Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Fukushu - sha cz 11

Greg pozostawił dość dużo fachowych informacji. Czy przypuszczał, że Gabriel posiądzie te zdolności? Czy też przewidział, że ktoś obdarzony niezwykłymi zdolnościami w dziedzinie elektroniki i doskonałą znajomością komputera pomoże mu zbudować domową metodą serię mikro kamer. Kamery wcale nie musiały mieć obiektywu. Światło widzialne jest wiązką fal elektromagnetycznych o długości od 0,4 do 0,8 mikrometra. W związku z tym ma odpowiednią częstotliwość. Mikro element miał również zdolności mikrofonu.  
W krzakach nie opodal agencji Aya zostawiła wzmacniacz, transmiter i baterię. Nie zapomniała okryć tego wszystkiego specjalną siatką, kóra eliminowała ewentualne wykrycie przez cokolwiek poza ludzkim wzrokiem. Takim samym materiałem mieli pokryty garaż, w którym stał jeep w ich domku u podnóża góry Asahi. Takim samym parasolem zamierzał okrywać łódke, Gabriel. Łódkę, którą miał dopłynąć do atolu Karolina.  
      Aya obserwowała młodą dziewczynę w pracy. Dostrzegła co chciała. Hasło. Oczywiście na jej komputer. Potem dostrzegła inne informacje. Nazwisko i imię. Sarah Wang. Po powrocie do domu obserwowała jej mieszkanie. Oczywiście istotny był adres. Aya nie zamierzałą jej skrzywdzić. Po prostu chciała ją zastąpić w dniu i godzinie akcji. Po odnalezieniu jej miejsca zamieszkania, dyskretnie robia zdjęcia. Miało to pomóc do makijażu i charakteryzacji. Aya miała sprzęt, który sprawi, że każda kamera będzie widziała Sarah, a nie ją, kiedy wejdzie do budynku. Młoda shinobi miała jeszcze coś. To coś wyglądało jak zwykły, najzwyklejszy pendrive. A co on miał zrobić? Wirus dla całego systemu. W takich instytucjach jest system. I wszystkie komputery są w tym systemie. Zaczynało się od zniknięcia obrazu na jedną dwudziestą piątą część sekundy. Oko ludzkie reaguje na jedną szesnastą część sekundy. Nikt nic nie zauważy. Od tej chwili, godzina pracy pendrive wystarczyłaby na przejęcie całego światowego internetu. Na Centralne Biuro Informacyjne, Aya przewidywała góra, kwadrans. Oczywiście kostka nie miała wielkiej pamięci. On tylko zmuszała system do podporządkowania. Potem wszystko wyglądało zupełnie normalnie. Tylko w tej cząstce sekundy możnaby było coś uchwycić, później nie. Jeszcze raz geniusz Koerga i nie mniejszy Aya-Kasumi, zatriumfował.
     Nastepnego dnia, kiedy Sarah poszła do pracy, Aya też nie próżnowała. Sarah miała dwie kamery w domu, z którymi Aya nie miała problemu. Otwarcie mieszkania z boku zajęło jej czterdzieści pięć sekund. I tylko dlatego, że zamek się zacinał. W domu zostawiła trochę mikro kamerek. W różnych miejscach. Wszystko wyczyściła. Miała przed sobą następne zadanie.  

Czy cała siódemka odpowiedzialna za śmierć Grega, pracowała w Langley? Nie. Tylko jedna osoba. Aya dobrze wiedziała, że rozkaz dotyczył zabicia Rebeki. Greg Koerg zginął tylko z tego powodu, że zasłonił w odruchu żonę. Ta z koleji żyła tylko dzięki temu, ze Shingo zabrał jej rannego syna. Bo ktoś z tej siódemki, prawdopodobnie generał Mc Martin sądził, iż Gabriel ma jakąś ukrytą, super ważną informację przekazaną przez ojca. I wcale nie był w błędzie. Kilka dni przed zamachem, Greg umieścił mikro-element w bursztynowym serduszku. Techniką laserową zrobił odpowiednie nacięcia i zapisał wszystkie informacje. Oczywiście najważniejsza była sama sprawa związana z super bronią. Serduszko było nieszkodliwe. Tylko środek, który był w środku. Sama mikro-cząstka nie była również groźna. Dopiero piekielnie groźna stawała się w relacji z istniejącą już w atmosferze siecią rozlokowanych sond uzbrojonych w lasery. Greg niczego nie musiał budować. Obecne lasery miały moc, powiedzmy 10. Po umieszczeniu super małej cząstki i po zaakceptowaniu tego przez system miały moc sto do 150 razy większej. Ale Gabi miał plan. Ojciec zostawił mu wzory i plan czegoś co umieszczone w sercu lasera dawało moc ponad milion razy większą. To kąsek, który miał być przełknięty przez ,,Grupę siedem”.  
     Każdy człowiek ma zalety i wady. Co charakteryzuje ludzi zwanych, złymi? Wypaczenie. O ile ci źli z dołu to złodzieje, mordercy i gwałciciele o tyle ci źli z gry to przeważnie członkowie elit lub rządów. A w ich przypadku jedna cecha zawsze przeważa. Wielkie ego. Super wielkie. Nie liczą się z nikim. Najważniejsze jest dla nich własne ja. Ale w planie Gabriela, Aya i Shingo był jeden istotny element. Czy któryś z nich, a w zasadzie tylko jeden, ma uczucie do swoich najbliższych. Aya obserwowała Mc Martina. On nie był złym człowiekiem. Miał psa o którego dbał. Żonę, której nie zdradzał i kupował jej czasem kwiaty. Miał w końcu dziewiętnastoletnia córkę, Ruby. Córka sprawiała mu czasem kłopot. Nie była typem grzecznej córeczki tatusia. Ale dla Johna Mc Martina była ważniejsza niż pies i żona razem. Dlatego Ruby, miała być wykorzystana w planie. Na czas od dwudziestu czterech do trzydziestu sześciu godzin. W sposób, którego mistrz Shingo nie bardzo chciał zaaprobować. Dopiero Aya go przekonała.  
― Ten świat nie jest światem honoru. Nawet honoru shinobi i kodeksu Bushido. Dlatego jeśli będziemy prawi, uczciwi i honorowi to lepiej od razu popełnijmy seppuku jak 46 roinów. Bo czterdziestemu siódmemu, cesarz zabronił się zabić.
Po pozostawieniu, Sarah Wang, Aya zajęła się bliższym poznaniem Ruby Mc Martin.
     Co było tym, co spędzało sen z oczu, Johnowi? Alkohol. Ruby lubiła wypić. I to już od trzech lat. Zaczęła mając piętnaści, ale prawdziwie zasmakowała po roku.  
     To było niezrozumiałe dla Aya. Większość ludzi, którzy się upijają, robią to przeważnie z kilku powodów. Pierwszy, na odwagę. Są skryci, nieśmiali. Alkohol wywołuje w nich uczucie odwagi. Drudzu, chcą zapomnieć. To tak zwani marni pijacy. Trzecia grupa to ci, którzy uwielbiają się zalać. Ruby była częściowo członkierm tej grupy. Ale prawdziwy powód był inny. I to zdziwiło Aya-Kasumi. Informacje o tym, Aya zdobyła na facebooku. Ruby lubiła coś co dla wiekszości jest najbardziej nie bardzo miłe. Lubiła wymiotować. Kiedy Aya znalazła to trzeci raz w wypowiedziach Ruby, sama miała odruch wymiotny.  
      Aya miała drobną budowę. Nie lubiła za bardzo alkoholu, ale czasem piła z ojcem sake. I to nie słabą. Kiedyś, jeszcze zanim uratował Gabiego, zadziwiła go. Jako jedenastoletnia kruszyna przebiła go w trzeźwości. Aya miał silną głowę. Nie do uwierzenia. W przeddzień akcji miała tę cechę wykorzystać. Ruby miała oczywiście ochronę, ale tylko w specjalnych okolicznościach. Zrobiła już ojcu dwa razy piekło, wobec tego Mc Martin zabronił swoim ludziom ingerowania w czasie przyjemności, jaką miała córeczka. Po kompletnym lub niekompletnym urwanym filmie, zabierano Ruby do domu. Nie było to przyjemnym obowiązkiem. Ruby nie piła samego alkoholu. Dobierała na zasadzie prób, najlepszy zestaw potraw. Które później częściowo lub prawie w stanie pierwotnym, znajdowały się na jej bluzce, spodniach czy sukience. Dlatego ochrona Ruby, była właściwie karą, a nie pracą.
Aya poznała ulubione lokale gdzie raz na jakiś czas upijała się córka generała.  

Po  rozpracowaniu Sarah i Ruby, Aya zajęła się inną częścią planu.  
    Kiedy jej ojciec był jeszcze czynny w branży, miał całą sieć miejsc z bronią. Nie można zawsze przewieść wszystkiego ze sobą. W zasadze nie jest to możliwe. Tylko na swoim terenie używał dobrej broni. Za granicą kiepskiej. Sprawy się zmieniły, kiedy odkrył zdolności snajperskie córki. Oczywiście on nie chciał uznać nowoczesnej broni, ale Aya nie miała nic przeciwko. Dlatego na terenie Stanów miał pięć miejsc z dobrymi karabinami snajperskimi. Utrzymywał nadal kontakt z ludźmi, którzy bez pytań byli gotowi dostarczyć broń we wskazane miejsce. Aya była młoda, ale kuta na cztery nogi. Nie chciała, żeby ktoś przyjeżdzał do Virginni. Filadelfia była tylko trochę więcej niż trzysta kilometrów oddalona od Langley.  
Shingo nie robił żadnej akcji od siedmiu lat, ale wciąż jego konta na Kaymanach, San Marino i Nowym Yorku były czynne. Aya nie zrobiła przelewu z Nowego Jorku. Pobrała kwote z San Marino. Po trzech dniach miała super karabin. Składany, niezbyt ciężki. Karabin nie był w planie ,,A”, ale zawsze trzeba mieć plan ,,B” lub nawet ,,C”.  
      Teraz wyjechała z Langley i zatrzymała się na prawie dziesięć dni w Atlantic City. Ćwiczyła, polerowała kupione akcesoria i medytowała. W wolnych chwilach... tęskniła za Gabrielem.  
      Aya musiała właściwie walczyć z jedną rzeczą. Była już kobietą i to w prawdzie od dwóch lat. Chodzi o to, że coś w niej rozkwitło. Czego by się po sobie nie spodziewała. Gabriel działał na nią. W sensie pierwotnym. Ale o tym nie wiedział nawet Shingo. Sądziła, że Gabriel również. Zapomniała, że szósty zmysł jej złotowłosego aniołka to odczuwanie myśli i pragnień. Gabriel kochał Aya, kochał nadal tak samo Noemi i mimo tysięcy kilometrów czuł, że Noemi kocha go również. Gabriel nie miał tego daru zawsze. Mógł to kontrolować. Dlatego nie chciał wiedzieć o pragnieniach swojej piegowatej przyjaciółki.  
      Co do Aya, stało się to raz. Zupełnie przypadkowo. Ćwiczyli razem rok temu. Gabi się zapomniał i pomyślał co czuję Aya. I trochę się zdziwił. Aya nigdy nic nie okazywała. Ale uświadomił sobie, że jego japońska przyjaciółka jest wulkanem. I to takim co jest w czasie erupcji. Tego wieczoru zastanawiał sie, że ona w ogóle tego nie ukazuje. Rzadko okazywała uczucia serca, a nigdy ciała. Postanowił pamiętać o tym i więcej się nie zapomnieć, ponieważ uznał, że wszedł wówczas w intymną strefę, swojej przyjaciółki.

Gabriel zatrzymał się w Honolulu. Było tu dużo turystów. Miał dwa adresy rdzennych hawajczyków z którymi Shingo był zaprzyjaźniony. W sensie interesów. Shingo do czasu uratowania Gabriela nie był w żadnej zażyłości z nikim. Wcześniej zanim umarła żona, miało się to nieco lepiej. Ale z racji swojej profesji, miało to uzasadnienie.
Karolina znajdowała się około trzech tysięcy kilometrów na południowu wschód  od Honolulu. Gabriel potrzebował dwie łodzie. Jedną szybką, motorową. Druga wiosłową. Musiał dopłynąć w pobliże małej wysepki, najbliżej pięćdziesiąt kilometrów. Później musiał wiosłować. Ponieważ byłoby to bardzo wyczerpujące, jego łódź na wiosła miała bardzo cichy mały motorek.  
Wiedział, że do wysepki musi dopłynąć w nocy i to pod wodą. Siatka antyradarowa i myląca satelity, działała. Ale przecież nie mógł wiedzieć jak zareagują ci, którzy pilnują Rebekę, na fakt że ktoś przypłynie na łódce.
Zagrożeniem był lotniskowiec. Albo duża łódka wojskowa. Cała trójka wiedziała o cotygodniowym śmigłowcu. A ten nie mógł lecieć tysiąca kilometrów. Co prawda rekordowa odległość należąca do śmigłowca wynosi trochę ponad dwa tysiące, ale to rekord. Na Karolinie lądował prawdopodobnie BH-60 Czarny jastrząb albo BH-60 S. Lądowisko musiało być mniej niż pięćset kilometrów. Śmigłowiec leci z prędkością około 300 km na godzinę, łódka Gabriela, maksymalnie mogła płynąć sześć razy wolniej... Nie wchodziło w grę uciekanie. Gabriel nie miał najmniejszego pojęcia co zastanie. Miał plan z kilkoma wariantami. Najistotniejszą sprawa było uratowanie mamy i zawiezienie jej w bezpieczne miejsce. Plan, który mieli przeprowadzić w Langley musiał się powieść. Wszyscy wiedzieli, że sprawa otrze się o Pentagon. A może i NASA. A nawet z pewnością. Ale troszkę później.
      Gabriel nie płynął sam. Płynął z nim Ku. Gabriel nie był ciekawski, ale mężczyzna sam mu powiedział, że Ku to imię boga z hawajskiej mitologi. Mówiące coś o ukrytych mocach w człowieku.  
― Jak się ma stary Shingo?
― Dobrze.
― Dalej w branży?
― Wycofał się.
― O! To dobrze. To dobry człowiek. Uczciwy w sercu. Zawsze modliłem się by zrozumiał, że zabijanie nawet złych ludzi, niczego nie rozwiąże.
― Ku, ojciec mówił, że można na ciebie liczyć.
― Shingo może. A ty jesteś jego uczniem czy przyjacielem?
Hu uśmiechnął się.
― Wiem, jesteś przyjacielem Aya. Ale skoro taki ładny chłopak jest przyjacielem jego skarbu, to możesz na mnie liczyć. Przyjaciele moich przyjaciół są moimi przyjaciółmi.  
― Jesteście przyjaciółmi?
― Ja jestem jego. To dobry człowiek. Chociaż zabił wielu. On nie miał przyjaciół. Poza mną. Mimo, że nie uważał mnie za przyjaciela, jest moim. Daleko płyniemy?
― Do polinezji francuskiej.
― O. A po co?  
― W dobrej sprawie. Lepiej jak nie będziesz wiedział. Jak wszystko się powiedzie, dowiesz się.
― Gabriel, powiedzie się. Nie mów, jeśli. Ty kreujesz zwycięstwo.  
― Masz rację. Uda się. Wiem.
― Będziesz płynał tą łodką, a ja mam czekać. Jak długo?
― Kilka dni. Trzy. I nie próbuj płynąć za mną.
― Co to za siatki? Nigdy podobnych nie widziałem.
― Jesteśmy niewykrywalni przez satelity i zakłócamy radar.
― To znaczy Shingo się nie wycofał!
― Pomaga mi.
― Skoro tak, to wiem po co płyniemy. Bóg Ku mi właśnie powiedział. My szanujemy kobiety, a szczególnie matki.  
― Domyślny jesteś.
― No cóż, czasami. Musisz pochodzić ze mną po lawie. Możesz to zrobić. Masz w sobie moc, której dawno nie widziałem u nikogo.
― Jesteś czarownikiem?
― Zajmuje się Huną. Teraz wszystko umiera. Biały człowiek zabija świat. A głupcy idą za nicością. Bogowie czekają, ale są zagniewani.
― Masz rację, Ku. Może się to da trochę zmienić.
― Tak, o ile się zatrzęsie tym światem. Może wówczas. Młodzi uciekają. Tradycja ginie. Piwo, telewizja, a teraz komputer.  
Ku popatrzył daleko.
― Nauczę cię tańca hula. Jeśli zechcesz.
― Dobrze. Ale teraz muszę wejść w specjalną medytację. Muszę coś zrobić. Uda mi się, ale nie wiem co mnie czeka.
― Musisz być w ciszy, czy mogę pograć na bębnach?
― Możes zagrać. To pomoże.
― Uczysz się Gabrielu. Pomoże.
Gabriel zastanawiał się jaka jest szansa, że kogoś napotkają. Kogoś nie bardzo miłego. Poprosił w duchu, żeby nikt im nie przeszkadzał.  

Płynęli kilka dni. Statek robił około osiemset kilometrów na dobę, bo był bardzo szybki. Miał dodatkowy wielki bak na paliwo. Musiał zrobić prawie 6 tyś kilometrów. Po czterech dniach byli blisko oznaczonej granicy.  
― Widzimy się za maksymalnie trzy dni ― powiedział Gabriel.
Nie zabrał żadnej broni. Wziął wodę, trochę owoców. Jedyne co zabrał to płetwy i rurkę do oddychania. Miał czarny kombinezon. Ale zamierzał go założyć dopiero dwa kilometry przed wyspą. A musiał tam dopłynąć po zachodzie słońca. Nie brał pod uwagę żadnych przeciwności. Szansa na to, że ktoś mógłby dostrzec go przez lornetkę na podczerwień, równała się zeru.
Kiedy zaczęli płynąć, zmył farbę z włosów i wyrzucił szkła kontaktowe.
      Płynął kilka godzin, używając małego motorka. Lokator od Aya wskazywał, że jest trzy kilometry od wyspy. A dokładnie od mamy.  
Serce zabiło w nim mocno.
― Mamo, bardzo za tobą tęskniłem ― wyszeptał.
Ubrał kombinezon i zaczął płynać. Pół kilometra przed atolem, zanurkował. Płynał pod wodą aż do brzegu. Jego oczy widziały dobrze w nocy. Szczególnie, że świecił ksieżyc. To trochę ułatwiało i utrudniało. Specjalną maścią posmarował twarz. Czekał.  
     Rebeka ostatnie dni była lekko poddenerwowana. Pięć dni temu był śmigłowiec. Ostatnie trzy dni spała sama. Mieli dobry czas. Razem. Frank miał dobry czas również z Sally. Od dwóch lat nie spał z nią. W sensie miłosnym. Pogodził się z tym, że Sally kocha Rebekę. On nadal bardzo lubił Becky i kochał na swój sposób Sally. Właściwie przez te dwa lata, Sally złagodniała. Oczywiście czasami miała złe dni. Frank nie zrezygnował z walki o jej serce. Czasami prosił ją czy mogliby spać razem. W sensie spać. Kiedy przekonał ją, że to możliwe, zgadzała się. Nie chciała tylko, żeby ją dotykał w żaden sposób.
Ale dzisiaj mieli spać oddzielnie. Sally zastanawiała się nad stanem Rebeki. Zastanawiała się czy nie zrobiła niczego złego w dniu dzisiejszym, bo jej złotowłosa przyjaciółka znaczyła dla niej bardzo wiele. Leżał teraz na łóżku obok drugiego łóżka i słyszała tylko jego chrapanie Franka. Po jakimś czasie, zasnęła.
      Godzinę potem, Gabriel wyszedł z wody. Wiedział, że są dwie chaty. Lokator przestawał działać w promieniu sześciu metrów. Ostatni sygnał pochodził... No właśnie. Chaty były prawie w jednej linni. Musiał pójść na wyczucie. Czuł, że Rebeka śpi w jednej, a ci co ją pilnują, w drugiej. Aya nie zdołała przechwycić żadnej dokładnej informacji. Poza tą, że John zamierzał zakończyć operację za dwa miesiące. Gabriel, Aya i Shingo wiedzieli co to oznacza. Szansa, że Rebeka pozostałaby przy życiu była mała. W najlepszym wypadku siedziałaby w zamknięta w gorszych warunkach i to do końca życia. Lecz najbardziej prawdopodobne było to, że by ją wykończyli.
     Sprawdził czas. Wiedział, że tam jest inna godzina. W Langley była godzina wcześniej niż w Wenezueli. Natomiast na Karolinie było pięć godzin wcześniej. Dla Gabriela byłoby najlepiej gdyby tu była noc. Ale brał pod uwage wariant, że nikt nie zauważy zniknięcia Rebeki. Aż do rana. Ale mogła być jeszcze inna opcja.
     Gabriel zaryzykował. Serce mu mówiło, ze mama jest w pierwszej chacie. Podszedł do okna, a potem do drzwi. Nie miały zamka. Bezgłośnie wszedł do środka. W pierwszym pomieszczeniu nie było nikogo. W drugim... Podszedł do łóżka. Serce zabiło mocno. Rebeka. Spała jak dziecko. Patrzył na nią chwilkę. Nachylił się i zakrył jej usta. Otworzyła oczy.  
― To ja, Gabi.
Zdjął delikatnie dłoń z jej ust.
― Synku! Kochanie! Wiedziałam!
― Czy jesteśmy bezpieczmi?
― Tak. W drugim domku są ci co mnie pilnują. Są przyjaciółmi.
― Naprawdę?
― Tak. Muszą z nami popłynąć. Inaczej zginą. Ale jak uciekniemy? Tu jest duży okręt, lotniskowiec. Mają radary. Samoloty. Jutro przyleci helikopter.
― Nic się nie martw. Uciekniemy potem. Z jakiego kierunku przylatuje helikopter?.  
― Nie wiem. Jest noc. Co zrobimy? Kto cię uratował?
― Mamusiu wszystko ci powiem później. O której przylatuje helikopter?  
― Zawsze o dziesiątej.
― To dobrze.  
Gabriel policzył godziny. Będzie czwarta po południu w Wenezueli i trzecia po południu w Langley.
― Gabi, zawołam Sally.
― Przyjdzie?
― Tak. Nie obawiaj się.  
Rebeka zachowywałą się bardzo spokojnie. Miała na sobie tylko bieliznę. Gabriel odwrócił oczy. Ona zarzuciła cienką sukienkę. Gabriel schował się za drzwi. Rebeka wyszła z domku. Chłopak wierzył słowom matki, ale ostrożności nigdy nie za dużo. Po chwili weszły.
― Może ci się przyśniło. Gdzie on jest? ― mówiła szeptem Sally.
― Tu jestem.  
― Musimy mówić bardzo cicho. Chociaż nie sądzę, że tu są mikrofony. Wyprułam wszystkie. Jestem Sally.
― Gabi! Zawdzięczam jej życie. Rozumiesz? ― szepnęła matka
― Powiesz mi wszystko później.
― Gabrielu, jak się stąd wydostaniecie? Jutro przylatuje helikopter... Nie masz żadnej broni. Jak mogłeś wiedzieć, że spotkasz przyjaciół?
― Nie wiedziałem, ale ręce wystarczą, to najlepsza broń. A co do śmigłowca to lepiej, że jutro przylatuje. Postaraj się odwrócić uwagę pilota na minutę albo chociaż na pół...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 3398 słów i 19829 znaków.

Dodaj komentarz