Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 1

Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 1Część usytuowana pomiędzy dziewiątą, a dziesiątą częścią serii napisaną oryginalnie przez Ilonę Andrews. Kate jest w ciąży. Curran wariuje ze szczęścia. Roland próbuje kontaktować się z córką. Będzie ciekawie ;)



- Co? - Curran wyglądał, jakby dostał czymś ciężkim bardzo mocno w łeb. Usta miał otwarte, a oczy niezbyt przytomne.
- Jestem w ciąży - powtórzyła Kate, delikatnie dotykając jego policzka. - Bedziesz ojcem, Wasza Futrzastość. - delikatnie przygryzła wargę, starając się dopatrzyć w jego oczach jakiejkolwiek reakcji. Ale jego twarz przypominała maskę. - No powiedz coś - syknęła zirytowana, gdy jego milczenie się przedłużało.
- Ojcem - wyszeptał w końcu i zamrugał. - Jesteś pewna? - na jego ustach właśnie zaczynał tańczyć dumny uśmieszek.
- Tak, właśnie wyrzygałam pół żołądka, gdy tylko poczułam zapach smażonego boczku - przytaknęła z całą powagą.
- Ha! - wrzasnął, niespodziewanie porywając ją na ręce i kręcąc się z nią jak szalony. Pisnęła przestraszona w pierwszej chwili, czepiając się mocno jego szyi, ale trzymał ją mocno. - Kocham cię, Kate Lennart - powiedział, gdy w końcu się zatrzymał, po czym pocałował ją namiętnie. Odwzajemniła natychmiast, wczepiając palce w jego ciut przydługie włosy. Tak cudownie smakował. Testosteronem, władzą i Curranem. I był cały jej. Teraz na dodatek stworzył życie. I choć wielce obawiała się tego, co Roland może uczynić, gdy dowie się, że będzie mieć wnuka, to jednocześnie była nieziemsko szczęśliwa. Nie sądziła, że kiedykolwiek spotka ją coś tak dobrego. Gdy się od siebie oderwali, powiedziała z szerokim uśmiechem:
- Ja ciebie też, Curran. I dziekuję ci za wszystko.
- A ja tobie, maleńka. Jesteś największym szczęściem, jakie mnie w życiu spotkało - postawił ją na ziemi, po czym opadł na kolana i ucałował ją w brzuch. - Witaj, maluchu - wyszeptał czule, a na jego ustach widniał kołtuński uśmiech. - Postaraj się nie dać nam za bardzo w kość, co?
Zachichotała, słysząc go.
- Wariat - orzekła, mierzwiąc mu włosy, które od razu zaczęły sterczeć jeszcze bardziej. Spojrzał na nią. W jego oczach tańczyły złote iskierki. Wyszczerzył się cwanie, po czym wstał i ryknął pełną piersią tak, że zadzwoniły szyby we wszystkich oknach. Skrzywiła się nieco, gdy zabolały ją bębenki uszne, ale wciąż uśmiechała się szeroko. Po chwili drzwi wejściowe otwarły się gwałownie, uderzając w ścianę i do środka wpadli Derek z George oraz Martha, wszyscy w swych formach bojowych. Jeden rzut oka na podjazd i dostrzegła, że czają się tam już Barabasz i Mahon.
- Co się dzieje? - zapytał Derek, rozglądając się niepewnie. - To Roland? Atakuje nas?
- Spokojnie - machnęła niecierpliwie ręką, jednocześnie potrząsając głową, by podbyć się piszczenia w uszach. Na schodach zauważyła zaintrygowaną Julie z nożami w dłoniach. Oczywiście jednymi z jej kolekcji. Curran tymczasem ryknął ponownie, choć już o wiele ciszej i zaczął...tańczyć.
- Yyyy, Kate? Co się stało Curranowi? - teraz to Derek wyglądał na ogłuszonego. Po raz pierwszy widział Władcę Bestii w takim nastroju.
- Cieszy się - odparła z nikłym uśmiechem, obserwując, jak jej mąż szaleje po całej kuchni, kompletnie nie zwracając uwagi na to, że zaalarmował połowę osiedla.
- Cieszy? Ale z czego? - młody wilkołak spojrzał zdezorientowany na byłego Władcę Bestii.
- Jesteś w ciąży, prawda? - powiedziała niespodziewanie George, patrząc na Kate.
- Tak - przytaknęła tamta. - Właśnie mu powiedziałam.
- To cudownie! - Martha natychmiast ją przytuliła. - Tak bardzo się cieszę waszym szczęściem.
Derek wyszczerzył się nie mniej radośnie, przy okazji puszczając oczko do Julie, która natychmiast się zarumieniła, po czym ruszył do Currana i ku ogólnemu zdumieniu, uściskał go.
- Pójdziemy już. To wasz dzień, kochanie. Powiemy reszcie, dobrze? - mruknęła George, również uśmiechając się szeroko. Kate kiwnęła głową.
- Pewnie. Wpadnijcie do nas jutro po południu. Chętnie upiekę jakieś ciasto, a jak sądzę, Jego Futrzastość zdąży do tego czasu już nieco otrzeźwieć.
- W takim razie do zobaczenia.

Gdy tylko zostali sami i Julie złożyła im serdeczne gratulacje, ponownie wziął ją w objęcia.
- Moja ty cudna mamusiu - wyszeptał, patrząc jej z czułością w oczy i muskając palcami jej płaski brzuch.
- Jeśli tak cieszysz się już teraz, to nawet nie chcę wiedzieć, co będzie, jak dziecko się urodzi i po raz pierwszy weźmiesz je na ręce - powiedziała miękko, czule gładząc go po policzku i wpatrując się w te jego cudownie błyszczące złotem oczyska.
- Wtedy prawdopodobnie całkiem zwariuję - powiadomił ją.


- O mój... - chrypnął, wpatrzony w ekran monitora, ukazujący obraz z brzucha Kate. - To ta kropeczka?
- Tak - delikatnie ścisnęła go za rękę, leżąc na wysokim łóżku. W jej oczach błyszczały łzy szczęścia. Serce biło jej jak oszalałe.
- Maleńka - stwierdził, delikatnie przekrzywiając głowę.
- Urośnie, spokojnie - zaśmiał się Doolitle, wypisując jej recepty. - Co trzy miesiące do mnie na kontrolę, zero walk i magii, Kate...


- Wciąż nie możesz uwierzyć, co? - zapytała, wychodząc z zaparowanej łazienki, ubrana jedynie w zwiewną koszulkę nocną. Curran leżał na ich idiotycznie wielkim łożu małżeńskim zdolnym pomieścić jego zwierzęcą formę, i wpatrywał się w zdjęcie, które dostali od lekarza Gromady. Kiwnął tylko głową, nie odrywając wzroku. - Jesteś uroczy - zachichotała, wdrapując się na łózko.
- Uroczy? - zapytał, spoglądając na nią wreszcie, a kąciki jego ust zadrgały.
- Oczywiście, Wasza Futrzastość. Jeszcze nigdy nie widziałam tak uroczego lwa - przyświadczyła poważnie.
- Według ciebie taki powinien być były Władca Bestii? - mruknął, spoglądając na nią, a w jego oczach pojawiły się złote błyski. Ponownie skinęła głową, wpatrując się w niego z rezerwą. Nie miała pojęcia, jak zareaguje... - Cóż - w zamyśleniu potarł brodę palcem wskazującym. - Chyba mogę pokazać ci, jak uroczym lwem jestem - stwierdził, uśmiechając się przebiegle i płynnym susem zeskakując z łóżka.
- Co robisz? - zaciekawiła się.
- Zaraz zobaczysz - mruknął wyniośle, pozbywając się swojej szarej koszulki i spodni dresowych, w których miał zwyczaj sypiać i stanął przed nią w swej pełnej nagiej krasie. Podniosła brew w oczekiwaniu na jego kolejny ruch. Miał zamiar się z nią kochać, czy jak?... Naraz skóra na jego klacie pękła i w sekundę później stał przed nią ogromnych rozmiarów prehistoryczny lew północnoamerykański. Jego płowa sierść poprzecinana była przydymionymi pręgami, grzywa była szara, oczy płonęły złotem. Przekrzywiła lekko głowę, uśmmiechając się szeroko.
- Mam zamiar być uroczy - powiedział wyraźnie, po czym zupełnie niespodziewanie przewalił się na plecy i zamarł tak, jedynie jego ogon poruszał się leniwie, jakby odpędzał się od niezbyt natarczywej muchy. Zachichotała, widząc go w takiej pozycji. Z jego gardła dobył się niski pomruk. Wystawił koniuszek języka, w zębatej imitacji uśmiechu i zaczął wymachiwać w powietrzu łapami.
- Chodź, do mnie, Kate - warknął. - Twój uroczy lew czeka na ciebie, pogłaszcz mnie. Zobacz, jaki jestem grzeczny...
Prychnęła zdrowym śmiechem, słysząc tak nieoczekiwaną propozycję i ostrożnie zeszła z łózka, zbliżając się do niego powoli. Nagle zamarł, prostując wszystkie łapy w górze tak, jak animowany zwierzak, który właśnie wyzionął ducha. Wywalił nawet jęzor.
- Naprawdę jesteś uroczy - powiadomiła go, drapiąc go za uchem. Co prawda była mocno zdumiona jego zachowaniem, ale doszła szybko do wniosku, że on po prostu w ten sposób okazuje swoją radość z powodu ciąży. Naraz jednak coś grubego uderzyło ją w łydkę. Spuściła wzrok, dostrzegając, że to ogon Currana. Pod wpływem czułej pieszczoty zaczął nim nieoczekiwanie wymachiwać, jak jakiś zwariowany psiak.
- Rób tak dalej, to całkiem przyjemne - mruknął nisko z rozkoszy, przymrużając swe złote ślepia. Wyszczerzyła się dumnie, drapiąc go dalej. Wyraz jego rozanielonego pyska uzbrojonego w ponad siedmiocentymerowe kły i widok różowego mokrego języka, sprawiły, że w jej oczach pojawiły się łzy radości.
- Wyglądasz bezbłędnie, Wasza Futrzastość - zaśmiała się, włażąc na niego i przystulając się do jego ciepłego brzucha. Podniósł wielki łeb, otoczony imponującą grzywą i przeciągnął się radośnie. Pisnęła, starając się ze wszystkich sił na nim utrzymać. - Wariat z ciebie, Curran - zawiadomiła go, przyglądając się jego łapie, która w tej chwili znajdowała się zdecydowanie za blisko jej twarzy.
- Po prostu się cieszę - powiedział łagodnie, w chwilę później przybierając ludzką postać i łapiąc ją w mocne objęcia swoich silnych ramion. I jedynie delikatne krople potu na jego czole świadczyły o jego niedawnej zmianie. - Dzięki tobie jestem szczęśliwy, Kate.
- Nawet będąc poza Gromadą? - zapytała.
- Zwłaszcza będąc poza nią - cmoknął ją w nos. - Nie muszę się już martwić ich problemami, uważać na każdym kroku, by nikt nie wbił mi noża w plecy... Tu jest moje miejsce. Przy tobie i naszym dziecku, Kate. Nie zamieniłbym tej sielanki na nic innego... I obiecuję, że będę idealnym ojcem, kochanie - przechylił głowę, by pocałować ją w szyję. Jęknęła, drżąc nieco i oplacając go nogami w pasie. - Nie chciałbym zrobić wam krzywdy - wyszeptał, całując ją czule po piersiach. Jej oddech natychmiast przyspieszył.
- Nie zrobisz, kochanie. Dziecko jest bezpieczne - zapewniła go, przejeżdżając paznokciami po jego umięśnionych plecach.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1810 słów i 9978 znaków, zaktualizowała 15 sty o 9:40.

Dodaj komentarz