Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 6

Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 6- Nie podoba mi się to wszystko... W ogóle mi się nie podoba! - syknęła, starając się rozluźnić. Uśmiechnął się lekko, obejmując ją czule.
- Wiesz -mruknął nisko, sunąc nosem po jej szyi. - Wydaje mi się po prostu, że jesteś tym wszystkim już bardzo zmęczona. Walczysz niemal przez całe swoje życie... Wobec tego mam propozycję...
- Jaką? - zapytała niechętnie.
- Połóż się do łóżka i postaraj zdrzemnąć, a przede wszystkim nie myśl o tym wszystkim, dobrze? Coś czuję, że gdy wstaniesz, cała ta sytuacja będzie wyglądać lepiej — zachichotał, co natychmiast tylko ją rozjuszyło.
- Czego? -warknęła, dając mu kuksańca w bok, ale nawet na niego nie zareagował. Wciąż tylko chichotał.
- hormony ci szaleją, kochanie — wydusił w końcu.
- Nieprawda! - fuknęła zła.
- Ależ oczywiście, że tak. Czuję twój zapach, skarbie — pocałował ją w czubek głowy rozbawiony. - Masz huśtawkę nastrojów, Kate. Ale wcale ci się nie dziwię. To wszystko jest naprawę pogmatwane...
- I według ciebie to jest śmieszne?! - w końcu uwolniła się z jego uścisku i wymierzyła mu silny cios w ramię.
- No pewnie — przytaknął zadowolony. - jesteś taka śliczna, gdy się denerwujesz...
- A więc normalnie nie jestem? - zmrużyła oczy.
- Ależ oczywiście, że jesteś. W każdym wydaniu, Kate - wymruczał. Prychnęła zła i uciekła do ich sypialni. Julie pokręciła zrezygnowana głową.
- Co? - lwołak spojrzał na nią niepewnie.
- Zmaściłeś to, wasza wysokość — powiedziała chłodno.
- Ale...
- Idź i pogadaj z nią — stanowczym gestem wskazała mu schody, jednocześnie cały czas przeglądając zapiski Kate.
- A możesz mi przynajmniej powiedzieć, co zrobiłem źle, żeby jeszcze bardziej nie zaognić sprawy? - warknął.
- Nigdy nie mów kobiecie, a już zwłaszcza takiej, która jest w ciąży, że jest śliczna tylko w jednym wybranym momencie. Bo ją tym obrażasz i zasmucasz...
- Jezu — jęknął, przeczesując dłońmi jasne włosy, po czym powlókł się na górę.

- Sprawdzałaś kiedykolwiek, jaką magię ma Teddy Joe? Znaczy jej aurę? - zapytał kilka dni później Curran, gdy siedzieli przy wspólnej kolacji, a burza hormonów Kate pozwoliła im wreszcie spokojnie porozmawiać.
- Nie - pokręciła przecząco głową, zajadając się ziemniaczaną zapiekanką. - A co? Sądzisz, że...
- ja nic nie sądzę, Kate... Po prostu zastanawiam się nad różnymi wariantami... A Teddy należy właściwie do jedynych istot, których nigdy nie sprawdzaliśmy. Do aniołów...
- Teddy jest aniołem śmierci i to właściwie tylko z nazwy, ale w sumie masz rację... Choć nie mam pojęcia, czy istnieją jeszcze jakieś inne anioły oprócz niego. Nigdy o nich nie słyszałam.
- Zadzwoń do niego, Kate i poproś o spotkanie. Niech tu nawet przyjedzie. Julie będzie mogła go od razu sprawdzić...

- Cześć — powiedział Teddy, gdy Kate otworzyła mu drzwi. - Jestem, tak jak prosiłaś...
- Wchodź, musimy porozmawiać...
- Nic nie zrobiłem — mruknął, idąc za nią do kuchni.
- Jesteś nam potrzebny — powiedział siedzący przy stole Curran. - mamy kilka poważnych pytań.
- Zainteresowaliście mnie — powiedział, zdejmując płaszcz i siadając na krześle. - Więc co chcielibyście wiedzieć?
- Jego aura magii jest jasnofioletowa... - mruknęła Julie znad książki.
- Cholera... - syknęła Kate.'- Chyba nie rozumiem — powiedział zaskoczony Teddy.
- Sądziłem, że anioł będzie mieć inną aurę, niż bogowie... - zauważył nie mniej zdumiony lwołak.
- Aha, tylko że ja jestem aniołem tylko z nazwy — Thanathos wzruszył ramionami. - No i jestem pół-bogiem...
- A spotkałeś kiedykolwiek takiego prawdziwego anioła? - zapytała go Kate, patrząc na niego poważnie i w napięciu. Pokręcił przecząco głową.
- Nie, choć słyszałem, że czasami zjawiają się na ziemi. Ale nie mam pojęcia po co i jak mówiłem, tylko tak słyszałem, a nie mogę brać odpowiedzialności za wszystkie plotki...
- No jasne. A znasz może kogoś, kto jest w stanie wyżu techniki zesłać z nieba płynne złoto, które nie parzy i nie zastyga?
- Nie.
- Świetnie. Niewiele nam to pomogło...
- A co, spotkaliście się już z takim zjawiskiem?
- Tak, zostaliśmy obdarowani kilkoma uncjami złota, którego nawet nie możemy sprzedać, bo nie zastygło. I chcielibyśmy się dowiedzieć, kto za tym stoi i dlaczego w tym samym czasie w naszym ogródku powstało złote oczko wodne, w którym kąpały się syreny — powiedział Curran.
- Które syreny? - Thanathos spojrzał na niego zaskoczony. - Rzymskie, czy greckie?
- Rzymskie. Pół-kobieta, pół-ryba — westchnęła Kate. - Cholera, był wyż techniki, naprawdę silny, a one twierdziły, że w powietrzu jest mnóstwo magii. Gdy Curran i derek się z nimi rozprawili, oczko, jak i one same zniknęło...
- O takim przypadku jeszcze nigdy nie słyszałem... Spotkałem na swej drodze już kilka razy syreny zarówno greckie, jak i rzymskie, ale zawsze było to, gdy dominowała magia.
- No właśnie... Ponadto Julie twierdzi, że aura magii tego złota, jak i samych syren była czarna.
- Jaka, przepraszam bardzo?!
- Czarna, psia jego mać — syknęła Kate. - I tak, wiem, jakie to popieprzone. Słuchaj, znasz może kogoś, kto wie coś więcej o aniołach?
- Możliwe, a co?
- Chciałabym się z nim spotkać...
- Po co?
- Być może dałby radę załatwić nam spotkanie z tą istotą — wyjaśniła. Cała trójka spojrzała na nią zaskoczona. - Oh, dajcie spokój! Nie wmówicie mi, że już też o tym nie myśleliście! Anioły stanowią obecnie jedyną grupę istot, o której magii nic nie wiemy. Należy ich sprawdzić.
- Kate, jesteś w ciąży, a spotkanie z aniołem może być dla ciebie bardzo niebezpieczne. Na twoim miejscu bym nie ryzykował. Anioły posiadają moc, którą nawet Rolandowi byłoby trudno okiełznać, moja droga.
- Skąd wiesz? - zmarszczyła brwi.
- Widziałem kilka skutków ich ataków — mruknął niechętnie. - Kate, powtarzam ci, nie pakuj się w to. Jesteś moją przyjaciółką i chcę dla ciebie jak najlepiej.
- Wiem — kiwnęła głową, choć minę miała bardzo nieszczęśliwą. - Dzięki za odpowiedzi na pytania.
- Mam nadzieję, że choć trochę pomogłem — mruknął, po czym zabrał płaszcz i wyszedł.
- Czy mnie się zdawało, czy on się bał? - zapytała Julie w ciszy, jaka zapadła nagle w kuchni. Curran kiwnął stanowczo głową.
- I ja to wyczułem — powiedział poważnie. - I muszę przyznać, że bardzo mi się to nie podoba. Pierwszy raz w życiu widzę, żeby jakiś pół-bóg się bał...
- Ja też. Dlatego wychodzę — powiedziała Kate stanowczo, wstając.
- Niby gdzie? - Curran zmarszczył brwi, patrząc na nią poważnie.
- Do Saimana - wyjaśniła, wyjmując z szafki pojemnik ze złotem. - Chcę zadać mu kilka pytań.
- Zabierz ze sobą Dereka...
- Curran, rozmawialiśmy już o tym — westchnęła.
- Wiem — zabierz Dereka — powtórzył ostrzej, a w jego tęczówka rozbłysło złoto. Był wkurzony.
- Ok — skapitulowała szybko. - Nie miała ochoty ani sił na kłótnię z mężem.

- Naprawdę nie wiem, czy mam jakąkolwiek ochotę na rozmowę z tobą, Daniels — powiedział Saiman, patrząc na nią niepewnie przez szparę w drzwiach. - Zwłaszcza gdy on jest koło ciebie — przeniósł wzrok na rosłego nastolatka, a ten wyszczerzył się wrednie. - Sharrim — dodał cicho.
- Doskonale wiesz, że mogę tam wejść — westchnęła. - Ale zdecydowanie nie chciałabym używać przemocy, Saiman. Potrzebuję twego eksperckiego oka... I nie nazywaj mnie księżniczką.
- Oh, więc teraz jestem ekspertem, tak? - zadrwił. - Patrzcie państwo księżniczka Shinearu, która bez problemu zajęła Atlantę, przeganiając z niej własnego ojca, prosi o pomoc zwykłego polimorfa...
- Taki zwykły to ty nie jesteś, Saiman... Nie znam nikogo, kto nosi w sobie krew Asów... To jak będzie? Wpuścisz mnie?
- Nie — warknął.
- Cóż... W takim razie kto inny zapewne zainteresuje się niezastygającym złotem, które spłynęło z nieba prosto na mój podjazd... Chodź, Derek, nic tu po nas - złapała młodego wilkołaka za rękę i ruszyli w dół korytarza. Raz... Dwa... Trzy...
- Jak to spłynęło z nieba?!- zapytał zaskoczony Saiman. — Coś takiego nie ma prawa się stać!
- Sądziłam, że nie obchodzi cię to, co mam ci do powiedzenia — rzuciła przez ramię, nawet nie zwalniając kroku.
- Pokaż mi je, proszę — w końcu skapitulował. Był zbyt chciwy i ciekawski, by przepuścić taką okazję. Po chwili usłyszała szczęk zamka.
- Zaczekaj tu, proszę — zwróciła się z triumfalnym uśmiechem do swego "ochroniarza" i ruszyła z powrotem do mieszkania polimorfa.

- No i? - mruknęła, popijając czwartą już wodę z cytryną. Nawet nie chciała myśleć o tym, jak znudzony musiał być teraz Derek, skoro ona już niemal zasypiała, siedząc na kanapie Saimana.
- Nie mam bladego pojęcia, dlaczego to cholerne złoto nie zastyga. Nie mam żadnych wątpliwości, że jest prawdziwe, choć tak czystej struktury jeszcze nigdy nie widziałem. Nie ma w nim żadnych zanieczyszczeń, a przecież zebraliście je z ulicy... No i co chyba jest najbardziej niecodziennym zjawiskiem, to to, że samo w sobie nie wykazuje żadnych anomalii magicznych.
- Więc dlaczego spadło akurat na mój podjazd i czemu kąpały się w nim syreny? W czasie wyżu techniki! - syknęła zirytowana dziwną sytuacją.
- Syreny? - zaciekawił się, siadając naprzeciw niej w fotelu. - Nie wspominałaś mi o tym.
- Chyba po prostu zapomniałam — wzruszyła ramionami.
- Kate — westchnął, kręcąc z powątpiewaniem głową. - Jesteś córką Rolanda, księżniczką Shinearu, żoną byłego Władcy Bestii i świetnym najemnikiem i mówisz mi, że coś tak istotnego wypadło ci z głowy?
- Mógłbyś na mnie nie warczeć? - zmrużyła oczy i założyła ręce na piersi. - Mam masę innych spraw na głowie, w tym, jak zabić mego ojca, samej nie odchodząc z tego świata, a ty irytujesz się, bo zapomniałam o głupich rybach!
- Dobra, spokojnie... - mruknął, nieco się od niej odsuwając, jakby bał się, że zaraz na niego skoczy i wyssie z niego całą energię. - Ryby mówisz... Więc nie były to greckie syreny?
- Nie, rzymskie — westchnęła, pocierając skronie palcami. - Curran z nimi rozmawiał i stwierdziły, że to wcale nie jest złoto, tylko zwykła woda, a w powietrzu jest pełno magii, choć przypominam, trwał wyż techniki. Coś takiego raczej nie powinno mieć miejsca.
- Masz rację, nie powinno — skinął głową, drapiąc się po brodzie.
- Poza tym Julie twierdzi, że aura magii tego złota, jak również samych syren była czarna.
Na te słowa Saiman gwałtownie podniósł głowę, wpatrując się w nią szeroko otwartymi ze strachu oczami.
- Czarna? - zapytał cicho. Skinęła głową. - Lepiej będzie, jak już stąd pójdziesz, Kate. I pozbądź się tego złota!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2042 słów i 11069 znaków.

1 komentarz

 
  • emeryt

    Droga Autorko, rozpocząłem od ostatniego odcinka, a teraz muszę zacząć od początku, gdyż  bardzo mnie zeciekawiło to opoowiadanie. Zwłaszcza że jest napisane całkiem przyjemnie. Dziękuję Tobie za to.  Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia, życząc dużo zdrowia, oraz aby wszelkie troski omijały Ciebie bardzo szerokim łukiem.

  • elenawest

    @emeryt dziekuje ci pieknie i oczywiście jsk najbardziej wzajemnie ;-) miłego czytania