Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Argentyńskie tango. cz. 6, finał.

Trzy miesiące później  

Wracaliśmy z córką z zakupów, żona została w domu.
– Zimno. – szepnęła Daria.
– Mieszkamy w zimnym miejscu, skarbie.
– Mam niespodziankę – rzekła.
– Mama wie?
– Jasne, my kobiety musimy się wspierać.
Nie pytałem o rodzaj niespodzianki, a córka nie kontynuowała tematu. 
Zmieniłem pracę. Carter wymógł na mnie, bym mu pomagał. Podobno miałem wrodzony talent do rozwiązywania nierozwiązywalnych problemów. Cóż, pewnie do tego zostałem stworzony. Zamierzałem dotrzymać słowa. Streem przebywał w areszcie. Czekał go proces. Mógł dostać do piętnastu lat, ale z uwagi na zły system prawny w Kanadzie prawdopodobnie otrzyma osiem, a zwolnią go po czterech. Wówczas go znajdę. Będę musiał to zrobić sprytnie, przede wszystkim koniecznie będę musiał mieć alibi. Nie zamierzałam napadać na więzienie i dlatego zamierzałem poczekać.  
Weszliśmy do domu z córką, a żona czekała na nas w środku.  
Natalia patrzyła na mnie uśmiechnięta, od momentu jak tylko wszedłem z córką do domu.  
– Powiesz? – zapytałem, bo czułem, że coś wie.
– Nigdy, nawet na po torturach.
– Zrobię ci je później. – uśmiechnąłem się szeroko.
– Kiedyś bym się śmiała z tego co powiedziałeś, ale teraz ci wierzę. Za chwilę się dowiesz.
Z pokoju wyszła Daria. Miała buty na wysokim obcasie, suknię z rozcięciami na udach, prawie do bioder. Typowa kreacja do tańca.
– Trenowałam z mamą. Tango argentyńskie. Postaram się nie dać plamy.
– Nie za odważna ta kreacja? – zapytałem.
– Przecież widziałeś wszystko. – delikatnie zrobiła ruch dłońmi, jakby nie wiedziała, dlaczego w ogóle to powiedziałem.
Postanowiłem wytłumaczyć jej pewną sytuację.
– Kochanie. Kiedy człowiek uratuje tonącą córkę, czasem musi zastosować metodę usta–usta, to nie znaczy, że ma się z nią potem całować, bo raz dotknął jej ust swoimi.
– O tym nie będziemy rozmawiać...teraz. – wyglądało, że moja wypowiedź nie zrobiła na niej żadnego wrażenia.
Pokręciłem głową. Wcale nie miałem takiego zamiaru, by rozmawiać o tym kiedykolwiek...
Natalia włączyła muzykę. No cóż, wygadało, że będę tańczył tango z córką. Nie mogłem jej odmówić.
Żona chyba znała moje myśli.
– To było jedno z jej marzeń, jeszcze przed lodami, pamiętasz?
– Do końca życia będę pamiętał wyprawę po te lody. Nie było znaczenia, że chciałem jechać Crownchild. Mieli to zrobić i tak. Stało się, co się stało. Zabiłem wszystkich, ale jak mi się to udało, nie wiem do dzisiaj.
– Nie mówmy o tym tatusiu. – Daria powiedział to bardzo cicho.
– Rozumiem.
Sądziłem, że mówiąc o tym, przywrócę jej wspomnienia tych okropnych wydarzeń.
Tańczyła całkiem dobrze. Chyba na początku byłem trochę spięty, w końcu to córka, a argentyńskie tango jest swoistym tańcem. Potem już przywykłem. Daria poruszała się lekko, dawała się łatwo prowadzić i znała nawet trudniejsze kroki. 
– Świetnie ci poszło, skarbie. – powiedziałem, kiedy skończyliśmy.
– To wszystko zasługa mamusi, nauczyła mnie wiele.
Oczywiście sądziłem, że mówi o tańcu. Potem jedliśmy deser i w tym czasie poruszaliśmy trochę wesołych tematów. Pomyślałem o tym co się wydarzyło trzy miesiące wstecz. Prasa i telewizja niczego nie podała o pamiętnych zdarzeniach. Pewnych rzeczy lepiej nie mówić wszystkim.
– Mam jeszcze jedną sprawę. – powiedział Daria i wzięła mnie za rękę.
Popatrzyła porozumiewawczo na mamę. Żona nie dała znaku, że coś o tym wie. Spojrzałem na nią z pytaniem w oczach, ale zobaczyłem tylko jej nieokreślony ruch głowy. Daria wprowadziła mnie do swojego pokoju.
Na łóżku leżał notes w czerwone serduszka.
– Tak? – popatrzyłem na nią, czekając, aż się dowiem, o co chodzi.
– Czego mnie uczyłeś całe życie? – zapytała wprost.
– Paru spraw, więcej mama cię uczyła. – odrzekłem raczej oględnie.
– Czytasz nadal nekrologi, tatku? – zapytała z tajemniczą miną.
Nie mogło o to chodzić. Zacząłem czuć się nieco zgubiony.
– Nie. Trochę się zmieniłem. Wiesz, chyba co mnie zmieniło. Prawdę mówiąc, nigdy bym się tego po sobie nie spodziewał.
– Dla mnie wcale się nie zmieniłeś. Przed tym i po tym kocham cię tak samo.  
– Ja ciebie więcej. Więc? – zażartowałem. – Powiedz w końcu, o co chodzi.
– O uczciwość. Uczyłeś mnie uczciwości. – powiedziała spokojnie.
– I co za tym idzie? – wszedłem w temat.
– Że trzeba dotrzymywać obietnic. – odparła.
– Coś obiecałem i nie dotrzymałem? – zdziwiłem się.
– Nie ty, ja.
– To powinnaś dotrzymać. – kiwnąłem głową z przekonaniem.
– Jesteś pewny, tatku?
– Jak najbardziej.
– Nie ma wyjątków?
Spojrzałem na nią. Coś tu nie grało.
– Nie można się wykręcać. Jak się obiecało, to trzeba dotrzymać – powiedziałem pewnie.
– To mój pamiętnik. 
– Wiem skarbie, pokazywałaś mi go wiele razy. Co prawda nigdy nie czytałaś mi treści...
– Tak, pisałam różne osobiste sprawy. Jak chcesz, przeczytaj cały, ale teraz rzuć okiem na czternastą stronę. To obiecałam sobie kilka lat temu. I niechcący się wypełniło i teraz jak twierdzisz, powinnam dotrzymać słowa.
Otworzyłem i przeczytałem. Spojrzałem na nią. Mimo wszystko  miałem dość odważną minę.
– Tego nie powinnaś raczej spełniać. Stanowczo nie.
– Pytałam, a ty powiedziałeś, że nie ma wyjątków.– patrzyła mi prosto w oczy z miną niewiniątka.
Nadal mieliśmy kontakt wzrokowy. Nie uciekała z oczami, przeciwnie, patrzyła odważnie i pewnie. Nie wyglądała, że nie chce tego zrobić, przeciwnie. Poczułem lekkie mrowienie. Mówić o tym nie zamierzałem. Miałem nadzieję. Jedyną. W żonie.
– Znasz moje zdanie, ale zapytamy mamy.
Dziwne, że przyjąłem to lekko. Prawdę mówiąc, łatwiej by mi było zabić ten milion złych ludzi. Miałem pewność, że Natalia postanowi właściwie. Wróciłem do salonu. Nie pytałem o to żony. Rozmawialiśmy o innych sprawach. Daria wpadła kilka razy do salonu, ale też nic nie wspomniała o naszej romowie w jej pokoju. Zjedliśmy razem kolację. Cóż, sądziłem, że sprawa przejdzie bez żadnej dyskusji.
Poszedłem się umyć i następnie wszedłem do sypialni. Żona siedziała na łóżku okryta do pasa kołdrą.
– Masz dziwną minę skarbie. – szepnęła.
– Miałem pewną rozmowę z naszą córką.
– Och, nie martw się, ona nie wie jak rozmawiać.
Uznałem, że Natalia nic nie wie i może lepiej będzie gdy tak zostanie. Wszedłem pod kołdrę i spojrzałem na nią.  
– Idziemy spać, czy... – zapytałem.
– Jestem nadal dla ciebie atrakcyjna? – zapytała z figlarnym uśmiechem.
– Oczywiście, kochanie. Co za pytanie!
– Czyli nie masz nic przeciwko igraszkom?
Pytać faceta o takie rzeczy? Poczułem się od razu lepiej, szczególnie że z powodu jej wypadku pościliśmy całe trzy miesiące.
– Oczywiście, że nie. – dotknąłem jej buzi dłonią i chciałem pocałować.
– Poczekaj Grant, mój kochany.
– Poczekać? – zdziwiłem się nieco.
Zaprasza, kokietuje i stopuje?
– Mamy spotkanie. – rzuciła okiem na stary zegar stojący w kącie. – Teraz.
– Z kim? – zapytałem.
Do sypialni weszła Daria.
– Jestem na czas, mamusiu? – Daria weszła w nocnej koszulce. 
– Siadaj – Natalia pokazała jej brzeg łóżka.
Poczułem się dziwnie.
– Rozmawialiście? – zapytała Natalia, a pytanie było skierowane do córki.
– Tak i tata postanowił, że ty postanowisz, mamusiu. Twoja decyzja będzie ostateczna. – popatrzyła na mnie.
– Tak. Dokładnie wiem, jak będzie i dostosujemy się do tego co powie mama, kochanie. – spojrzałem na córkę uspokojony, ale bez karcącego wzroku.
To, co napisała, było zupełnie naturalne. To, że mi to pokazała, świadczyło jednak o tym, że nie do końca znam moją córkę.
Postanowisz? Czyli rozmawiały o tym wcześniej. Uspokoiłem się. Żona miała właściwe podejście do wszystkiego związanego z rodziną. Czemu jednak miałem małe obawy?  
Chodziło o jej pamiętnik. Miała czternaście lat i z jakiegoś powodu napisała wówczas jedno zdanie. Czemu to napisała? Nigdy mi nie powiedziała. Może dlatego, że nigdy nie pytałem. A zdanie to brzmiało dokładnie tak.
Jeżeli kiedykolwiek będę w wielkim niebezpieczeństwie i ktoś uratuje mi życie, oddam mu serce, ciało i duszę. Nie miałem żadnych zastrzeżeń do serca i duszy. Chodziło o ciało. Moje rozmyślania przerwał aksamitny głos żony.
– Do tanga trzeba dwojga, kochanie – szepnęła Natalia.
– Właśnie, skarbie. Wiedziałem, że podejmiesz jedynie słuszną decyzję.
– Taką, którą przyjmiesz i Daria ją zaakceptuje. – kontynuowała żona
– Oczywiście, kochanie – spojrzałem na Darię, jak to przyjęła.
Wyciągnąłem się wygodnie, bo wiedziałem, że jest po sprawie. Daria powie nam dobranoc i zapomni o wszystkim. Moja córka nie była smutna. Wcale. W jej oczach nawet zauważyłem zadowolenie. Czyli już zrozumiała, że czasami można jednak nie dotrzymać przyrzeczenia. Nadal jednak siedziała z nami...
– Grant, kochanie. To będzie Argentyńskie tango we troje. Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zły, że poza tangiem obie uczyłyśmy się jeszcze czegoś. Teraz przyszedł czas by to zatańczyć.
– Uczyłaś ją kroków innych tańców? – zapytałam bez wielkiej pewności.
– Nie. Uczyłam ją jak zatańczyć to tango we troje. Jesteśmy rodziną. Byłoby nie w porządku gdybyście wy tańczyli to tango we dwoje, a ja bym tylko patrzyła. A tak razem to zatańczymy.
                                                            
               Półtora miesiąca wcześniej.

Wiedziałem, że Natalia jest już od dwóch tygodni w domu. Dzień po operacji kontaktowała się z nami na migi, bo mówienie sprawiało jej troszkę kłopotu. Dwa dni później mogła mówić.
– Nie masz mi za złe, że cię zostawiłem?
– Zawiadomiłeś pogotowie i robiłeś, co powinieneś. Jestem z ciebie bardzo dumna. – szepnęła.
Daria siedziała blisko mnie, na szpitalnym krześle. Poczułem, jak uścisnęła mi mocniej dłoń.  
Odwiedzaliśmy żonę, jak często mogliśmy, średnio co dwa dni. Daria miała przez tydzień ochronę policji i nigdzie się sama nie ruszała. Po tygodniu wiadomo było, że nikt nie będzie szukał zemsty. Służby specjalne miały na oku ewentualnych promotorów i przyjaciół hrabiny. Dowiedziałem się, że ta nie była zbyt lubiana. RCMP aresztowało trzy osoby, które zagrażały żywotnym interesom Kanady. W dniu powrotu Nadii do domu Daria zrobiła pyszny obiad, chociaż troszkę tylko przesoliła ziemniaki, ale ani ja, ani żona nie daliśmy poznać, tego drobnego faktu. Przez czas kiedy żona leżała w szpitalu rozmawiałem z córką nieco więcej niż zwykle. Głównie interesowała się tym, co robię przez cały dzień, ale nie mówiłem jej zbyt wiele. W końcu większość spraw obejmowała tajemnica państwowa.
– Trenują mnie, bym został agentem, a nie mam za bardzo na to ochoty. Nie miałem jednak wyjścia, bo Carter załatwił mi to w zamian za uniknięcie odpowiedzialności za zabicie tych wszystkich bandziorów.
– Powinni ci dać medal, tatusiu.
– Wiesz, żadne prawo nie lubi, by ktoś za nich wykonywał robotę.
– Wytłumaczyłeś im, że inaczej oni by nas zabili? – zrobiła zatroskaną minę.
– Oczywiście.
Patrzyła na mnie inaczej przez kilka sekund.
– Czujesz wyrzuty sumienia, albo źle sypiasz?
– Nie – pokręciłem głową.
– Jesteś moim bohaterem – pocałowała mnie w policzek.
To była nasza najdłuższa rozmowa. Pytałem, jak to zniosła i okazało się, że wcale się nie boi i nie ma traumy. Potem kiedy Natalia wróciła do domu, wracałem później. Zmęczony i czasem poobijany. Nie wiedziałem, co robią całe dnie. Daria dostała miesiąc wolnego od szkoły i uczyła się w domu. Potem opowiedziały    
                                                   *
– Jak się czujesz mamusiu? – zapytała mamę trzeciego dnia po powrocie do domu.
– Słabo, ale dochodzę do siebie.
– Kiedy już będziesz się mogła ruszać, pouczysz mnie?
– Czego skarbie?
– Tanga, zapomniałaś?
– Och, naprawdę chcesz?
– Marzę. Wiesz, uratował mnie. Chce z nim zatańczyć.
Tydzień potem zaczęły. Daria była zdolna i robiła postępy. Natalia poruszała się wolno, ale pamiętała wszystkie kroki. W końcu to nie jest tak trudne. Nabierała sił. Półtora miesiąca potem nastąpił kulminacyjny moment, który zapoczątkował to co teraz się działo. Córka opowiedziała żonie, co napisała w swoim pamiętniku. Długo rozmawiały. Dużo później zapytałem Natalię, co ją skłoniło, by na to przystała. Bo okazało się, że Daria trzy tygodnie się zastanawiała co zrobić. W końcu uznała, że tego chce ze mną. Była jednak lojalna i poszła z tym pomysłem do mamy. Doprawdy nie znałem od tej strony ani córki, ani żony. Córka chciała się odwdzięczyć, a żona nie tylko jej obiecała pomóc, to jeszcze zapragnęła wziąć w tym udział. Oczywiście najpierw spróbowały tego we dwie, bo jak miały to zrobić razem gdyby siebie się krępowały lub nie chciały siebie wzajemnie?  
                                                                          
                                            Teraz.

Patrzyłem na nie, co robią. Uśmiechnięte i uszczęśliwione. Położył swoje koszuli obok na fotelu. Widziałem ciało córki wówczas. Teraz było inaczej. Żona zaczęła mnie całować. Najpierw sądziłem, że Daria będzie tylko obserwatorem. Myliłem się. Rozpracowały mnie tak, że byłem przez pierwszy kwadrans polem szachowym, na którym poruszały się dwie królowe. Mój opór topniał, jak lód na ostrym słońcu. Oczywiście mogłem się nie zgodzić, ale tego nie zrobiłem. Co miałem robić? Nie mogłem ich rozczarować, nie mogłem kwestionować finalnej decyzji żony. Zawsze sądziłem, że do tanga trzeba dwojga. Człowiek czasami się myli. Żona postanowiła inaczej, niż sądziłem. Nie miałem wyboru. Przecież nie można złamać swojego zdania, nawet za cenę życia. W końcu uratowałem ją. Czy gdybym wiedział to co teraz, zrobiłbym inaczej? Nie. Po piętnastu minutach stałem się królem na polu. Dzieliły się mną równo. W chwilach odpoczynku zajmowały się sobą.  
                                                                                  *
Tańczyliśmy to tango we troje, średnio raz na tydzień. Trwało to dwa lata. Pewnego dnia Daria oświadczyła, że poznała chłopaka o imieniu Dawid. I dodała, że go kocha.
To było nieco wzruszające.
– Od teraz będziecie tańczyć tango, znowu tylko we dwoje.
To nie było pytanie ale decyzja, pewnie też przemyślana. Ja i żona przyjęliśmy to spokojnie. Wszystko wróciło do normy. Co dziwne, nigdy o tym nie rozmawialiśmy, ani pomiędzy, ani potem. Podczas? Owszem. W czasie tanga się nie rozmawia, ale te było wyjatkowe i może dlatego obie miały zawsze coś do powiedzenia, natomiast ja tylko dorzucałem czasem kilka słów.  
Daria miała rację. Do tanga trzeba dwojga. Zaczęło się ostro i skończyło nagle. Jak argentyńskie tango.

                                      Cztery lata później.

Tak jak sądziłem, Streem wyszedł na wolność dużo wcześniej. Skoro w jednym pomogłem córce spełnić obietnice, nie mogłem w innym zawieść i musiałem spełnić swoją. Zacząłem badać jego dzienny i tygodniowy grafik. Nie pracował już w zawodzie, z tego powodu miał czas na swoje przyjemności. Lubił polować. Spotkałem się z Jeffem i obiecał mi zapewnić alibi. Pojechałem do niego w południe i zostawiłem samochód na widoku, przed garażem. Wyszedłem wkrótce niezauważony i wziąłem używany wóz, niezarejestrowany na nikogo. W tym pomógł mi również Carter. W środku miałem wszystko. Po dwóch godzinach jazdy zaparkowałem kilka metrów od szosy i samochód nakryłem plandeką. Cóż, czasem dobrze mieć znajomości w policji. Streem miał w swojej broni lokator, założony przez samego Cartera. Zajęło mi godzinę, by go wytropić. Polował na sarnę. Drań.
– Witam doktorze.
Z wrażenia wypadł mu karabin.
– Gordon, wybacz. – miał bladą ze strachu twarz.
– Tylko Bóg wybacza. Wiesz, że są tu wilki? Ja zacznę, a one skończą.
Specjalnie przygotowanym narzędziem uderzyłem w jego wątrobę. Upadł i patrzył na mnie. Czy żałował, że sprzedał za kilkanaście tysięcy moją córkę na pewną śmierć? Nie wiem. Nie chciałem, by cierpiał, uderzyłem ponownie w serce. Przeszukałem jego broń i wyjąłem lokator. Potem odszedłem i czekałem. Już przed zmierzchem usłyszałem swoiste wycie. Wycofałem się, by nie przeszkadzać. Sześć szarych wilków rozpoczęło ucztę. Nie miałem już na co czekać. Zaczął padać gęsty śnieg...
Sześć dni potem ukazała się w lokalnej prasie krótka notatka.
Emerytowany lekarz został rozszarpany przez wilki podczas polowania.  
Napisali jeszcze kilka zdań, kim był i jakie miał problemy. Wspomniano tylko, że odsiadywał karę za ujawnienie tajemnicy lekarskiej.
Nie zgłaszałem protestu. W końcu odbył karę za swoje przewinienie. Carter nawet nie musiał mnie kryć. Czasem los bywa sprawiedliwy. Zapomniałem dodać. Daria była już rok po ślubie. Mąż wiedział o niej wiele. Jednej rzeczy nie. Nigdy nie tańczyła z nim tanga. Okazał się dobrym mężem i człowiekiem. Któregoś letniego popołudnia dowiedział się, że będzie ojcem. Życie toczyło się dalej. Raz na jakiś czas tańczyłem z żoną tango. Zawsze wówczas na jej, wciąż jeszcze ślicznej buzi panował tajemniczy uśmiech. Korciło mnie, by zapytać o powód jej miny, ale nigdy tego nie zrobiłem.
                                                Koniec.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał i thrillery, użył 3124 słów i 17616 znaków, zaktualizował 14 sty o 8:57.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto