Królowa Żywiołów - Rozdział 8 - Prawda

.
   Następnego dnia Defnelaine uznała, że nie powinna milczeć. Nawet jeśli ten mężczyzna mógłby się dowiedzieć o tym, że wyznała prawdę, musiałby zmierzyć się z jej ojcem. A on w przeciwieństwie do Defne był do niepokonania.  
   – Muszę wam coś powiedzieć – powiedziała do rodziców.
   – O co chodzi? – zapytał ojciec.
   – Nie wiem, czy nie pogorszę tej sprawy, bo niby nie powinnam tego robić – mówiła nerwowo. – Kiedy wczoraj późno wróciłam do domu, powiedziałam, że Ismael jest z przyjacielem, ale to nie była prawda.
   – Usiądź kochanie – zachęciła ją matka widząc, że dziewczyna coraz bardziej się denerwuje. – Spokojnie.  
   Defnelaine czuła, że nie może już dłużej się powstrzymywać. Zaczęła płakać, nie mogąc złapać tchu. Obwiniała się za to, że od razu nie wyznała wszystkiego rodzicom. Mogliby już zacząć działać i myśleć, w jaki sposób można uratować chłopaka. Jednak pierwszy raz w życiu ktoś ją straszył i groził oraz przetrzymywał jej brata. Dlatego skąd miała wiedzieć, co powinna uczynić tak, aby nie zaszkodzić rodzinie, a jednocześnie wykonać zadanie.
   – Defnelaine, co się stało? – zapytał dobitnie ojciec.
   – Ismael został porwany – powiedziała to, czując lekką ulgę. – Najpierw złapali nas razem. Jego zostawili, a mnie kazali szukać jakiegoś kamienia  grożąc, że nie mogę o tym nikomu wspominać, bo skrzywdzą Ismaela.
   Rozpłakała się na dobre, ukrywając twarz w dłoniach. Poczuła jak matka bierze ją w objęcia i przytula. Pomogło to jej się uspokoić.  
   Zdawała sobie sprawę, że rodzice mogą być tym wstrząśnięci, ale cieszyła się, że nie dają tego po sobie poznać. Najbardziej blokowała ją w powiedzeniu prawdy myśl, że mogliby ją osądzać. Może i byłoby to słuszne, lecz z pewnością sprawiłoby to tylko większy ból i poczucie winy, jakie i tak już odczuwała.  
   Kiedy odetchnęła, opowiedziała całą resztę wydarzeń z tamtego dnia, co spowodowało nagłą akcję przygotowaną przez ojca. Od razu skontaktował się z zaufanymi osobami, chociaż nie było ich dużo i ustalał, od czego należy zacząć. Oczywiście starał się to zachować w sekrecie tak, aby nikt więcej nie mógł dowiedzieć się o poszukiwaniach Ismaela.
   W ciągu następnych dwóch dni nadal nic się nie zmieniło. Kilku godnych pracowników Kaleba obserwowało wioskę, starając się znaleźć jakiś trop, który mógłby zaprowadzić ich do chłopaka.
   Natomiast Defnelaine spędziła ten czas w domu, leżąc w łóżku. Straciła ochotę do prowadzenia normalnego trybu życia, uczęszczania na zajęcia i spotykania się z ludźmi.
   Potrzebowała tego odpoczynku jeszcze bardziej po dzisiejszej porannej wizycie wuja Tezera. Nie musiała wychodzić z pokoju, by nie usłyszeć z jego ust samych nieprzyjemnych rzeczy na jej temat.
   Kiedy rodzice oznajmili mu co się stało wpadł jednocześnie w rozpacz i wściekłość. Najpierw miał zamiar sam szukać Ismaela i udzielać wskazówek, aby jak najszybciej wpaść na jakiś trop. Następnie krzyczał, winił o wszystko Defnelaine i nie mógł zrozumieć jej zachowania, tym bardziej że zauważył, że coś jest nie tak. Był gotów powiedzieć jej to prosto w twarz, lecz matka z trudem nie pozwoliła wkroczyć mu do pokoju i jej niepokoić.
   Tak więc leżała, chcąc zapomnieć o wszystkich trudnych i smutnych sprawach, które ostatnio na bieżąco wypełniały jej życie.
   Defnelaine siedziała w ogrodzie, patrząc w dal i rozmyślając co robić. Minęły dwa dni, odkąd zabrali Ismaela. Rodzice od samego początku nie wierzyli w to, co mówiła, dlatego od rana do wieczora w domu panowała napięta atmosfera. Ojciec wysłał swoich ludzi w każde miejsce wioski, aby szukali chłopaka. Matka siedziała w ciszy albo próbowała o tym nie myśleć, spędzając czas z młodszą córką Talią.  
   Natomiast Defne cały czas przypominała sobie chwilę porwania i każde słowo tajemniczego mężczyzny. Próbowała zrozumieć i odkryć coś nowego w opowiedzianej przez Nicolausa legendzie. Znaleźć jakiś szczegół lub wskazówkę, która mogłaby doprowadzić ją do kamienia. Nic to jednak nie dało. Wzbudzało w niej tylko większe poczucie winy.
   Nagle ku zdziwieniu zauważyła idącego w jej stronę Nicolausa. W przeciwieństwie do niej tryskał energią.
   – Jak się czujesz? – zapytał, siadając obok.
   – Sama nie wiem. Nie jest łatwo. – odpowiedziała obojętnie. – Co ty właściwie tutaj robisz?
   – Przyszedłem z ojcem. Chcemy jakoś pomóc.
   – To miłe z waszej strony.  
   – Defne – zaczął niepewnie. – Ty wiesz, co się stało z twoim bratem.
   Spojrzała na niego zdumiona tym, co powiedział.
   – Gdybym wiedziała, nie byłoby mnie tutaj – odpowiedziała z trudem.
   – Mnie nie oszukasz – rzekł Nicolaus. – Jego zniknięcie ma związek z tym kamieniem prawda?
   Siedziała w milczeniu.
   – Możesz mi zaufać – dodał.
   – Nie wiem, komu mogę ufać – wyrwało jej się. – To jest najgorsze.
   – Sugerujesz coś? – zapytał zdziwiony.
   – Znasz historię kamienia, a ja z nikim oprócz ciebie na jego temat nie dyskutowałam – zdenerwowała się. – A oni wiedzieli o naszej rozmowie.
   – Czyli to moja wina, że twojego brata porwano? – zapytał. – Skoro wiedziałaś, że nie możesz z nikim o tym mówić, mogłaś nie wypytywać o to w miejscu pełnym ludzi. Sama jesteś sobie winna.
   – A ty zawsze wszystko lepiej wiesz.
   – Dlatego, że zwracam uwagę na takie rzeczy – powiedział dobitnie. – Od zawsze pragnąłem wstąpić do armii a później zostać łowcą. Dlatego wiem jak się zachowywać w niektórych sytuacjach i jak dbać o bezpieczeństwo.
   – Łowcą? – nie dowierzała. – Skąd ten pomysł?
   – Nie zmieniaj tematu.
   – Tylko pytam – powiedziała. – Ciekawi mnie to. Trudno jest się nim stać?
   – Powiedzmy – odpowiedział niechętnie. – Szkoda tylko, że nie doczekam tego dnia.
   – Jak to? Przecież sam powiedziałeś, że tego chcesz.
   – Mój ojciec nigdy na to nie pozwoli – odparł smutnym głosem.
   – Nie możesz tego zrobić wbrew jego woli? – zapytała. – Albo przynajmniej spróbować?
   – Zrobiłbym to już dawno – odpowiedział. – Ale to on ma nad wszystkim władzę. Nikt by się nie odważył. Wszyscy w Alanalev liczą się z jego decyzją.
   – Może jednak kiedyś zmieni zdanie.
   – Nigdy – rzekł. – Będąc łowcą, trzeba liczyć się z utratą życia. Przed tym próbuje mnie chronić.
   – Martwi się o ciebie. Nie ma w tym nic dziwnego.
   – To wszystko przez stratę, jakiej doświadczył – powiedział niepewnie. – Moja matka nie żyje.
   – Chorowała na coś? – zapytała Defne, nie wiedząc, w jaki sposób mogłaby dowiedzieć się czegoś więcej.
   – Nie – odrzekł. – Zaginęła lub została porwana. Ojciec uważa, że nie żyje, ale czasami wierzę w to, że kiedyś się odnajdzie i wróci.
   Defne zamilkła i zaczęła się zastanawiać czy właśnie tak jak ona teraz musiał się kiedyś czuć Nicolaus. Niewiedza co się dzieje z tą drugą osobą. Nadzieja, że wszystko wróci do normy i ponownie się zobaczycie, ale też strach i smutek, że do spotkania nigdy nie dojdzie. Dość osobiste wyznanie Nicolausa nieco ją zaskoczyło i onieśmieliło.
   – Gdyby to się stało teraz, szukałbym jej i nie pozwolił na zostawienie sprawy – powiedział nagle. – Niestety byłem za młody, żeby jakoś zareagować i coś zrobić. Dlatego chcę pomóc tobie.
   Defnelaine spojrzała na niego, myśląc o tym, co powiedział i trochę żałując swojego niespokojnego zachowania i słów, które padły z jej strony.
   – Wierzę, że twój brat żyje i wróci do domu – mówił dalej. – W pojedynkę nic nie zrobisz, jeśli nie wiesz gdzie zacząć szukać i co robić.
   – Rzeczywiście – rzekła. – Jak na razie idzie mi beznadziejnie.  
   – Gdzie was dopadli?  
   – W lesie – odpowiedziała. – Spacerowaliśmy, zrywaliśmy zioła. Było tak spokojnie, aż nagle to się stało.
   – Pamiętasz dokładnie, w którym miejscu?
   – Wydaje mi się, że tak – spojrzała na niego z nadzieją. Czuła, że naprawdę pragnie jej pomóc. Nie tylko mówić miłe słowa i zapewniać, że będzie dobrze. Tego przecież nikt nie wiedział. Za to Nicolaus chciał działać.
   – To dobrze – powiedział chłopak, wstając. – Warto od tego zacząć.  
   Defnelaine lekko zaskoczyło zachowanie chłopaka. Chętnie ruszał jej na pomoc i nigdy się nie wahał.
   – Co dokładnie się wydarzyło? – nagle odezwał się Nicolaus, w drodze do lasu.
   – Tak jak już mówiłam – zaczęła. – Rozmawialiśmy. Ktoś zakrył mi oczy i zaciągnął do wozu. Później znalazłam się w jakiejś chacie. Był tam już Ismael.  
   – Długo jechaliście? – zapytał.
   – Nie pamiętam.
   – Co w takim razie było dalej?
   – Przyszedł mężczyzna. Ponoć ten, który napisał do mnie list.
   – Jaki list? – zapytał. – Ten, który dała ci ta dziewczyna?
   – Ten też był od niego. We wcześniejszym kazał mi znaleźć kamień – odrzekła niechętnie. Nie miała siły rozmawiać o porwaniu a co dopiero o liście i tym bezsensownym kamieniu.
   – Żeby to zrozumieć potrzeba nam wszystkich informacji – powiedział. – Nie możesz niczego pomijać.
   – Świetnie, ale nie mam ochoty znowu o tym mówić.
   – Ale musisz – odparł stanowczo. – Mój ojciec przyjechał tu, żeby pomóc. Tak naprawdę nie mówią nam niczego. Ale sprawa wydaje się być istotna, dlatego staram się czegoś dowiedzieć i w końcu coś zrobić.  
   – Wiem – zrozumiała, że miał rację. – Widzę, że ci na tym zależy. Postaram się ci nie przeszkadzać.
   – Nie o to chodzi – mówił dalej. – Źle robią, nie dostarczając ci żadnych informacji, a ponoć jesteś w niebezpieczeństwie, o którym tak często wspominają. Ja tak nie potrafię. Dopóki nie dowiem się, o co w tym wszystkim chodzi nie odpuszczę.

LaurenaAlderton

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1686 słów i 9995 znaków, zaktualizowała 12 lis o 22:09.

1 komentarz

 
  • emeryt

    Droga Autorko, w koncu doczekałem się kolejnego odcinka. Dziękuję Tobie za nigo, jest bardzo dobry. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia i czekam na kolejne odcinki.

  • LaurenaAlderton

    @emeryt Dziękuję bardzo. Pozdrawiam :)