Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 8

Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 8- Owszem, jestem bardzo pewny swojej żony, bo doskonale wiem, jak bardzo cię nienawidzi — odparł spokojnie Curran, zakładając ramiona na piersi. - A teraz opuść mój dom...
- Naprawdę jestem wielce zaskoczony tym, jak uwielbiasz mi grozić — zaśmiał się Roland, spoglądając na niego z litością. - A przecież z łatwością mógłbym rozmazać cię na ścianie...
- Curran ma rację, ojcze. Zjawiasz się w moim mieście nieproszony i sądzisz, że przyjmiemy cię z wszelkimi honorami? Nie bardzo, biorąc pod uwagę wszystkie wydarzenia, jakie miały miejsce, odkąd Kalina była ze mną w ciąży... Więc po prostu stąd wyjdź...
- A sądziłem, że potrzebujecie pomocy... - powiedział Roland cicho, wychodząc przed dom. - Podobno szukacie kogoś, kto pomoże wam z tym złotem...
- Skąd o tym wiesz?! - zapytała Kate, stając w drzwiach.
- To nie jest ważne... Poza tym sami sobie poradzimy! - warknął Lennart, zatrzaskując drzwi. Brunetka spojrzała na niego zła.
- Dobrze wiesz, że mógł nam pomóc! - syknęła.
- I zażądać czegoś w zamian, czego nigdy mu nie dasz. Na przykład naszego syna... Lub po prostu cię zamordować. Zdaje się, że już próbował to zrobić, czyż nie?
- "Wiecie, te drzwi nie są dźwiękoszczelne!" - powiedział spokojnie Roland. Kate westchnęła ciężko, a Curran warknął ostrzegawczo. W jego oczach zalśniło złoto. Paznokcie wydłużyły się do lwich pazurów, gdy chwycił klamkę, by gwałtownym szarpnięciem otworzyć drzwi.
- Każdy dobrze wychowany człowiek już dawno zszedłby z werandy, a nie podsłuchiwał domowników...
- Nie mów mi o wychowaniu, chłopcze. Urodziłem się w czasach, gdy było ono ważniejsze, niż złoto i bogactwa — odparł siwowłosy spokojnie, zerkając na swoją córkę. - Gdybyś chciała ze mną porozmawiać o frapującym was problemie, wiesz, gdzie mnie szukać...
- Nie będzie cię szukać — warknął, Curran, zamykając za sobą gwałtownie drzwi. W jego oczach błyszczało złoto, a ciężki oddech bardziej przypominał warczenie rozzłoszczonego lwa. - Gdyby nie był tak silny, już dawno rozerwałbym go na strzępy — mruknął nisko, zaciskając dłonie w pięści. Czuł się bezradny. Jeśli Erra pokonała go tak swobodnie, nawet się do tego nie przykładając, co dopiero on... Wiedział, że w bezpośrednim starciu nie ma najmniejszych szans. Dlatego musiał zrobić coś, by je zwiększyć. Nawet oszukując. Tylko czy istniał jakikolwiek sposób na zabicie Rolanda przy jednoczesnym zachowaniu Kate przy życiu? Miał nadzieję, że w końcu uda mu się rozwikłać tę tajemnicę...
- Możliwe, że twój ojciec faktycznie zna tajemnicę tego złota — powiedziała Erra, materializując się niespodziewanie pośrodku kuchni. Eduardo zerwał się na równe nogi, zaskoczony jej nagłym pojawieniem się i z jego nosa buchnęła para, jak u rozjuszonego bizona, a George warknęła ostrzegawczo. Bogini nawet nie zwróciła na nich uwagi, skupiona na swej bratanicy. - Możliwe, że zetknął się już z podobnym zjawiskiem w czasie swej długiej wędrówki. Ja niestety spałam zdecydowanie zbyt długo...
- Miałaś kiedykolwiek styczność z walkiriami? - zapytała Kate z westchnieniem, siadając ponownie przy stole. Erra pokręciła przecząco głową.
- Nie, dziecko. Wiem jedynie, że są niebywale niebezpieczne. Kiedyś podobno zjawiały się na ziemi, lecz było to na długo przed moim narodzeniem. Możliwe, że twoja babka wiedziała coś na ich temat, ale zdaje się, że w obecnej sytuacji pytanie jej o cokolwiek, byłoby dość niebezpieczne...
- Więc obecnie są tylko legendami? - zainteresowała się Julie.
- Najprawdopodobniej — przytaknęła ciotka. - Przynajmniej były nimi już, gdy dorastałam...
- A anioły? - zapytał Curran.
- Nigdy się z nimi nie zetknęłam, lecz jeśli to, co nich słyszałam, choć w maleńkiej części jest prawdą, to choćbyśmy wszyscy połączyli nasze siły i wzięli do pomocy mego brata, możliwe, że jedynie byśmy skaleczyli anioła... To istoty, których natury nawet nam nie sposób zrozumieć — wyjaśniła Erra.
- Czyli, jeśli na przykład ich działanie skierowane jest przeciwko nam, to mamy totalnie przerąbane, tak? - zapytała Julie, wpatrując się w ducha wielkimi oczami. Bogini skrzywiła się nieznacznie.
- Jakże zubożały stał się język, gdy ludzie przestali żyć w magii — westchnęła. - Tak, dziecko, będzie źle. Nawet bardzo. Dlatego musicie się dowiedzieć, czy to faktycznie anioły jakimś sposobem zesłały to złoto i jeśli tak, to dlaczego.
- Ale przecież ty żyjesz tysiące lat! To znaczy, żyłaś! Byłaś Różą Tygrysu, Pożeraczką Miast! - zawołała Julie. - Kate to księżniczka Shinearu!
- I co w związku z tym? - Erra popatrzyła poważnie na nastolatkę.
- Macie wielką moc! Nawet teraz, gdy już nie żyjesz, możesz się tu pojawiać, nadal nią dysponujesz...
- Jej niewielką częścią. I owszem, mam moc, kiedyś uznawano nas za bogów, przynosiłam plagi i niszczyłam miasta, lecz nawet ja jestem śmiertelna, dziecko. Tak samo, jak mój brat, matka, ojciec... Cała nasza rodzina. A świat istnieje o wiele dłużej, niż wszyscy sadzą. Za moich czasów magia była czymś naturalnym, lecz na długo przed moimi narodzinami, światem rządziły o wiele potężniejsze siły. To z nich wywodzą się anioły. Są nieśmiertelne, lecz próżne i pyszne i już od dawna nie schodzą na ziemię. Szybują wysoko, niosąc światło tym, którzy tego najbardziej potrzebują... A przynajmniej tak kiedyś o nich mówiono...
Po jej słowach w kuchni Lennartów zapadła głucha cisza. Nikt nie śmiał się odezwać, przetrawiając informacje, które usłyszeli. Erra popatrzyła na nich poważnie, a zauważając wzrok Currana, skinęła mu głową, po czym zniknęła, wracając do ostrza.
- Dowiemy się — powiedziała Kate. - I zrobimy wszystko, by nie uznali nas za wrogów...
- Ale jak? - pisnęła Julie. Wyglądała na tak zestresowaną, że George przytuliła ją czule.
- Jeszcze nie wiem, ale nie pozwolę, by wszystko, o co walczyłam tyle lat, zostało zmarnowane, ponieważ jakimś istotom nie podoba się to, co robię — warknęła, wstając szybko. - To mój świat i moje miasto. Jeśli się komuś nie podoba, że nim rządzę, niech się wypcha!
- Ale masz na myśli rządzenie światem, czy miastem? - zapytał lwołak ostrożnie. Osobiście wolał, by odparła, że tylko miastem...
- Jakoś nie przypominam sobie, by świat był pod moim władaniem... - odparła chłodno. - I raczej nigdy nie będzie. Nie pozwolisz na to... - uśmiechnęła się nieznacznie i wyszła z pomieszczenia, kierując się na piętro. Curran wypuścił powoli powietrze spomiędzy zaciśniętych zębów. Władza, którą Kate niespodziewanie otrzymała, coraz bardziej ją pożerała. Nie widziała tego lub po prostu nie chciała się przyznać. Niestety jemu kompletnie to nie odpowiadało...

Późno w nocy, gdy cały dom spokojnie już spał, wyszedł na taras. Gdy usiadł na deskach, koło niego pojawiła się asyryjska bogini.
- Rozumiem, że martwisz się o Kate — powiedziała, wygładzając suknię i siadając obok niego.
- Dziwisz mi się? - zapytał cierpko, wpatrzony w migoczące w górze gwiazdy. - Moja żona coraz bardziej i częściej pragnie władzy, na którą nie jest przygotowana... To ją zniszczy — wyszeptał. Erra spojrzała na niego ukradkiem, dostrzegając, jak po jego policzku spływa samotna łza.
- Co jesteś w stanie uczynić, by ją ochronić? - zapytała poważnie.
- Wszystko — warknął krótko.
- Poświęcić swoje życie?
- Oczywiście!
- Wiesz, że nie będzie zadowolona, gdy dowie się prawdy...
- Spacyfikowałem ją już wystarczająco dużo razy...
- Patrząc na was, naprawdę jestem zaskoczona, że dopiero teraz doczekaliście się potomka... - na ustach kobiety zaigrał chytry uśmieszek. - Ale nie w tym rzecz, lewku... Jak powiedziałam, być może nie będzie innego wyjścia, jak twoja śmierć.
- Wiem — przytaknął. - Pogodziłem się z tym. Doskonale wiem, kim jest Kate i jakie niebezpieczeństwo wiążę się ze związkiem z nią, a mimo to zaryzykowałem zaręczynami i ślubem. Dla niej rzuciłem wszystko, co kochałem, stałem się potulnym mężem... Bo ta kobieta jest warta tego, by o nią walczyć. Wszelkimi dostępnymi siłami...
- Świetnie — skwitowała go, klepiąc mocno w plecy. Skrzywił się, gdy silna dłoń zderzyła się z jego mięśniami. - Od jutra zacznie się prawdziwa nauka, chłopcze...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1552 słów i 8600 znaków.

Dodaj komentarz