Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Fukushu - sha cz 14

Oczywiście Ziemia nie dysponowała techniką z ,,Gwiezdnych wojen”, ale to co miała, wystarczało. A właściwie nie. Chodziło o laser. Dzięki wynalazkowi Koerga, mógłby być wzmocniony o tysiące razy. Niestety laser ma wady. Jest świetny w przestrzeni kosmicznej, gdzie nie ma zanieczyszczeń, ani nawet materi. Kilka atomów na kilometr sześcienny. Ale jak go wykorzystać do działań naziemnych? I tu Koerg zrobił coś o czym nikt przed nim nawet nie pomyślał. Wpadł na wiązkę poprzedzającą. Co to takiego? Światło to fala. Dochodzi do obiektu. Jeśli jest to ciało stałe, wiązka zostaje zatrzymana. Jeśli jest gazowe lub płynne, jest odbita lub rozproszona. Ale materia jest w środku pusta. Jeżeli wyobrazić sobie jądro atomu jako piłkę do tenisa, to elektron jako pestka od wiśni, to byłaby ona w odległości czterystu metrów. A odległości atomów byłyby jeszcze większe. Jeżeli przyjąć, że wszechświat jest skończony i jego wielkość jest rzędu dwudziestukilku miliardów lat śwtlnych, to ilość całej materi mogłaby się zmieścić w połowie centymetra sześciennego. Pod warunkiem, że cząstki elementrne by się stykały jak kulki w siatce bilardowej. Koerg pomyślał co by się stało jeśli wiązka światła mogła być tak skoncentrowana, że przenikałaby pomiędzy wiązaniami sieci krystalicznej. Dla porównania światło najlepszego ziemskiego lasera wypuszczonego z maleńkiego okienka laserowego działa, wyznacz na Księżycu koło o promieniu kilkust metrów. Co jeśliby robił koło o promieniu jednego milimetra? To byłby prawie doskonały. Ale jeśli promień trafiłby w coś stałego, nie mówiąc o dymie z papierosa, mógłby go najwyżej podgrzać. Wiązka poprzedzająca miała za zadanie utorować drogę. Nie ważne czy byłby to metr betony. Wiązka by przeszła.  
Ale czym właściwie ta wiązka była. Greg myślał o czymś takim. Ale nic mu nie przychodziło do serca. I wówczas pomyślał o swoim synu. Wszystko twało ułamek sekundy. Co powiedział Gabriel, jaki był. Greg wiedział, że ta myśl nie wyszła z głowy. Potem pomyślał o jego imieniu. Anioł. Jest tej samej jakości co Bóg. Ma ciało duchowe. Jest obdarzony mocą. Czy ma ograniczenia? Któż to może wiedzieć? Pracuje dla Stwórcy. Ma od niego moc. Może przenikać wszystko. Próżnię, powietrze, wodę i ciała stałe. I kiedy to wszystko przeszło przez serce Grega w ułamku chwili, znalazł formułę. Połączył materię i ducha. Czy wiedział, że to pochodzi od niego? Nie. Wiedział, że to zostało mu podarowane. I nie miał wątpliwości od kogo.
      I co dalej? Wiązka lasera ma określoną moc. Można spawać lub przecinać. Co mają za zadanie lasery kosmiczne? Znajdować i podgrzewać rakiety, aby je zdetonować lub unieszkodliwić zanim dotrą docelu. Koerg poszedł dalej. Jego super laser przesyłał ogromną moc. Nie tak ogromną jak bomba atomowa, ale prawie dochodzącą do siły małej bomby atomowej. A co najistotniejsze, można było sterować jej mocą.  
      Znamy mądre klucze. Zapalamy samochód bez przekręcania stacyjki. Komputer w samochodzie wie, że jesteśmy właścicielem samochodu, bo mamy odpowiedniego pilota. Chodzi o sygnał o właściwych parametrach. Oczywiście, jeśli złodziej by miał tego pilota, mógłby ukraść nasz samochód. Są samochody których układ startowy działa na głos właściciela. Wówczas złodziej musiałby mieć nagrany głos właściciela, żeby mógł uruchomić silnik. Gdybyśmy mnożyli zabezpieczenia, doszlibyśmy do sytuacji, że nikt nie mógłby ukraść takiego samochodu. Oczywiście ten ktoś mógłby zmusić właściciela, żeby ten samochód uruchomił.  
       Ale co to miało wspólnego z laserami w kosmosie? Otóż nawigacja lasera daje lokację obiektu. Coś musi naprowadzić działko pod właściwym kątem, we właściwe miejsce. Koerg zabezpieczył Gabriela i Rebekę w ten sposóbm, że nikt nie mógłby ich zastrzelić. Mógłby ich zgnieść czy unicestwić w jakiś inny sposób. Ale Greg poszedł dalej. Zbudował coś co wykrywało rodzaj i prawdopodobieństwo zniszczenia. Maleńka częstka z bursztynowego serduszka miała informacje, które pozostawały zapisane w ciele fizycznym Rebeki i Gabriela. Dla uproszczenia to co w satelicie było mądrym kluczem, pilotem. To w ciele Gabriela i Rebeki oraz Noemi, było centralnym komputerem. Po zainstalowaniu na orbicie laser z kosmosu broniłby ich przed jadącym samochodem, motorem. Granatem czy strzelającym czołgiem. Nie zabezpieczałby przed tornado, tsunami czy trzęsieniem ziemi. Gabriel wiedział, że istnieją siły fizyczne mogące wytworzyć te kataklizmy. Anteny HARP.  
Co do ataku? Zhakowane komputery agencji miały dużo informacji. O lokacji obiektów i osób fizycznych. Gabriel musiał przekonać ludzi, dla których pracował jego ojciec, że Greg miał to co oni chcieli, przekazał to jemu, a teraz on im to daruje. Gabriel zdawał sobie sprawę, że będzie zagrożony. Ale tylko do momentu, aż właściwe osoby przekonaja się, że nie ma tam żadnego oszustwa. Broń będzie mogła być użyta. A warunkiem jej działania będzie zdrowy i wolny Gabriel i Rebeka. Dlatego Aya miałaby mu pomóc tylko w szczęśliwym dostaniu się do właściwego miejsca. Potem będzie musiała zniknąć. Aż do czasu jak rakieta wyniesie satelitę na właściwym miejscu. Jedyny minus był tylko w jednym. Jeśli spali się i nie dotrze na miejsce. Zawsze jest ryzyko. Gabriel musiał ryzykować. Musiał ich również przekonać, że im pomoże rozwiązać kwestię kopi i małej linni produkcyjnej takich cacek. I znowu w zabezpieczeniu miałby być Gabriel, żywy i wolny. Gabriel miał jeszcze swoją prywatną sprawę. I tą również zamierzał dokończyć.  
        Ale na razie Nowy Jork. Później Langley i Ruby. Generał Mc Martin i siódemka. Potem Pentagon i NASA. A potem Gwiazda śmierci na orbicie. Uruchomienie i dwie próby. A potem? No właśnie, potem. Niespodzianka.  
Wysiedli z samolotu. Wzięli taksówkę i pojechali do średnio drogiego hotelu.                                                                                                                                                                                      

Lorenz się wściekł, kiedy zrozumiał, że Rebeka nigdy nie była w sieci. Mieli ją na wyspie i pilnowali. Mieli ją pod kontrolą, więc nie musieli jej szukać ani sprawdzać. Tak jak w wypadku zamrożonego obrazu na kamerach. Mieli nazwisko, zdjęcie i miejsce gdzie przebywała. A kiedy opuściła wyspę, zrozumieli, że nie mają szans jej namierzyć.  
       Kiedy ktoś jest sprytny i może uciec, wprowadza się mu czip do organizmu. Nie trzeba tego robić jeśli ten ktoś jest spokojny, nie ma pojęcia o broni ani o niczym z wiedzy wojskowej i technicznej.  
       A teraz ją zgubili. I nie mieli pojęcia gdzie jest. Jedyna szansa mieściła się w tym, że mogła nadal przebywać z Sally i Frankiem. Ale tu czekała ich niespodzianka. Nic nie wiedzieli o siatkach, które wymyśliła Aya-Kasumi.  
Siedzieli sobie w prostej hawajskiej chacie. Niewidzialni dla satelit. Ktoś musiałby wiedzieć, że tam są. Ale też nie wzieliby ich łatwo. Był tam Shingo i Sally. Tym razem, po ostatnim incydencie z Takahido, mistrz dał się przekonać do broni palnej. Oczywiście umiał strzelać i to nie gorzej od córki, tylko nigdy nie chciał. Teraz czekali. Sally trenowała. I wszystko byłoby dobrze gdyby nie Frank.  
      Ten poczciwy agent zrozumiał, że nigdy nie zdobędzie serca Sally dla siebie. Tak naprawdę nie chodziło mu o jej ciało. Tak jakby los wodził Franka za nos. Najpierw Sally nie miała obiektu. Potem pojawiła się Rebeka. A teraz Shingo. Frank poczuł i wcale się nie pomylił, że Shingo zaimponował Sally. Oczywiście nadal kochała Rebekę i czasami miała pragnienie innego rodzaju niż duchowe. A teraz równolegle zaczął wzrastać w niej, Shingo. Mistrz był mężczyzną atrakcyjnym. Miał tyle samo wzrostu co Rebeka i był wyższy od Sally o trzy centymetry. Był japończykiem z północy. To ci z południa są niżsi. Ale to też nie jest regułą.
       Cechą prawdziwej miłości jest rezonans. Jeżeli jesteśmy dla kogoś atrakcyjni, a ten ktoś nie jest atrakcyjny dla nas, cechy fizyczne przeważają. Dlatego płomień szybko się zapala i ... gaśnie. Czemu pożądanie charakteryzuje się szybkimi oddechami, wzrostem ciśnienia krwi? Bo ma powiązanie z chemicznymi reakcjami w ciele. Wzrostem wydzielania adrenaliny i testosteronu u mężczyzny i estrognu u kobiety. Zdejmujemy szybko ubrania, czasem je rwiemy... aby jak najszybciej zacząć współżycie.
Robimy to na suszarce do bielizny, w windzie, na stole w salonie.  
Rozkosz, orgazm, wytrysk. Czasem i u kobiety. Możemy to powtórzyć. Atrakcyjność ciała nie jest czymś złym. Ale jeżeli jest sztuką dla sztuki, nie może trwać długo. Bez głębszego uczucia, najbardziej wielka atrakcyjność zblednie, spowszednieje, a umysł zacznie szukać innego obiektu.  
     Pewien bogaty człowiek miał żonę. Kochał ją i byli szczęśliwi. Na przeciw jego domu mieszkała prostytutka. Ta historia miała miejsce w starożytnych Indiach. Wówczas nawet prostytutki miały swój status i wykształcenie. W starych kulturach istniały prostytutki sakralne. Jakkolwiek to mężczyźni są za tym. Kobiety nigdy tego nie wymyśliły.  Ale wracając do historii. Mężczyzna zapragnął jej. Czy się zakochał? Raczej nie.  
Jego żona była dobrą żoną. Widziała co dzieje się z jej mężem. Nie ciosała mu kołków na głowie, nie straszyła rozwodm. Udała się do tej kobiety i poprosiła ją o pomoc. Poprosiła, żeby ta przespała się z jej mężem. Prostytutka zgodziła się. Żona wróciła do domu i oznajmiła mężowi, że jego pragnienie się ziści. Uszczęśliwiony udałał się do jej domu. Kobieta ubrała się w piękne szaty i podała wino w złotym kielichu. Uradowany mężczyzna wypił pół kieliszka, bo tyle trunku znajdowało się w naczyniu. Rozmawiali i kobieta wypełniła połowę, tym razem kielich ze srebra.  
― Czemu to zrobiłaś? ― zapytał. Czemu podałaś wino w złotym, a teraz w srebrnym naczyniu?
― Czy wino zmieniło smak? ― zapytała.  
― Nie, przecież to to samo wino. Widziałem dzban, z którego lałaś.
― Och, więc nie zmieniło smaku?
― Nie. Nie rozumiem tego co robisz? Objaśnij mi.
― Tak muszę ci objaśnić, bo jesteś głupcem. Złoty kielich to ciało twojej żony, srebrny jest moim. Wino jest rozkoszą. Czy sądzisz, że moja cipka jest inna niż twojej żony. Ponieważ nie kochasz mnie tylko pragniesz, zrozumiałbyś to zaraz po akcie. Chyba nie jesteś aż takim głupcem, żeby nadal tego chcieć, po tym co zrobiła twoja żona i co ja ci powiedziałam.  
Ten mężczyzna zrozumiał.  

Shingo widział ostatnią scenę z Gabrielem i Aya oraz Noemi. Nie był ciekawski i nie pytał dziewczyny. Ale domyślił się, żę prawdopodobnie obie będą z Gabrielem. I to nie mieściło się w jego głowie. Nie chciał rozmawiać o tym z Noemi. Byłby to czysty nietakt. Zamierzał porozmawiać z Aya-Kazumi po jej powrocie, oczywiście w wyważony sposób. Wierzył w swoim sercu, że wszystko się im uda i powrócą bez ran.
Byli już tu kilka dni i ze zrozumiałych względów nie mieli wiadomości od dzieci. I tak miało być aż do ich powrotu. Bo Aya zapowiedziała, że wrócą razem. Chociaż Gabriel nie za bardzo chciał, żeby nadal nadstawiała głowę i chciał, by wróciła wcześniej. Jednak dziewczyna go przekonała, że wrócą razem.  
Shingo nie był bezduszny. Czuł. Od razu poczuł, że Sally ma do niego stosunek emocjonalny. A to rosło. Nie chciał jej nic mówić, ale po pewnym czasie zaczął coś odczuwać i ze swojej strony. Nie rozumiał, że serce już zaczęło górować.
Kiedyś po treningu usiedli na ziemi
― Sally-san jestem z ciebie zadowolony. Jesteś zdyscyplinowana i nigdy nie narzekasz. I masz poszanowanie dla nauczyciela.
― Kyoshi.  
Uklękła przed jego stopami. Podniosła głowę i patrzyła. Ich oczy się spotkały.
― Mów, bo czuję, że chcesz coś powiedzieć.
― To nie dotyczy treningu.
Shingo odczuł dziwny prąd.
― Prawdziwy wojownik nie zna trwogi. Mów.
― Nie spotkałam nigdy prawdziwego mężczyzny. Ci których znałam byli twardzi, ale brakowało im czegoś. Jestem wojownikiem, ale też jestem kobietą. Moje serce bije dla ciebie mocno.  
Shingo popatrzył na Sally.
― Jestem japończykiem, a my nie okazujemy uczuć.
― Szanuje to, mistrzu, ale to nie jest właściwe...
― Sally-san, kochałem bardzo moją żonę, Rei. I nadal jest w moim sercu...
― Rozumiem...
― Nie przerywaj, jeszcze nie skończyłem. Jest w moim sercu, ale odczuwam to samo do ciebie. Ale jest jeszcze coś.  
Patrzył na Sally.
― Ponieważ wyznałam ci miłość jestem zobowiązana mieć przed tobą otwarte serce. Na wyspie, moje serce i serce Rebeki, zbliżyły się.  
Shingo patrzył na nią łagodnie.  
― Sally-san, ja wiem. Ale nie to ci chciałem powiedzieć. Kiedy do naszego życia wszedł Gabriel, zauważyłem, że moja córka go pokochała. I to od pierwszego wejrzenia. Wiedziałem o jego tajemnicy serca. Było to dla mnie całkowicie nie do pojęcia, że Gabriel kocha moją córke i nadal, Noemi. Ale kiedy Noemi przyjechała zobaczyłem, że one obie darzą go silnym uczuciem i to w żaden sposób im nie przeszkadza. Więcej. Wygląda na to, że to wzajemnie buduje ich radość. I tego w ogóle nie mogło pojąć moje serce, aż do momentu kiedy zrozumiałem, że ze mną jest podobnie. Mam ciebie w sercu ale i Rebekę. I wiem, że ona ma to uczucie do mnie. Dlatego chciałem ci to powiedzieć.
Shingo nie spodziewał się tak szybkiej odpowiedzi.
― Mój mistrzu. Jestem szczęśliwa z tego powodu i jestem gotowa być twoją drugą żoną.
― Czy to nie dziwne, Sally-san.? Rebeka wczoraj powiedziała mi dokładnie to samo.

     Kiedy Rebeka dowiedziała się, że to Shingo uratował jej syna, przypomniała sobie przyrzeczenie. Ale nie stało się to od razu. Natomiast, kiedy tylko go zobaczyła, poczuła coś. Była dorosłą kobietą i miała doświadczenie w kwestii wzajemnych relacji. Wiedziała, że mogłaby zawsze być mu wdzięczna. To, że postanowiła w swoim sercu, że osobie, która uratowała jej syna, podaruje duszę i serce, mogłoby na zawsze pozostać niespełnione. Miłość jest najbardziej dziwną rzeczą na świecie.  
      Prawie nie rozmawiała z mistrzem. W zasadzie tylko patrzyła na niego ukradkiem. Miał swój czas i był raczej zajęty. I doszło teraz to, że ćwiczył z Sally. I Rebeka wiedziała co dzieje się w sercu Sally. Ale nic o tym nie mówiła.
Kilka dni wcześniej, mieli chwilę. A to było właśnie w przeddzień rozmowy mistrza z Sally.
― Rebeka-san. Nie obawiaj się o Gabriela. Jest człowiekiem wyjątkowym. I wygląda, że coś dobrego go chroni.
― Shingo-san. Zawdzięcza ci życie...
― Każdy na moim miejscu tak by postąpił...O ile by miał odwagę, środki i trochę zdolności. Nie mówię, że jestem w czymś lepszy. Czuję, że zrobiłem coś zupełnie normalnego i naturalnego. To chciałem powiedzieć. Tylko zabrakło mi czasu, żeby uratować ciebie. Wybacz.
― Shingo-san, nie mów tak. Jesteś bohaterem. Straciłam męża, gdybym straciła jeszcze syna, nie wiem czy bym nadal żyła. Wciąż w głębi serca mam miłość do Grega...
― To naturalne. Śmierć nie rozdziela, jeśli się kocha prawdziwie. Ja nadal mam w sercu Rei.
― Tak, to zrozumiałe...
Opuściła oczy. I wówczas Shingo zrobił coś, czego by się nie spodziewał.
― Rebeka-san...
Objął ją silnym ramieniem.
― Zawsze myślałem, że nie pokocham nikogo w ten sposób. A teraz wiem, że nic nie wiedziałem o moim sercu.
Rebeka rozkoszowała się tym, że była w ramionach mężczyzny, dla którego silniej biło jej serce, ale mimo to zdecydowała się szepnąć.
― Wiem, bo czuję, że Sally jest dla ciebie nie tylko uczniem. Jestem kobietą i wiem, ale nie będzie mi przykro jeśli będziesz tylko z nią. Mogę być zawsze jej cieniem.
― Och. Rebeka-san. Nie wiem jak to jest. Czy serce może pomieścić dwa serca?
― Chyba tak. Ja kocham ciebie i kocham Sally chociaż czystym uczuciem, natomiast ciebie...
― Rebeko, nie mów tego. Tylko nie wiem jak to powiedzieć Sally, czy ona...
― Ja ją znam. Widocznie nie tylko Aya-san i Noemi tak kochają. Kiedy nie ma egoizmu, miłość jest nieograniczona. Dawniej mężczyźni mieli wiele żon, a te były szczęśliwe. To tylko kwestia etyki i wyczucia. Powiedz jej. Ja wiem, że ona czuje jak ja.

Z całej piątki, Noemi czuła się nieco odosobniona. Dlatego Rebeka chciała w tym pomóc. Znała ją wcześniej i zawsze miała bardzo dobre mniemanie o tej ślicznej, piegowatej dziewczynce. Teraz Noemi wyrosła na śliczną dziewczynę. Zgrabną, ładnie zbudowaną. Piegi dodawały jej jeszcze uroku. W swoim delikatnym i szczerym sercu myślała czasem o Manuelu, że musi się o nią martwić. Oczywiście myślała też o rodzicach. Wiedziała, że Aya i Gabriel mieli dać im wiadomość jeśli byłoby to możliwe, że żyje i ma się dobrze.  
      Po kilku dniach Shingo wiedział, ze Sally jest zdolną i pracowita uczennicą. Czuł jej wzrastające uczucie. Sam wiedził, że ona nie jest mu obojętna.  
Rebeka? Była tak rozbrajająco szczera. Trzeciego wieczoru rozmawiała z Sally.
― Widzę, że sprawia ci radość uczyć się pod okiem Shingo.
― O tak. Odżyłam.
― Ale jest coś jeszcze.
― Widzisz?
― Czuję. I nie tylko ja. Frank również. Sądzę, że bardziej mu zależy na twoim sercu niż ciele.
― I ja to wiem, ale wiesz, że serce nie sługa. Jest w moim sercu. I w jakis sposób go kocham, ale Shingo...
― To ilu ich kochasz. Tylko nie zakochaj się w moim Gabrielu.
― Zwariowałaś! Jest piękny. Ale mogłabym być jego matką. A ty? Kochasz mnie, a widzę że nie tylko ja jestem w twoim sercu.  
Rebeka się zmieszała i lekko zaróżowiła.  
― Przyrzekłam sobie...
― Nie próbuj zaciemniać. Uratował życie twojego syna. Ale gdybyś nie chciała, nie czułabyś tego co czujesz.
― Myślisz, że on wie?
― Pewnie nie może w to uwierzyć. Faceci to śmieszne osobniki. Myślą, że coś się przed nami ukryje. Wiesz jaki jest jego najwiekszy problem?
― Co?
― Że obie kochają, Gabriela. A on je.
― Więc?
― Więc nie chce widzieć, że my również.
― Widzę, że ciebie darzy sympatią...
― Rebeka, kochanie. Nigdy nie będę zazdrosna. Ale widzę jak na ciebie patrzy. Rzadko co prawda. Ale to facet z jajami, a nie panienka. Już niedługo, wielki shinobi spotka wroga, którego nie zdoła pokonać.
― Dobrze, ja się wycofam.
― Rebeko. Jesteśmy blisko. Nie oszukuj siebie. Wcale tego nie pragniesz, to ja się wycofam.
― Sally ja już o tym z nim mówiłam. On wie.
― Ach ty cwany lisie. To co mi tu walisz słodkie słówka. Ale dobra. Nie jestem lepsza od ciebie. Miałam ci powiedzieć. Jak cię znam, to nie będzie ci przeszkadzać, że będę twoim cieniem.
― Wiesz co Sally my się naprawdę kochamy. Ja użyłam identycznych słów.
― Że ja będę twoim cieniem, wiedźmo?
― Ależ nie! Jak możesz tak myśleć. Że ja będę twoim!
― To masz szczęście. Żartuję. Wiedziałam, że nie powiedziałabyś inaczej. Ma szczęście facet. Będziemy dobrymi żonami, prawda?
― Tak Sally.
― I nie będziemy go zdradzać z żadnym facetem...
     Nie zauważyły nawet, że drzwi są otwarte. A w nich stoi Noemi.
― Długo słuchasz?
― Przepraszam. Nie wiedziałam co zrobić. Ale teraz już się stało. Zresztą jestem kobietą i widzę. Wiedziałam już wczoraj, a przedwczoraj się zastanawiałam. Witajcie w klubie.  
Złapała się za buzię.
― Naprawdę przepraszam, żadnego szacunku z mojej strony. Wybaczcie.
― Dobra. Powiedziałaś jak jest. Prawdę mówiąc kiedy się domyśliłam o tobie Gabrielu i Aya, nie mogłam zrozumieć, że to możliwe. A teraz również dotyczy to nas.
Noemi nie wiedziała gdzie odwrócić oczy. Czuła, że płoną jej policzki.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 3521 słów i 19931 znaków.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Interesuje mnie kto dał łapkę w dół. To znaczy, nie tak kto, jak dlaczego. Nie pogryzę.