Samotny podróżnik- cz. 9 - Spokojne życie. - Koniec

Samotny podróżnik- cz. 9 - Spokojne życie. - KoniecStolica była oddalona o około jeden dzień drogi stąd.  
Problem polegał w strumyku,  
a właściwie to już w rwącej rzece, której nie w sposób było przebrnąć.
Postanowiłem odczekać, aż ta choć trochę się uspokoi.  
Zawróciwszy do miasta, pozbierałem parę ziół, po czym zapisałem się do pracy jako woźnica.  
Po miesiącu rzeka wreszcie się uspokoiła.  
Było już chłodno, więc musiałem kupić nowe ubrania za większość mojej wypłaty.  
Wracając z sklepu obuwniczego, w którym byłem po buty zimowe, ktoś nagle mnie zaczepił.  
- Ej ty! - Zawołała mnie, zresztą niewiele starsza wiekowo grupa ludzi.  
- Słucham - Odpowiedziałem spokojnie.  
- Skąd masz kasę na te wdzianka? - Spytał się, najprawdopodobniej lider grupy.
Grupa składała się się z 3 mężczyzn i 2 kobiet.  
Wszyscy byli raczej biednie ubrani.  
- Zarobiłem, miesiąc temu szukali woźnicy, więc mnie przyjęli - Nadal odpowiadałem,  
choć zacząłem się domyślać do czego prowadzi ta rozmowa.  
-Jasne!, zarobił! - Roześmiał się lider, po którym już śmiała się reszta grupy.  
-Coś jeszcze? - Próbowałem jak najszybciej zakończyć konwersacje.
-Jasne! Co powiesz na to, że nam je dasz? razem z workiem.- Grupa chłopców zaczęła mnie otaczać.
Dyskretnie wyciągnąłem sztylet z pochwy.  
Dzięki długim rękawom i trzymaniu go ostrzem do góry, nie było szans aby go dostrzegli.
Lider zrobił zamach, aby uderzyć mnie w brzuch.  
Zrobiwszy unik w bok szybko poprawiłem chwyt ostrza, po czym wbiłem mu go w rękę.  
Jakby tego było mało z całej siły kopnąłem napastnika w ranę, jednocześnie ją poszerzając.
Kawałek mięśni i skóry spadł na ziemię, obnażając kość  
-O kurw... - Ofiara zwijała się w spazmach bólu.  
Reszta grupy w panice zabrała lidera pod ramię i szybko znikła z pola widzenia.  
Nawet jak go uratują, to ten już nigdy nie ruszy dłonią.  
Po wyczyszczeniu sztyletu wyruszyłem w stronę rzeki.
Przebrnąwszy przez nią udałem się do stolicy.  
Gdzie zaznałem spokojnego życia.  
A co było dalej?  
W wcześniej wspomnianej stolicy, przez siedem lat zbierałem na dom, który był na sprzedaż.
Dom oddalony był o godzinę drogi od miasta.
Nie był duży, ani mały.  
Jego ściany były z muru pruskiego, co zawsze było moim marzeniem.  
Pewnego dnia odwiedził mnie ktoś nieoczekiwany.
- W takim razie sprzedane - Właśnie sprzedawałem zioła kupcowi.  
- Handel z panem to dobry interes - Odpowiedział zadowolony klient.  
- Dobry dla nas obu - Odpowiedziałem na pożegnanie.  
Po chwili ktoś zapukał do drzwi.  
- Stało się coś? - Powiedziałem bez zastanowienia, myśląc że to poprzedni klient.  
- Myślę że tak, czy mieszka tu ten, jakże sławny z i e l a r z- Odpowiedziała znajoma mi już osoba.
- Dawno się nie widzieliśmy.- Odpowiedziałem w łzach.
Po tym nasza znajomość znów rozkwitła, i staliśmy się jeszcze bliżsi niż kiedyś.  
Ale to, już inna historia.  
__________________________________________________________________________________________________
Od autora:

Dziękuję wszystkim za dotarcie do końca opowieści.
Chciałbym także podziękować osobą komentującym,  
dzięki którym byłem zmotywowany do pisania kolejnych części.  
Bez was historia zakończyłaby się już na czwartej części.
W imieniu Galena, życzę wam wszystkim spokojnych oraz pełnych przygód dni.

2 komentarze

 
  • Almach99

    Podobaly mi sie pierwsze odcinki. OD opuszczenia domu Galena byli juz troche slabiej. Nie do konca zrozumialem powod wedrowki, cel...  
    Dobrze ci wychodzi budowanie dialogow, tworzenie opisow.

  • AnonimS

    z tond.  ?? Stąd

  • Kaspel

    @AnonimS  Ponownie przepraszam. Po prostu bazuje na słowniku w przeglądarce, który mi nie zakreślił błędu.

  • AnonimS

    @Kaspel jak nie jestem pewien słowa czy cytatu wpisuję w wyszukiwarkę a jeśli jest obcojęzyczne z dopiskiem przetłumacz na polski.