Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 12 ostatni

Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 12 ostatni- Co mu jest? - zapytała przerażona Kate, patrząc na Doolittle'a poważnie. - Dlaczego on tak wygląda?
- Jeszcze tego nie wiem — mruknął lekarz Gromady, pochylając się ostrożnie nad nieprzytomnym Curranem. - Z kim walczyliście?
Kate przygryzła wargę, kładąc dłonie na brzuchu i spojrzała na Dereka opartego niedbale o futrynę drzwi. Wyczuł jej spojrzenie i przeniósł na nią swój czujny wzrok, do tej pory skupiony w całości na nieprzytomnym przyjacielu i nim zdołała zareagować, powiedział:
- Ze Śmiercią. Kate i Curran walczyli ze Śmiercią. A konkretnie z boskim aniołem śmierci...
- Proszę?! - Doolittle spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami, w których czaił się popłoch i niedowierzanie. - Chcesz mi powiedzieć, że wygraliście walkę z biblijnym aniołem?
- Dokładnie tak — westchnęła brunetka. - Doktorze, powiedz, że Curran wyzdrowieje... Że uda ci się go wyleczyć.
- Tego jeszcze nie wiem, Kate — odparł, na powrót odwracając się do byłego Władcy Bestii. - Nie spotkałem się jeszcze nigdy z takim przypadkiem choroby i nie pamiętam, bym kiedykolwiek słyszał o kimkolwiek, kto wygrał taki pojedynek... Nie mniej jednak sprawdzę wszystkie dostępne księgi. Być może gdzieś jest coś, co pomoże nam wygrać... Niech śpi, być może sen okaże się dla niego zbawienny, choć podejrzewam, że w tej walce czas może nie być naszym sprzymierzeńcem. Nie mniej jednak musimy go trochę zmarnować na opowieść. Kate, musisz mi dokładnie zrelacjonować przebieg całej tej walki. Każdy szczegół, wszystko.

- Czekaj... - Doolittle podrapał się w głowę, gdy Kate zaczerpnęła tchu. - Curran odgryzł ramię Śmierci?
- Prawie tak — potwierdził młody wilkołak. - Wtedy padł na ziemię i właściwie już z niej nie wstał.
- I mówisz, że Śmierć wyglądała tak, jakby sama umierała? W sensie, że się rozpadała?
- Tak, od samego początku.
Lekarz kiwnął głową i pochylił się nad Curranem, węsząc intensywnie w powietrzu.
- Derek. Chodź tutaj i powiedz mi, co czujesz.
Wilkołak przysunął się do łóżka i wciągnął głęboko powietrze do płuc, po czym niemal natychmiast się rozkasłał.
- Śmierć i rozkład — powiedział cicho. Za plecami usłyszał cichy jęk rozpaczy. Zamarł, bojąc się odwrócić.
- Dokładnie tak. Znakomicie, Dereku! - pochwalił go ciemnoskóry mężczyzna, zaczynając grzebać w swojej torbie lekarskiej.
- Co robisz? - zapytała go przez łzy zaskoczona Kate. - Dlaczego cieszysz się z zapachu rozkładu?
- Ponieważ, moja droga, znaczy to, że Curran został zainfekowany pewnego rodzaju trądem. Oczywiście, o ile się nie mylę, a mam nadzieję, że nie. A to bowiem oznacza, że prawdopodobnie będę mógł go wyleczyć. Ale, bym mógł to zrobić, musisz wyjść, Kate. Chcę mieć spokój...

Cztery dni później.
- Cześć, piękna — chrypnął Curran, odzyskawszy wreszcie mowę. Kate uśmiechnęła się do niego promiennie, choć w jej oczach wciąż czaiły się łzy. - Chyba nie było ze mną, aż tak źle, co?
- Trochę tak — przyznała, uśmiechając się do niego blado. - Ale na szczęście Doolittle jest zdolnym medmagiem i zdołał cię wyleczyć.
- Co mi właściwie było? - zaciekawił się, podpierając się na łokciu i patrząc na brunetkę poważnie. - Bo czuję się tak, jakby coś zżerało mnie od środka...
- Cóż... Masz trochę racji. Śmierć zaraziła cię trądem.
- Trądem? Kate, czyś ty zwariowała? Nie dotykaj mnie!
- Curran, spokojnie. Doolittle sporządził eliksir, który podał nam wszystkim, nic mi nie grozi — powiedziała spokojnie.
- Jesteś pewna, że to działa?
- Oczywiście, bo ja jestem pewny — mruknął lekarz Gromady, wjeżdżając na swoim wózku do salonu, w którym przebywał rekonwalescent. - Nic ci nie jest, ale dla świętego spokoju poleżysz jeszcze kilka dni.
- Sam powiedziałeś, że nic mi nie jest, więc z chęcią już wstanę...
- Leż — Doolittle pogroził mu stanowczo palcem. - Wstaniesz, kiedy ci na to pozwolę, Lennart.
- Od kiedy to zwracasz się do mnie moim nazwiskiem? - jasna brew lwołaka powędrowała w górę.
- Odkąd stałeś się nieznośnym kociakiem, który tylko myśli o tym, jak wpakować się w kolejne kłopoty... Odgryzienie ręki Śmierci nie było najbystrzejszym z twoim pomysłów, Curran. Mogłeś to przypłacić życiem, jesteś tego świadom? - ofuknął go ciemnoskóry mężczyzna.
- Zrobię wszystko, by ochronić Kate i dziecko...
- Ale nie kosztem własnego życia! Ta dziewczyna przeszła już wystarczająco, a czeka was jeszcze poród i walka z Roranem, dobrze by było, gdyby wciąż miała cię przy sobie, gdy stanie z własnym ojcem do ostatecznego rozrachunku.
Lennart spojrzał spode łba najpierw na Doolittle'a, a potem przeniósł spojrzenie na własną żonę, która patrzyła na niego błagalnie.
- Wybacz, już więcej tak nie zrobię — powiedział, całując ją w dłoń.
- No ja myślę — prychnął drugi mężczyzna i wręczył lwołakowi kubek z parującą cieczą. - Wypij, to ci pomoże.
- Jakie właściwie były skutki tego trądu? Coś mi odpadło?
- Na szczęście nie — odparła Kate, której głos wciąż lekko drżał. Przytuliła się do szerokiej, ciepłej klaty męża, która natychmiast zaczęła wibrować od cichego pomruku. - Nie była to tradycyjna forma trądu. Twoje ciało nie gniło, a pokrywało się paskudną pleśnią.
- Aha, więc co teraz?
- Lepiej nie zmieniaj się jeszcze przez jakiś czas, dobrze? Wyglądasz jak wygolony pudel — zachichotała.
Spojrzał na nią zaskoczony.
- Pudel? - warknął. - Wygolony? Uważaj, Kate, niech ja tylko wstanę...
- To wtedy pożałuję, wiem - wyręczyła go w odpowiedzi, całując krótko. - Ale tak na poważnie, postaraj się już więcej nie wplątywać w takie kłopoty, dobrze?
- Przecież mnie znasz - odparł cicho. - Ja jestem spokojnym człowiekiem i nie szukam kłopotów... To one mnie znajdują same. Powinienem się chyba o to obrazić.
Zachichotała rozbawiona, cmokając go w policzek.
- Oczywiście, Wasza Futrzastość... A teraz pij i nie dyskutuj.
- Wedle rozkazu, pani Lennart...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1115 słów i 6196 znaków, zaktualizowała 26 lis 2021.

Dodaj komentarz