Samotny podróżnik- cz.1 - Napaść

Samotny podróżnik- cz.1 - NapaśćMarzyliście kiedyś o podróży na koniec świata?  
O podróży której nigdy nie zapomnicie?
Ja nie... Jedyne czego oczekiwałem od losu to  
aby moje życie było ciekawe - to się dopiero nazywa "wykrakać".
Byłem wtedy zwykłym dwunastoletnim dzieckiem o niebieskich czach, brązowych włosach oraz zbyt ciekawskim charakterku. Moje życie z reguły opierało się na porannym łowieniu ryb oraz dostarczaniu ich do rodzinnego targowiska. Gdy nie miałem nic do roboty to zawsze lubiłem przyłazić do karczmy pod     "Starym bykiem" gdzie podsłuchiwałem rozmowy rycerzy o nadchodzących wojskach z północy.
Zawsze gdy mnie ktoś dojrzał, to wylatywałem z karczmy w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Z czasem można było zauważyć, że ludzi w mieście było co raz mniej, a budynki handlowe były powoli zamykane. Nasza rodzina nie miała pieniędzy by się przeprowadzić do stolicy, więc trzeba było mieć nadzieje że nie wyrżną nas w pień, tylko ominą to opustoszałe miasto.  
W końcu i zamknęli karczmę pod "Starym bykiem" a miasto stało się miejscem postoju dla wojsk.
No to już na ominięcie miasta nie mieliśmy co liczyć. Pozostaje mieć tylko nadzieje że nasi wygrają.
Srogo się myliliśmy... Wielka plama stali rozciągała się na horyzoncie a od morza widać było szereg wypełnionych po brzegi łodzi. Gdy rodzice mnie znaleźli, to zaprowadzili mnie do piwnicy, gdzie miałem się dostać do kanałów, pobiec ustaloną drogą, wydostać się na powierzchnie i biec co sił w nogach.
Nie chcieli pójść ze mną, tłumacząc się, że muszą bronić miasta póki tu jestem.  
Po zbiegnięciu do piwnicy; wedle instrukcji podanej mi przez ojca otworzyłem starą skrzynię w której znalazłem worek do ucieczki z potrzebnym ekwipunkiem, oraz lekko zardzewiały młotek.  
Wziąwszy go opukałem zachodnią ścianę piwniczki, w poszukiwaniu charakterystycznego  dla pustej przestrzeni dźwięku.
Gdy ją znalazłem, z całej siły uderzyłem młotkiem o cegły. Powtarzając tą czynność przez około minutę w końcu wszystkie potrzebne do przejścia dalej cegły leżały na ziemi od teraz razem z młotkiem.
Wyjąłem z torby mapę stworzoną przez ojca oraz zrobioną na pergaminie wyrwaną z książki, która miała miała mnie zaprowadzić do wyjścia z kanałów, które było oddalone najbardziej na południe.  
Nad głową dało się usłyszeć rytmiczny marsz rycerzy, idących w przeciwnym kierunku.
Po wyjściu z kanałów biegłem wzdłuż ustalonym wcześniej kierunku, mijając opuszczone chaty w końcu odbiegłem daleko od miasta za moimi plecami.  
W tym samym czasie wielka plama stali zaczęła zalewać miasto nie pozostawiając obrońcą najmniejszych szans na zwycięstwo. Na myśl o stracie rodziców, zalany łzami pobiegłem dalej na południe.  

W poszukiwaniu spokojnego życia.

1 komentarz

 
  • Somebody

    Jest nieźle, lubię zgrabne  fantasy, a tu się na takie zanosi.  :D