Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 2

Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 2- Nie byłem zbyt ostry? – zapytał, gładząc ją czule po brzuchu.
- Byłeś idealny, Curran. Poza tym w łóżku nigdy nie jesteś brutalny – odparła, uśmiechając się błogo.
- To dobrze. A teraz chodźmy spać, musisz być bardzo zmęczona…

Rankiem obudził ich stanowczy dzwonek do drzwi.
- Jeśli to znowu Derek przyszedł pożyczyć cukier, to przysięgam, że osobiście obedrę go ze skóry i sprawi mi to wielką przyjemność – warknęła, wygrzebując się spod kołdry, która owinęła się wokół niej niczym kokon.
- Spokojnie, nie denerwuj się, skarbie – powiedział z uśmiechem, również wstając. – Ale jakby coś, to ci pomogę – zachichotał.
- To dobrze – prychnęła, zarzucając na siebie koszulkę Currana, po czym zeszła na dół. Co prawda dzwonek się już nie powtórzył, ale miała wrażenie, że ów natarczywiec wciąż stoi za drzwiami. Zła, że zerwano ją z łóżka o tak haniebnej porze, otwarła gwałtownie drzwi i zamarła, widząc na progu swego domu na wpół materialną postać.
- Czego chcesz? – zapytała chłodno, zakładając ręce na piersi.
- Zapytać, jak się czujesz, kwiatuszku – powiedział Roland. – Martwię się o ciebie jak każdy kochający rodzic.
- Ha ha. Nie rozśmieszaj mnie. Nie każdy rodzic próbuje zabić własne dziecko, gdy to wciąż znajduje się w łonie matki! – syknęła. – Więc nie udawaj, że się o mnie troszczysz.
- Ależ oczywiście, że to robię – powiedział łagodnie. – I ty też musisz, córeczko, brzemienność to największa odpowiedzialność.
Zamknęła oczy, nawet nie mając siły zapytać, skąd on o tym wie.
- Zdaje się, że nie zapraszaliśmy cię na poranną herbatkę – powiedział naraz Curran, stając za nią ubrany tylko w szare spodnie dresowe i obejmując ją czule ramieniem. Znów oczywiście nie usłyszała, jak się zbliżał… Że też akurat musiał zamieniać się w cholernego kota! Te miękkie łapki doprowadzały ją do szału!
- Przyszedłem porozmawiać z moją córką – zauważył Roland. – Nie z tobą, wasza wysokość…
- Twoja córka, o ile jeszcze dobrze pamiętam, jest moją żoną i to moim obowiązkiem jest dbać o nią i o bezpieczeństwo mojej rodziny. Więc serdecznie dziękujemy za twą niepotrzebną troskę, a teraz idź już sobie. – w gardle Currana wzbierał ostrzegawczy pomruk.
- Naprawdę, kwiatuszku, musiałaś wychodzić akurat za tego barbarzyńcę? – Roland wyglądał na naprawdę zasmuconego.
- Naprawdę, bo go kocham i tobie nic do tego, ojcze – powiedziała sucho, patrząc na widmo ojca. – Będzie dobrze, jak już sobie pójdziesz. Nic mi nie jest i świetnie się czuję, dziękuję za troskę…
- In-Shinar, gwiazdeczko – zaczął przymilnie.
- Wydaje mi się, że moja żona wystarczająco jasno się wyraziła, więc zjeżdżaj już stąd! – warknął Curran. Jego oczy zaświeciły złotem.
- Wyrzucasz teścia – zauważył Roland. – Jeszcze się tu zjawię, chcę mieć pewność, że nic ci nie jest – spojrzał na nią z uśmiechem, po czym wizja rozpłynęła się na wietrze. Z westchnieniem zatrzasnęła drzwi i ruszyła do kuchni. Zegar ścienny wskazywał na szóstą trzydzieści.
- Mógł zaczekać choćby pół godziny! – jęknęła, opadając na krzesło. – Naprawdę nic by mu się nie stało!
- Twój ojciec lubi mieć efektowne wejścia – mruknął niechętnie, opierając się o futrynę. – Poza tym może sądził, że jeśli obudzi cię wystarczająco wcześnie, to zaprosisz go na miłą pogawędkę przy śniadanku…
- Chyba musiałby gwałtownie zgłupieć, by dojść do takiego stwierdzenia – odparła, włączając ekspres do kawy. – A na to raczej się niestety nie zanosi.
- Zgadzam się. A tak w ogóle, to co właściwie robisz? – zainteresował się.
- Śniadanie – mruknęła, wsadzając kromki do tostera.
- Ale bez kawy, Kate – warknął, podchodząc do blatu i wyłączając ekspres. – Nie wolno ci jej teraz pić…
- Curran – jęknęła. – Jeden kubek mi nie zaszkodzi, ledwo widzę na oczy…
- Nie! – powiedział twardo, patrząc na nią złotymi oczami. Westchnęła zrezygnowana. – I nie próbuj oszukiwać. Dowiem się o tym, Kate, mam świetny węch – przypomniał z wrednym uśmiechem. Rzuciła w niego bananem. Złapał od niechcenia.
- On ma rację – powiedziała naraz Erra, materializując się w kuchni. – Kofeina może zaszkodzić twemu dziecku. Nie wolno ci też walczyć.
Spojrzała na nich zrezygnowana.
- Więc od teraz mam tylko siedzieć w domu? – prychnęła ciut zirytowana. – Zanudzę się.
- Będziesz siedzieć w domu – powiedział Curran, szykując grzanki z serem.
- Skarbie…
- Nie! – warknął, odwracając się do niej i zakładając ręce na piersi, co uwydatniło jego mięśnie. Westchnęła, patrząc w okno.
- Będę cię uczyć i pilnować – powiedziała Erra.
- Uczyć? Czego? – zdumiała się Kate, patrząc na ciotkę z zaciekawieniem.
- Historii naszej rodziny. Zrobię też wszystko, byś, gdy nadejdzie czas, stanęła godna do walki z mym bratem i przy okazji nie poniosła śmierci – wyjaśniła bogini.
- A to w ogóle jest możliwe?
- Przestań! – syknął Curran, a w jego oczach znów pojawiło się złoto, w głosie zawibrował mu groźny pomruk. – Nie wolno ci zginąć, rozumiesz?
- A co, jeśli będzie to konieczne do pokonania mego ojca?
Pokręcił przecząco głową.
- Porozmawiamy o tym, gdy przestaną ci buzować hormony – odparł. Jego oczy były dzikie, patrzył na nią jak gotowy do ataku lew. Źrenice zmieniły się w wąskie szparki. Przygryzła wargę, obejmując się ramionami. – Skarbie, nie złość się, proszę – powiedział już o wiele spokojniej. – Nie mogę cię stracić – objął ją za ramiona, zanurzając nos w jej włosach. – Jesteś dla mnie wszystkim, Kate. Ty i ten maluch. Dopiero przy tobie odkryłem, że naprawdę żyję – pogładził ją czule po brzuchu. – Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Nie wiem, jak byłbym w stanie funkcjonować, gdyby coś się wam stało. Dlatego błagam, nie szargaj się na swe życie, walcząc z Rolandem. Bo wtedy po prostu do ciebie dołączę, rozumiesz?
Wstała, wpadając w jego silne ramiona.
- Przepraszam, Curran – wyszeptała, opierając czoło o jego klatę. Tak cudownie pachniał. Erra uśmiechnęła się nieznacznie, po czym powróciła do sztyletu. – Nie chcę cię zostawiać, kochanie.
- Więc proszę, wymyśl jakiś inny sposób, by wygrać, ok? – przytulił ją jeszcze mocniej, całując ją we włosy. – Kocham cię, Kate.
- Wiem – jęknęła, przechylając nieco głowę. – Gdzie Julie?
- Pewnie odsypia filmowy maraton z Derekiem i Ascanio. Martha miała ich przypilnować. Poza tym to cały filmowy weekend. Nikt nie będzie nam przeszkadzał – podniósł ją za tyłek.
- W takim razie mamy dużo czasu dla siebie – wymruczała, masując mu ramiona.

- Zastanawia mnie, dlaczego twój ojciec próbuje aż tak bardzo cię kontrolować – mruknął Curran po południu kilka dni później, objadając się świeżym ciastem.
- Dobrze wie, że chcę go zabić – wzruszyła ramionami, przeglądając przepisy. – To chyba raczej próba wyczucia, kiedy zadam mu śmiertelny cios. Podejrzewam, że on po prostu się boi.
- Bo nie chce umrzeć – dorzuciła cicho Julie z kanapy, siedząc z nosem w książce.
- Oczywiście, za bardzo ceni swoje życie – prychnęła Kate. – Popełnił błąd, przelewając we mnie swoją moc i wiążą mnie ze sobą.
- Ale też jest z ciebie dumny – zauważył Curran chmurnie.
- Mam głęboko gdzieś jego uznanie.
- Jeszcze nie tak dawno mówiłaś coś innego – mruknęła nastolatka.
- Julie, posłuchaj mnie – westchnęła Kate. – To, że jest moim ojcem i tak go nazywam, nie znaczy, że wciąż nie boli mnie to, co próbował zrobić – syknęła. – I fakt, że zrezygnował, bo najnormalniej w świecie stchórzył, wcale go nie rozgrzesza. Nienawidzę go za zabicie mojej matki, Julie i nic, co by zrobił, by mnie udobruchać, tego nie zmieni. Zrobię wszystko, pewnie nawet z uśmiechem na ustach, by pozbyć się go z tego świata. Koniec kropka.
- Kate, spokojnie, skarbie – Curran delikatnie ścisnął ją za rękę. – Opanuj się, proszę – wyszeptał, patrząc na nią błagalnie. Westchnęła, odprężając się.
- Przepraszam, Julie – spojrzała na nią łagodnie. Dziewczyna wzruszyła ramionami i podniosła się z kanapy, kierując się do swego pokoju. – Jestem tragiczna w wychowywaniu dzieci – jęknęła, chowając twarz w dłoniach.
- Nieprawda, skarbie – zaprzeczył lwołak, zgarniając ją sobie na kolana i tuląc czule. – Po prostu nie warcz na nią za każdym razem. Julie jest w trudnym wieku, ty też masz teraz całkiem niemało na głowie. Potrzebujecie się nawzajem. A ja potrzebuję ciebie, Kate – mruknął nisko, muskając ciepłym nosem jej szyję.
- Przecież tu jestem – zauważyła nieco zdumiona.
Pokręcił przecząco głową.
- Nie zawsze. Czasami coraz bardziej stajesz się księżniczką. Za każdym razem, gdy używasz mocy. To nie jesteś ty, Kate. Wyglądasz wtedy tak, jakby cię coś opętało – syknął, krzywiąc się i patrząc jej w oczy. – A ja zakochałem się i poślubiłem Kate Daniels. Nie księżniczkę Szinearu, skarbie. Nie stawaj się nią, proszę, bo wtedy już nie będzie nas.
Przygryzła wargę, patrząc na niego poważnie. Jego szare oczy patrzyły na nią błagalnie, z…
- Curran, czy ty się mnie boisz? – zapytała szeptem, starając się zdławić cisnące się jej do oczu łzy. Powoli skinął głową.
- Tak, Kate, boję się. Boję się, jak cholera, że cię stracę. Że staniesz się tym, z czym przez całe życie walczymy – uśmiechnął się blado. – A gdyby tak się stało… gdybyś zagroziła naszej rodzinie… - przełknął ślinę, potrząsając mocno głową. – Nie chciałbym zostać zmuszony do ostateczności, kochanie. Jesteś moją gwiazdką na niebie, Kate.
- Oh, Curran! – załkała żałośnie, wtulając się w niego mocno i mocząc mu przód koszulki.
- Po prostu zostań ze mną, maleńka. Na zawsze. I nie zmieniaj się, proszę – wyszeptał, a po jego policzkach spłynęły łzy.
- Przepraszam! – jęknęła, scałowując mu łzy. – Nie chciałam cię ranić, kochanie.
- Wiem – chrypnął w końcu. – Po prostu tak strasznie cię kocham.

Trzy miesiące później.
- Kate! – wrzasnęła Julie ze swojego pokoju na piętrze. – Chodź tu prędko, proszę!
Zdumiona i przestraszona jej wrzaskiem, chwyciła Królową i starając się przeskakiwać po dwa stopnie naraz, popędziła na górę.
- Co się dzieje, młoda? – wpadła do jej pokoju, szukając niebezpieczeństwa.
- Chyba mam bardzo dziwne przywidzenia – mruknęła nastolatka, wyglądając przez okno. – I zdaje się, że w naszym ogrodzie powstało oczko wodne ze złota, w którym taplają się syreny…

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1912 słów i 10998 znaków, zaktualizowała 15 sty o 9:47.

Dodaj komentarz