Królowa Żywiołów - Rozdział 10 - Zmiana planów

.
   Tezer był przerażony sytuacją, której przed chwilą był świadkiem. Dostał proste zadanie od Amiryana a tymczasem mógł wszystko zepsuć.  
   Odpuścił dziewczynie tylko dlatego, że jest jego siostrą. Gdyby nie to nie odpuściłby jej. Był pewien, że nie wykonywała rozkazu Amiryana. Jednak gdyby istniało jakieś prawdopodobieństwo, że to prawda miałby problemy z władcą, chociaż w tym wypadku, zostawiając ją z dzieciakiem, wyjdzie na to samo.
   Przez cały czas, kiedy wracali do Alandortev próbował wymyślić jakąś dobrą wymówkę i spróbować załagodzić sprawę. Wiedział, że nie ma szans i Amiryan nie zapomni jego pomyłki, ale musi się jakoś bronić i nie pogorszyć sytuacji.
   Spoglądał co jakiś czas na swojego towarzysza. Jeszcze nigdy nie widział na jego twarzy strachu czy zwątpienia. Teraz wyglądał, jakby to były ostatnie chwile jego życia. Nie był, aż tak blisko z Amiryanem, jak Tezer. Musi się przygotować na najgorsze.
   – Erick – zwrócił się do chłopaka. – Masz jakiś pomysł co powiemy Amiryanowi?
   – Zawaliłem najprostszą robotę – rzekł ze złością. – A wszystko przez te jego głupią siostrę. Po co on ją tu wysłał? Wiedziałem, że będą przez nią tylko problemy. I kto na tym cierpi? Oczywiście, że my.
   – Najgorsze jest, że mnie rozpoznała – powiedział Tezer. – Nie wiem, jakie ma zamiary. Jeśli powie w wiosce, że to ja mam coś wspólnego ze zniknięciem chłopaka, będę skończony.
   – Pocieszę cię – odparł Erick. – Może nie dożyjesz tego dnia. Jak Amiryan się dowie, rozerwie nas na strzępy.
   Kiedy dotarli do Alandortev od razu udali się na zamek Kaledortkamp. Za mosiężnymi drzwiami frontowymi znajdował się hol, którego ściany i podłoga wyłożone były białym kamieniem. Na wprost znajdowały się kolejne drzwi, które prowadziły do ogromnej, podłużnej sali ozdobionej malowniczymi rysunkami na ścianach. Przez całe pomieszczenie prowadziły kolumny rozstawione po jednej i drugiej stronie. Słabe światło dobiegało tylko z okien. Na końcu sali stał wielki, skórzany fotel, na którym siedział Amiryan.
   Rozpętał się huk zamykanych drzwi. Mężczyzna siedzący w fotelu uniósł wzrok pełen irytacji, tak jakby ktoś mu przeszkodził.
   – Czego chcecie? – zapytał lodowatym tonem. – Mieliście poczekać, aż sam się do was odezwę.
   – Mamy wieści – rzekł krótko Erick.
   – Mam nadzieję, że dobre – odpowiedział Amiryan. – Inaczej tego pożałujecie.
   – Wystąpił pewien problem.
   Amiryan wyprostował się, czując napięcie w całym ciele.
   – O czym ty mówisz? – krzyknął. – Tu nie ma miejsca na błędy.
   – Chłopak został odnaleziony przez pewną dziewczynę – powiedział Tezer, nie patrząc na władcę. – Istnieje możliwość, że go uwolniła, chociaż zapewniła, że się nim zajmie, ponieważ działa z twojego rozkazu.
   Amiryan wstał, przewracając wszystko, co spotkał na swojej drodze. Podszedł do mężczyzny, łapiąc go za szatę.
   – Jak mogłeś do tego dopuścić – mówił gniewnie. – Tylko wam kazałem zająć się tą sprawą. Dobrze byście wiedzieli, gdyby był w to zamieszany ktoś jeszcze. To była nasza szansa. Mogłem zdobyć kamień i dopiero wtedy zaatakować dziewczynę.
   – To nie moja wina – próbował się bronić. – Działałem z Erickiem tak, jak chciałeś.
   – Wszystko zepsułeś – krzyknął. – Ufałem ci, a ty nie potrafisz ukryć chłopaka?
   – Znalazłem dobrą kryjówkę – zaczął niepewnie. – Stara chata położona na obrzeżach. Nikt z miejscowych nigdy tam się nie kręci.
   – Wspomniałeś o jakiejś dziewczynie – dopytywał. – Jakimś cudem znalazła to miejsce. Wiesz, jak się nazywa?
   Mężczyzna jeszcze bardziej się przestraszył. Stał, nie chcąc spojrzeć na Amiryana.
   – Gadaj, kto to jest! – Amiryan ruszył do mężczyzny, przypierając go do ściany.
   – Siostra – zaczął, lekko się krztusząc. – To pańska siostra znalazła chłopaka.
   Amiryan puścił Tezera, uderzając pięścią w ścianę. Był wściekły, że to własna siostra popsuła jego plan.
   – Jest coś jeszcze – powiedział cicho Tezer.
   – Co takiego?
   – Dowiedzą się, że jestem w to zamieszany. Rozpoznała mnie. Udawała, że to pan jej kazał, nie chciałem jej krzywdzić. Nie wiedziałem co robić.
   – Gdybyś myślał, po prostu ukryłbyś ją razem z nim – krzyknął Amiryan. – Nie powinno cię obchodzić, że to moja siostra. Miałeś wykonać zadanie bez względu na wszystko. Przez tyle lat świetnie sobie radziłeś, a teraz co? Zawiodłeś mnie Tezerze. Nie mogę uwierzyć w to, że nagle obchodzi cię los innych ludzi. Z rodziną jakoś nie masz problemu, a jak widzisz obcych, od razu mięknie ci serce.
   – Wiem, to moja wina – przyznał. – Jednak wolałbym wiedzieć, co powinienem uczynić. Nie pokazywać się już w wiosce czy udawać, że nic się nie stało.
   – Nie mogę cię odsunąć od tej sprawy, nie zdążę nikogo w to wtajemniczyć.
   – Ale Elin może o mnie im powiedzieć – powiedział Tezer. – Mój brat mnie zabije.
   – Żadna to strata – rzekł Amiryan. – Daj spokój. Myślisz, że długo tam pobędzie? Przecież od razu się z nimi nie zaprzyjaźni i nie powie prawdy. Taka głupia nie jest. Wie, że ja o wszystkim się dowiem.  
   Odwrócił się od nich. Musiał pomyśleć co należy teraz uczynić. Nie miał żadnego planu. Był pewien tego, że poradzą sobie z tak prostą sprawą i wkrótce dostanie kamień. Żałował, że wysłał Elin do wioski i przez to wszystko się skomplikowało.  
   – W takim razie nie zostaje nam nic innego jak ich zaatakować – powiedział po chwili zastanowienia.
   – Jak to? – rzekł zdziwiony Tezer. – Teraz? Nie tak miało być.
   – I nie byłoby, gdybyście tego nie zepsuli – krzyknął. – Weźcie się do roboty.
   – Myślę, jednak że to nie ma sensu – wtrącił Erick. – Co nam po tym, że napadniemy na wioskę?
   – Nie obchodzi mnie twoje zdanie – odpowiedział Amiryan. – Po prostu masz to zrobić.  
   – Czy wszystko ma zostać przeprowadzone tak, jak było planowane? – zapytał Tezer.
   – Dokładnie tak – rzekł zniecierpliwiony. – Tylko tym razem tak jak należy.

LaurenaAlderton

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1023 słów i 6267 znaków.

Dodaj komentarz