Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Fukushu - sha cz 1

Fukushu-sha  

W języku japońskim oznacza Mściciel.
Opowiadanie publikowałem poprzednio i chyba omyłkowo usunąłem. Życzę miłej lektury tym, którzy nie czytali. Nie jest to opowiadanie dla dzieci, chociaż początek na to wskazuje.
Alex Aragon.
                                                                  
                               Część pierwsza ,,Szczęśliwe lata”.
— Chłopiec.
Wytarł pot z czoła. Domyślał się tego. Czy to nie dziwne? W wieku komputerów, żeby nie chcieć wiedzieć płci potomka? Ale Rebecca się uparła. Jak się domyślił? Po kształacie brzucha. Nie ma w tym pewności, ale przeważnie się sprawdza.  
— Zobacz jaki śliczy.
— Bolało?
— Jak cholera, ale już dobrze. Dziękuję, że byłeś blisko. Co ci się stało w dłoń?
— Nic takiego.
— Czy to ja...?
— Nic się nie stało, kochanie. Prosiłaś żebym trzymał ci dłoń. Pewnie jak... no wiesz. Przejdzie.
Rebecca już doszła do siebie. Tylko włosy miała nadal spocone.
— Damy mu tak na imię?
— Dobrze, kochanie.
Greg wziął maleństwo na ręce. Gabriel patrzył mu prosto w oczy.
— Masz oczy jak mama, aniołku — szepnął wzruszony.
     Następnego dnia byli już w domu. Mogli wcześniej, ale Rebeca czuła się trochę słabo.  
Greg patrzył na ocean. Ich wielki dom znajdował się na wzgórzu. Teren otaczał płot z nierdzewnej stali. Ale tylko trzydzieści metrów. Potem tylko zwykły płot, ale z drutem kolczastym na górze. Kilkadziesiąt kamer.  Dedektory ruchu i inne cacka. Greg miał odpowiedzialną pracę. Utajone projekty dla wojska. Był genialny. Chyba się taki urodził. A teraz był chroniony. Miał kuloodporny samochód ze specjalnie zbrojonym podwoziem. Tylko prezydent jeździł nieco mocniejszym.  
A teraz został ojcem. Rebecca tak bardzo chciała mieć dziecko.  
Miała czterech ochroniarzy, tak na wszelki wypadek. Greg zdawał sobie sprawę, że im mniej ludzi będzie wiedzieć kim jest jego żona, tym lepiej. A z drugiej strony nawet bliskie przyjaciółki Rebeccy nie wiedziały co robi jej mąż. Wiedziały tylko, że pracuję dla rządu.  
Co do miejsca w którym mieszkali, zastanawiali się razem, czy tak otoczony teren, nie będzie wzbudzał pytań. Ale w tej okolicy mieszkało kilku bardzo bogatych ludzi i ich posesje również otoczały parkany z drutami kolczastymi na górze.  
  Dla większości był po prostu bogatym człowiekiem. Tylko kilka osób wiedziało co robi naprawdę. I tylko tacy, którzy byli bardzo blisko projektów.
A teraz został ojcem. Będzie chodził z żoną na spacery, jak każdy normalny ojciec. Tylko nie codziennie. Może raz na tydzień. Kupili psa. Czarnego labradora. Rebecca chciała golden-redrivera, ale ostatecznie pozostali przy labie. Też kocha dzieci i ma krótszą sierść.
— Chcesz mamkę? — zapytał przy kolacji.
— Mamy kucharza, pokojówki i ogrodników. Nie gniewaj się, kochanie. To mój syn. Nasz, ale chcę czuć się matka, a nie tylko mieć nalepkę.
— Zupełnie cię rozumiem, kochanie. Jeszcze jutro będziemy razem. Potem muszę wracać do pracy. Jak mnie nie ma więcej niż dwie doby, zawsze coś sknocą.
— Czy robisz dobre wynalazki?
— Służą krajowi.
— Ach! Rozumiem.
To ustalili na początku. Rebecca wiedziałe, że to miało większą wartość niż przysięga małżeńska.    
     Nawet ona nie wiedziała co robi jej mąż. To znaczy jakiego rodzaje broni wymyśla jej mąż. Aż taka głupia nie była. Wiedziała, że to brzydkie zabawki.  
Kochała go. Był trochę chłodny, ale tylko trochę. Nawet w łożu. Ale to było marginesowe. Kochała go I to dawało jej więcej radości niż te kilka minut bardzo bliskiej, fizycznej intymności. A teraz była matką. I co zdziwiło nawet Grega, chciała karmić piersią.  
Jedli specjalne jedzenie. Bardzo naturalne. Rzeczywiście smakowało dobrze. Chociaż nie tak jak te, które pamiętała z dzieciństwa. Wówczas mieszkała na farmie. Mieli tam duże pole, krowy i konie. A rodzice mieli ogródek tylko dla siebie. I wszystko było naturalne. Kurki chodziły cały dzień po ogrodzie. Pamiętała smak mleka. To biologiczne jedzenie, które teraz jedli nawet w trzeciej części tak nie smakowało jak tamto.  
Od ślubu, coraz rzadziej widywała mamę. Ojciec zmarł jeszcze zanim poznała Grega. Matka wszystko sprzedała i mieszkała prawie czterysta mil na południe. Tuż przy meksykańskiej granicy.  
Ale Rebeca była matką, a Mary została babcią. Każda babcia chce zobaczyć wnuka. To też już ustalili. Pojedzie do swojej matki kiedy Gaby skończy trzy miesiące.  
Rebecca była szczęśliwa z jednego powodu. Gabriel miał załatwioną kartę szczepień. Rebecca nie pytała jak to załatwił. Pytała tylko dlaczego.
— W takim razie, czemu wszędzie namawiają i jest w zasadzie obowiązkowe?
— Dałem ci odpowiedź. Nie musisz tego opowiadać swoim przyjaciółkom.
— Greg! Wiem, że jesteś genialny, ale ja nie jestem również kompletną idiotką.
Lekko podniosła głos. Greg uniósł brwi.
— Przepraszam, kochanie.
— Nic się nie stało, skarbie.
— Możemy wstawić łóżeczko do sypialni? On prawie nie płacze. Jeśli się to zmieni, bo zacznie ząbkować, wstawimy na powrót do jego pokoju.
— Dobrze, nie mam nic przeciwko. Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa.
— Jestem. Nie możesz sobie wyobrazić, jak bardzo.
Greg się uśmiechnął.
— Ja potrafię sobie wszystko wyobrazić, zapomniałaś?
Rebecca podeszła blisko. Stał przy ścianie, na której mieli system nagłaśniający. Greg lubił operę, a w zasadzie całą klasykę. Czasem słuchali symfoni, a czasem jakiejś arii.  
— Powiedz, że tego nie potrafisz, proszę.
— Dobrze, niech ci będzie. Nie potrafię.
Rebecca pocałowała go delikatnie w usta. Nie oddał jej pocałunku. Ale nie czuła żalu. Już taki był.  

Wiedziała, że mężczyźni bywają inni. Chociaż Greg był jej pierwszym. Kochała go. Dał jej tyle...
O nie! Wcale nie leciała na forsę. Kiedy się poznali wcale nie był jeszcze bogaty. Kończył wydział mechaniki kwantowej. Ona robiła magistra psychologi.  
     Włączył Toskę. Rebecca poszła do pokoju syna. Zbliżała się pora karmienia.  
Usiadła blisko łóżeczka. Gabriel otworzył oczy.
— Będziesz miał chyba też moje włosy — szepnęła.
Rebeka była blondynką. Nie musiała rozjaśniać włosów jak trzy czwarte amerykanek. Natura dała jej śliczne błękitne oczy i blond włosy. Była ładna i zgrabna. Nie wyglądała na trzydzieści dwa lata.
     Wzięła go na ręce. Poczuła, że pieluszka jest ciężka. Rebeca nie pytała męża czemu Gabriel ma pieluszki, które pochodziły z nieznanej firmy. Ale sądziła, że to jest też coś specialnego. Greg miał wszystko przygotowane. Ubranka przyszły kilka dni temu. Jedzenie, ubranka, zabawki. Wszystko pochodziło... z nieznanych źródeł. Czuła tylko, że wszystko było bardzo, bardzo zdrowe. I w związku z tym miała przekonanie, że wszystko inne, to co było dostępne na rynku, nie jest.
Po chwili poczuła jego usta na sutkach. Okryła maleństwo bawełnianym kocykiem. Przymknęła oczy.
Ponieważ zostawiła nieco uchylone drzwi, słyszała muzykę. Greg miał dobry słuch i nie nastawiał nigdy głośno. Rebecca wolała inną muzykę. Słuchała jej kiedy mąż był w pracy. Była domatorką. Zanim zaszła w ciążę biegała, czasem jeździła na rowerze. Pływała. Mieli basen o długości dwudziestu metrów. Czasem szła do ośrodka rekreacji. Miała wówczas dwie kobiety do osobistej ochrony. Wszystko mieli tak zaaranżowane, że trudno było się domyśleć, że ktoś ją chroni.
Czasami jednak miała bunt. Czy muszą zawsze być z nią wszędzie? Pewnie pierwsza dama miała więcej prywatności. Ale Greg jej szybko wytłumaczył.
— Jego zawsze można zastąpić. Mnie, nie.
Oczywiście umiała powiązać fakty, że mimo wszystko chodzi o niego, a nie o nią.
Był wyrozumiały. Nigdy nie podnosił głosu.  
     Rebecca miała kilka koleżanek. Kiedy się z nimi spotykała, raczej słuchała niż mówiła. Chodziły czasem po sklepach i wówczas raczej patrzyła na ludzi niż rzeczy. Zawsze interesował ją człowiek. Z Gregiem poznała się w nietypowy sposób. Wpadli na siebie. Przed wejściem do sali, w której miała wykład. On coś sprawdzał, a ona... zapatrzyła się na włosy jednej studentki. Piękne. Czarne, lekko faliste. Grube. Dziwczyna była z Indii albo z Bliskiego Wschodu.
Wpadła na niego i wszystko wyleciało jej z ręki. Pomógł jej pozbierać papiery. Rozmawiali chwilkę.  
— Jestem Greg. Spotkamy się?
— Szybki jesteś.
Patrzył na nią brązowymi oczami. Czuła, że jest uczciwy.  
— Dobrze. Kończę o trzeciej.
— Będę czekał dziesięć po, przed wyjściem.
Zobaczyła, że odchodzi.
— Jestem Rebecca — zawołała.
Odwrócił się.
— Wiem. Masz napisane imię na sześciu kartkach. Na czterech, nazwisko. Trzy kartki mają inicjały, a dwie nic.
Rebecca stała jak zamurowana. W końcu podeszła do stolika. Policzyła kartki i sprawdziła.
— Geniusz — szepnęła.
Już na pierwszej randce nie miała wątpliwości. Greg był genialny.
Po trzech miesiącach pocałowała go. Chciała już wcześniej, ale sądziła, że on nie wie. Tego, że ona tego chce. Niestety, myliła się. Po pół roku wiedziała, że jej wybrany nigdy się nie myli i wie wszystko.
Kiedyś go zapytała o to.
— Nie wiem tylko jednej rzeczy. Bo nie chcę. Kiedy umrę. Ale kiedy to będzie miało nastąpić, powiem ci to również
Poczuła chłód. Żeby zapomnieć o tym szybko, zapytała.
— A zostanę twoją żoną?
— Tak. I będziemy mieli dziecko. Chcesz wiedzieć płeć.
— Nie. I nie będę robiła ultrasondy.
— Bardzo rozsądne. To nie jest bardzo bezpieczne. Ani dla matki ani dla dziecka.
— Greg, chcesz mnie?
Podniósł brwi. Wiedziała, że wie, ale musiała zapytać.
— Jesteś bardzo pociągający.
— To się nie stanie dzisiaj.
Posmutniała.
— Miałem na myśli ciążę — szepnął.
Wyczuła, że to jest ,,tak”.
Trochę się wstydziła. Więcej z powodu jak wypadnie. Nie miała idei, jak to jest. Ale było bardzo miło. Więcej niż myślała. I nawet nie bolało.

Skończyła karmienie. Wyczuła, że Gabriel miał dość. Zastanowiła się czy powinna pójść do salonu.  
— Zobaczymy tatę — szepnęła.
Greg siedział w fotelu i miał zamknięte oczy. Wiedzia, że nie śpi. Nie miała nawet pewności czy słucha. Tak wcześniej myślała. Greg jej wyjaśnił, że słucha w dziesięciu procentach dla przyjemności, a w osiemdziesięciu ośmiu dla wzmocnienia ośrodka wyobraźni. Nigdy nie pytała o dwa brakujące procenty. Chciała, żeby chociaż trochę był tajemniczy.  
Kiedy doszła do fotela, otworzył oczy.
— Wiedziałeś, że przyjdę, czy słyszałeś?
— I to i to.
— Zjadł ładnie.
— Urósł od wczoraj.
Popatrzyła zdziwiona.
— Dostrzegłaś?
— Nie, to normalny proces. Dziecko rośnie.
— Och, oczywiście. A my malejemy.
— Nie zupełnie. Dopiero później. Jest pewien okres stagnacji. Jeżeli chodzi o wzrost. O ile nie wystepuje stan chorobowy.
— Coś dobrego wymyśliłeś?
— Będzie chroniło dobrych. Wkrótce zbuduję analizator. Będziemy wówczas wiedzieć, czy człowiek ma niecne zamiary. Wyobraź sobie, że będzie można wiedzieć czy ktoś planuję zrobić coś złego. I go powstrzymać.
— Czy to będzie dotyczyć wszystkich, nawet polityków?
Znowu uniósł brwi.
— Rebecco, pomyśl.
— Tak, wiem. Ale mi i Gabrielowi nie pozwolisz tego wszczepić, obiecaj.
— To jeszcze nie teraz. Może osiem lat. Próbna seria będzie gotowa za trzy miesiace. Ale potem... wiesz ile trwają przygotowania do globalizacji? Bardzo długo.
— Zdradzanie żony jest też złą rzeczą — szepnęła nieśmiało.
— Zaczniemy od naprawdę złych czynów. Terroryzm.
— Ale oni nie będą chcieli...
Greg się uśmiechnął.
— Nikt nie będzie ich pytał. Tylko wybrani dostana anti-dotum. A wybrani z wybranych otrzymają specialny prezent od Grega.
— A ilu bądzie tych wybranych z wybranych?
— Was dwoje. Cieszysz się?
— Bardzo. A co to będzie?
— Dostaniecie coś, że nic się nie przyjmie. Będzie oszukiwać system, że to macie, a nie będziecie mieli.
— A jak ktoś to odkryje?
— Musiałby być mądrzejszy ode mnie. A to będzie trudne przez najbliższe dwieście lat. Pan Bóg nie będzie się wtrącał.
— Och. Nie sądziłam, że w Niego wierzysz i że...
— Kochanie, nie jestem ignorantem. Nie jestem mu nawet równy. Nikt nie jest i nikt nie będzie. Nigdy. Daj mi go na ręce.
Rebecca zastanawiała się chwilkę za co go więcej kocha. Że chce wziąść syna, czy za to, że jej powiedział tę prawdę o Bogu. A może za to, że tak po prostu to powiedział.
Dała mu Gabi. I po chwili nie miała wątpliwości. Jeszcze nigdy nie widziała takiego wyrazu twarzy na jego licu.
— Kochasz go.
Spojrzał na nią swoimi łagodnymi oczami.
— Bardzo. Jak Gariel skończy dziesięć lat, wycofam się. Pracuję nad tym, żeby nie mieli wyboru.
     Pocałowała go w usta. Nie oddał jej pocałunku, ale wiedziała, że ją kocha. Gabriel położył swoje małe dłonie na jej i jego twarzy.
— Cudowne, nie sądzisz?
— Tak. Kocha ciebie tylko troszke więcej niż mnie.
— Kocha nas tak samo!
— Kochanie, wierz mi. Położył swoją rączkę około trzeciej części sekundy szybciej na twoim policzku. Ojciec nie powinien rywalizować z matką. Nie ma szans.
Gabriel zasypiała. Rebeka kołysała go w ramionach. Greg usiadł w fotelu i zamknął oczy.
— Bardzo cię kocham — szepnęła.
Greg uśmiechnął się. Rebeka skierowała kroki do sypialni syna.
                                                                            
                                                                          *

Minęło czas. Gabriel skończył pięć lat.
— We wrześniu zaczniesz chodzić do szkoły, kochanie.
— Czy muszę, mamusiu?
— Powinieneś. Poznasz kolegów i koleżanki. Na pewno będzie ci się podobać.
— A co się robi w szkole?
— Szkoła jest po to, żeby się uczyć. Chcę, żebyś był taki mądry jak tata. No może prawie...
— I wtedy będę wymyślał różne rzeczy, tak?
— Tak, kochanie.
— Ale będzie mi smutno.
— A to czemu, Gabi?
— Bo ciebie nie będzie obok.
Rebeka poczuła coś w sercu. Gabriel patrzył na nią swoimi ślicznymi oczami.
— Nie jestem pewny czy chcę iść do szkoły.
— Jeśli bardzo chcesz, zapytam tatę. Może będziesz mógł uczyć się w domu.
     Jednak Greg był innego zdania.
— Co ci przyszło do głowy, kochanie. Właśnie o to chodzi, żeby poznał inne dzieci. Mieszka tu jak w szklanej klatce.
— Tak jak ja, prawda?
Dwie łzy spłynęły po jej policzkach. Greg patrzył chwilę na jej śliczną twarz.
— Obiecałem ci. Jeszcze pięć lat. Nie chodzi o pieniądze, bo mamy ich dosyć.
— Czemu nie zostawisz tego teraz.
— Teraz nie jestem jeszcze gotowy.
Rebeka poczuła coś pierwszy raz. Do tej pory trzymała to w środku. Ale teraz to coś nie mogło być już dłużej tam.
— Kocham cię. Bardzo mocno. Wiem, ze jesteś bardzo mądry. Nie chodzi mi o ludzi. Chodzi mi o ciebie. Przychodzisz wieczorem. Słuchasz muzyki, bo cię pobudza do nowych pomysłów. Już pomijam fakt, że broń, którą wymyślasz używają do bardzo złych czynów. Ale nadal mi chodzi o ciebie. Jesteś dobrym człowiekiem. Czemu jesteś tak głupi, że nie widzisz całości. Ale nadal mi chodzi o ciebie. Zostaw to i żyj. Jeśli nie będziesz w pełni szczęśliwy ze mną, możesz być z kim innym. Albo sam. Ale żyj.
Rebeka zaczęła płakać. Greg podszedł powoli i wziął ją w ramiona.
— Masz rację, kochanie. Zrozumiałem to, kiedy urodził się Gabriel. Zaszedłem za daleko. Dlatego od pięciu lat staram się robić coś, co może przynieść pożytek ludziom. Ale ja też jestem w złotej klatce. Oni nie dadzą mi odejść. Ot tak. A jeśli nawet, to czy sądzisz, że inni by mnie nie chcieli? Pracuję nad czymś. Co da nam wolność. Gdybym to zrozumiał wcześniej... Kocham cię i kocham naszego syna.
Rebeka przestała płakać.  
— Naprawdę to zrobisz?
— Czy kiedyś cię okłamałem. To jest wielka tajemnica. Oni mnie obserwują. Muszę być bardzo ostrożny. Sądzę, że na 99.99% w domu nie ma podsłuchu. Ale nie tylko ja mam pomysły. Kiedy skończę to, będę mógł odejść. Jestem coraz mniej wydajny. W końcu uwierzą, że już nie mam pomysłów. Gdybym zrobił to od razu, byłoby to podejrzane.
— Jesteśmy bezpieczni? I Gabriel? Wiesz, że matka kocha dziecko.
— Ja też go kocham. W szkole pozna innych. Nie wiem czy odziedziczył coś po mnie. Mam nadzieję, że nie.
Rebeka się uśmiechnęła.
— Mówisz poważnie?
— Tak. Mam nadzieję, że będzie zupełnie przeciętny. No może troszeczkę mądrzejszy niż inni. Ale on będzie musiał wiedzieć czego chce. Ja chciałbym, żeby nasz syn był szczęśliwy. Postaram się wracać wcześniej. I nie będę słuchał muzyki. Będziesz mnie miała więcej. I od tego tygodnia przestaję pracować w soboty.
— Chcesz powiedzieć, że będziemy mieli cały weekend dla siebie?
— Tak, kochanie. Chcesz iść do malla, albo kina?
— Wystarczy mi, że będziemy razem. We troję.

I tak się stało. Nie bardzo się to podobało w Departamencie Obrony, ale musieli to przyjąć. Oczywiście sprawdzili, czy to nie ma jakiś innych powodów.  
     Greg nie był głupi. Wiedział, że jest monitorowany. Ale robił wrażenie, że o tym nie wie. W końcu departament się uspokoił. Mieli jeszcze czterech takich ludzi, jak Greg. Ale ich łaczne projekty nie były nawet w ósmej części tak dobre, jak Grega.
Gabriel poszedł do szkoły. Rebeka i Greg obserwowali, który z czterech ochroniarzy jest najwyżej ceniony w oczach ich malucha. Wybrali Karla. Karl był Norwegiem. Nie w całości, ale prawie. Miał błękitne oczy i jasne włosy. Może dlatego Gabriel go polubił. Już od kilku miesięcy, Gabriel grał z Karlem w piłkę.  
      Mieli czterech mężczyzn zatrudnionych jako ochroniarzy. Rebeka najmniej lubiła Toma. Był bardzo przystojny i chyba najbardziej wyszkolony. Miał 185 centymetrów wzroztu. Dwieście funtów mięśni i kości. Miał ciemne włosy i brązowe oczy. I właśnie w tych oczach... nie było nic. Na szczęście, Greg go lubił. I właściwie Tom był jego prywatnym ochroniarzem. Pozostali dwaj to Martinez, hiszpan oraz Hans. Oczywiście Niemiec. Po Karlu, Rebeka plasowała go na drugim miejscu. Był małomówny i pozornie bez uczuć. Ale jej kobiece serce mówiło coś innego. Miała tylko jedno doświadczenie. Kiedyś byli w mallu, pewnej strarszej pani rozerwała się siatka i wypadły jabłka. Hans rozejrzał się w koło, a potem podszedł i pomógł staruszce. Nawet Greg się zdziwił.
      
Za trzy dni Gabriel miał rozpoczęcie szkoły. Siedzieli przy stole. Hans i Martinez mieli wolną niedzielę. Greg miał spędzić resztę dnia w domu z rodziną.
— Gabi, do szkoły będziesz jeździł z Karlem, dobrze?
— Tak, Lubię Karla. Grał ze mną w piłkę i raz pokazał mi gniazdko. Wypadł ptaszek i Karl go uratował.
— Och, doprawdy? Nie mówiłeś mamusi.
— Nie chciałem cię martwić. Dlaczego mamy siatkę z drutami na górze?
Rebeka szybko spojrzała na męża.
— Czasami źli ludzie chcieliby wejść na nasz teren. A to im utrudnia.
— A czemu są źli ludzie?
— Tego nikt nie wie. Są dobrzy i źli.
— A dzieci?
— Dzieci są dobre, kochanie. Nie obawiaj się. W szkole nic ci się nie stanie.
— Ja się nie boję. Chciałbym, żeby wszyscy byli dobrzy. Czy tak może być?
— Mogłoby.
— Wtedy nie musielibyśmy mieć tego drutu, prawda?
— Tak, kochanie. Czy chcesz, żeby mamusia pojechała z tobą do szkoły i została pierwszego dnia?
— Tak. Wiem, że tata nie będzie mógł.
Greg popatrzył na twarz żony. Rebeka dostrzegła smutek na jego obliczu.  

Szkoła zaczęła się w środę. Rebeka siedziała obok Gabriela z tyłu. Prowadził Stanley, a Karl siedział obok. Stanley przez osiem lat jeździł na wyścigach. Mecedes S 500 sunął cicho po szosie. Mieli około jedenastu kilometrów do miasta. Słońce grzało miło. Gabriel patrzył przez przyciemnioną szybę.  
— Patrz, mamusiu! Koniki. Którego lubisz najbardziej.
Rebeka popatrzyła przez okno.
— Ten brązowo-czarno-biały jest śliczy.
— Ale którego lubisz? Nie pytałem, który ci się najbardziej podoba.
Rebeka popatrzyła na syna, a potem jeszcze raz na konie. Stało ich kilka. Trzykolorowy, czarny, biały. Siwy w białe drobne łatki. Brązowy mały konik trzymał się blisko dużego brązowo-czarnego. W odległości piętnastu metrów stał czarny. Miał białą łatkę na zadzie.  
— Chyba tego brązowo-czarnego.
— To jest klacz, ale ja lubię najbardziej tego czarnego. On patrzy czy nie skradają się drapieżniki.
— Skąd to wiesz, kochanie?
— Tak czuję.
Konie zostały w tyle. W w oddali widać było pierwsze budynki miasta.

Klasa liczyła trzydzieści dwoje dzieci. Przyjechało wielu rodziców. Rebeka dostrzegła hindusa, pewnie z Penjabi, kilku murzynów i kilku chińczyków. Jednak większość stanowili biali.
Gabriel robił wrażenie, że nie jest zdenerwowany. Usiadł z tyłu koło dziewczynki z rudym warkoczem. Właściwie włosy dziewczynki nie były rude, raczej wpadały w miedziany kolor.  
      Rebeka zobaczyła, że dzieci zaczęły rozmawiać. Pomyślała, że jej syn jest bardzo śmiały. Dziewczynka miała jasną cerę i kilka piegów. Pani nauczycielka miała na imię Suzan. Mogła mieć dwadzieścia pięć lat. Zaczęła czytać imiona dzieci.  
Kiedy wyczytała imię i nazwisko, dziecko miało wstać.
— Gabriel Koerg.
Gabriel zamiast wstać poszedł do przodu i stanął przed tablicą.
— Jestem Gabriel. Ten, który powiedział Mary, że będzie miała dziecko. Emanuela. Jestem dobry. Chciałbym, żebyście zawsze byli dobrzy. Nawet jak dorośniecia, powinniście takimi pozostać.
Gabriel wrócił na miejsce.
Blondynka była bardzo zdziwiona.
— To było bardzo mądre, Gabrielu. Wszyscy byśmy tego chcieli — powiedziała pani Suzan.
Rebeka zauważyła, że dziewczynka z którą siedzi, dała mu coś. Potem dzieci zaczęły rysować.
Pierwszy dzień szkołytrwał tylko trzy godziny. Parę minut po dwunastej trzydzieści, wsiedli do samochodu.
— Gdzie jedziemy, proszę pani? — zapytał Stanly.
— Jedziemy do domu, Stanely.
— Dobrze, proszę pani.
Gabriel siedział i patrzył w okno. Potem oparł głowę o bok mamy.
— Synku, co dała ci ta dziewczynka?
— Zauważyłaś? Noemi dała mi serduszko, to bardzo ładny kamyczek.
Gabriel wyjął bursztynowe serduszko. Wisiało na rzemyku.
— Och, jakie piękne. A ty jej coś dałeś?
— Nie. Jutro dam jej ususzony płatek róży. Pamiętasz?
— Jesteś bardzo romantyczny, Gabi.
— Wiesz, mamusiu, Noemi bardzo mnie polubiła. Prawie pół godziny trzymała moją rękę.
— Och, doprawdy?
— Tak. Jej mama ma sklep z kamyczkami, a tata sprzedaje samochody.
— Pytała cię co robi twój tata i ja?
— Nie. Ona nie tak wiele mówiła. Ja też ją lubię. Nawet więcej niż tego konika.
Rebeka się uśmiechnęła.
— Ależ kochanie! Nie można porównywać ludzi ze zwierzętami.
— Dlaczego, mamusiu?
— Tak się nie robi. Ale właściwie nie wiem, dlaczego. Może zapytamy taty. On wszystko wie.
Gabriel popatrzył na nią.  
— Tata jest bardzo mądry, ale nie wie wszystkiego.
Rebeka chciała coś powiedzieć, ale Gabriel znowu zaczął patrzyć w okno.  
— Mamusiu?
— Tak, kochanie.
— Jak dorosnę, ożenię się z Noemi.
Rebeka tylko się uśmiechnęła. Na horyzoncie zauważyła wzgórze z ich domem.

100%3
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i miłosne, użył 4082 słów i 23451 znaków.

3 komentarze

 
  • Almach99

    Pamietam to opowiadanie. Jedno z lepszych spod tlwojego piora

  • Katarzyna12

    Końcówka jest urocza

  • AlexAthame

    @Katarzyna12 Gabriel jest uroczy

  • Iga21

    Ciekawe opowiadanie.
    Pisz dalej 🙂

  • AlexAthame

    @Iga21 Dziękuję.Bylo wystawione na lol rok temu, ale przypadkowo usunąłem.Nie za długie kawałki?

  • Iga21

    @AlexAthame nie