Królowa Żywiołów - Rozdział 3 - Nicolaus

.
   W powietrzu rozniósł się głośny odgłos wystrzelonej strzały ku drzewu. Dotarła do swego celu, poruszając listkami i roślinami, które napotkała na swojej drodze.
   Za nią uniosła się kolejna, a za nią jeszcze jedna. Wszystkie wypalone w pośpiechu, kierowane zaciekłością tego, który strzelał.
   – Nicolausie! – odezwał się mężczyzna, zmierzający w kierunku łucznika. – Czy aby nie przesadzasz z tym nadmiernym strzelaniem?  
   Po wypuszczeniu ostatniej strzały chłopak odwrócił się, aby ujrzeć przybyłego. Mężczyzna nazwany Nicolausem miał ciemną karnację, która w promieniach słońca delikatnie się mieniła. Pomimo tego, że był zirytowany jego twarz wyrażała spokój, przez co nie dał po sobie poznać, że jest zdenerwowany.
   – Co cię tu sprowadza Casperze? – zapytał Nicolaus. – Mój ojciec kazał ci mnie pilnować?
   Chłopak zaśmiał się, po czym przywitał się ze swoim znajomym.
   – Chciałbyś – odrzekł wesoło.  
   – W takim razie, o co chodzi? – mówił dalej.
   – Pomyślałem, że może chcesz z kimś porozmawiać – odrzekł niepewnie Casper. – Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że jesteś czymś przygnębiony. Izolujesz się. Chowasz w lesie. Czasami czuję się, jakbyś mnie unikał.
   – Daj spokój – odpowiedział Nicolaus. – Po prostu brakuje mi jakiegoś zajęcia. Chciałbym czuć się potrzebny, robić coś pożytecznego. Dobrze o tym wiesz.
   – Ty narzekasz na brak pracy? – zdziwił się Casper. – Większość czasu trenujesz, później prowadzisz zajęcia  
ze strzelania z łuku dla naszych uczniów. Naprawdę to ci nie wystarcza?  
   Nicolaus oparł się o drzewo, rozmyślając nad tym, co usłyszał od przyjaciela.
   – Wiesz, że chciałbym należeć do miejscowych szeregów i stać się łowcą – odpowiedział. – Ale dopóki mój ojciec sprawuje nad nimi władzę, nie pozwoli mi dołączyć. Nie zwracałbym uwagi na jego opinię, gdyby nie to, że nikt mnie nie przyjmie bez jego zgody. Już od dawna służyłbym w wojsku.
   – Może jeszcze to przemyśli – odrzekł Casper. – Jesteś jego jedynym synem. Wolałby, żebyś robił coś bezpieczniejszego.
   – Wszystko jest niebezpieczne na swój sposób, jeśli będziemy tak to kategoryzować – odpowiedział Nicolaus zirytowanym głosem.
   – Daj mu czas, a na pewno wkrótce zmieni zdanie – pocieszył go.
   Nicolaus nic na to nie odpowiedział. Zaczął pakować swoje rzeczy i ruszył leśną ścieżką. Razem z Casperem szli w milczeniu.  
   Głowa Nicolausa przepełniona była mnóstwem myśli, które zawsze przychodziły i osaczały go po tym, jak ktoś wspominał jego ojca.
   Ich relacja nigdy nie została naznaczona problemami i sprzecznościami. Ojciec był jego oparciem i zawsze znajdował dla niego czas. Mieli tylko siebie, dlatego też starali się rozwiązywać trudności, które mogłyby zagrozić ich więzom.
   Często Nicolaus zastanawiał się, że brak poparcia ze strony ojca co do jego chęci wstąpienia do lokalnej armii mógł wynikać z obawy przed stratą syna. Wiedział, że ojciec nie potrafiłby złagodzić bólu sam, tak jak udało mu się to zrobić razem z jego pomocą w przypadku zaginięcia żony i jej późniejszej śmierci. Tylko że wtedy miał syna, którym musiał się opiekować. To on był jego jedyną nadzieją na powrót do sił.
   Niestety przez całe życie trzeba zmagać się z niepowodzeniami i mieć w sobie dość mocy i być gotowym na poświęcenia, aby wygrać z przeciwnościami i zaakceptować sprawy, które w dużej mierze nie zależą od nas samych – pomyślał.
   Mężczyźni wyłonili się z lasu, znajdując się na głównym terenie wioski ognia Alanalev, położonej u podnóża gór w południowej części wyspy.  
   Targ znajdujący się przy samym wejściu do osady stanowił jedno z ważniejszych miejsc. To tutaj mieszkańcy mogli nabyć nowy towar i kupić pożywienie. Sprzedać własne wyroby w tym produkty rzemieślnicze, z których słynęła wioska ognia. Oraz spędzać czas w towarzystwie innych osób.  
   Nicolaus wraz z przyjacielem przeszli wzdłuż straganów, rozglądając się z zaciekawieniem. Gdy stoiska się skończyły, skręcili w prawo do mieszkalnej części wioski.  
   Mieszkańcy żyli w różnych miejscach. Kilka domów stało tuż za targiem w terenach nizinnych. Dużo rodzin posiadało parcele w lesie. Byli również tacy, którzy musieli udawać się w górską wędrówkę, aby dostać się do swoich mieszkań. Wynikało to z położenia wioski blisko gór, przez co dawniej musieli sobie radzić z warunkami pogodowymi i nie mogli zbudować wszystkich domów w jednym miejscu. Mogłoby się wydawać, że życie w takich okolicznościach dla niektórych może być ciężkie, jednak mieszkańcom wioski ognia nie straszne było niebezpieczeństwo i wysiłek fizyczny.
   Przyjaciele pożegnali się, rozchodząc się w inne strony. Dom Nicolausa znajdował się w ostatniej alei pod skalną ścianą. Piętrowa posiadłość przedstawiciela rady robiła wrażenie na każdym, kto ją ujrzał. Chociaż rodzina Langstone była skromna i zwyczajna posiadali spory dobytek gromadzony przez lata i wiele pokoleń.  
   Nicolaus wszedł do środka. Pewnym krokiem chciał iść do piwnicy, aby schować swój sprzęt, gdy nagle wśród odgłosów rozmowy dochodzącej z gabinetu ojca, usłyszał swoje imię. Podszedł bliżej drzwi, chcąc usłyszeć coś więcej. Był pewny, że ojciec nie wie, że wrócił i nie mówił tego do niego tylko z kimś rozmawia.
   – To list od Kaleba – powiedział ojciec. – Wydaje mu się, że nadchodzi czas, o którym mówiła tamta kobieta.
   – Już miałem nadzieję, że ta przepowiednia to pomyłka – odparł inny mężczyzna. – Minęło tyle lat. Wszystko było w porządku. Jak myślisz Aronie, co najlepiej byłoby uczynić?
   – Kaleb prosi, abym odwiedził jego wioskę – odpowiedział. – Tylko w taki sposób będziemy mogli spokojnie porozmawiać i przemyśleć tę sprawę.
   – A co ze mną i Agamem? – zapytał ten drugi.
   – Nie możemy wzbudzać podejrzeń Demetrio – rzekł stanowczym głosem. – Amiryan odwiedził wioskę powietrza, zaczyna działać. Zaskoczył Kaleba, dlatego prawdopodobne jest, że będzie się nam przypatrywać. Musimy być ostrożni, ale lepiej byłoby, gdybyśmy spotkali się wszyscy.
   Stojący i przysłuchujący się rozmowie Nicolaus nagle odskoczył na dźwięk otwierających się drzwi. Aron zdziwiony obecnością syna wyszedł, żegnając się z gościem, po czym odprowadził go do wyjścia.  
   – Nicolausie, mógłbym ci jakoś pomóc? – zapytał chłopaka.
   – Nie ojcze – odpowiedział zakłopotany. – Przepraszam, nie chciałem wam przeszkadzać.
   – Dlatego stałeś pod drzwiami? – zaśmiał się. – Spokojnie. Jeśli masz czas, chciałbym właśnie z tobą o tym pomówić.
   Gestem zaprosił syna do środka gabinetu. Zajęli miejsca na fotelach przy rozpalonym kominku.
   – Jak może już słyszałeś, dostałem list od Kaleba, przedstawiciela wioski ognia – zaczął mówić. – Chciałby, aby nasza społeczność przyjechała do Alanhava i poznała ich mieszkańców. Oczywiście nie jest to jedyny powód wizyty.
   Nicolaus uważnie słuchał ojca zaciekawiony możliwością, jaką była wyprawa do innej wioski.
   – Nie chcę zdradzać wielu szczegółów, bo sami jeszcze wszystkiego nie ustaliliśmy, ale jest pewne prawdopodobieństwo, że rodzina Kaleba jest w niebezpieczeństwie – mówił dalej. – Właśnie dlatego muszę spotkać się z moim przyjacielem i spróbować mu pomóc.
   – Zaskoczyłeś mnie tą informacją – rzekł zdziwiony Nicolaus. – Czy ma to związek z Amiryanem?
   – Rzeczywiście w pewny sposób dotyczy to naszego władcy – odpowiedział. – Zależy mi na twoim towarzystwie podczas tej podróży. Chcemy, aby to spotkanie przyniosło wiele korzyści obydwu stronom. Dlatego razem z naszą delegacją pojadą także chętni mieszkańcy. W końcu oficjalnie to wyprawa, która ma zapoznać i zrzeszyć całą społeczność.
   – Wspaniały pomysł – rzekł chłopak. – Chciałem cię jeszcze o coś zapytać. W rozmowie z Demetrio wspomniałeś coś o jakiejś kobiecie i przepowiedni.  
   Aron spoważniał na dźwięk tych słów. Chciał jak najszybciej zmienić temat.
   – To tylko takie plotki – rzekł niespokojnie. – Nic pewnego. Nie zawracaj sobie tym głowy.
   Nicolaus nie dopytywał ojca. Zauważył, że nie chciał o tym mówić. Jego zachowanie sugerowało, że przepowiednia rzeczywiście istnieje, a on nie powinien o niej wiedzieć.
   – Chcę, abyśmy wszyscy przeżyli coś wspaniałego i doświadczyli nowych wrażeń – mówił Aron. – Zarówno my, jak i mieszkańcy wioski powietrza przygotujemy wiele atrakcji, aby się lepiej poznać.  
   – W takim razie nie będę tego chować – powiedział Nicolaus, wskazując na łuk. – Moi podopieczni mogliby przygotować pokaz, a może nawet nauczyć chętnych strzelać z łuku.
   – Nie wiem synu, skąd bierzesz tyle pomysłów i zawsze jesteś chętny i gotowy do różnych przedsięwzięć – powiedział Aron, kręcąc głową.
   – Mam to pewnie po tobie – zaśmiał się chłopak.
   – Nie – odpowiedział ojciec. – Zdecydowanie tak zachowałaby się Armina.  
   Nicolaus wyszedł z gabinetu w nostalgicznym humorze. Wzmianka o matce wywołała w nim jakieś poruszenie. Szybko jednak przestał o tym myśleć. W końcu mógł wziąć udział w wyprawie i zobaczyć nowe zakątki Anadefnev.  
   Zawsze był ciekawy świata, a przede wszystkim mieszkańców innych wiosek. Cieszył się na wieść, że ma okazję inaczej spędzić czas i nauczyć się czegoś nowego. Do tego w jego głowie rodziło się wiele pytań, o czym może być przepowiednia, w której istnienie zawzięcie uwierzył.

LaurenaAlderton

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1629 słów i 9795 znaków.

1 komentarz

 
  • izabela

    Cudnie napisane czuć rękę mistrza. :smile:

  • LaurenaAlderton

    @izabela Dziękuję :)