Mrok nadchodzi w nocy cz 11

Mrok nadchodzi w nocy cz 11Po godzinie Tomasz wszedł do wnętrza kościółka w doskonałym humorze od razu podszedł do swoich dam, które na niego czekają.  
     - Kochanie, czy masz już wszystko załatwione? – zapytała.
     - Tak.
     - To co, możemy już wracać do domu?
     - Za chwilę pójdziemy, ale mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia tym razem z księdzem.  
     - Ale chcę być przy tej rozmowie.
     - Raczej będziesz musiała, bo żeby wyznaczyć termin ślubu. To są do tego potrzebni oboje narzeczonych czyż nie skarbie?  
     - Jesteś kochany! – wykrzyknęła.
     Po wszystkim wrócili do domu, ale za nim weszli, do środka to hrabia zaprowadził ich do stajni po czym mężczyznę je zostawił i poszedł w głąb budynku po pięciu minutach zjawił się prowadząc za kantar pięknego czarnego z lśniącą jak smoła sierścią ogiera.      
     - Ale śliczny czy mogę go pogłaskać? – zapytała Weronika.  
     - Tak.  
     - A, jak się wabi? – zapytała ponownie.  
     - Czarny książę – odparł hrabia.  
     - A więc to jest ta niespodziance, o której mówiłeś?  
     - Tak.
     - Jest cudowny dziękuję.  
     I narzeczonemu dała solidnego całusa w usta.  
     - Bądź tak dobry i połóż Weronikę spać – poprosiła Ritha.  
     - Dobrze tylko mi na nim nigdzie nie ucieknij – zażartował hrabia.
     - Obiecuję.
     Mężczyzna wziął dziewczynkę za rękę i wyszli ze stajni.  
Kiedy tylko Ritha została sama to bez chwili zastanowienia rozpuściła włosy, gdyż chciała w nich poczuć wiatr. Osiodłała swojego konia następnie podstawiła dwie drewniane skrzynki, na których stanęła potem włożyła stopę w  strzemię a drugą nogę przełożyła przez koński zad, kiedy już stabilnie siedziała w siodle stępem opuściła stajnię na podwórku minęła Tomasza mężczyzna nawet nie wiedział, że jego narzeczona umie jeździć konno.
     - Ritha, złotko dokąd się wybierasz? – zapytał lekko zdziwionym głosem.  
     - Postanowiłam że w blasku księżyca trochę pojeździć konno!
     - Nie pozwolę ci, po ciemku tego robić – odparł.
     - Phi.  
     Chciała ruszyć, ale nie mogła, bo hrabia trzymał konia za uzdę. Doktorowa narzeczonego śmignęła pejczem, że ten aż w powietrzu zaświstał a Tomaszowi z policzka poleciała krew;
     - Za co ja tylko chciałem, żebyś ze mną weszła do domu.  
     - Zrozum wreszcie, że nie wrócę z tobą do domu! – krzyknęła Ritha;
     - Ale dlaczego? – zapytał hrabia;
     - Bo ciebie nie kocham! Co mówiłam było kłamstwem. Ale byłeś tak głupi,  że mi we wszystko wierzyłeś. Ty naprawdę myślałeś, że zostanę twoją żoną? – zapytała Ritha.  
     Po tych słowach śmignęła konia w zad i pognała przed siebie poprzez sad byle jak najdalej od hrabiego.  Mężczyzna stał i patrzył, jak jego niedoszła żona się oddala, a on nic z tego nie rozumiał.  
     Tomasz powoli ruszył w stronę domu przystanął przed drzwiami wejściowymi z dłonią na klamce.  
     ‘’ Co ja mam teraz zrobić w kościele wszystko załatwione? A ona sobie tak po prostu ode mnie ucieka zostawiając mi tę nieszczęsną sierotę’’ rozmyślał w duchu, co ma dalej robić?
     Spojrzał na swój ukochany dom i przyszedł mu do głowy szalony pomysł.  
     - Tak zrobię to i nikt mnie nie powstrzyma! – wykrzyknął Tomasz.  
     Po czym Zdecydowanym krokiem wszedł do środka zamknął za sobą drzwi na klucz i udał się do gabinetu następnie wszedł do sekretnego pokoju Anety.
Tomasz siekierą, którą przyniósł ze sobą porąbał meble w drobny mak następnie oblał benzyną z pozostałymi pomieszczeniami zrobił to samo Weronikę, która już spała obudził, ale dziewczynka nie chciała wstać, więc wziął ją na ręce i wyniósł na dwór położył na ławce.  
A sam wszedł, do środka w każdym pomieszczeniu podłożył ogień i szybko zbiegł po schodach by, czym prędzej znaleźć na dworze.  
Weronika otworzyła zaspane oczy i zobaczyła, dom w płomieniach myślała, że źle widzi, dlatego rączkami przetarła oczy, ale niestety on naprawdę się palił zeskoczyła z ławki i chciała uciekać, ale hrabia jej na to nie pozwolił, gdyż złapał małą za rękę i siłą pociągnął  w stronę ognia.  
Chatka myśliwska płonęła, jak pochodnia, a mężczyzna na to patrzył, o świcie ogień powoli zaczął, już gasnąć a deszcz, który niespodziewanie spadł z nieba dokończył dzieła, po domu zostały tylko zgliszcza nic więcej.  
     Hrabia spojrzał się na dziewczynkę takim dzikim spojrzeniem, że ją przeszedł, aż dreszcz ze strachu cała się trzęsła.  
Weronika dostrzegła w jego ręce nóż i co sił w nogach rzuciła się do ucieczki, ale on miał nad nią przewagę i jednym pchnięciem dłoni ją przewrócił na plecy.  
     A następnie poderżnął sparaliżowanej strachem dziewczynce gardło, a ciało poćwiartował duch jej ojca ogrodnika wszystkiemu bezradnie się przyglądał, ale teraz przynajmniej będzie miał córkę przy sobie.  
     Tomasz Lewatywa widząc, co zrobił wziął strzelbę ze schowka na narzędzia i przystawił sobie lufę do pod brudka i nacisnął spust.  
     Proces Anety odbył się tego samego dnia, co wydarzyła się ta tragedia. Sąd na skutek zebranych dowodów i to, że się przyznała do wszystkie jednogłośnie skazał ją na karę śmierci poprzez ścięcie wyrok wykonano trzy dni później na rynku.  

koniec

Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii horror, użyła 955 słów i 5262 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Horror  ci wyszedł. Pozdrawiam

  • Margerita

    @AnonimS  
    Cieszę się zwłaszcza, że to mój debiut