Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 7

Kate Daniels "Magia Zaskakuje" rozdział 7- A potem kazał mi wyrzucić to złoto i zatrzasnął mi drzwi tuż za tyłkiem — powiedziała Kate, gdy wieczorem siedzieli razem z Curranem i Julie przy kuchennym stole. - Wyglądał na przerażonego tym, co usłyszał. Nie podoba mi się to. To już druga osoba, która zaczyna wariować, gdy pytam o anioły.
- Może nie chodzi o anioły? - rzuciła Julie, mieszając energicznie w kubku z herbatą. - Może uskrzydlone istoty kojarzą im się zupełnie inaczej?
- Nie mam niestety pojęcia jak — westchnęła Daniels, opierając głowę na rękach. - Chyba jutro wybiorę się do Ostrego Cięcia i Gildii i poszukam informacji. Nasze książki na niewiele się zdały.
- Chętnie pójdę z tobą — zaoferowała się nastolatka. Curran spojrzał na nią surowo.
- O ile dobrze pamiętam, masz jutro lekcje, których kolejny raz nie zawalisz... - powiedział stanowczo.
- Same nudy — jęknęła.
- I co z tego? - prychnął. - Julie, wybieraj: uczysz się w tej szkole, albo tutaj ze mną, pomagasz mi przy wszystkich cięższych pracach. Uwierz mi, będę gorszy, niż twoich najgorsi nauczyciele...
- Nie możesz się tak ze mną obchodzić, nie jesteś moim ojcem!
- Jestem twoim prawnym opiekunem, tak samo, jak Kate, więc owszem, mogę wiele rzeczy — powiedział, a jego oczy zalśniły złotem. - Nie zmuszaj mnie, bym stał się tym złym, bo naprawdę tego nie chcę, ale denerwują mnie już te twoje wszystkie próby wymigania się od nauki, Julie... Jesteś moją córką, czy ci się to podoba, czy nie i zamierzam się o ciebie troszczyć — warknął. Przez kilka minut w kuchni panowała cisza tak gęsta, że dało się ją kroić nożem i lodowata, że Kate niemal widziała, jak ich oddechy skraplają się w powietrzu. W końcu dziewczyna wypuściła powoli powietrze z płuc i wstała sztywno.
- Pójdę się pouczyć do swojego pokoju i będę wdzięczna, jeśli nie będziesz mi przeszkadzać, zwierzaku — mruknęła, zmierzając w stronę schodów.
- Masz zakratowane okna — rzucił jeszcze Curran cicho. Ze schodów dobiegło ich pełne złości westchnienie Julie.
- Nie przesadzasz? - Kate spojrzała na niego z ukosa. Pokręcił przecząco głową.
- Przez lata nauczyłem się odpowiedzialności, Kate — mruknął. - Wcześniej Gromada była moją rodziną po stracie tej pierwszej, teraz wy nią jesteście. Ty, Julie i nasze dziecko. Nie robię wyjątków. Co z tego, że jest adoptowana? Kocham ją jak własną. Walczyłem za tę dziewczynkę, Kate. Walczę każdego dnia i z każdym, kto nam zagraża, bo nie mam zamiaru stracić już nikogo więcej. Nigdy.


- Widzę, że chyba obrabowałaś największą ocalałą bibliotekę w mieście — zaśmiała się George, zgrabnie krojąc ciasto miodowe z kruszonką świeżo upieczone przez Marthę, podczas odwiedzin u Lennartów kilka dni później.
- Wypożyczyłam te książki — odparła Kate z godnością, zduszając chichot, choć oczy się jej śmiały. - Tutaj coś musi być. Nie wierzę, że w żadnej z książek nie będzie, choć małej wzmianki o czarnej aurze magii.
- Ale wiesz, że być może jeszcze nikt o takiej nie słyszał? Być może możesz być pierwszą...
- Wiem, ale zawsze warto spróbować.
- Dobra, to co wiemy o istotach, które posiadają skrzydła?
- A dlaczego pytasz? - mruknął Curran, nie spuszczając czujnego wzroku z Eduardo, z którym siłował się na rękę.
- Bo jakoś nie wierzę, że to właśnie anioły zesłały wam to złoto. W jakim celu? Ok, rozumiem, że walczysz ze swym ojcem, by go ukatrupić, lub chociaż zniewolić, ale jakoś do tej pory ani aniołowie, ani tym bardziej sam Bóg, oczywiście o ile w ogóle istnieją, nie raczyli zainterweniować w tej sprawie. Więc dlaczego akurat teraz mieliby się objawić? No i to złoto, które nie zastyga, więc nie możecie go sprzedać...
Kate wzruszyła ramionami, obgryzając kruszonkę.
- Nie wiem — przyznała po chwili. - Dla mnie to wszystko jest naprawdę dziwne...
- Chyba dla wszystkich — burknęła Julie z kąta, w którym się uczyła. Wciąż była naburmuszona, ale po dwóch próbach ucieczki poprzez przepiłowanie krat i dorobieniu się bolesnych odcisków, była względnie grzeczna.
- Zgadza się — Kate kiwnęła głową, przeglądając gruby bestiariusz.
- Więc? Jakie istoty mają skrzydła?
- Mam ci je wymienić wszystkie? Trochę ich jest...
- I co z tego? Kręcimy się w kółko, nie mamy bladego pojęcia, co się tutaj dzieje. Nie wiemy, czy to atak, czy przypadkowe działanie — powiedziała George. - Dlaczego w szczycie techniki pojawiają się u was kąpiące się w oczku wodnym pełnym złota syreny? Coś tu mocno nie gra i musimy dowiedzieć się co. Jesteśmy zdani na siebie, Kate. Gromada już nas nie obroni, oni mają własne problemy...
- Ona ma rację — mruknął Eduardo, napinając mięśnie ręki tak mocno, że wyglądało to tak, jakby skóra miała mu zaraz pęknąć od ich nadmiaru.
- Dobrze — skwitowała Kate, otwierając bestiariusz na pierwszej zakładce. - Zacznijmy od stworzeń, które znamy. Lamassu, z nimi już walczyliśmy i wiemy, że aura ich magii nie jest czarna. Następnie są greckie syreny. Te widziałam tylko kilka razy, głównie w czasie spotkań z Romanem. Ze stworzeń, z którymi dotąd nie walczyliśmy, to anioły, o których prawdziwości istnienia nie mamy bladego pojęcia, oraz walkirie z nordyckich podań.
- To te kobiety-wojowniczki? - zapytała Julie.
- Zgadza się — powiedział Curran spokojnie, uderzając ręką Eduardo o blat stołu z taką siłą, że wszystko podskoczyło. - Wybaczcie, dziewczyny — zachichotał.
- Jak dzieci... - westchnęła George, patrząc na nich z politowaniem. Curran wyszczerzył się głupkowato, przeczesując dłonią włosy. - Czasami naprawdę moglibyście zachowywać się rozsądniej...
- Wybacz, kochanie, chyba rozsadza nas energia — mruknął bizonołak, przytulając kodiaczkę. Curran spojrzał na swoją żonę, puszczając jej oczko. Pokręciła głową, chichocząc pod nosem.
- Jeśli chcecie się na coś przydać, to bierz notes i rób notatki, Wasza Futrzastość — mruknęła.
Chwilę później usiadł na kanapie, pochylając się nad kartką papieru.
- Jestem gotowy, możesz lecieć.
- Ok. A więc pierwszym stworzeniem, które wymienia ten bestiariusz, a posiada skrzydła, jest Aitvaras. Kogut o ciele wyglądającym jak meteoryt, który przynosił ludziom dobry i zły los. Pochodzi z litewskich wierzeń.
- Czemu w sumie skupiamy się na stworzeniach latających? - zaciekawiła się Julie, zerkając na dorosłych znad czytanej książki.
- Bo złoto spłynęło z nieba, młoda — mruknęła George.
- A co, jeśli się mylicie?
- Później się nad tym zastanowimy. Jak wszystkie nasze tropy okażą się niewypałem, do czego mam nadzieję, w ogóle nie dojdzie — odparł Curran, spokojnie zapisując pierwszy podpunkt. - Co dalej?
- Dalej mamy Alkonost, to ptaki z głowami kobiet. Przyjazne ludziom w wierzeniach rosyjskich.
- Trzeba o nie zapytać Romana...
- Już widzę, jak ucieszy się na nasz widok... Ok, lecimy dalej. Kolejne stworzenia to Aralez — psy ze skrzydłami, które doprowadzały do zmartwychwstania poległych wojowników, pochodzą z Armenii. Potem Basan, ptaki przypominający koguty z wierzeń Japonii, Benu, czyli ptasie bóstwo Egiptu, Fenghuang, czyli ognisty ptak, chiński odpowiednik Feniksa, oraz oczywiście on sam. Gudiao, chiński ptak z rogiem na głowie. Mamy jeszcze stugłowego smoka o imieniu Ladon, z mitologii greckiej, Mantykorę, czyli lwa ze skrzydłami smoka lub nietoperza z wierzeń perskich.
- Sporo tego — Eduardo podrapał się po głowie, zaglądając Curranowi przez ramię.
- Aha, a to tak naprawdę dopiero połowa — mruknęła Kate, patrząc z powątpiewaniem na bestiariusz.
- I zamierzacie je wszystkie sprawdzić?
- Obawiam się, że zajęłoby nam to resztę życia — odparł lwołak posępnie. - Na razie po prostu je wypiszemy i będziemy sukcesywnie wykreślać. Zobaczymy, czy dojdziemy do jakiegoś mądrego rozwiązania.
- Zgadza się. Dobra, bo czasu to my zbyt dużo nie mamy. Więc tak, kolejne ze stworzeń, które potrafią wzbić się w powietrze, są Peryt, czyli jelenio-ptasie stworzenie nieprzyjazne ludziom, ponoć występujące na Atlantydzie, Psonen z mitologii Indian, potrafił sprowadzać śnieżyce i zamiecie machnięciem skrzydeł. Kolejnym uskrzydlonym potworem jest Pyrausta, smoczek o owadzich skrzydłach pochodzący z Cypru, zamieszkiwał ogień, bez którego nie potrafił istnieć. Potem mamy ognistego ptaka Raróg z wierzeń Słowian, który przynosił ludziom szczęście oraz Sirin, kobiety-ptaki. Przynosiły smutek i rozpacz. Suzaku to kolejny azjatycki ognisty ptak, a Tulugaak to kruk, który stworzył świat. Pochodzi z wierzeń Innuitów. Zburator to z kolei smok z głową wilka z wierzeń rumuńskich, który kusił kobiety do współżycia. Ziz to olbrzymi ptak z wierzeń hebrajskich, który ponoć mógł przesłonić słońce.
- To wszystko? - zapytał Curran, podnosząc głowę i patrząc poważnie na Kate. Kiwnęła głową, zamykając książkę.
- Tak. To wszystko — westchnęła.
- On ma rację, dużo tego — powiedziała Julie, patrząc na notatki Currana.
- Niestety, ale rozpracujemy to — potarł kark niecierpliwym ruchem dłoni. - Zastanawiam się tylko, czy brać pod uwagę te złe stworzenia, czy jednak dobre?
- Chyba mniej tych dobrych, może od nich zaczniemy? - Julie spojrzała kolejno na pozostałych. Kate wzruszyła ramionami.
- Może być — zgodziła się, przecierając twarz dłońmi. - Ale jutro. Dajcie mi trochę odpocząć.
- Jeśli chcesz, sami się tym zajmiemy — mruknął lwołak, podchodząc do niej szybko i obejmując ją czule. - Nie musisz przecież robić wszystkiego sama, kochanie.
Kiwnęła głową, wtulając się w niego. Pocałował ją lekko we włosy. Byli na tyle zajęci sobą, że gdy rozległ się dzwonek do drzwi, to Julie pierwsza ruszyła, by je otworzyć. Po chwili wróciła do kuchni.
- Hej, ludzie... - powiedziała niepewnie. - Nie chciałabym wam przeszkadzać, ale macie gościa.
- To my już pójdziemy — odezwał się natychmiast Eduardo, chwytając George za rękę.
- Yyyy... - Julie przestąpiła niecierpliwie z nogi na nogę.
- Co się dzieje, mała? - Curran spojrzał na nią poważnie. - Kim jest nasz gość?
- Zdaje się, że mną — powiedział Roland, wchodząc niespodziewanie do kuchni. Curran warknął głucho, jednym susem przeskakując stół. Eduardo natychmiast stanął koło niego, zasłaniając dziewczyny.
- Co tu robisz? - zapytał lwołak, prężąc mięśnie.
- Przyszedłem w dobrej wierze — powiedział mężczyzna, nie patrząc na niego, tylko na swoją córkę. - Przyniosłem prezent dla mojego nienarodzonego wnuka.
- Nie chcemy od ciebie żadnych prezentów! Wynoś się stąd!
- Ależ ty jesteś nieuprzejmym zięciem — westchnął Roland, kręcąc głową. Cofnął się o krok i po chwili trzymał w dłoniach irracjonalnie wielkich rozmiarów miśka omotanego czerwoną wstążką. - Ja naprawdę nie chcę waszej krzywdy.
- Dziwnie to okazujesz, atakując nas na każdym kroku...
- Curran, przestań — powiedziała Kate, stając obok niego. - To tylko misiek...
- Nie byłbym tego taki pewien — pokręcił głową, obejmując ją ramieniem, by nie podchodziła do ojca.
- Cóż... Jeśli będziesz chciała ze mną porozmawiać, wiesz gdzie mnie szukać — powiedział Roland, sadzając pluszaka na ziemi.
- Nie będzie chciała — warknął lwołak, jego głos wibrował groźbą.
- Czasami jesteś bardzo pewny swojej żony, Lennart...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2062 słów i 11670 znaków, zaktualizowała 13 kwi o 8:47.

Dodaj komentarz