Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Fukushu - sha cz 12

― Mam pomysł ― szepnęła Sally ― Ale muszę powiedzieć Frankowi. Idę, siedźcie tu. Oni nie sprawdzają. Pilot jest zawsze sam. Kiedy wyrzuci prowiant czasem z nami rozmawia. Potem idzie do helikoptera. Wówczas ja pójdę się kąpać. Na pewno będzie patrzył. Fajnie, że będziesz wolna. Pal licho co z nami. Pewnie nas wsadzą za kratki albo kropną...
― Nie, Sally. Jedziecie z nami. Wiem, że Gabi da radę. Mój kochany aniołek.
― Idę, pa.
Po chwili Sally wyszła.
― Mamusiu, czy ty ją kochasz?
― Skąd wiesz? ― zapytała zdziwiona Rebeka.
― Czuję.
― Tak. Powiem ci wszystko.  
― Powiesz mi później. Teraz śpij.
― To niemożliwe. Czekałam na ciebie siedem lat. Nie zmrużę oka. Przypłynałeś łódką?
― Tak, ale zwykłą na wiosła. Ma mały, cichy motorek. Dla dwóch osób. Nie sądziłem, że będzie czwórka.  
― Mamy dmuchany ponton. Czasami łowimy ryby.
― To dobrze. Akcja zacznie się w południe. Tak planowałem.
― Jaka akcja?
― Musimy w tym samym czasie porwać Noemi. Aya wprowadzi wirus w Langley.
― W kwaterze głownej CIA?
― Tak.
― To niemożliwe! Kto ci pomaga?
― Ten kto mnie uratował jest shinobi, zreszta ja też nim jestem, a Aya-Kasumi to jego córka.
― Co to shinobi?
― Ninja.
― Och! Co zamierzasz?
― Mamusiu najpierw muszę zabrać cię w bezpieczne miejsce, potem dołączy tam Shingo i Noemi. A potem zrobię to co powinienem. Jestem Fukushu-sha, Mściciel.  
― Chcesz pomścić ojca? To mnie chcieli zabić, on mnie uratował.
― Tym bardziej mam motyw. Ale nie myśl o tym teraz.  
― Gabi, mogę cię przytulić.
Gabriel otworzył ramiona. Rebeka wtuliła się w jego muskularny tors i zaczęła płakać. Kiedy skończyła, zaczęła go całować po całej twarzy z wyjątkiem ust. Potem usiadła na łóżku.  
― Spróbuj zasnąć, mamusiu. Musisz być wypoczęta.  
― Nie mogę, ale spróbuję.  
Położyła się i patrzyła na niego. Gabi patrzyła na nią i gładził jej włosy.
― Nic się nie zmieniłaś. Tęskniłem. Bardzo cię kocham, mamusiu.
― Och Gabi. Mój Gabi. Mój aniołek.
Wzięła go za rękę. Patrzyła. Nie mogła zasnąć. Ale w po godzinie, zamknęła oczy. Gabriel czuwał, ale patrzył bez przerwy na jej śpiącą twarz.  


Zrobił się dzień. Około siódmej, Rebeka otworzyła oczy.
― Boże, to nie sen. Jesteś. Zrobię ci coś jeść.  
Gabriel patrzył na matkę.
― Brakowało mi tego obrazu. Mogłem sobie wyobrazić, ale teraz jest dobrze.
― Kochanie, oni mówili, że jest tu lotniskowiec. Namierzą nas łatwo i jeśli nie zabiją, będziemy wszyscy uwięzieni.
― Mamusiu, wszystko będzie dobrze. Wszystko się uda. Oni nie mają ciebie w danych. Satelita czy dron... nie zdołają cię znaleźć. To zasługa taty. To zabezpieczenie ma w sobie również, Noemi. Natomiast całą nasza trójka ma lokator. Tata naprawdę był genialny i wyprzedził epokę. Odkryliśmy, że w serduszku, które dostałem od Noemi jest coś specjalnego. Wielkości mniejszej niż łebek od szpilki. Uratował mnie człowiek, który był hitmanem. Ale to bardzo szlachetny mężczyzna. Jest mistrzem ninji, czyli shinobi. Jego córka ma  o dwa lata więcej niż ja. Jest również shinobi, a poza tym ma genialne zdolności jeśli chodzi o komputery. Wiemy kto stał za zabójstwem taty.
― Gabi, może nie pamiętasz. On mnie uratował. To ja miałam zginąć.
― Wiem mamusiu. Dlatego nie unikną kary.  
― Kochanie, nawet jeśli ci się uda z pomocą innych, wymierzyć sprawiedliwość, będziesz ścigany. Nie wygrasz z systemem.  
― Mamusiu. Nie doceniłaś taty. A przede wszystkim wiary. Tata chciał wszystko zmienić. On zobaczył swój błąd. Dlatego ja muszę kontynuować jego misję. Wszystko ci dokładnie opowiem kiedy to się stanie. A teraz ubierz się w coś.  
Gabriel wyszedł do drugiego pomieszczenia. Rebeka wiedziała, że już jej nie opuści. Szybko ubrała się w szorty i bluzkę. Poszła do łazienki. Zrobiła co człowiek zwykle robi kiedy wstanie. Umyła zęby i opłukała buzię.  
― Mój aniołek, znalazł mnie ― szepnęła do odbicia w lustrze.
Uświadomiła sobie, że już to powiedziała kilkakrotnie, ale mogła to mówić w kółko.  
     Kiedy wróciła do sypialni i zobaczyła, że syna nie ma w pokoju, poszła do kuchni. Gabriel stał i patrzył przez okno.
― Zjedz coś lekkiego. Nie musisz się spieszyć. Wyruszymy kilka minut po odlocie śmigłowca.
Usłyszeli pukanie. Rebeka poszła w kierunku drzwi. Przyszła Sally.
― Frank już wie. Oczywiście musiałam szeptać. Poczciwy facet. Wciąż ma nadzieję. Myślał, że przyszłam w innym celu. Jesteśmy gotowi. Ale jak Gabriel to planuje? Nawet jeśli nas nie zauważą od razu, mają środki. Radary, helikoptery no i całą siatkę podglądu.
― Dziękuję ci, Sally. Nie wiem co zrobiłaś, ale mama powiedziała, że zawdzięcza ci życie. I nie chce jechać bez was. Dlatego pojedziemy razem. Moja mała łódka ma specjalna siatkę. Jestem niewidzialny dla elektronicznych oczu. Ale wy będziecie widzialni. Przwidzieliśmy taką sytuację. To znaczy nie wiedziałem, że tak będzie. Sądziłem, ze będę musiał unieszkodliwić te dwie osoby, które miały pilnować mamy.
― Wiedziałeś, że jest nas dwoje?
― Aya włamała się w system już dawno. Ona musi fizycznie coś włożyć do systemu komputerów w Langley. A ja muszę zakłócić komunikację ze statku, na którą poleci helikopter.
― Chyba nie polecisz tam?
― Nie, ale to, tam poleci.
Pokazał mały pendrive.
― Zwykły pendrive? Co to może pomóc? Znam się trochę na komputerach. To musi być zaakceptowane przez system. Kod, hasło, cokolwiek.
Gabriel się uśmiechnął.
― To nie jest zwykły pendrive, wierz mi.
Teraz z koleji Sally się uśmiechnęła. Zanim to zrobiła, Gabriel wiedział.  
― Ależ ty jesteś przystojny! Piękny jak matka.
― Sally, walory zewnętrzne są drugorzędne.
― Tak. Ale o ile znam twoją mamę, to i znam przez to i ciebie. Więc czuję, że te pierwszoplanowe masz też rozwinięte właściwie.
― Sally. Powiedziałaś, że pomożesz. Potrzebuję pół minuty.
― Nie zapomniałam.
Gabriel wiedział co zamierzała zrobić Sally. Musiał pohamować reakcję.
     Czas zleciał szybko. Frank również odwiedził chatę Rebeki. A więc poznali się wzajemnie. Parę minut po dziesiątej usłyszeli śmigłowiec. Sally zdjęła cienką, plażową sukienkę i usiadła na leżaku. Po chwili wylądował Czarny sokół. Pilot mógł mieć około trzydziestki
― Grzeje, co?
― Jak zwykle. Przywiozłeś wszystko z listy.  
― Nie ma trunku.
― Co takiego? Co wy sobie k... myślicie.  
― Będzie w przyszłym transporcie.
― Lepiej żeby była, bo cię ustrzelę.
― To nie moja wina, Sally.
― Wiem. Inaczej już byś nie żył.  
― Frank ma z tobą ciężkie życie.
― Nie twój interes.
Sally zobaczyła ubraną  na czarno postać Gabriela. Wstała z leżaka i minęła pilota. On oczywiście spojrzał na nią. Sally zrobiła trzy kroki. Zrzuciła górę. A następnie dół. Pilot musiałby lubić inną płeć, żeby się nie zatrzymać oczu na jej jędrnych pośladkach. Gapił się na nią jak zahipnotyzowany, a w tym czasie Gabriel wskoczył do kabiny helikoptera. Znalazł to czego szukał. Wsunął pendrive. Była mała szansa, że pilot to zobaczy. Wejścia do USB było na suficie. Znajdowała się tam pięć podobnych czarnych USB.
Pilot nadal gapił się za odchodzącą nagą kobietą. Sally wskoczyła do wody.  
― Samce ― szepnęła, kiedy odczuła jego wzrok na swoim zgrabmym tyłeczku.  
Pilot pogadał chwilę z Frankiem.
― Widziałeś. Poszła nago!
― Tak? To normalka.  
― Ta druga też się kąpie goła?
― Nie wiem. Nigdy nie widziałem. Sally jest raczej zazdrosna. Muszę uważać.
― Ty masz życie! Powiem chłopakom.
Frank popatrzył na niego ostro.
― Ani się waż. Jak się Sally dowie, jesteś trupem. Ty jej nie znasz, to wariatka!
― Masz rację. Muszę już wracać. Przykro mi, że nie mam trunku, ale za tydzień, pewne. Cześć.
     Po chwili maszyna wzbiła się w górę. Na szczęście leciał prawie w przeciwnym kierunku niż cumowała łódka Gabriela. Chłopak nakrył ją starym brezentem.
Sally wracała z wody. Gabriel był z Rebeką.
― Frank! Nie patrz, albo wynocha!
― Dobra, wiem że nie zrobiłaś tego dla mnie.
Odwrócił się.
― Nieraz mnie widziałeś.
― I nadal chcę.
― Mogą nas ustrzelić, a wam tylko jedno w głowie. Oj, chłopy, chłopy...
Sally założyła kostium.
― Nie mówię, że mnie nigdy już nie zobaczysz ― cmoknęła go w policzek
― Przecież ją kochasz.
― Jeśli tylko to masz w tej pustej głowie, nie robimy tego. Kocham ją w sercu. Do ciebie czuję, co czułam. Tylko na razie nie mogę, rozumiesz? Nie chodzi o nią. Ona to rozumie. Chodzi o mnie, głuptasie.
Tym razem pocałowała go lekko w usta. Frank stał zaskoczony.
A to za co, pomyślał. Sally widocznie czytała jego myśli, bo rzekła.
― Za to że jesteś, głąbie.

Po godzinie wypłynęli.
Gabriel płynął obok kraulem, a cała trójka siedziała w pontonie. Potem Rebeka przesiadłą się na łódkę.
― Będę ci pomagać, synku.  
― Dobrze. Rzuć linkę do nich.  
Dopiero teraz Rebeka zuważyła silnik.
― Nie mogłem go używać. Nie wiedziałem, że tak będzie. Ale trochę powiosłować, to nic. Jestem w dobrej kondycji.
Rebeka popatrzyła na jego tors. Pogładziła jego bliznę.
― Boże, blisko serca. Czułam, że żyjesz. Inaczej z pewnością bym umarła.
     Płynęli. Gabriel sprawdził czas.
― Frank. Zatopcie ponton i właźcie na łódź. To już niedaleko.
Gabriel wiedział z grubsza jak się potoczą losy związane z pendrivem.
      
     Helikopter doleciał normalnie. Wszystko było dobrze, aż do momentu kiedy Aya zaczęła działać. A właściwie kiedy jej działanie odkryto. A to stało się dopiero po pół godzinie.
                                                                                  *  
Shingo sprawdził czas i upewnił się, że nie ma w pobliżu ludzi. Mała bomba wybuchła w garażu. Anna pracowała z Larrym w biurze. Zajmowała się papierkami, ubezpieczeniem i gwarancjami.  
Wyskoczyli wystraszeni z biura.
Po dwudziestu minutach przyjechała policja, a po czterdziestu rodzice Noemi zostali przywiezieni na posterunek. W ten sposób Shingo zapewnił im alibi. O w pół do szóstej Larry zadzwonił do córki
― Noemi, mieliśmy wybuch w garażu, jesteśmy na posterunku.
― Co się stało, tato?
― Coś wybuchło ale jesteśmy cali. Gdzie jesteś?
― W bibliotece. Miałam się spotkać ze znajomymi, za godzinę...
― Jedź do domu. Powinniśmy być wkrótce.  
     Shingo siedział w samochodzie i obserwował. Ochroniarz siedział w aucie. Kiedy Noemi wyszła, agent otworzył drzwi swojego samochodu i powiedział.  
― Panienko, proszę jechać ze mną.
― Czego chcesz! To moim rodzicom się coś stało, a nie mi. Daj mi spokój.
― Do wozu, bez dyskusji.
Złapał Noemi za rękę. Dziewczyna nic nie zauważyła. Kiedy dostrzegła postać w czerni, ochroniarz leżał na ziemi.
― Osprey. Penelopa całowała się z Josephe.  
Podał zaskoczonej dziewczynie serduszko.
― Jestem przyjacielem, Gabriela. Wsiadaj...szybko!
Dziewczyna uwierzyła i weszła do gazika.
― Kim pan jest? Jest pan chińczykiem?
― Jestem japończykiem. Mam na imie Shingo. To ja zabrałem twojego Gabi z miejsca zamachu. Musimy się ukryć.
― Gabi żyje! Wiedziałam! Nie zapomniał! Czy to pan coś zrobił w garażu taty?
― Tak. W ten sposób będą mieli alibi. Nic się nie martw. Damy im znać, że jesteś cała i zdrowa.
― Gdzie jedziemy?
― Do Caracas. Potem polecimy na Hawaje.
― Ale złapią mnie na lotnisku.
― Nic się nie martw. Mam dla ciebie paszport i perukę. Trochę cię podmaluję. Znam się na tym. Mam nadzieję, że mi ufasz.
― Mam dług wdzięczności. Gabi jest wciąż w moim sercu.
Shingo zastanawiał jak dziewczyna to przyjmie, kiedy dowie się o Aya. Ale na razie o tym nie myślał.
Noemi trzymała w dłoniach serduszko i cicho płakała.
― Pan go zabrał? Był cieżko ranny. Najpierw mówiono, że nie żyje. Ale teraz jest zdrowy, prawda?
― Tak.  
― To dlaczego sam nie przyjechał?
― Noemi-san, Gabriel jest dobrym chłopcem. Poważnym i wartościowym. W tej właśnie godzinie ratuje matkę. Musieliśmy działać w koordynacji. Inaczej moglibyśmy uratować tylko jedną z was.
― Jak mnie znaleźliście? Jak Gabi znalazł matkę?
― Greg Koerg, ojciec Gabriela, dał wam coś. Macie to w sobie. To działa jak GPS. Tylko nikt o tym nie wie. Cały czas to było w twoim serduszku z którym Gabriel się nie rozstawał. My sami wpadliśmy na to nie tak dawno. Całkiem przypadkowo.
― To Gabi o mnie pamięta, nie zapomniał! Kiedy byliśmy mali od razy coś się między nami zawiązało. Ale teraz wiem, że go kocham. Obiecał mi, że weźniemy ślub jak skończymy osiemnaście lat. To za kilka miesięcy. On zawsze dotrzymywał słowa. To pani Rebeka żyje! To się dopiero ucieszy  kiedy go zobaczy. Bardzo kochała i pewnie nadal kocha mojego Gabi.
    Kiedy Noemi to mówiła, Shingo czył jak ostre ostrza szyją mu serce. Wiedzia, że Gabriel jest szlachetny. Nigdy nie łamał danego słowa. Lecz Shingo wiedział również, że Gabriel kocha Aya-Kasumi. A ona jego. I obiecał jemu, że się z nią ożeni. Dlatego Shingo nie pojmował jak to wszystko się zakończy. Ale ponieważ był wytrenowanym wojownikiem bushido, wiedział, że nie może zbyt dużo o tym myśleć. Miał może łatwiejsze zadanie niż Aya lub Gabriel, ale nigdy nie lekceważył sytuacji. Musiał być cały czas czujny.
    Jechali drogą numer 9. Mieli do przejechania około trzystu kilometrów. A potem jeszcze kilkadziesiąt w samej stolicy. Shingo załatwił dwa bilety. Zdawał sobie sprawę, że Noemi była dla agencji mniej ważna niż Rebeka, ale oczywiście była również przynętą. Podobnie jak matka. Shingo pomyślał chwilkę o Gabrielu. Zastanawia się jak się mu powiodło.
     Wspomniał Ku. Wiedział, że na tego człowieka może liczyć. I zaraz pomyślał, jak poradzi sobie jego klejnot, Aya. Poczuł dumę w sercu. Przypomniał sobie jej pierwszą akcję. Poczuł nieprzyjemne mrówki. Aya była jak on. Wrażliwa i twarda. Shingo zrozumiał w jednej chwili, że jest inaczej. Aya była bardziej wrażliwa i bardziej twarda niż on sam.  
     Jechali w milczeniu. Noemi już nie płakała. Trzymała na piersi serduszko i patrzyła w dal.
                                                                           *
Tego dnia Sarah Wang nie poszła do pracy. Aya czekała na nią w domu. Uśpiła ją. Wiedziała, że nie może jej uśpić na tak długo, więc uśpiła ją tylko na dwie godziny. Zostawiła ją ze związanymi rękami i nogami. Posadziła w fotelu. Przed nią na szafce zostawiła kartkę i timer. Wiadomość nie była zbyt długa. Sądziła, że Sarah nie będzie ryzykować życia.
,,Kiedy dojdzie do zera rób co chcesz. Jeśli ruszysz się wcześniej, będzie bum".
       Sara otworzyła oczy kilka minut po dziesiątej. Zobaczyła timer ze zmniejszającym się czasem. Struchlała. Potem zobaczyła kartkę.
Dlaczego ja, pomyślała.
Ta osoba, która to zrobiła musiała wiedzieć, że Sarah będzie grzecznie czekać. Jeszcze dwie godziny. O co chodzi? Co oni chcą? Zaczynają z najbardziej chroniona jednostką na świecie. Znajdą ich, choćby i  pod ziemią.  
      Nie popisali się piętnaście lat temu. Agencja otrzymała wiele zarzutów po 9 września 2001. Ale Sarah była wtedy dzieckiem. Zobaczyła na stoliczku wodę i rurkę. Chciała się napić. Wiedziała, że nie może pić zbyt dużo. Nie chciała zmoczyć fotela. Ale i tak chciało się jej siku. I nie mogła wytrzymać. Miała zaklejone usta. Poczuła mokro pod udami. Zaczęła płakać. Uspokoiła się po chwili. No cóż, nie miała noża na gardle, ani nie siedziała w pustej i ciemnej piwnicy. Czekała. Patrzyła na cyfry. Kiedy brakowało minuty, zamknęła oczy. A jeśli to blef. Jeśli wybuchnie? A ona głupia nawet nie próbowała? Otworzyła oczy. 0:00. Szarpnęła rękami. Co u licha. Powrozy puściły? Z nogami to samo? Jakaś nowoczesna technologia? Oderwała  plaster z ust. Nie spieszyła sie by zadzwonić. Zmieniła bieliznę i wyrzuciła do śmieci, zamoczoną gąbkę od fotela. Potem wzięła prysznic. Dopiero wówczas zadzwoniła. I wcale nie na policję. Aż taka głupia nie była... Zadzwoniła do swojego szefa.
― Ryan Kox, słucham.
― Tu Sarah Wang. Ktoś włamał się do mojego domu. Uśpił mnie i zostawił bombę. Miała wybuchnąć jak zadzwonie wcześniej. Miałam związane ręce i nogi. Byłam przywiązana do fotela. Zegar doszedł do końca, a więzy same puściły. Bomba nie wybuchła.
― Ktoś się pod ciebie podszył. Według komputerów, przyszłaś normalnie. Poszłaś na lunch. Czy to żart?
― Nie, panie Kox. Czy mam zawiadomić policje albo FBI?
― Nigdzie nie dzwoń, zaraz kogoś przyślę. Albo lepiej sam przyjadę. Tylko coś sprawdzę.  
Ryan znalazł się przy biurku Sarah po trzydziestu sekundach. Komputer był włączony. Rutynowe strony, nic niezwykłego. Zaczął ogladać jej tward dysk i monitor. Było kilka pendrivów. Zaczął sprawdzać. Przy piątym wiedział, że to nie ich. Nacisnął myszką na oznaczenie : Możesz bezpiecznie wyjąć, przeczytał w prawym, dolnym rogu. Wyjął. Zgasły światła... Wszystko zgasło na kilka sekund...
― Ale jestem idiotą ― szepnął.  
     Po chwili światłą zapaliły się znowu. A komputer przy którym siedział, miał na ekranie uśmiechnięte słoneczko.  
     Ludzie reagowali za biurkami. Na wszystkich ekranach, w całym kompleksie CIA, wszyscy mieli to samo. Uśmiechnięte słoneczko.
     Zrozumieli momentalnie, że ktoś dokonał niemożliwego. Shakował system CIA.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 3064 słów i 17661 znaków.

Dodaj komentarz