Królowa Żywiołów - Rozdział 1 - Urodziny

.
   Była ciemna noc, podczas której chłodne powietrze przeszywało jej skórę. Cmentarz otaczały gęste zarośla i świerki, które coraz bardziej pochłaniała mgła. Stała na środku placu przed główną bramą. Czuła, że ktoś się czai i ją bacznie obserwuje. Rozglądała się nerwowo gotowa bronić się przed niespodziewanym atakiem.  
   Nagle poczuła się pewniej, kiedy zorientowała się, że nie jest sama. Był przy niej chłopak. Nie widziała jego twarzy. Nie potrafiła zidentyfikować jego głosu, chociaż coś mówił. Była jednak pewna, że zna tego człowieka i bezgranicznie mu ufa.
   Ruszyli dalej, wkraczając w głąb mgły, nie myśląc o tym, co ich czeka. Mieli jednak cel i wiedzieli, w którą stronę zmierzać, by go osiągnąć.
Po kilku krokach uświadomiła sobie, że już nie ma z nią jej towarzysza. Zastanawiała się, gdzie mógł się podziać skoro przed chwilą był obok niej. Może się zgubił lub został w tyle?
   Czuła przeogromny żal i smutek, ponieważ została sama. Bała się jak nigdy wcześniej. Otarła łzy, oddychając głęboko, gdy nagle ujrzała jasność i zdała sobie sprawę, że leży w łóżku, a pierwsze promienie słońca przedostają się przez zasłonę i wpadają prosto do pokoju.
   – Dlaczego ciągle mam ten sen? – powiedziała na głos sama do siebie. – Dlaczego inni śnią o głupotach, a ja niezmiennie muszę to przeżywać od nowa?
   Próbowała o tym zapomnieć. W końcu od kilku dni cały czas tylko rozmyślała o wiosce, w której mieszkała a dokładniej o swojej pozycji, którą posiadała w społeczności.  
   Za kilkanaście lat obejmie stanowisko przedstawicielki rady, które teraz należało do jej ojca Kaleba. Wiedziała, że zanim do tego dojdzie minie jeszcze wiele lat, ale i tak odczuwała coraz większy niepokój na myśl, z jakim obowiązkiem przyjdzie jej się zmierzyć.
   Wszyscy mieszkańcy wioski bardzo ją lubili i wiązali z nią wielkie nadzieje, co jeszcze bardziej doprowadzało ją do ciągłych rozmyślań.  
   Dzisiaj z pewnością będzie w centrum uwagi z powodu urodzin i ludzi, którzy pragną świętować razem z nią.
   Myśli Defnelaine zostały rozwiane wraz z otwierającymi się drzwiami, przez które wpadł jej młodszy brat Ismael.  
   – Wszystkiego najlepszego staruszko! – krzyknął, rzucając się Defne na szyję.
   – Jestem dla ciebie już tak stara? – zdziwiła się.
   – W końcu to osiemnaście lat. Od teraz dużo się zmieni – odpowiedział.
   – Naprawdę? Jak dla mnie wszystko będzie takie samo.
   Razem wyszli z pokoju, schodząc na dół po schodach. W przedpokoju czuć było wiele zapachów. Weszli do kuchni, zastając pozostałych członków rodziny Alderton.  
   Matka Imelda właśnie wyjmowała z piekarnika świeżo upieczone bułeczki. Ojciec siedział na fotelu w kącie pomieszczenia, zapisując coś pospiesznie w swoim notesie, a ich młodsza siostra nakrywała do stołu.  
   Gdy zauważyli wchodzącą Defne, oderwali się od swoich zajęć.
   – Ach kochanie – rzekła matka, obejmując córkę. – Wszystkiego najlepszego.  
   – Spełnienia marzeń Defne – powiedział ojciec, podchodząc bliżej.
   – Namalowałam dla ciebie z okazji twoich urodzin – odezwała się siostra, wręczając Defnelaine kawałek kartki, na którym był rysunek.
   – Bardzo ci dziękuję Talio – odpowiedziała, ściskając dziewczynkę. – I wam również.  Za wszystko.
   Zasiedli do stołu i od razu zabrali się za jedzenie śniadania.
   – Jesteś gotowa na dzisiejszy wieczór? – zapytał ojciec.
   – Chyba tak – odrzekła niepewnie Defnelaine. – Ale czy to naprawdę konieczne?
   – Wiesz, że mieszkańcy się ucieszyli, kiedy usłyszeli o balu wystawionym z okazji urodzin córki przedstawiciela rady – odpowiedział mężczyzna.
   – Wszystko jest gotowe prawda Kalebie? – zapytała matka.
   – Zgadza się. Nie możemy się już doczekać.
   – Defnelaine najbardziej – odrzekł Ismael.
   – Przecież wiesz, że się cieszę. Po prostu uważam, że to trochę za dużo jak na mnie.
   – Jak to? Jesteś dla wszystkich bardzo ważna. Nie ma osoby, która nie chciałaby cię bliżej poznać i nauczyć się od ciebie czegoś nowego – odpowiedział Kaleb.
   – Ale musicie zadać sobie tyle trudu – mówiła dalej.
   – Żyjemy w trudnych czasach. Każdemu z nas przyda się trochę rozrywki – mówiąc to, wskazał na gazetę. Widniało na niej zdjęcie młodej kobiety, która zaginęła kilka tygodni temu.  
   – Nadal nie znaleźliście żadnego śladu?
   – Niestety nie – odpowiedział smutnym głosem. – Ale wiele wskazuje, że sprawcą może być Amiryan. Podobny przypadek jak ten w wiosce wody. Ostatnio kontaktowałem się z Agamem. U nich takie porwania to codzienność.  
   – To okropne – rzekła. – Jaki on ma w tym cel?
   Defnelaine wiele słyszała o władcy Anadefnev. Wyniosły i agresywny, choć w towarzystwie zawsze serdeczny i urzekający, byleby sprawić wrażenie dobrego gospodarza i omamić mieszkańców swoimi intrygami. Co prawda ostatnie lata należały do spokojniejszych i nie było wiele najazdów jego ludzi, którzy na ogół podpalali wioski, wykradali zbiory i porywali przypadkowe osoby.  
   Dlatego według ojca ważne było, aby celebrować takie uroczystości jak jej urodziny. Wiedziała, że to może pomóc wszystkim poczuć się lepiej i nawiązać lepszy kontakt.
   Z tymi myślami Defne wyszła z domu. Zamykając furtkę, rozejrzała się dookoła i zaczęła przypatrywać się krajobrazowi, który otaczał jej dom.
   Wioska żywiołu powietrza, która nazywała się Alanhava mieściła się w lesie. Drzewa były ogromne i bardzo stare. Między gałęziami i koronami przemykały promienie słońca. Powietrze było czyste i przyjemne. Pachniało dzikimi kwiatami i ziołami.
   Po chwili ruszyła, skręcając w lewo w ścieżkę wyłożoną płaskimi kamieniami. Centralna część miasteczka znajdowała się blisko domu, więc droga do akademii nigdy nie zajmowała jej dużo czasu.
   Kiedy Defnelaine doszła do głównego placu, dostrzegła grupę swoich przyjaciół. Jedna z dziewczyn Marielle, która zauważyła w oddali idącą Defne podbiegła do niej z wielkim pudełkiem.
   – Wszystkiego najlepszego! – krzyknęła. – To dla ciebie od nas wszystkich. Mamy nadzieję, że włożysz na dzisiejszy wieczór.
   – Dziękuję bardzo – odpowiedziała Defne, rozpakowując prezent.
   W pudełku znajdowała się sukienka w kolorze rubinowym z różnymi błyszczącymi kryształami.  
   – Jest cudowna – powiedziała.  
   Defne zapakowała sukienkę z powrotem do pudełka i razem z resztą poszła w stronę szkoły na zajęcia. W międzyczasie próbowała porozmawiać z Marielle.  
   – Znowu miałam ten sen – powiedziała. – To nie jest normalne. Nikomu nie śni się to samo co jakiś czas.
   – Mnie też się to wydaje trochę dziwne.
   – Za każdym razem zadziwia mnie to, że jestem na cmentarzu – zaczęła opowiadać. – Później czekam, aż coś mnie zaatakuje, po czym czuję obecność jakiegoś chłopaka i wiem, że go znam, ale nie wiem, kto to jest. Aż nagle on znika, a ja płaczę.  
   – Dobrze wiem, co ci się śni – przerwała jej. – Opowiadasz mi to ze szczegółami za każdym razem.
   – Czy ja zwariowałam?
   – Raczej nie – odpowiedziała. – Ale myślę, że to kwestia czasu. Po co ty się tym tak zadręczasz? Możesz nie myśleć o tym chociaż dzisiaj? Przecież są twoje urodziny.
   – Chcę po prostu zrozumieć sens tego snu.  
   Przestały rozmawiać, dochodząc do szkoły. Jak nigdy dotąd czas płynął bardzo wolno, przez co Defnelaine z każdą chwilą stawała się coraz bardziej rozdrażniona. Chociaż przyjęcie z okazji jej urodzin uważała za niepotrzebną fatygę to jednak nie mogła się doczekać i z wytęsknieniem oczekiwała wieczoru.
   Po zakończeniu szkolnych zajęć i wypełnieniu wszystkich obowiązków Defne wróciła do domu. Od razu po wejściu ruszyła do swojego pokoju i zaczęła przygotowania do przyjęcia. Chciała wyglądać naturalnie i skromnie dlatego zawsze rozpuszczone, kręcone włosy spięła do tyłu, zostawiając kilka luźnych kosmyków z przodu. Na powieki położyła ciemny cień, aby bardziej podkreślić oczy, a usta pomalowała jasnym, różowym błyszczykiem.
   Planowała założyć jedną ze swoich odświętnych kreacji, ale nie mogła nie skorzystać z prezentu od przyjaciół, dlatego włożyła nową, czerwoną sukienkę.  
   Usłyszała pukanie do drzwi. Odwróciła się, aby zobaczyć, kto przyszedł.
   – Mogę? – powiedziała Imelda, stojąc w drzwiach.
   – Tak, wejdź – odpowiedziała Defne.
   – W czymś ci pomóc? – zapytała matka.
   – Nie trzeba – rzekła. – Jestem gotowa do wyjścia.
   Matka objęła ją, po czym przyglądając się jej zaczęła mówić.
   – Mam coś dla ciebie.
   Wyciągnęła dłoń Defne, po czym położyła na niej srebrny naszyjnik.  
   – Jest piękny – powiedziała Defnelaine, oglądając łańcuszek. – Czy to moja ulubiona roślina? Wawrzyn?
   – Tak, zgadza się – odpowiedziała matka, biorąc medalion i wieszając go na szyi córki. – Obiecaj, że zawsze będziesz go nosić. Jestem pewna, że ci pomoże.
   – Oczywiście – powiedziała radosnym głosem.
   Zachwycona kolejnym prezentem Defne zeszła razem z matką na dół, gdzie czekała już na nie reszta rodziny. Wszyscy gotowi do wyjścia udali się w stronę głównego placu.  
   Słońce powoli zachodziło. W wiosce panował spokój, którego nigdy nie można było tu zastać, a to za sprawą urodzin, na które wszyscy byli zaproszeni.  
   Kiedy doszli do placu, skręcili w prawą ścieżkę w głąb lasu, która prowadziła do budynku pełniącego wiele funkcji jak przeprowadzanie obrad czy organizowanie zabaw. Droga otoczona była różnymi światełkami po obu stronach, na której co jakiś czas ktoś ich mijał i witał. Z oddali było już słychać rozmowy i dźwięk muzyki.
   Defnelaine jeszcze nigdy w życiu nie widziała tak przyozdobionej sali, która była miejscem spotkań i okolicznościowych biesiad mieszkańców.  
   Nad drzwiami powieszono różne materiały i lampiony, aby oświetlały wejście. Na ziemi rozłożono czerwony dywan udekorowany kwiatami i ziołami, które Defne bardzo lubiła.  
   W środku również było wiele dekoracji. Główna sala wyglądała magicznie, jakby się przebywało w samym środku lasu. Wszystko zostało oddane bardzo realistycznie. Było dużo zielonych akcentów w postaci gałązek drzew. Plecione wianki różnych roślin ozdabiały ściany. Na dwóch wielkich stołach, które znajdowały się na środku pomieszczenia, stało wiele ręcznie wyrabianych wazonów a w nich przeróżne bukiety z polnych kwiatów. Cały wystrój oświetlały przywieszone do sufitu lampiony.
   W jednej z bocznych wnęk zauważyć można było miejscowy zespół, który pogrywał spokojne melodie na instrumentach.
   Wszyscy byli zafascynowani wyglądem tego miejsca tak samo, jak samą Defnelaine. Kiedy weszła razem z rodziną do środka wszystkie oczy zostały zwrócone w jej stronę. To ona miała być gwiazdą tego wieczoru.  
   Kiedy wszyscy się zebrali i zgromadzili w głównej sali, ojciec Defne wystąpił na środek sali i przemówił donośnym głosem.
   – Witajcie kochani na przyjęciu z okazji urodzin mojej córki Defnelaine – zatrzymał się na chwilę, spoglądając na dziewczynę. – Wchodzi w kolejny etap swojego życia, w którym musi pamiętać przede wszystkim o odpowiedzialności i dalszym rozwoju. Również jest to moment, kiedy powinna zastanowić się jakiego zajęcia podejmie się w naszej wiosce.  
   Po raz kolejny przestał mówić tym razem, patrząc na wszystkich zgromadzonych.
   – Doskonale znacie moją córkę – kontynuował. – Jest obecna w naszym życiu społecznym od dawna, pomagając nam wszystkim dochodzić do zdrowia. Jestem dumny, że mogę jej przekazywać tę wiedzę, aby mogła ją kontynuować, gdy mnie zabraknie. Wierzę, że kiedyś zechce zająć moje stanowisko kiedy zdobędzie wasze zaufanie i zasłuży na to byście nazywali ją przedstawicielką. Na razie pragnę wam wszystkim podziękować za chęć w uczestniczeniu w tym wyjątkowym dniu dla mojej rodziny. Bawmy się i celebrujmy to, że możemy być tu razem.
   Kiedy Kaleb skończył mówić, wszyscy zebrani zaczęli klaskać. Defnelaine po raz pierwszy w życiu poczuła chęć powiedzenia czegoś do zgromadzonych tutaj osób. Zawsze się tego bała, ale tak jak powiedział ojciec, skoro ma kiedyś go zastąpić musi zacząć się udzielać. Nie tylko lecząc ludzi, ale przemawiając do nich i spędzając z nimi czas.  
   – Dziękuję za te wszystkie miłe słowa ojcze – zwróciła się do Kaleba. – Ale dziękuję również wam, że mogę świętować w tak licznym gronie z całą moją rodziną. Bo przecież wszyscy tworzymy rodzinę. Nie jesteśmy spokrewnieni, ale żyjemy razem od wielu pokoleń. Cieszę się i jestem dumna, że pochodzę z wioski powietrza, gdzie mieszkają tak wspaniali i życzliwi ludzie.
   W czasie przemówienia Defne wpadła na pomysł, aby rytuał, który wiązał się z osiemnastymi urodzinami odbyć tutaj wśród ludzi, a nie tylko przy członkach rodziny w domowym zaciszu jak to zawsze miało miejsce.  
   – Skoro jesteśmy tu wszyscy razem pomyślałam, że może chcielibyście wziąć udział w moim rytuale – spojrzała na członków rady, czekając na ich reakcję. – Czy masz coś przeciwko ojcze?
   – Nie – odpowiedział. – To wspaniały pomysł.
   Muzyka zaczęła grać, na środek sali przyniesiono krzesło, na które usiadła Defnelaine. Tuż za nią stanęli jej rodzice, kładąc ręce na jej ramiona. Za nimi stanęli pozostali, którzy mieli ochotę w tym uczestniczyć.  
   Zastępca przedstawiciela rady Tobias stanął przed dziewczyną i zaczął odmawiać treść rytuału.  
   Sam ceremoniał polegał na przesłaniu większej mocy żywiołu danej wioski, czyli dokładniej uduchowienia osoby, do której był skierowany, aby wraz z dorosłością zdobyła więcej energii i mogła poszerzyć swoją wiedzę magiczną. Defne jako mieszkanka wioski żywiołu powietrza została natchniona większą mocą powietrza, dzięki czemu będzie miała możliwość kontrolowania żywiołu, a z czasem osiągnie w pełni nad nim władzę.  
   Tobias po skończeniu formułki przyniósł jeden z wianków ozdabiających salę, wypowiedział kolejne sekwencje słów i położył go na głowie Defne. Jak do niej powiedział, cała magia została umieszczona w nim dlatego na znak odbycia rytuału, powinna go dzisiaj dumnie nosić i wszystkim prezentować.
   Kiedy rytuał dobiegł końca, zgromadzeni goście oklaskiwali Defnelaine, po czym zasiedli do stołu, by zacząć ucztę.  
   Jeden z nich, który do tej pory obserwował wszystko z boku, stał w drzwiach i pragnął wywrzeć wrażenie na reszcie ludzi. Uwielbiał wielkie wejścia tym bardziej, jeśli po głowie chodziły mu niecne plany, które wkrótce planował wdrożyć w życie mieszkańców wioski, jak i samej solenizantki.

LaurenaAlderton

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2595 słów i 15019 znaków.

2 komentarze

 
  • AlexAthame

    Bardzo słodka i dobrw wydaje się ta Dafne. Jest miło żyć w świecie gdzie wszyscy nas kochają. Bardzo fajna część, ale czuć przez skórę, że sielanka się skończy, bo zawsze się znajďa tacy co chcą niszczyc dobro i harmonię. Sorry, ze dopiero teraz, bo wciąż czekałem na następną częsc i sądziłem, że to nadal to co czytałem. Dopiero teraz zobaczyłem, ze jest dwa komentarze, a w tamtym sam dałem drugi. :swoon: Dobrze napisane i lekko się czyta :bravo:

  • izabela

    Ty jesteś chyba też jakąś czarodziejką tematyka która nigdy mnie nie interesowała a teraz zamiast spać czytam jednym tchem. Oczywiście łapka w górę i jestem na tak. Czekam co będzie dalej. :jupi:

  • LaurenaAlderton

    Miło mi to czytać.  :smile: Dziękuję. :)