Deszcz cz 3

Zanim dotarłem do domu, połączyłem się ze znajomym policjantem. Podałem mu numery tablic samochodu ludzi, którzy obserwowali dom. Obiecał zadzwonić jak najszybciej, kiedy się dowie więcej. Miałem liczne układy i kontakty. Właściwie moja praca przypominała bardzej urzędnika i koordynator niż gangstera. Większość średnich i dużych grup przestępczych Londynu wiedziała o istnieniu Syndykatu, chociaż niektórzy uważali to za bajkę i sądzili, że coś takiego nie istnieje. Jakkolwiek, generalnie, znano mnie i nie musiałem się obawiać o swoje życie albo zdrowie. Z drobnym rabusiem sam bym sobie dał radę, istniała też policja. Nie potrzebowałem ochrony, bo i przed kim. Z władzami miałem układy, a druga strona mnie respektowała. Dlatego kiedy zadzwoniła Diana, wiedziałem że to ktoś z wewnątrz i prawdę mówiąc, podejrzewałem brata. Tylko to co zrobił nie świadczyło o nim dobrze i dotknęło mojego serca.
  Ruszyłem moim suv i po minucie wszedłem do domu. Jeszcze w garażu pomyślałem o czymś istotnym. Dlaczego żona nie zawiadomiła policji? Czyżby wiedziała coś więcej o mnie, niż sądziłem?  
  Diana miała lekko bledszą skórę na twarzy, niż zwykle.
- Dziwne. Ktoś ich nasłał. Jeden z nich mierzył do mnie. Dowiem się i załatwię tę sprawę.
- Nie potrzebujemy ochrony? - zapytała cicho.
- Nic nam nie grozi, kochanie. Dowiem się.
- To pewnie chodzi o twoją pracę.
- Prowadzę interesy międzynarodowe. Kto chciałby ingerować w sprawy zakupu i sprzedaży ziemi i sprawy budowlane, szczególnie jeżeli są za granicami wyspy.
  Diana popatrzyła na mnie smutno.
- Euri, nie wiem dokładnie co robisz, ale wiem, że nie sprzedajesz i nie kupujesz ziemi.
  Poczułem się dziwnie.
- Nie chcę byś wiedziała co robię. To rodzinny interes, ale wycofam się. Dla ciebie, Chloe i Remiego.
  Na dźwięk imienia syna, drgnęła. Dostrzegłem to.
- Skąd wiesz, że nie sprzedaję ziemi?
- Będziesz na niego zły. Sama nie wiem skąd on to wie...
- Remi ci powiedział? - zdziwiłem się, chociaż znowu trop prowadził do tej samej osoby.  
- Tak, kilka miesięcy temu. Powiedział, że chce robić to co ty.
  Zacząłem myśleć jak komputer. Kto powiedział mojemu synowi? To mogłabyć tylko jedna osoba. Hajze. Ale dlaczego to zrobił? I w jednej chwili moje dłonie się zacisnęły. Czyżby za dzisiejszą wizytą stał również on? Wiedziałem, że muszę z nim to wyjaśnić. Raz na zawsze.  
  Przytuliłem Dianę i pocałowałem w czoło. Spojrzała mi w oczy, potem na zegarek.
- Za mało czasu, kochanie.
  Wiedziałem co ma na myśli. Miała trzydzieści pięć lat i nadal była piękna. Chyba ją trochę zaniedbywałem. Dzieci? W tym względzie całkowicie nie stanąłem  
na wysokości zadania. Gdybym wiedział jakie to przyniesie konsekwencje, że nie sprawdziłem się jako ojciec...
  Pocałowałem Dianę krótko w usta. Momentalnie poczułem dreszcz rozkoszy. Uwielbiałem jej ciało, ale ostatnio faktycznie trochę zawaliłem i w tej materii. Diana nigdy się nie narzucała ani tym bardziej nie narzekała. Ani W tych i innych sprawach. Poczułem, że komórka wibruje. Pewnie otrzymałem właśnie wiadomość od porucznika Morissona.
- Poprawię się dziś wieczorem. - szepnąłem.
  Uśmiechnęła się krótko.
- Sądzisz, że pozwolą ci się wycofać?
- Będą musieli - powiedziałem cicho.
- Czułam, że ktoś dzwonił do ciebie...
- To pewnie znajomy policjant. Zaraz się dowiem, kto za tym stoi, chociaż i tak już się domyślam. Przepraszam.
- Dobrze skarbie. Zacznę przygotowywać obiad. George zostanie na posiłek?
- Chciałbym, ale nie wiem czy da się namówić.  
- Przecież nie ma rodziny...
- Właśnie chyba ostatnio kogoś poznał. Lubisz go, prawda?
- Tak. Jest bardzo oddany. Chloe go lubi i Remi również. Tylko...
- Tak, wiem - wiedziałem co chciała powiedzieć.
  Poczułem ciężar na sercu. Dlaczego to robisz, bracie...
  Diana poszła do kuchni, a ja otworzyłem wiadomość. Szybko zadzwoniłem do odpowiedniego człowieka. Podałem mu wiadomość, którą otrzymałem od Morrissona. Teraz w ciągu kilku godzin wszystko się wyjaśni.  
Wszedłem do kuchni i bez słów zacząłem pomagać Dianie.  
  Skończyliśmy wszystko pięć minut przed przyjazdem dzieci. Mieliśmy gościa. Aisha.
Chloe podbiegła do mnie i pocałowała mnie w policzek, dopiero potem przywitała podobnie, mamę. Remi przytulił się do nas, ale zrobił to krótko i tak trochę z obowiązku.
- Aisha zostanie do wieczora, dobrze? - powiedziała córka.
  To nie było pytanie, raczej brzmiało jak oświadczenie danego faktu.
- Nie ma sprawy - rzekłem, w końcu nigdy jej niczego bym nie odmówił, a prosiła rzadko.
  Waśnie!... Kiedy miała prosić, skoro prawie mnie nie widywała?
  Diana popatrzyła na córkę.
- Dobrze by było, gdybyś uprzedziła nas wcześniej.
  Aisha spojrzała szybko na Chloe.
- Mówiłaś, że powiedziałaś!
- Jest w porządku, Ai - powiedziała z uśmiechem.
  Popatrzyłem na nich.
- Gdzie George?
- Został w Royce, w garażu.
- Chwileczkę - powiedziałem.  
  Wszedłem do garażu. George rozmawiał z kimś. Kiedy mnie zobaczył, powiedział coś rozmówcy i przerwał połączenie. Otworzył drzwi wozu.
- Właśnie miałem zapytać czy jestem nadal potrzebny.
- Chciałbym, żebyś z nami zjadł obiad.
- Och, naprawdę dziękuję.
- Proszę cię byś to zrobił - rzekłem łagodnie.
  Widziałem jak się zastanawia.
- Rozmawiałeś z Kamilą?
  Kiwnął głową.
- Potem będziesz wolny - rzekłem spokojnie - Będziecie mieli czas do rana.
- To nie zupełnie tak - zmieszął się.
- Rozumiem przyjacielu. To chyba coś poważnego. Mam nadzieję, że nas nie opuścisz.
- Nie. Lubię pana i pańską rodzinę. - zobaczyłem krótki grymas na jego twarzy.
   Miał z pewnością na myśli mojego brata.
  Zrobiłem krok w kierunku wozu. George wyszedł. Patrzyłem na jego twarz, a konkretnie w oczy i otworzyłem ramiona. Po chwili staliśmy w uścisku.
- Mam chyba wroga i to boli - szepnąłem.
- Może się to da jeszcze naprawić - odrzekł cicho.
- Trzeba mieć nadzieję.
  Spojrzał na mnie.
- Zostanę, ale wyjątkowo dzisiaj.
- Rozumiem. Wiedz tylko, że traktuje cię jak przyjaciela.
- Ja również, pana, panie Parker.
- Parker? - zrobiłem minę.
- Nie wypada mi inaczej, Euri.
  Uśmiechnąłem się.
- Chodźmy, obiad na stole. I od tej chwili mów mi po imieniu. Nie jesteś tylko moim kierowcą, jesteś głównie moim przyjacielem.

Obiad przebiegł bardzo miło. Diana naprawdę dobrze gotowała. Mój druch, bliski mojemu sercu, pożegnał nas kilka minut po piątej. Chloe poszła z przyjaciółką na górę. Syn udał się do swojego pokoju. Zostałem z Dianą.
- Pewnie będę musiał wyjść za godzinę, ale postaram się wrócić szybko.
- Będziesz rozmawiał z tymi, którzy tu byli i obserwowali nasz dom?
- Na to wygląda.
- Prawdopodobnie nie mieli wyjścia. - rzekła i to świadczyło, że rozumie dużo więcej niż sądziłem.
- Pewnie tak, ale każdy ma wybór.
  Kiwnęła głową.
- Ahmed ma przyjechać o dziewiątej po Aishe. - rzuciła.
  Ojciec przyjaciółki naszej córki,  pochodził z Egiptu. Robił wrażenie bardzo poważnego człowieka, przestrzegającego zaleceń swojej religi.  
- Zadzwonię i poproszę, bym mógł sam odwieźć dziewczynki.
- Nie chciałbym zostawać drugi raz dzisiaj, bez ciebie...
- Dobrze, kochanie. Zostanę. Zanim wyjdę, porozmawiam z Remi.
- Tylko bądź dla niego łagodny, ma dopiero niespełna dwanaście lat.
- Wiem, miła. Nie obawiaj się.
  Jedliśmy zawsze w salonie, to znaczy oni, bo mnie prawie nigdy nie widzieli przy obiedzie.  
  Salon mieliśmy utrzymany w kolorach ciemnego brązu, podobnie jak moje biuro. Wysoki sufit dawał wrażenie przestrzeni. Podłogę zrobiono z jasnego orzecha, a mniej więcej połowę jej powierzchni, okrywał dywan z wełny wiebłąda. W rogu stała rzeźba Dafne uciekającej przed Apollem. Doskonała kopia Giovanniego Lorenzo Berniniego, wykonana również z białego marmuru. Obok regału z ciemnego dębu, udekorowanym mahoniowymi płaskorzeźbami,  stała wieża Yamahy, a zaraz obok, półtora metra wysokie, o doskonałej jakości dźwięku, głośniki firmy Klipscha. Stół mieliśmy duży na osiem osób, z tego samego drzewa co regał i utrzymany w identycznym stylu. Ściany zdobiły obrazy przedstawRegaprzedstawiaNa regał stały małe rzeźby słoni z drzewa sandałowego, praczka z Bali, wykonana z mahoniu i kilka płaskorzeźb Kamasutry, wykonanych z kości słoniowej. W środku, za ciemnopomarańczowymi szybami, znajdowało się kilkanaście ksiażek, niektóre miały ponad sto lat. Miałem je od znajomego, prowadzącego antykwariat z prawdziwymi dziełami sztuki. Blisko dużego okna stał fortepian. Grała na nim głównie Diana, ale ostanio, zaczęła praktykować, pod jej okiem, Chloe.
  Pomogłem żone zanieść talerze i wszystko ze stołu, do kuchni. Pocałowałem ją lekko w usta. Bezzwłocznie poszedłem na górę, pod pokój syna. Zapukałem.
- Wejdź, tato.
  Wiedział, że to ja.
Siedział za biurkiem i odrabiał lekcje. Na mój widok zgasił ekran komputera i odwrócił się do mnie.
Jego pokój wyglądał jak typowe miejsce do spana i nauki, chłopca w jego wieku. Proste łóżko, regał, fotel i biurko z komputerem firmy Apple. Ściany dekorowały powiększone zdjęcia samochodów wyścigowych, kilku koszykarzy i plakat z filmu Casablanca.
- Tak?
  Spojrzałem na niego.
- Chciałbym porozmawiać.
- Domyślam się, tato.
  To był mój syn i powinienem najpierw zbudować właściwą atmosferę do rozmowy, ale chciałem wyjaśnić to co nie dawało mi spokoju, jak najszybciej.
  Remi miał szczupłą budowe ciała i ładną, ale zawsze poważną twarz. Ciemne włosy i brązowe oczy.
- Skąd wiesz czym się zajmuję? - wiedziałem, że zrozumie od razu dlaczego pytam.
- Stryj, Hajze mi powiedział. - odrzekł bez namysłu.
- Pytałeś o to?
- Tak. Powiedział i prosił by nikt poza mną, nie wiedział.
  Kiwnąłem głową. Zrozumiałem, że nie powiedział Diane wprost, pewnie jednak coś musiał wspomnieć, a ona się domyśliła. Raczej nie kłamał.
- Chcę się wycofać.
- A ja chciałbym robić to co ty.  
  Zaskoczył mnie.
- Remi, to nie jest dobre. Ja nie miałem wyboru, ojciec mnie w pewnym sensie zmusił.
- Tato, każdy ma wybór. A mój jest właśnie taki.
- Nie zgadzam się. Nie wiem co ci mój brat naopowiadał, ale ja nie chcę byś poszedł w moje ślady.
  Patrzył mi w oczy i być może studiował wyraz twarzy. Starałem się nie pokazywać gniewu na obliczu. Długoletnie praktyki medetacji nauczyły mnie kontrolować emocje.
- Do pełnoletności nie mogę decydować, ale wiem czego chcę. - odrzekł zdecydowanie.
- Jesteś młody.
- Ale nie jestem już dzieckiem, tato.
- Nie będziemy o tym dłużej dyskutować. Porozmawiamy za sześć lat.
  Spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie wiesz o nas wiele. Być może znasz mamę...
- Co masz na myśli, synu?
- Nie wiedziałeś, nic o mnie. I nie wiesz nic o Chloe.
- Co to ma znaczyć! - podniosłem nieco głos.
  Uśmiechnął się dziwnie.
- Nic. Tylko cię uświadamiam.
  Poczułem, że trochę przesadził. Wpadał w ton kogoś, kogo znałem, a ten ktoś w ciągu ostatnich kilku godzin, narobił niezłego bałaganu w moim życiu. I wówczas  przyszło niemiłe olśnienie. Mój brat,  prawdopodobnie spędzał z moim synem więcej czasu, niż ja.  
- Porozmawiam z Hajze, musi przestać ci mieszać w głowie.
- Stryj jest bardzo w porządku, tato. On nie chce źle dla ciebie.
- Dobrze synu. Wystarczy. Pracuj dalej. Będę musiał niedługo wyjść, dlatego powierzam ci opiekę nad kobietmi.
  Otworzył szerzej oczy.
- Nie żartujesz?
- Nie. Obojętnie co mężczyzna robi, jego pierwszą powinnością jest opieka nad kobietami. A sam stwierdziłeś, że nie jesteś dzieckiem, więc jesteś mężczyzną.
- Jeszcze nie zupełnie. - wpadł w lekko niepewny ton.
- Usłyszałem męską decyzję, więc jesteś. To, że urośniesz i zmężniejesz, jest drugorzędne.
- Nie ma tak w naszym świecie. Być może Aisha jest taka, bo jej tata zbyt mocno naciskał i dało to odwrotny skutek. Jest dziewczyną, a pełni męską rolę.
- O czym ty mówisz, Remi?
- Nie myśl że jestem peplą, ale uważam, że powinieneś wiedzieć. Chloe jest dziewczyną Aishy.
  Poczułem się dziwnie. Mój syn naprawdę wiedział więcej niż ja.
- Nie za bardzo rozumiem...
- Jest dokładnie tak jak mówię. Chloe mi nie mówiła, ale widziałem i nadal to dostrzegam. I nie tylko ja.  
- Remi, nie powinieneś się tym zajmować.
- Powiedziałem to, żebyś wiedział. Być może nie zrobisz siostrze piekła, natomiast Ahmed zabije Aishe, jak się dowie. Nie dopuść do tego.
  Usiadłem. Chyba naprawdę gdzieś zawiodłem. Miałem kilka problemów do załatwienia i musiałem to zrobić szybko. Hajze, Diana, Chloe i Remi. Z synem sprawa zawisła w miejscu. Musiałem działać bardzo rozsądnie. Nigdy bym się nie domyślił, że Aisha nie jest tylko jej przyjaciółką. Och! Poczułem wibracje komórki.
  Podszedłem do syna i objąłem go szybko.
- Kocham cię Remi - rzekłem.
- Wiem, tato.  
  Wyszedłem. Zaraz za drzwiami odczytałem wiadomość. Adres, gdzie już trzymano tych dwóch, którzy niedawno szpiegowali nasz dom, by wystraszyć moją żonę.  
   Diana siedziała w salonie.
- Muszę wyjść, kochanie. Wrócę przed ósmą.
- Jesteśmy bezpieczni?
- Całkowicie. Cztery osoby będą was chronić dzień i noc. Prawdopodobnie za pół godziny powinni być na stanowiskach. Obiecuję ci, że nikt was już nie będzie niepokoić.

Po pięciu minutach jechałem już pod wskazany adres. Dotarłem tam po dwudziestu minutach. Zastałem to czego się spodziewałem. Zarówno kierowca jak i ten co we mnie mierzył, siedzieli przykuci kajdankami do krzeseł. Pasażer wyglądał gorzej. Dostarczono gości i zostawiono już skutych dla właściwej osoby, która zajmowała się wyciąganiem informacji.
- Jestem Sam. Twardziele, nie chcą mówić. Kontynuować?  
- Nie.
- Jak masz na imię? - zapytałem tego co do mnie celował.
- Simon. Mogę dostać wody?
  Spojrzałem na Sama.  
- Rozkuj ich i daj im wody.
  Zobaczyłem jego zdziwione spojrzenie.
- Dopiero zacząłem, nic nie wiemy...
- Ja wiem - powiedziałem - zostaw nas.
   Sam odpiął im kajdanki i podał im dwie szklanki wody. Wyszedł.
- Wiesz? - uśmiechnął się Simon.
- Nie wiem co wam obiecał, ale widzę, że nie spieszy z pomocą. Gdyby nie ja, być może za godzinę   wyglądalibyście dużo gorzej.
- Nie mieliśmy wyjścia. Gdybym odmówił, już by mnie tu nie było. I Terrego, również - wskazał na kompana.
- Dobrze, jedźcie do domu. Nie chcę więcej takich wizyt.
  Simon popatrzył na mnie przyjaźnie.
- Jest pan bardzo odważny, panie Parker. Proszę uważać na brata.
- A wy uważajcie na siebie. Zaraz do niego zadzwonię.
- Robiliśmy tylko co nam kazano. Proszę nie mieć żalu.
- Dobrze, znikajcie.  
  Kiedy wyszli, zadzwoniłem do brata.
- Co tam u ciebie, Euri? - odezwał się, jakby nigdy nic.
- To nie jest rozmowa na telefon. Ale musimy porozmawiać. O tym co powiedziałeś Remiemu i o dzisiejszej wizycie Simona i Terrego.
- Ja też tylko wykonuję polecenia. Tym razem samej góry. Dlatego przemyśl jeszcze raz swoją decyzję.  
  Zrozumiałem, że nie mam o czym dłużej rozmawiać z bratem.
- W takim razie chcę wiedzieć tylko jedno. Czy jesteś za mną, czy przeciw?
- Euri, jesteś moim bratem, ale organizacja jest także naszą rodziną. Bez nich jesteśmy niczym.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. I nie jest moją rodziną, być może jest twoją.
- Odpowiedziałem. Jedziesz do Singapuru by sprawdzić lojalność tego Chińca. A zadałeś sobie pytanie czy ty sam jesteś całkiem oddany organizacji? Miłej nocy. Do jutra.
  Wyłączył się.  
Miałem twardy orzech do zgryzienia. Ale musiałem rozważania o tym, zostawić na jutro. Obiecałem coś Dianie, a żeby to spełnić, potrzebowałem zupełnie zapomnieć o sprawach, do których przyczynił się mój brat. Podziękowałem Samowi i wyszedłem pospiesznie. Po chwili jechałem w kierunku domu.  

Diana czekał w drzwiach, kiedy wróciłem.
- Niepokoiłam się o ciebie. Mam złe przeczucie.
- Zupełnie niepotrzebnie. Już wszystko załatwiłem. - rzekłem i delikatnie pocałowałem ją w usta.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i dramaty, użył 2975 słów i 16292 znaków, zaktualizował 29 cze 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • kaszmir

    Sporo rozwiązanych tajemnic rodzinnych i zawodowych. Okazuje się, że ojciec, mąż, głowa rodziny zaniedbuje dom i tak do końca nie jest szczera. A mimo to dowiaduje się prawdy, że dzieci już dorosły i potrzebują zrozumienia. Żona również zna ciemne strony prania brudnych pieniędzy i obawia się o swoje dzieci. Miłość obok nie rozwieje czarnych chmur. Zastanawia mnie brat? Czyżby przejmował rodzinę w posiadanie. Ciekawie prowadzisz akcję, ale zbyt rozwleczone dialogi.  
    Druga sprawa to zły zapis dialogów ( spacje - pierwsza dłuższa, drugą krótsza, kropki i frazy mówione, duże litery i małe, brak otoczki co dzieje się obok )
    Powtórzenia i interpunkcja leży. Trochę wyłapałam baboli. Przejrzyj i przeczytaj na głos tekst, wtedy zobaczysz, gdzie postawić przecinki, gdzie kropki.  
    Może się obrazisz, może nie powinnam tego robić.  


    policjiantem - policjantem
    bardzej - bardziej
    sprzedarzy - sprzedaży
    mogłabyć - mogła być

    Przytuliłem Dianę i pocałowałem ją w czoło. Spojrzała mi w oczy, potem na zegarek.
    - Za mało czasu, kochanie.
    Wiedziałem co ma na myśli. Miała trzydzieści pięć lat i nadal była piękna. Chyba ją trochę zaniedbywałem. Ją trochę, a dzieci zupełnie. Gdybym wiedział jakie to przyniesie konsekwencje...
    Pocałowałem ją krótko w usta... 4x ją?
    Podałem mu wiadomość, która otrzymałem - którą
    - To nie zupełnie tak - zmieszął się. - To nie zupełnie tak. - Zmieszał się.
    - Rozumiem przujacielu.  - Rozumiem przyjacielu.
    rodzinę. - zobaczyłem - rodzinę. - Zobaczyłem (po kropce piszemy dużą literą)
    wyjścia. - rzekła - wyjścia - rzekła (zbędna kropka)
    dziewiątej. - rzuciła.- to samo bez kropki
    religi - religii
    wiebłąda - wielbłądziej
    , z ciemnego dębu z podobnymi jak regał, ornamentami z mahoniu.- z takiego samego drzewa jak meblościanka i z podobnymi ozdobami ( aby nie powtarzać słów jak regał, dąb, ciemny, ornamenty)
    przedstawiajajacych - przedstawiających
    dzrzewa - drzewa
    kamasutry - Kamasutry (nazwa własna)
    ksiażek - książek
    żone - żonie
    spana - spania
    budowe - budowę
    prosił by - prosiłby
    medetacji - medytacji
    uświadmiam - uświadamiam0"
    kobietmi - kobietami
    pełni męską rolę. - odgrywa męską rolę. lub pełni męską funkcję
    peplą - pepla
    osobu będa - osoby będą
    Diana czekał w drzwiach, kiedy wróciłem. -   Kiedy wróciłem, Diana czekała w drzwiach.


    Pozdrawiam serdecznie

  • AlexAthame

    @kaszmir Dzięki.Ja to tyle razy sprawdzalem :sciana: Ja się nie obrażam. Nigdy.Szczególnie za takie cenne uwagi.Poptawilem to co mi napisałaś poprzednio a tu cala masa nowych błędów.Potrzebuje kogoś  :help: To w czwartym też będą byki różnego rodzaju. Spróbuje poprawić te część.Dasz znać czy lepiej?Nie musisz w komentarzach.Wolalbym w wiadomościach.Pamietasz walkę Kmicica z Wolodyjowskim?.Koncz wasc, w....oszczedz.

  • kaszmir

    @AlexAthame ok i przepraszam że tutaj :przytul:

  • AlexAthame

    @kaszmir Jest ok.Jestes nie tylko dobrą pisarką, ale również wspaniałym krytykiem. Dziękuję za pomoc i proszę o dalszą. :przytul:

  • agnes1709

    @kaszmir :eek: Cóż za skrupulatność, hehe, mi by się nie chciało. Narozrabiał, ale już niedługo, od jutra biorę się za wymiatanie baboli, a co tam :D

  • kaszmir

    @agnes1709 też mi się nie chciało. Tylko część wyłuskałam z całości. Interpunkcja została nietknięta. Może ty się zajmij. Nie sprawdzałam całości ale na końcu zdanie rzuca się w oczy - Diana czekał w drzwiach, kiedy wróciłem. - nie poprawił!   :whip:

  • agnes1709

    @kaszmir Bo to leń!