. Sprawdź marynarkę i pas. Jego zegarek sam zdeaktywizuję.
Gabriel wszedł do sali. Clark siedział za stołem.
― Białe, kolor coś oznacza?
― O tak, przyjacielu. Biały to kolor pogrzebowy.
― Och, ktoś umarł.
― Umrze. Mc Martin.
― Też coś z sercem?
― Gorzej. Z duszą.
― Czasami nie rozumiem twoich żartów.
Usiedli.
― Nie znam japońskiej kuchni, poza sushi.
― Nic się nie martw. Zamówię coś dobrego.  
Gabriel patrzył na Clarka. Około czterdziestki. Smukły, harmonijnie zbudowany.
― Podobasz mi się, Clark. Świat potrzebuje takich ludzi jak ty.
― Mówisz jak bym miał kandydować na prezydenta.
― Będziesz, za trzy lata. Ale do tego czasu zaczniesz przekonywać. Możesz mi dać prawą dłoń?
― Mogę, czemu?
Gabriel dotknął wskazującym palcem jego nadgarstka.
― Coś ci dałem. Bardzo pomocną rzecz.
― Femto technologia. Bardzo zaawansowana. Zaraz wszystko zrozumiesz.
― Jesteś zagatkowy. To tysiąc razy mniejsze niż piko
― Wybrałem cię, ponieważ masz czyste serce.  
― Gabrielu...
― Słuchaj. Potem będziesz pytał ―  powiedział łagodnie Gabriel. Świat jest chory. Trzeba go uleczyć. Dałem wam lekarstwo. Kiedy dotknąłem twojej dłoni, do twojego krwioobiegu wniknęły maleńkie cząstki. Milion razy mniejsze od waszej nano-technologi. Będziesz chroniony przez Gwiazdę Śmierci. Moja przyjaciółka, a przyszła żona, shakowała komputery armi USA. Na USS Mauritius, marynarkę i lotnictwo. W Langley całą resztę. Cały układ laserów w kosmosie, jest w mojej gesti. Do czasu wysłania serca na orbitę dysponowałem już umieszczonymi tam laserami. I było ryzyko, że mogliście mnie zabić. Teraz już nie możecie. Komputer kwantowy wyślę informację do ośrodka działania jeżeli będę zagrożony atakiem rakiet nuklearnych lub agent rządu będzie chciał mnie zastrzelić z dwóch metrów. Zanim kula doleci, zostanie zamieniona w parę. Ale nie obawiaj się. Ty jesteś teraz podobnie chroniony. Po pierwszym kontakcie intymnym z żoną, ona również będzie. Kiedy pocałujesz swoje dzieci w policzeki, to również wystarczy. A teraz słuchaj. Nie jestem idiotą, żeby wam zostawić tę broń. Bo chociaż nazywa się to Gwiazdą śmierci, jest to Gwiazda pokoju. Chcę, żebyście zaczęli eliminować z piedestału tych, którzy szkodzą Ziemi i jej mieszkańcom. Najpierw tych, w których kieszeniach siedzi cała elita rządząca. Chcę żebyście wykorzystywali fale niskiej częstotliwości w pokojowych akcjach. Zakończycie opryskiwanie nieba z samolotów. Zaprzestaniecie szczepionek i modyfikowanej żywności. Zaczniecie wprowadzać uczciwą edukację. Zakończycie handel bronią i narkotykami. A przede wszystkim handel dziećmi i ich wykorzystywaniem. Ty może o tym nie wiesz, ale to proceder najbardziej haniebny i uwłaczający całej ludzkości. Zaczniecie robić porządek.  
Clark siedział blady jak ściana.
― Powiedziałeś, że ty zarządzasz Gwiazdą śmierci?
― Tak, ja i moi przyjaciele. Kiedy wrócisz po naszym spotkaniu do pracy, otrzymasz po jakiejś godzinie przykrą wiadomość. Mc Martin i szóstka jego ludzi, zostanie zabita. Glass już zmarł. Cała reszta jet bezpośrednio odpowiedzialna za śmierć mojego ojca. Ja wiem, ze miała zginąć moja matka. Ale oni mają wiele żyć na swoich sumieniach. Mógłbym ich zabić laserem, ale jestem shinobi non mono. Zrobię to po swojemu. Mam na imię Gabriel. Ten co zwiastował Marii dobrą nowinę, ale na ten czas jestem Fukushu-sha, znaczy Mściciel. Aha, jeszcze jedno. Jeżeli tego nie zrobicie do twojej kadencji, dam ci rok. Potem zacznę to sam robić. Nie możecie strącić moich satelit. Wzajemnie się chronią. Nawet jeślibyście zamknęli cały internet na Ziemi, system będzie sprawny. Będę cię popierał i zostaniesz prezydentem. A teraz jedzmy.
Clark wziął nieco pikantny kawałek sushi z rybą.
― Sądzę, że mówisz prawdę. To nie mieści się w głowie. Rozumiem, że nie mogę powiedzieć o tej rozmowie nawet żonie. Mam kimono, więc pewnie wiedziałeś, że z pewnością miałem kamery i mikrofony w ubraniu. Zapomniałeś o zegarku.
― Nie zapomniałem. Nie działa. A właściwie daje fałszywy sygnał. Może się zorientują po tygodniu.  
Gabriel wziął kawałek glonu.
― Dobra tradycyjna japońska kuchnia. Pamiętaj o jednym. Prawdziwy wróg nie jest na zewnątrz. Nie urośnij w piórka. Jako prezydent powinieneś służyć. Każdy władca powinien. Wiesz co jest teraz. To również musi się zmienić. Kiedy jeszcze mój ojciec żył, miał nadzieję, że uda mu się zmienić ludzkie serca. Nie zdąrzył. Ale nam się udało. Razem z moją przyjaciółką znaleźliśmy formułę. Od osadzenia satelity już pracuje. Delikatny proszek rozsiewany jest na wszystko. Powoli zaczniecie być lepsi. Zrozumiecie dlaczego jesteście i kim jest Ziemia. Już się nie zobaczymy. Ale będziemy w kontakcie. Aya znajdzie cię na komputerze, czasem dostaniesz list. Czasem wiadomości innego rodzaju. Jesteś bardzo inteligentny. Zrozumiesz.
― Kim jest Aya?
― Poznałes ją. Muszę iść. Nie obawiaj się. Nikt mnie nie zatrzyma.
Yoko podeszła do stołu.
― Czy wszystko panom smakuje?
― Tak, bardzo dobre ― powiedział Clark.
Dziewczyna położyła przed Gabrielem złoty cell.
― Prosił pan o telefon, Gabriel-san.
― Dziękuję Yoko.
Gabriel wystuka numer.
― Ci w czarnym Tahoe, teraz.
― Będziesz zmusiał wziąść taksówkę.  
Zdziwiony Clark zobaczył jak złoty cell rozpuścił się w ciagu kilku sekund i na stole został tylko złoty pył.
Gabriel wstał.
― Gabriel, ta japonka, Yoko patrzy na ciebie. Znasz ją?
― Tak, to Aya. Do następnego razu.  
Gabriel wszedł do pokoju i wziął podłużną torbę. Aya podążała za nim. Przed restauracja leżały cztery ciała. Gabriel odciągnął nieprzytomnych ochroniarzy na bok. Po chwili oba samochody wybuchły. Młody mężczyzna wsiadł do czarnego ferrari. Aya usiadła obok. Ruszyli. Po dwydziestu czterech minutach byli na miejscu. Zaparkowali blisko okazałej willi.
― Dobrze prowadzisz. Jak się mogłeś nauczyć?
― Trochę się starałem, a reszty dokonała twoja miłość.
― A Noemi?
Gabriel się tylko uśmiechnął miło.
― Iść z tobą, Gabi?
― Nie, zostań w samochodzie.  
Aya widziała jak obezwładnił szybkimi ciosami dwóch ludzi przy drzwiach. Potem Aya dostrzegła czerwone rozbłyski z nieba.  
― Działa, wiedziałam.
Laserowe działa Gwiazdy śmierci zamieniły w pył naboje wystrzelone przez czterech ochroniarzy w środku willi. Resztę dokonały ręce i nogi, Fukushu-sha. Wszedł do sali, gdzie siedziała cała siódemka.
― Witam panów.  
Mc Martin patrzył przerażony.
― Wydaliście rozkaz zabicia mojej matki. Macie na sumieniu wiele istnień.
Powoli wyjął miecz Hattori Hanzo.
― To miecz zemsty, a ja jestem Fukushu-sha. Możecie się bronić, jeżeli zdołacie...
Po chwili było po wszystkim.  
― Zabijali bez litosci, więc zginęli bez zmiłowania ― rzekł jakby do siebie.  
Wyszedł na dwór. Na jego białym kimonie było kilka kropelek krwi.  
― Jedziemy na lotnisko.  
― Nie przebierzesz się?
― Oczywiscie, Aya-san.
Zatrzymali się koło małego parku. Gabriel wszedł do toalety. Po trzech minutach wyszedł. Miał na sobie jeansy i koszulę w kolorowe kwiaty.
― Lecimy do Tokyo?
― Nie, kochanie. Do Honolulu.
― Zrobisz coś z włosami?
― Nie. Chyba lubisz moje włosy.
― Bardzo lubie, Gabi. Mój ukochany.
                                                                                 *
Lot trwał prawie dwanaście godzin. Nikt ich nie zatrzymał. Clark miał znajomości. Dowódctwo podejrzewało zamach terrorystyczny. Połączono obezwładnienie ochroniarzy i zniszczenie willi gdzie miało miejsce spotkanie siódemki. Zaraz po wyjściu Gabriela budynek wybuchł. Obezwładnieni wartownicy przy wejściu mieli tylko niegroźne rany. Gabriel odciągnał ich na bezpieczną odległość, aby nie zginęli podczas wybuchu.
― Nigdzie nie możemy znaleźć Koerga. Ostatnio widziano go na lotnisku. To dziwne, bo nie figuruje na żadnej liście ani w systemie. Podejrzewamy porwanie ― zakończył agent.
Clark nic nie powiedział. Nabrał otuchy. Wiedział, że Gabriel Koerg nie żartował. Ostateczne potwierdzenie miał dwa tygodnie później. Gwiazda śmierci nie reagowała. Wezwano Clarka na dywanik. Zarządał widzenia z prezydentem. Rozmawiali prawie godzinę, bez światków. Tydzień później potajemnie próbowano zniszczyć satelity. Bez skutku. Rakiety zostały zniszczone w powietrzu. Zaczęły się małe zmiany związane z wielkimi korporacjami. Coraz częściej, utajone osoby wiedziały o zniknięciu ważnych osób w sektorze finansowych. Tylko Marginson wiedział kto za tym stoi. Jego popularność polityczna powoli wzrastała...
                                                      
                                                          ,,Sześć gorących serc”

Gabriel i Aya przyjechali do swoich. Za pośrednictwem różnych przyjaciół, których przybywało, zdobyli obywatelstwa Malediwy. Wysp na południu od Sri Lanki. Tylko z jednego powodu. Dozwolone tam było małżeństwo poligamiczne. W czasie nieobecności Aya-Kasumi i Gabriela, Shingo zrozumiał, że nie da rady zwyciężyć tego wroga w sobie. W końcu się poddał, a jego serce zaakceptowało, że pokocha dwie kobiety...  
― Nie mogłem zrozumieć, Aya-Kasumi, a teraz mnie to dotyczy. Jestem japończykiem. Moje linnie krwi sięgają aż do XVI wieku. Pochodzę z rodu sławnego shinobi, Hattori Hanzo. Jako japończyk nie powinienem okazywać uczuć. Robiłem to tylko w stosunku do Aya Kasumi, a teraz muszę znowu to uczynić. Kocham was obie. Ciebie Rabeka-san i ciebie Sally-san. Wiem, że jest pomiedzy wami uczucie. I wiem, że obie chcecie mnie poślubić, czy tak?
― Jesteś mało romantyczny, Shingo-san ― powiedziała Sally.
― Jeszcze przed ślubem narzekasz, to co będzie potem ― powiedziała Rebeka.
― Ja nie narzekam. Myślałam, że dostanę różę.
― Sally-san, tak czy nie?
― Jasne, że tak. Kocham cię mój zbóju.
Shingo tylko się uśmiechnał.  
― Według słów Gabriela i Frank się żeni. Jego wybranka jest daleką krewna Ku, Nakine. Podobno zakochali się od pierwszego wejrzenia.
― Przynajmniej nie będzie jej przeszkadzał jego brzuch. Sama jest jak kulka.
― Przestań, wiedźmo. Nie każda kobieta musi mieć bicepsy jak ty.
― Jak będziecie się spierać, to moge się jeszcze rozmyśleć.
― Nigdy, Kyoshi!
Rebeka i Sally uklękły przed jego stopami.
― No już dobrze, żartowałem.
      
Nadszedł dzień ślubu. Shingo miał najlepsze kimono jakie przywieziono mu z Japonni. Gabriel również wystąpił w tradycyjnym ubiorze japońskim. Zrobił to dla Aya-Kasumi i Shingo. Za zgodą Noemi. Noemi miała śliczna różową suknię. Chciała białą, ale Gabriel jej objaśnił, że dla japończyka to kolor żałoby. Zgodziła się. Zresztą w różowym wyglądała równie ślicznie. Przyjechali jej rodzice. Aya-Kasumi miała piękne japońskie kimono w kolorze wrzosu. Symbolu szczęścia. Kimono ważyło ponad osiemnaście kilogramów.

Sally i Rebeka pomagały sobie wzajemnie w ubieraniu.
― Możesz mi poprawić to różę z tyłu, Rebeko?
― Dobrze, nawet w ubieraniu jesteś szybka. Ja mam dopiero bieliznę. Z Francji, podoba ci się?
― Nie żenisz się ze mną tylko z Shingo. Co ci za różnica?
― Czy będziesz taka do końca życia? Przecież jesteś delikatna w środku, wiem to.
― Może i jestem. Ale prosiłam, żebyś poprawiła różę, a nie dotykała moją pupę.
Rebeka stanęła przed Sally. Miała gromy w oczach.
― Jesteś okropna!
― Faktycznie, ładny ten komplecik.
Chciała pocałować ją w policzek, ale Rebeka przesuęła twarz i pocałowały się w usta.
Trwało to chwilkę.
― Co to było? ― zapytała Sally.
― To ty chciałaś pocałować mnie w policzek, o co ci chodzi?
― O to, że pocałowałaś moje usta.
― To ty chyba tego chciałaś, prawda?
― Musimy to omówić jutro, po nocy poślubnej.
― Chyba pojutrze. Po mojej.
― Shingo jest wielkim wojownikiem Bushido. Może nie będziesz musiała czekać tak długo. Poza tym to on wybiera, którą z nas będzie pierwsza.
― Sally, to poważna sprawa, musimy ustalić grafik.  
― Tak, wiem. Przecież nie będziemy spać ze sobą we trójkę. Wiesz, że są małżeństwa gdzie kobieta ma czasem dwóch mężczyzn?
― Poważnie. Nie wiem czy bym chciała.  
― Ja chyba też bym nie chciała ― powiedziała Sally.
― To zrozumiałe, bo obie kochamy jednego mężczyznę, dlatego tak sądzimy, kochanie ― szepnęła Rebeka.
Poprawiła jej suknię.
― Wyglądasz ślicznie, Becky.
Teraz z kolei Sally wzięła ją za ramiona.
― Wiesz, czuję gęsia skórkę. Nie myślałam, ze wyjdę za mąż.
Rebeka patrzyła na nią... dziwnie
― Rebeka, powiedz mi. Ale tak uczciwie. I bez kłótni. Nie masz ochoty mnie czasem schrupać?
― Mam, ale to się nigdy nie stanie.
― Dobra, tylko pytałam. Pewnie Shingo by popełnił seppuku.
Zaczęły się śmiać.  
     Ślubu udzielił im starszy mężczyzna. Obok w dali stała staruszka i młoda dziewczyna. Po ceremenii wszyscy tańczyli taniec hula. Poza Shingo. Siedział i patrzył. W końcu Sally i Rebeka wyprosiły żeby i on zatańczył. Że tak jest w kulturze hawajczyków i że wypada. Shingo się zgodził. Patrzył na Aya-Kasumi, Gabriela i Noemi. Wygladali na szczęśliwych. Dwie tajemnicze kobiety i mężczyzna, który udzielał im ślubu, gdzieś zniknęli.  
― Wiecie kto to był? ― zapytał Ku.
― Nie ― odrzekła Sally
― Moi bracia mówia, że to był bóg nieba Kane. Staruszka to bogini wulkanów Pele, a młodsza to bogini szczęścia, Hi'iaka. Bedziecie żyć długo i szczęśliwie.
― Wyglada, że Frank w końcu też znalazł szczęście.  
― Tak. Nakine jest piękną duszą ― powiedziała Sally.
Shingo stał obok Gabriela.
―Teraz rozumiem, synu. Kocham dwie kobiety, ale czuję jakbym kochał jedną.
Gabriel nic się nie odezwał wobec tego wielki shinobi powiedział jeszcze coś, co już dawno miał na dnie duszy.
― Gabriel-san. Zemściłeś się na zabójcach swego ojca. Zazwyczj zemsta niszcz, a u Ciebie nie widzę żadnych negatywnych zmian.
― Koyoshi. Ty dałeś mi to imię. Ale ja nigdy tak nie czułem. Moje imie powinno brzmieć Saibankan*.  
― Ale jak to możliwe. Czułeś, że mogłeś nim być?
― Jestem.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 2673 słów i 16387 znaków.

1 komentarz

 
  • Iga21

    A co znaczy imię Saibankan?  
    Historia piękna 🙂
    Chodzi nadziwić się nie mogę, że osoba taka jak Gabriel musiała się zemści i pozbawić życia innych osób.  
    Ale cóż zasłużyli sobie.

  • AlexAthame

    @Iga21 Sędzia.W tym wypadku Bóg.Gabriel powiedzial Jestem Gabriel, ten co zwiatowal Marii.Aniol Gabriel zawsze występuje z Jezusem.W starym testamencie był specjalnym zwiastunem Bożym.Gabriel przejął na siebie Bożą moc i Boży sąd.Bog ojciec zapomniał, że to on był w Gabrielu i dlatego Gabriel nie sklamal.Wiecej o Bogu napisałem w Recall i To co jest we krwi.Ale jeżeli jesteś bardzo wierząca katolicka to nie czytaj.Recall uważam za moje najlepsze opowiadanie jakkolwiek po ilości łapek czytający uznali za takowe Księżycowa księżniczka.