Królowa Żywiołów - Rozdział 9 - Zaskoczenie

.
   Późnym popołudniem Elin rozpoczęła swoją wyprawę do Alanhava. Ludzie Amiryana zawieźli ją do granicy wioski i zostało jej tylko iść w stronę celu, chociaż nie była pewna, w którą stronę powinna się kierować.  
   Czas jednak mijał szybko, dzięki czemu wędrówka nie była aż tak uciążliwa. Ostatnie godziny spędziła w lesie. Droga była prosta, gdyby nie deszcz, który nie dawał jej spokoju. Widząc po niebie, nie zapowiadało się na poprawę.  
   Przemoknięta i dygocząca z zimna postanowiła schować się na werandzie drewnianej chaty, która stała nieopodal drogi i sprawiała wrażenie przez nikogo niezamieszkałej.  
   Nagle zauważyła, że ze środka ktoś wyszedł. Odruchowo odskoczyła w bok, chowając się za drzewem i nie spuszczając wzroku z osoby, która poszła w stronę innego nieznajomego. Przestraszyła się, tym bardziej że nie zauważyła ich wcześniej i nie miała pewności, czy oni także nie zobaczyli jej. Myśl, że znajdowała się sama w lesie, tym bardziej jej nie pomagała. W końcu całe życie przebywała w głównej wiosce pełnej ludzi. Nie była przyzwyczajona do ciszy i pustkowia. Przyglądała się mężczyznom, próbując się skupić, aby wychwycić coś z ich rozmowy. Byli jednak zbyt daleko. Po chwili spostrzegła, że zna tego, który stał na zewnątrz, kiedy tu dotarła. Widziała go kilka razy u Amiryana. Brat nigdy nie opowiadał o swoich spotkaniach, ale skądś wiedziała, że miał na imię Tezer.  
   Mężczyźni odeszli od chaty i poszli dalej jedyną ścieżką w lesie. Kiedy oddalili się wystarczająco daleko, podeszła bliżej domu dokładnie się mu przyglądając.
   Był bardzo zaniedbany i zniszczony. Postanowiła jednak podejść bliżej i sprawdzić, czy rzeczywiście nikogo w nim nie ma i czy może tu poczekać.  
   Drzwi zostały zamknięte przez tego mężczyznę od zewnątrz na drewniany rygiel. Obeszła budynek, zaglądając do okien. Były bardzo brudne, przez co ciężko było cokolwiek zobaczyć. Jednak w pewnym momencie wydawało jej się, że coś jest w środku. Próbowała lepiej się przyjrzeć, gdy to coś się poruszyło.  
   Odsunęła się wystraszona, kiedy w oknie pojawił się młody chłopak. Wyglądał na zlęknionego i wyczerpanego. Uniósł do góry ręce, które były związane sznurem. Pobiegła szybko do drzwi, chcąc je odemknąć.
   Ich otworzenie zajęło chwilę, gdyż zasuwa była mocno wepchnięta. Odepchnęła je z całej siły, wchodząc do środka.  
   – Wszystko dobrze? – zapytała chłopaka. – Jak się tutaj znalazłeś?
   – Nie ważne – odpowiedział przestraszonym głosem. – Pomożesz mi to zdjąć?
Elin od razu zabrała się do rozplątywania sznura.  
   – Pospiesz się – rzekł. – Nie możesz pomóc sobie magią?
   – Nie – odpowiedziała, patrząc podejrzliwie. – Nie posiadam żadnej mocy.
   – Jak to?  
   – Czemu cię to tak ciekawi? – zapytała zirytowana. – Nie potrafię jej używać.
   – Nie spotkałem jeszcze osoby, która choć trochę nie wiedziałaby, jak to się robi.
   – Gotowe – odpowiedziała zmieszana, wskazując na rozwiązaną linę. – Dlaczego byłeś tutaj zamknięty? Przed chwilą widziałam, jak odchodziło stąd dwoje ludzi. Chyba że przetrzymywanie takich młodych jak ty jest tutaj praktykowane.
   – Nie jesteś z Alanhava? – zapytał zdziwiony, udając się w stronę wyjścia.
   – Nie, ale właśnie się tam wybieram – powiedziała. – Poczekaj!
   Chłopak nie zdążył złapać za klamkę, gdy drzwi otworzyły się z hukiem. Stał w nich wysoki mężczyzna, którego Elin przed chwilą widziała, jak stąd wychodził.
   – Co tu się dzieje? – zapytał spokojnie. – Nie przypominam sobie, żebym pozwolił ci iść na spacer. Tak samo, jak nie zapraszałem tu żadnej dziewczyny.
   Elin wiedziała, że musi szybko coś wymyślić i najlepiej będzie powołać się na brata.
   – Wypełniam tylko rozkaz Amiryana – rzekła pewnym głosem. – To nie mój problem, że nic o tym nie wiesz.
   – Tak uważasz? – zapytał, przyglądając się dziewczynie z uwagą.
   – Kazał mi iść po chłopaka i zająć się to sprawą osobiście – mówiła dalej. – Wiem, co robię.
   – Nie wydaje mi się.  
   – Nie tylko ty służysz Amiryanowi – powiedziała. – Teraz ja tu dowodzę.
   W oddali było słychać kroki. Mężczyzna odepchnął Ismaela na ścianę, Elin złapał za rękę i wyciągnął z chaty. Nie mógł pozwolić, żeby chłopak zobaczył swojego wuja. Wyskakując ze środka wpadli prosto na Tezera, którego Elin często widziała ze swoim bratem.
   – Co tak długo? – zapytał, zatrzymując się. Na jego twarzy mieszał się strach ze zdziwieniem.  
   – Odejdź! – krzyknął do towarzysza, chcąc ratować sytuację. – Sam się nią zajmę.
   Elin wiedziała, że musi coś zrobić, powiedzieć tak, aby zyskać nad nimi przewagę.
   – Tezer – rzekła do mężczyzny, który z każdą sekundą był coraz bardziej zdenerwowany. – Możesz być spokojny. Amiryan jest wdzięczny za pomoc, ale na razie chce, żebyś się wycofał. Ja wszystkim się zajmę.
   Mężczyźni byli zdziwieni zaistniałą sytuacją. Uwierzyli Elin, chociaż nie byli pewni, co mogą zrobić skoro i tak ich widziała, zna tożsamość jednego z nich i mówi, że jest od Amiryana. Jednak nie wiedzieli, co zrobi z chłopakiem. Czy postąpi tak jak kazał im zrobić władca, czy nagle zmieni plan i będą wszystkiemu winni?  
   – Jeśli już wszystko jasne, pozwólcie, że zajmę się naszym gościem i dokończę sprawę tak jak życzy sobie Amiryan – powiedziała Elin, zachowując spokój, chociaż sama nie wiedziała, co robi i czy to się uda. – Możecie wracać.
   Zaczęła związywać chłopaka, mając nadzieję, że to ich zgubi i sobie pójdą. Chociaż wydawało się to mało prawdopodobne, mężczyźni opuścili chatę i odjechali wozem, który stał wśród drzew.
   – Co to miało być? – zapytał chłopak. – Wszystko słyszałem. Kim ty jesteś? Co to miało znaczyć, że dokończysz to, co zaczęli?
   – Spokojnie – powiedziała. – Szłam drogą, rozpoznałam jednego z nich, a gdy odjechali, postanowiłam schować się tu przed deszczem. Chciałam ci pomóc gdy wrócili, dlatego udawałam, że jestem po ich stronie.
   – A więc jesteś od Amiryana?
   – Tak jakby – rzekła, nie zdradzając za dużo szczegółów. – Ale chcę ci pomóc.
   – W takim razie rozwiąż mnie po raz drugi.
   Elin od razu zabrała się do pracy. Gdy chłopak był już uwolniony, wyszedł z chaty i zaczął iść przed siebie, nie zważając na deszcz.
   – Nie powinieneś iść sam – rzekła. – Co, jeśli znowu cię złapią?
   – Dałabyś radę nas przed nimi ochronić tak? – zapytał zdziwiony. – Nie wydaje mi się, żeby znowu uwierzyli w twoją bajkę. A jak sama powiedziałaś, nie używasz swojej mocy.
   – Tak tylko mówię – odpowiedziała. – Wyglądasz na zmęczonego. Jeśli idziesz do wioski i tak będę szła za tobą. Nie jestem pewna czy zmierzam w dobrym kierunku.
    – No dobrze – odpowiedział niechętnie.  
   – Powiesz mi, jak masz na imię?
   – Ismael – odpowiedział.
   – Jestem Elin – uśmiechnęła się. – Jak się tu znalazłeś? Co się stało, że cię zamknęli?
   – Chciałbym to wiedzieć – zaczął mówić. – Ostatnio w wiosce zrobiło się niespokojnie.
   – Myślałam, że mój pobyt tutaj lepiej się zacznie – powiedziała Elin.
   – Skąd przybywasz?  
   Elin zawahała się. Nie była pewna czy powinna mówić prawdę.
   – Mieszkam w Alandortev – odpowiedziała.
   Ismael spojrzał na nią pytająco. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej.
   – Widzę, że nie chcesz się pochwalić niczym więcej – powiedział, uśmiechając się. – Jeśli to tajemnica rozumiem.
   – Po prostu nie lubię o sobie mówić – rzekła, chcąc jak najszybciej skończyć rozmowę na ten temat.  
   – Masz szczęście – odrzekł, uśmiechając się. – Właśnie dochodzimy do wioski.

LaurenaAlderton

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1375 słów i 7963 znaków, zaktualizowała 27 sty o 8:28.

Dodaj komentarz