Deszcz cz 6

Gorące i szczere podziękowania dla Agi za pracę przy korekcie tej części. Pragnę również przesłać wielkie podziękowania dla Kaszmir i Indragora za cenne uwagi i spostrzeżenia.


Wróciłem do hotelu. Zjadłem obiad i porównałem czas Londynu i Singapuru. W mieście pod godłem lwa i tygrysa dochodziła piąta po południu, więc w Londynie mieli dziesiątą rano. Dzieci w szkole, ale z Dianą mogłem rozmawiać. Zadzwoniłem.
– Hej, kochanie – przywitałem się miło.
– Hej. Miło cię słyszeć.
– Wszystko dobrze? Nie dzwoniłem wcześniej, wybacz. Ważną rozmowę mam już za sobą, jutro rano lecę do Tokio.
– Żyjemy, ale ciągle pada. Dzieci dobrze.
– Tęsknisz?
– Tak, wiesz przecież.
– Ja też.
Nastąpiła cisza.
– Diano?
– Jestem. Wiesz…? Myślę, że chyba coś zmieniło się w twojej duszy. Wcześniej miałeś to samo, tylko tego nie okazywałeś. Czasem nawet myślałam, że powodem jest Koi.
Teraz z kolei ja zaniemówiłem, ale po chwili odrzekłem zgodnie z prawdą:
– Nigdy nie pytałaś, ale odpowiem ci szczerze. Kocham cię. Mam również tej samej mocy uczucie do Remiego i Chloe, ale Koi do końca życia będzie w moim sercu. Być może spotkam ją oi;e jest nadal w Nagano.
– Rozumiem, Euri. Prawdziwa miłość nigdy nie ginie. Ty jesteś moją jedyną miłością i innej mieć nie będę.
– Skarbie – szepnąłem wzruszony.
– Zaczęłam ci mówić, że się zmieniłeś. Tak jak jest, mi wystarczy. Jeżeli my jesteśmy powodem, że chcesz to zostawić, to nie rób tego. Ja i Chloe nie zmienimy uczucia do ciebie, bez względu, czy zostaniesz, czy odejdziesz.
– Tak, wiem. Robię dla siebie. Sądziłem, że dla was, lecz tak nie można.
– Rozumiem i dlatego głównie cię kocham. Mówi się, że kochamy bez powodu, ale zawsze jest ten jedyny, najważniejszy.
– Tak, Diano. Pozdrów dzieci. Może jeszcze porozmawiam z nimi dzisiaj. O waszej czwartej będzie tu dopiero jedenasta, to nie tak późno.
– Będzie super. Możesz włączyć kamerkę? Chcę cię zobaczyć.
Zrobiłem to. Zobaczyłem ją i dotknąłem palcem ekranu.
– Szkoda, że nie możesz dotknąć mnie naprawdę. Na samo wspomnienie tamtego razu, drżę.
– Kochanie – szepnąłem.
– Kocham cię – odrzekła.
– Porozmawiamy razem o czwartej. Natomiast w Tokio nie wiem. Chodzi o to, że powinienem być skupiony. Może będzie poważnie, ale obiecuje ci wrócić w jednym kawałku.
– Dobrze, kochanie. Coś mam do zrobienia w domu, jak zawsze. Do usłyszenia i zobaczenia o czwartej.
Odłączyła się; ktoś to musiał zrobić.
Istotnie, chyba coś się we mnie zmieniło. Kiedyś nie okazywałem tak wielkiego zaangażowania i nie poświęcałem tyle uwagi rodzinie, jak od kilku dni.  
Miałem kilka godzin do jedenastej, dlatego postanowiłem wyjść na miasto i kupić drobiazgi dla najbliższych. Po kilku minutach wyszedłem z hotelu. Pewnie, mogłem zrobić zakupy w kompleksie hotelowym, ale zamierzałem pojechać w inne miejsca. Wziąłem taksówkę i poprosiłem, by mnie zawieziono do dobrego malla, gdzie będę mógł znaleźć różne rzeczy. Wytłumaczyłem kierowcy, czego potrzebuję. Żonie i Chloe postanowiłem kupić fajne ubrania, a synowi jakąś odpowiednią do wieku grę lub zabawkę. Być może również odzież. Kierowca nie był zbyt rozmowny, ale obiecał zawieźć mnie w dobre miejsce.


Spacerowałem po supermarkecie i oglądałem przeróżne towary. Po dwóch godzinach kupiłem Dianie kreację z jedwabiu. Lubiła ten materiał. Dla Chloe kupiłem suknię z drogiej bawełny, przetykanej złotymi nitkami. Największy kłopot miałem z prezentem dla syna. Ostatecznie wybrałem czapkę, grę komputerową, małego drona i spodnie z najlepszej bawełny. Pewnie tylko zdoła w nich pochodzić z pół roku albo i mniej, bo rośnie szybko.
Wróciłem do hotelu i obejrzałem przedstawienie przygotowane przez agencję zajmującą się turystami. Kobiety tańczyły w pięknej synchronizacji. Zachwycały nie tylko gracją, ruchami ciała, ale również kolorami strojów. Kiedyś może przylecimy tu razem, pomyślałem. Po spektaklu poćwiczyłem trochę w hotelowym pokoju i poszedłem popływać. Dbałem o kondycję i utrzymanie moich zdolności walki.  
W końcu wybiła za pięć jedenasta, postanowiłem więc zadzwonić. Odebrała żona.
– Wszyscy w domu? – zapytałem, uszczęśliwiony perspektywą rozmowy z bliskimi.
– Tak, chcą z tobą rozmawiać. Poczekam, aż skończycie – oznajmiła Diana.
– Dobrze, kochanie.
Po chwili usłyszałem głos syna.
– Hej, Remi. Jak się masz? – przywitałem się luźno.
– Dobrze. Miło, że możemy porozmawiać. Dziękuję ci, że wyjaśniłeś wszystko ze stryjkiem. Teraz już wiesz, że to nie jego wina. Ja jestem tym zainteresowany, ale nie obawiaj się, mam jeszcze czas. Jeżeli chcesz, możesz mnie uczyć walki.
– Nigdy nie chciałeś. – Zdziwiłem się.
– Bo jeszcze nie wiedziałem. Musimy poprawić nasze stosunki – stwierdził Remi.
Zaskoczyła mnie jego dorosła postawa.
– Dobrze, synu, zrobimy to. Cieszę się, że to powiedziałeś. Jutro lecę do Tokio i nie będę z wami rozmawiał, mam ważne sprawy do załatwienia.
– Będziesz walczył z samurajem?
Od razu się domyśliłem, że znowu Hajze nie trzymał języka za zębami. Czyżby robił to specjalnie? To zaczynało źle wyglądać, lecz musiałem coś odpowiedzieć synowi.
– Zobaczymy. Japończycy są dziwni, a Yakuza jeszcze bardziej.
– Podobają mi się ich tatuaże.
– A mnie nie. Do czasu osiemnastu lat na pewno sobie nie zrobisz.
– Relaks, tato. Powiedziałem tylko, że ich tatuaże mi się podobają. To nie znaczy to, że sobie sprawię. Stryjek Hajze ma tylko jeden.
– Pokazywał ci?
– Tak, bo go prosiłem.
– Rozumiem. W szkole wszystko dobrze, nikt ci nie dokucza?
– Już nie. Ten, co to robił, oberwał.
– Uderzyłeś go?
– Stryjek Hajze pokazał mi parę technik, ale twierdzi, że ty jesteś mistrzem, dlatego chciałbym, abyś mnie uczył.
– Dobrze, porozmawiamy o tym po moim powrocie.
– Fajnie, daję siostrę.
Oddał komórkę Chloe.
– Cześć, kochanie – powiedziałem.
– Hej tatusiu. Którą masz godzinę?
– Jedenastą.
– O, to dobrze, że nie musiałeś się zrywać w środku nocy. Ładnie tam?
– To bardzo czyste i bogate miasto. Pogoda jest super.
– Mam nadzieję, że kiedyś opuścimy ten deszczowy i zamglony Londyn.
– Oczywiście, pomyślimy o tym.
– No to trzymaj się ciepło. Kocham cię.
– I ja ciebie. Dbaj o mamę i brata.
– Jasne, szefie.
Cmoknęła do ekranu i oddała telefon Dianie.
– To masz dobry czas. Zawsze się martwię, a teraz będę bardziej. Nie mówiłeś mi, że będziesz walczył. Mam nadzieję, że to nie będzie pojedynek na śmierć i życie?
– Może do niczego nie dojdzie. Miramot o coś ma pretensje. To człowiek honoru. Wszystko będzie dobrze, tak czuję.
– Proszę, uważaj. Hajze uznał, że nic nam nie grozi i wycofał ludzi. Obiecał, że będzie miał na nas oko.
– Myślę, że w tym można mu wierzyć. Po przyjeździe postaram się zacząć negocjować z zarządem odnośnie do mojego odejścia.
– Dobrze, kochanie. Leć już spać, już masz wpół do dwunastej, a wylatujesz o szóstej, więc będziesz musiał wstać przed czwartą.
– Dam radę. Kocham cię. Miłego dnia.
Tym razem ja zakończyłem połączenie. Musiałem faktycznie położyć się już spać. Dawałem sobie dobrze radę z brakiem snu, ale zastąpienie prawdziwego snu czymś innym w końcu wyczerpywało. Wziąłem szybki prysznic i niedługo potem leżałem już w łóżku. Nastawiłem budzenie na trzecią trzydzieści. Pozostało mi mniej niż cztery godziny snu. Zasnąłem bardzo szybko.


Wszystko poszło sprawnie. Opuściłem hotel, wziąłem taksówkę i dojechałem na lotnisko. Wyleciałem pięć po szóstej. Miałem dotrzec do Tokio kilka minut po południu. Różnica czasu między Tokio a Londynem wynosiła tylko godzinę. Po siedmiu godzinach lotu zyskiwałem jedną.  
Wylądowałem na lotnisku Haneda. W tym molochu, jakim jest Tokio, istnieją dwa lotniska – Haneda i Narita. Wysłano po mnie kierowcę i jeszcze jednego człowieka. Właściciele różnych interesów w Japonii mają swoją dumę narodową. I to dotyczy również samochodów. Kiedy wszędzie na świecie królują Mercedesy klasy S, a czasem nawet Bentleye czy Rolls Royce, tu wolą czasem japońskie wersje luksusowych i bardzo cichych samochodów. Dlatego wcale się nie zdziwiłem, kiedy dwóch japońskich Yakuza przyjechało po mnie Toyotą Centry, czyli japońską wersją tego luksusowego wozu. Oczywiście bez skóry w środku, ponieważ specjalny materiał jeszcze dodatkowo wygłusza hałas. O ile sam napęd jest najcichszy w samochodach elektrycznych, to jednak Rolls Royce jest najcichszym autem. Ponieważ posiadałem taki wóz, miałem porównanie. Toyota, którą jechałem była naprawdę bardzo cicha.
Nie miałem bagażu, nie licząc upominków dla dzieci i żony. Tokio jest ogromnym miastem, prawdopodobnie największym na świecie. Nikt dokładnie nie policzył, ile mieszka w nim ludzi. Niektóre źródła podają, że zamieszkuje tu dwadzieścia pięć milionów, inne, że aż czterdzieści. Samo centrum stolicy ma trochę ponad dziewięć milionów, ale ciężko rozdzielić je wzrokowo od aglomeracji. Dwaj ludzie, którzy po mnie przyjechali, byli uprzejmi. Na pewno wiedzieli, kim jestem.
Już na parkingu uderzył mnie w nozdrza smog. Od razu poczułem kolosalną różnicę między powietrzem Singaporu i zadymionego Tokio. Po półtorej godzinie dojechaliśmy do wieżowca, gdzie urzędował starszy Yakuza. Podobnie jak ja, zajmował oficjalnie stanowisko właściciela firmy. I od razu spotkała mnie niespodzianka – Miramoto mnie nie przyjął, za to zrobił to Hitaru.
– Euri - san, witamy w Tokio.
– Dziękuję. Dlaczego Pan Miramoto nie przybył?
– Ten stary cap jest dalej pogniewany, chce pana wyzwać na pojedynek.
– To już słyszałem od kilku osób. Nie jestem za rozlewem bratniej krwi. Jeżeli pan Miramoto sam mnie nie wyzwie, to nie jest to poważne.
Hitaru był młody i nieźle zbudowany. Wyglądał na szybkiego, i co mnie lekko zdziwiło, nie miał wielu tatuaży. Tylko po jednym na każdym ręku. Zastanawiałem się, czy młody Japończyk nazwałby starym capem szefa klanu, gdyby byli tu inni.
– Słyszałem, że mieszkał pan w Japonii, Euri - san.
– Tak, piętnaście lat.
– Mówi pan po japońsku?
– Oczywiście.
– W takim razie czemu kaleczymy języki tym paskudnym angielskim? – Splunął z pogardą.
Japończycy są zgoła inni niż reszta świata. Nawet prześcigają w tej inności, chińczyków. Jeżeli chodzi o angielski, za granicą mówią bardzo dobrze i płynnie, w Japonii, prawie wcale. Jest jeszcze mnóstwo różnic, cała masa.
– Możemy rozmawiać w języku japońskim. Zastanawiam się, czy nie poczułbyś się obrażony, gdyby ktoś nazwał paskudnym język japoński i splunął?
Hitaru się roześmiał.
– Nie zdążyłbym się obrazić. Pewnie bym gościa zastrzelił, zanim bym zaczął się gniewać.
– To prawda, co o tobie mówią – jesteś szalony. – Mówiliśmy już po japońsku.
– Jestem. Lubię żyć szybko i całkowicie. Lubisz dziwki? Japońskie są inne, niż wasze. Mamy dwa rodzaje. Takie światowe i tradycyjne, lubię te drugie. Wiąże je i piorę. Wiesz, gdzie?
– Domyślam się.
– Ale nie powiedziałeś, czy lubisz.
– Hitaru - san, nie rozmawiaj tak ze mną. Przyjechałem tu w interesach, a nie, żeby gadać o dziwkach.
– Jesteś jak inni.
– Nie sądzę.
Zaczął bawić się swoim pistoletem.
– Czy syndykat by się wściekł, gdybym cię zabił?
Mimo że jest to najgorsze słowo, które obraża, powiedziałem je. Dlatego, że zasłużył.
– Baka Yaro (Jesteś głupi) – odparłem.
Co kraj to obyczaj. W innych nazwanie matki rozmówcą kurwą, jest bardzo obraźliwe, w kraju kwitnącej wiśni właśnie to. Widziałem, że pociemniał ze złości.
– Zamiast Miramoto ja cię zabiję.
Spodziewałem się tego, nawet, gdyby tego nie powiedział. z czterdziestki piątki. Wiedziałem, że nie strzeli, przynajmniej tak sądziłem. Jednak dla pewności, w ułamku sekundy odebrałem mu broń.
– Musisz się jeszcze wiele nauczyć.  
Wrzuciłem wszystkie naboje i oddałem mu rewolwer.
– O kurwa, jak to zrobiłeś?! Przecież bym cię nie zabił – powiedział po angielsku.
– A ja mogłem, ale zmieniłem zdanie. Albo natychmiast przestaniesz, a jeżeli nie, pozbawię cię pięciu zębów, a to będzie bolało.
Skoczył na równe nogi.
– Spróbuj!
Japończycy są bardzo grzeczni, lubią turystów. Hitaru nie należał do przeciętnych mieszkańców Nipponu. Co było robić? Musiałem nauczyć go moresu.
– Zacznij, ja jestem gościem.
Nie czekał długo i zaatakował. Zrobiłem unik i wyłamałem mu rękę w łokciu. Walnąłem go w szczękę. Z pewnością pozbawiłem go dwóch zębów. Zanim moja pięść dotarła do jego twarzy, zmieniłem zdanie i stwierdziłem, że dwa to i tak nadto. Upadł nieprzytomny. Po chwili wpadło dwóch jego goryli.
– Zabierzcie tego klauna i za pół godziny ma tu być Miramoto! – wydałem polecenie w ich języku.
Usiadłem wygodnie. Podnieśli go z dywanu i wywlekli. Rozmyślałem o mojej Dianie. Za dwadzieścia minut przybył Miramoto. Miał około pięćdziesięciu lat. Ukłonił się nisko.
– Wybacz, Euri - san. Nauczyłeś tego gnoja porządku, tylko teraz będzie chciał cię zabić. Sam nie zdoła, dlatego każe to zrobić Czarnej Śmierci.
– Tomine Saro? Pozdrów ją ode mnie.
Stary Yakuza delikatnie się uśmiechnął.
– Nawet ja tego nie zrobię.
– Trudno. A wracając do Hitaru - san, nie będzie. Być może zrozumie. Jest głupi, ale każdy może się wznieść wyżej w drodze wojownika.
– Powiedziano mi, że wybiłeś mu dwa zęby.
– Masz kamerę i pewnie mikrofony, posłuchaj, co mówił. Powinienem go zabić, ale nie przyjechałem tu po to. Syndykat mnie przysłał.  
Twarz Japończyka zastygła.
– Nienawidzę nadętych amerykanów.
– Ramirez - san pochodzi Brazylii.
– Słyszałem, że jest okropna. To niesłychane, jak taka brzydka kobieta zdołała dojść tak wysoko.
– Jest mądra i przebiegła i nikomu nie ufa. Bardzo dobrze i szybko strzela i potrafi się bić. Lubi nóż. Urodziwa nie jest. Gorsi są tacy, co pozują na dobrych, a nie są nimi. Co do nas, nie rozumiem, dlaczego chcesz ze mną pojedynku. Spędziłem tu piętnaście lat i w niczym nie uchybiłem.
Miramoto ukłonił się.
– Wybacz mi nieporozumienie, Euri - san. Dzisiaj zdobyłeś we mnie przyjaciela. Z racji zależności nie mogłem dać nauczki temu idiocie, ale ty mnie wyręczyłeś.
– Może teraz nadejdzie szansa, byście doszli do zgody.

                                                                           *

Akcja dwóch następnych odcinków będzie się działa w Japonii, kraju fascynującym i niezwykłym. Yonde kurete arigato. ( Dziękuję wszystkim za przeczytanie)

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i dramaty, użył 2586 słów i 15016 znaków, zaktualizował 1 lip o 5:04.

2 komentarze

 
  • Almach99

    Japonczycy maja inna mentalnosc

  • AlexAthame

    @Almach99 Tak, to bardzo dziwni ludzie.Jedna z subtelnych różnic jest to, że kiedy zapytasz kogokolwiek czy on to zrobił, a on jest pewny, że nie , odpowiada zdziwiony,,Ja"? I pokazuje jedna lub dwiema dłońmi okolice serca.Tam jest czekam serca i siedlisko duszy.Zwroc uwagę, że większość, jak nie wszyscy ludzie tak robią.Japonczyk pokazuje wówczas palcami prawa skroń i mówi,,Ja"?

  • agnes1709

    Do usług ;)

  • AlexAthame

    @agnes1709 Masz już siódmą. Jak w socjalizmie: Każdemu według jego potrzeb. Pracę masz, a o wynagrodzeniu pogadamy później jak demony odpuszczą i walki w przestworzach z obcymi się skończą. Co prawda nie wiem czy szybko puszczą samoloty na wysokość 13 km, chyba że wymyśla, że z powodu wirusa świrusa i pandemi-plandemi trzeba zasłonić okienka w samolotach. Wiem że nie kumasz, ale to wszystko prawda co napisałem. Dziękuję raz jeszcze  :kiss:

  • agnes1709

    @AlexAthame :D