Królowa Żywiołów - Rozdział 4 - Wiadomość

.
   Pogrążona w lekturze Defne siedziała w zielarskiej chacie. Często pomagała ojcu, który jednocześnie był przedstawicielem rady i uzdrowicielem.
   Rodzina Alderton z pokolenia na pokolenie przejmowała rodzinny interes. Defnelaine zawsze lubiła przebywać w tym miejscu. Układała produkty na półkach, spisywała składniki czy własnoręcznie sporządzała lekarstwa i mikstury.
   Wspominała czas, gdy była mała i razem z babcią chodziła do lasu zrywać rośliny. Niestety szybko zmarła. Po tym czasie Defne zrozumiała, że to jest właśnie to, co chce robić. Pójść w ślady babci i ojca, zajmując się uzdrawianiem.
   Czuła, że jest w tym dobra, dlatego tym bardziej wiązała z tym przyszłość. Nawet jeśli ktoś ma wobec niej inne plany, dla niej najważniejsze było to, aby to ona była szczęśliwa.
   Od razu pomyślała o przyjęciu, wizycie Amiryana i jego absurdalnej propozycji wyjazdu do Alandortev. Do tej pory nie mogła zrozumieć, w jakim celu miałaby tam jechać, skoro może uczyć się tutaj jak pozostali.  
   Kilka lat temu dużo się mówiło o władcy i jego ekscentrycznym zachowaniu. Nie sądziła jednak, że jest taki stanowczy i tym samym przerażający.  
   Wszystko wydawało jej się podejrzane. Do tego nie mogła zrozumieć zachowania rodziców. Po raz pierwszy w życiu czuła się obca we własnym domu.  
   Zapisała na kartce ostatni z potrzebnych składników. Machnęła ręką, trącając szklane naczynie stojące na krawędzi stolika. Usłyszała odgłos tłukącego się szkła. Spojrzała na podłogę od razu, zabierając się za sprzątanie.  
   Podniosła kawałek szkła i od razu wypuściła go z ręki. Nic nie widziała przez łzy napływające do oczu.  
   Oparła się o szafkę. Siedząc skulona, położyła głowę na kolanach i płakała. Tak jak naczynie rozbite na tysiące kawałków, tak samo naruszone i skrzywdzone było jej serce. Bała się. Była pewna, że wizyta Amiryana ma ukryte znaczenie. Bo gdyby chodziło o coś innego, rodzice nie zachowywaliby się w taki sposób. Rozmawialiby z nią normalnie, a nie ciągle unikali i zbywali, gdy tylko wspominała o tym wydarzeniu. Coś im groziło, a ona nie mogła nic zrobić. Była bezradna i jedyne co jej zostało to czekać.
   Usłyszała otwierające się drzwi. Otarła szybko łzy, próbując się uspokoić. Podniosła głowę, chcąc zobaczyć kto przyszedł do sklepu. Odetchnęła, gdy okazało się, że to jej przyjaciółka Marielle. Nie chciała, aby ktoś obcy widział ją w takim stanie.
   – Defnelaine, co się stało? – zapytała zaskoczona dziewczyna.  
   Przykucnęła obok niej, kładąc rękę na jej ramieniu.  
   – Wszystko w porządku – odpowiedziała Defne.
   – To dlaczego płaczesz? – dopytywała Marielle.  
   Defnelaine trochę się uspokoiła. Odgarnęła opadające na jej twarz włosy. Wzięła głęboki oddech i patrzyła w dal, myśląc nad swoją reakcją.  
   Płakała, jakby spotkało ją coś strasznego. Zawsze panowała nad emocjami i nie wpadała w panikę.  
   – Defne – rzekła Marielle, przytulając koleżankę.
   – Nie wiem, czemu tak zareagowałam – w końcu odpowiedziała.  
   – Chodzi o twoją rodzinę? – zapytała dziewczyna.
   – Nie – odpowiedziała. – Chociaż ostatnio mam wrażenie, że się nie dogadujemy. Pamiętasz moje przyjęcie i Amiryana prawda?
   – Oczywiście, że tak – odpowiedziała pewnym głosem. – W końcu nie do każdego przyjeżdża sam władca Anadefnev.
   – Od tego czasu rodzice cały czas są czymś zmartwieni – zaczęła opowiadać. – Nie rozmawiają ze mną jak dawniej. Nie wiem, o co im chodzi.
   – Może po prostu się niepokoją – odpowiedziała Marielle. – Właściwie to dlaczego on tutaj przyjechał?
   Defnelaine spojrzała na nią, nie będąc pewna czy może o tym mówić. Czy jest się czym chwalić? Była pewna, że Marielle będzie pod wrażeniem propozycji, którą dał jej Amiryan i będzie przekonywać, że to dobry pomysł, aby pojechać do Alandortev.
   – Chciał, żebym udała się do jego wioski w celu mojej dalszej edukacji – powiedziała po chwili.
   – Cudownie – zareagowała dziewczyna. – Spotkało cię ogromne wyróżnienie.
   – Wcale tak nie uważam – odpowiedziała gorzko Defne. – Nie chcę nigdzie jechać.  
   – Czemu nie chcesz skorzystać z takiej szansy? – zapytała zdziwiona.
   – Bo mu nie wierzę – powiedziała. – Jestem szczęśliwa tutaj w Alanhava. Mogę uczyć się na miejscu jak wszyscy. Pomyśl, co takiego osiągnęłam, że wybrali akurat mnie? Nic, kompletnie nic.
   – Może po prostu widzą w tobie jakiś potencjał – odpowiedziała dziewczyna.
   – Chyba jedynie to, że jestem córką przedstawiciela rady i mogą z tego skorzystać.
   – Daj spokój – rzekła Marielle. – Amiryan jest na wyższym stanowisku niż twój ojciec. Co by mu to dało?
   – Nie wiem, ale najwyraźniej ma w tym jakiś cel – odpowiedziała Defne, chcąc skończyć rozmowę, która nie miała dla niej żadnego sensu. Tak jak się domyślała, Marielle nie potrafiła jej zrozumieć.
   – Jak chcesz – odpowiedziała dziewczyna. – Mogę ci jedynie powiedzieć, że nie masz nad czym się zastanawiać i szukać domysłów. Zacznij korzystać z życia.
   – Nie próbuj mnie przekonywać – powiedziała Defne. – Nie mam ochoty dłużej tego słuchać.
   – W porządku. Już nic nie mówię – odpowiedziała urażona Marielle. – W takim razie może przejdziemy się nad morze? Dawno nie spędzałyśmy czasu razem. Ciągle tylko widzimy się w akademii.  
   – Nie wiem, czy to dobry pomysł.
   – Spokojnie, nie będę cię męczyć – odpowiedziała Marielle. – Posiedzimy, a jak już będziemy rozmawiać to na pewno nie o Amiryanie i tym całym wyjeździe dobrze?
   Defne pokiwała głową na zgodę. Zabrała swoje rzeczy i wyszła razem z dziewczyną.
   Z Marielle przyjaźniły się od wielu lat. Bardzo ją lubiła, chociaż dziewczyna miała specyficzny charakter. Pomimo tego wiedziała, że Marielle byłaby w stanie ruszyć z pomocą w każdej sprawie.
   Najwięcej czasu spędzały razem nad morzem. Czuły się tutaj swobodnie wśród odgłosów fal. Przysiadły na przewróconym kawałku pniu drzewa.
   – Dawno tutaj nie byłam – rzekła rozmarzonym głosem Defne.  
   – No widzisz – odpowiedziała Marielle. – Posiedzisz tu chwilę i od razu wrócą ci siły.
   – Żeby to było takie proste – odpowiedziała.
   – Przestań już myśleć o przykrych sprawach – odrzekła stanowczo dziewczyna.  
   – Masz rację, cały czas tylko narzekam – rzekła Defne.
   – Jak ci idzie kolejne ćwiczenie z używania mocy żywiołu? – zapytała, zmieniając temat. – Czemu ja ciebie o to pytam. Przecież ty to potrafisz od urodzenia. Ja jestem w tym fatalna. Nigdy się tego nie nauczę.
   – Wystarczy, że się skupisz – odpowiedziała.
   – Cały czas jestem skupiona i nic – dodała zdenerwowana. – Jak mam coś ruszyć za pomocą powietrza? Przecież to jest niewykonalne.
   – Musisz myśleć o tej rzeczy i po prostu znaleźć w sobie moc żywiołu – mówiła Defne.
   – Ja nawet nie wiem gdzie jej szukać – odrzekła zirytowana dziewczyna. – Jak na razie potrafię tylko przywołać lekki powiew wiatru. Jeśli to takie proste pokaż jak to zrobić.
   Wyjęła książkę z plecaka Defne, po czym poszła położyć ją w jakieś odległe miejsce.  
   – Zaczynaj.
   Defne zamknęła oczy i skupiła swoje myśli na książce. Następnie zaczęła wsłuchiwać się w swoje ciało, aby znaleźć w nim ukryte cząstki mocy żywiołu powietrza. Poczuła siłę w rękach i tchnęła ją w książkę, aby ta przyfrunęła do niej za pomocą wiatru.  
   Marielle z niezadowoloną miną usiadła z powrotem koło Defne.
   – Widziałaś? – zapytała uradowana. – Wystarczy się skoncentrować.
   – To nie sprawiedliwe – dodała. – Rzeczywiście wydaje się proste, ale  niestety mi nie wychodzi. Czy ty w ogóle kiedykolwiek poświęciłaś chociaż chwilę, żeby to poćwiczyć?
   – Szczerze to nie – odpowiedziała Defne. – Spróbowałam za pierwszym razem i od razu wyszło.
   – Nie wiem, jak ty to robisz – odparła, poddając się. – Masz chyba jakieś ukryte moce.
   Śmiały się, rozmawiając i wygłupiając się na plaży. Dzięki spędzonemu czasu z Marielle, w końcu mogła zapomnieć o tym wszystkim, czym ostatnio żyła.
   Kiedy się ściemniło, Defne uznała, że powinna już wracać do domu. Marielle odprowadziła ją pod same drzwi.
   – Dziękuję, że wyciągnęłaś mnie z tego smutku – powiedziała, przytulając się do dziewczyny. – Przesadzam, ale nie mogę jakoś się pozbierać i przestać o tym myśleć.
   – Spokojnie. Zajmij się czymś jak dzisiaj, a od razu zapomnisz – odpowiedziała Marielle. – Przypomnij sobie mnie próbującą zmusić książkę do ruchu, a od razu się rozchmurzysz.  
   Defne pomachała jej na pożegnanie, po czym weszła do środka. Usłyszała gwar rozmów dochodzący z kuchni. Odłożyła swoje rzeczy na szafce przy drzwiach. Nagle pojawiła się matka.
   – Nareszcie wróciłaś – powiedziała. – Gdzie byłaś cały dzień? Gdy przyszłam do sklepu, ciebie nie było.
   – Przepraszam, że tak późno – odpowiedziała, witając się. – Spotkałam się z Marielle. Trochę się zagadałyśmy. Pewnie zaczęliście już jeść?
   – Tak – rzekła. – Mamy gościa.
   – Naprawdę? – zapytała zdziwiona Defne. – Kto nas odwiedził?
   Poszły do kuchni. Przy stole siedziała cała rodzina, a wśród niej dawno niewidziany brat ojca Tezer.
   – Jest i moja droga Defnelaine – powiedział rozradowany, wstając, aby uściskać dziewczynę.
   – Wujku – krzyknęła Defne. – Tak dawno się nie widzieliśmy.
   – Jak się masz? – zapytał.  
   – U mnie po staremu – odpowiedziała, siadając przy stole. – Lepiej ty opowiedz co u ciebie. Czemu tak długo cię nie było?
   – Cały czas pracuję – zaczął. – Co chwilę jeżdżę w nowe miejsca, aby kupić materiały. Od jakiegoś czasu również sam zajmuję się produkcją broni. To dobry interes na ten moment, ale trzeba poświęcić cały swój czas.
   – Długo zostajesz? – zapytała.
   – Ciężko powiedzieć – odrzekł. – Ale myślę, że zatrzymam się tu na trochę. Chciałbym z wami pobyć jakiś czas po tej rozłące.
   – W końcu to także twój dom – dodał Kaleb.
   – Dziękuję, że mnie tak ugościliście – powiedział, spoglądając na wszystkich. – Dobrze znowu was zobaczyć.
   Cały wieczór Defne spędziła na rozmowie z wujem. Przez wiele lat mieszkał z nimi na co dzień. Na początku wszystkim ciężko było się przyzwyczaić do braku jego obecności. Jednak z mijającym czasem łatwiej zaakceptować zmiany.  
   Gdy zrobiło się późno, Defnelaine zdecydowała, że powinna iść spać. Idąc na górę, zatrzymał ją ojciec.
   – Moglibyśmy porozmawiać? – zapytał.
   – Oczywiście – odpowiedziała.
   Weszli do środka pokoju. Defne usiadła wygodnie na łóżku a obok jej ojciec.
   – Nie martw się na razie tym całym zamieszaniem z Amiryanem – powiedział. – Widzę, że jesteś przygaszona i smutna.  
   – Wydaje ci się – odpowiedziała niezbyt przekonująco.
   – Daj spokój – dodał. – Dobrze cię znam.
   – To dlaczego tak dziwnie zachowujecie się z mamą? – zapytała, zmieniając temat.
   Zaskoczony tym pytaniem Kaleb nic nie odpowiedział.
   – Do czasu przyjęcia tak nie było – ciągnęła dalej. – Jestem pewna, że to przez Amiryana.
   – Rzeczywiście trochę się tym przejęliśmy – odpowiedział. – Ale dużo się teraz dzieje. Już niedługo przyjeżdża delegacja z Alanalev. Muszę się przygotować. Stąd to wszystko.
   – Jakoś trudno mi w to uwierzyć – rzekła.
   – Nie martw się tym – powiedział. – Wszystko się ułoży i będzie tak jak dawniej.
   Ojciec wyszedł. Defne wstała i podeszła do okna. Choć chciało jej się spać, nie była pewna czy będzie w stanie zasnąć. Wiedziała, że musi sobie odpuścić. Nie zadręczać się myślami i przestać tworzyć niesłuszne wnioski. Odchyliła kawałek zasłony, wyglądając przez okno.  
   Wydawało jej się, że zobaczyła kogoś znajomego. Wytężyła wzrok i poznała, że tą osobą był wuj Tezer. Rozmawiał, a raczej kłócił się z jakimś mężczyzną. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Był naprawdę zezłoszczony. Wyglądał, jakby mu groził i kazał coś zrobić.
   Było to dla Defne dziwne i podejrzane zdarzenie. Wuj zjawił się dzisiaj tak nagle i od razu się z kimś rozprawiał, choć zdecydowanie miał prawo to robić. Przy okazji wizyty mógł załatwić niedokończone sprawy.  
   Odeszła do okna, przechodząc obok szafki, na której zauważyła, że coś leży. Zdziwiła się, wiedząc, że niczego tutaj nie zostawiła. Była to koperta, na której było napisane jej imię. Otworzyła, chcąc dowiedzieć się, co jest w środku. Znalazła krótki list, który od razu zaczęła czytać.

Droga Defnelaine,
Wolałbym poznać się w lepszych okolicznościach, ale sytuacja jest napięta, dlatego nie zostaje mi nic innego jak napisanie listu.
Posiadasz coś, na czym bardzo mi zależy i jestem pewien, że ma go Twój ojciec. Z pewnością słyszałaś coś na temat magicznego kamienia łowcy z Alanalev. Muszę go w jak najszybszym czasie odzyskać. Dlatego nie zwlekaj. Od razu zacznij szukać.
Pamiętaj, że nikt nie może się o tym dowiedzieć. Gdybyś komukolwiek o tym wspomniała mogłaby spotkać Cię krzywda albo coś złego mogłoby stać się któremuś z członków Twojej rodziny.
Mam nadzieję, że mogę na Ciebie liczyć. Nie musisz się martwić jak mnie znaleźć. Dowiem się, kiedy to znajdziesz, a wtedy się spotkamy.

Do zobaczenia,
E.  

   Defne przeczytała liścik kilka razy, próbując zrozumieć sens jego przekazu. Nie miała pojęcia jak tu się znalazł, kto go przysłał i o jakim kamieniu mówi.  
   Przyglądała się podpisowi. Nie znała nikogo o imieniu zaczynającym się na tę literę. Wiedziała, chociaż że to mężczyzna.  
   Informacja na temat kamienia, o którym wspomniał, nic jej nie dała. Nigdy nie słyszała o czymś takim. Ani w szkole, ani od ojca. Chociaż sugerował, że to właśnie on go ma. Zapytałaby i byłoby po sprawie. Jednak nie chciała ryzykować. Przestraszyła ją informacja o tym, że jeśli ktoś się dowie coś się komuś stanie.
   Nie miała żadnej pewności, że ta osoba mówi prawdę. Nic nie było jasne. Obawa przed krzywdą bliskich nie opuszczała jej myśli. Coś jej mówiło, że list jest prawdziwy. Ostatnio dużo się dzieje. Już nic nie mogło jej zdziwić. Dlatego nie zostało nic innego jak szukanie tego kamienia, gdziekolwiek był. Tylko co jeśli go nie znajdzie? Czy naprawdę ktoś może skrzywdzić jej bliskich?

LaurenaAlderton

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2563 słów i 14737 znaków.

1 komentarz

 
  • emeryt

    Dziękuję za kolejny odcinek tej powieści. Jest całkiem przyjemnie  napisany. Tak, jakby dla mnie i takich jak ja.  
    Od dawna lubiłem powieści typu fantazy. Serdecznie pozdrawiam i proszę o więcej.