Żniwa 2.

Żniwa 2.Kręciłem się na łóżku wnerwiony tak naprawdę na samego siebie. Wiedziałem, że następnego dnia zaczynamy kosić i muszę być wypoczęty. Praca będzie długa, mecząca, a przede wszystkim odpowiedzialna i trzeba dać z siebie wszystko. Nie wyobrażałem sobie jej po nieprzespanej nocy. Tymczasem, zamiast spać, cały czas myślałem. Miałem przed oczami ten widok, kiedy pierwszy raz zobaczyłem na posesji córki naszego gospodarza. Iwona, Sabina i Agnieszka. Kiedy przypomniałem sobie o moim zakładzie, od razu zrobiło mi się przyjemnie, ale z drugiej strony uświadomiłem sobie, jak trudnego zadania się podjąłem. To były nie byle jakie piękności. Nie wierzyłem, że żadna nie ma chłopaka. To było wprost nie do uwierzenia, chyba że w okolicy mieszkają same dziewczynki, albo geje. Najstarsza Iwona miała na sobie czarną gustowną sukienkę. Pięknie komponowała się z kolorem jej włosów i małymi białymi kolczykami w uszach. To, co mówił mój kolega, było prawdą. Miała fajny biust. Sabina zrobiła na mnie gigantyczne wrażenie. Kręcone blond włosy pięknie komponowały się z jej ciałem. Miała na sobie kremową bluzeczkę, a spod niej przebijał stanik. Od razu poczułem na nią ochotę. Agnieszka z kolei chyba się nas trochę wystraszyła. Ona też niczego sobie. Była jak się dowiedziałem świeżo upieczoną maturzystką i najmniej chętną do pracy. Marzyła, aby wyrwać się z tego gospodarstwa do wielkiego miasta.
Z ich widokiem przed oczami i z planami co do każdej z nich w końcu zasnąłem. Obudziłem się o piątej. Słyszałem, że gospodarz już krzątał się po obejściu. Koszenie zaczynamy dopiero o dziesiątej, więc było jeszcze czasu, ale i tak wstałem. Chciałem dokładnie sprawdzić kombajn, by nie zaliczyć jakiegoś falstartu. Na tę myśl uśmiechnąłem się. Ciekawe jak pójdzie mi inne zaliczanie i czy tam nie będzie falstartu? - pomyślałem.
Siedząc tak chwile na łóżku i zastanawiając się nad tym, co będzie się działo w moim życiu, przez następne dwa tygodnie podjąłem pewne postanowienie. Do tej pory byłem dobrym pracownikiem i zbierałem same pochwały. Zapracowałem własnymi rękoma na bardzo dobrą opinię w firmie. Realizując zakład, narażałem się na wyrzucenie mnie stąd przez ojca dziewczyn. Mógł zadzwonić do firmy i powiedzieć, że podesłany pracownik przyjechał nie pracować na kombajnie, a po to, by wyruchać jego córki. Na takie coś nie mogłem sobie pozwolić. Tego kwiatu jest pół światu, a taką fuchę jak mam ciężko dostać. Postanowiłem, że priorytetem będzie dla mnie robota. Jak nie uda mi się z którąś albo z żadną, to nic się nie stanie. W każdym razie muszę uważać, nie tylko, by zostawić którąś z brzuchem, ale także by nikt nie dowiedział się, że z którąś flirtuje i nawet było coś więcej. Poza tym nie wiadomo jak powiedzmy, najmłodsza zareaguje na to, że wcześniej przespałem się z jej starszymi siostrami i na odwrót. Zaczynałem żałować, że się założyłem. Nie mogłem się wycofać i chyba podświadomie nawet tego nie chciałem.
Pierwszy dzień pracy był bardzo owocny, przynajmniej do godziny piętnastej. Wykosiliśmy sporo, a ja pokazałem właścicielowi gospodarstwa w kombajnie wszystko to, czego jego stary Bizon nie miał. Był zachwycony. Mnie podobała się organizacja pracy i to, że maszyna cały czas była w ruchu. Pracownicy najemni gospodarza na bieżąco odbierali zboże. Nie zapytałem, jak wygląda kwestia z obiadem. Byłem daleko w polu i zjazd do domu byłby ogromną stratą czasu. Wtedy zobaczyłem, jak po rolniczej drodze zmierza w naszą stronę, bo oczywiście na kombajnie pracowałem z moim kolegą, samochód, który już wczoraj widziałem.
- Patrz, jak popierdziela — skwitował Jacek, widząc tumany kurzu.-Ciekawe, która dupeczka jedzie.
- Ty tylko o jednym — podsumowałem go i kazałem mu iść i sprawdzić, czy nie ma strat na ziarnie z tyłu kombajnu.  
Dojechaliśmy na skrawek pola. Panda była tam dużo wcześniej i obok niej był już rozłożony plastikowy stół z krzesłami. Na nim dziewczyna z kręconymi włosami rozkładała talerze. Kiedy dojechaliśmy tam, zawołano nas na posiłek. Wyłączyliśmy maszynę i z uśmiechem na twarzy poszliśmy na posiłek. Byłem głodny.
Poza nami dwoma obiad dostało także kilku traktorzystów, którzy akurat byli w terenie.
Dziewczyna starała się i to bardzo. Widać było, że poza pracą w kuchni pomagała także przy rozładunku. Jej buty były zakurzone od zboża. Miała na sobie bluzeczkę na ramiączkach w jasnoniebieskim kolorze. Spod ramiączek bluzki wystawały ramiączka stanika w takim samym kolorze. Krótkie spodenki, a nie spódniczka świadczyły tylko, że dziewczyna wie, kiedy jest czas na robotę, a kiedy na zabawę.
Po zjedzeniu obiadu kazałem Jackowi opróżnić zbiornik kombajnu ze zboża. Tym samym pozbyłem się jego i traktorzystów, który musieli podstawić przyczepy. Nie odzywając się, nie śliniąc, i nie rzucając głupich gadek na podryw, pomogłem w sprzątaniu naczyń, składaniu stołu i pakowaniu wszystkiego do samochodu.
- Ten stół chyba nie wejdzie — powiedziałem w sumie sam do siebie. Nie wiedziałem, że Sabina stoi tuż za mną.
-Jak się dobrze wypieści, to się wszystko zmieści — usłyszałem za mną. Dziewczyna stała z założonymi rękoma i obserwowała moją nieporadność.
- Mówisz? - zapytałem i podjąłem kolejną tym razem udaną próbę. Zamknąłem klapę bagażnika i spojrzałem na nią. Bawiła się włosami i drapała jedną nogą po drugiej. Czułem, że robi to celowo. Chciała mnie wybadać.
Uśmiechnąłem się tylko i stosując moją taktykę, udałem się w stronę kombajnu. I tak jak na początek, to było całkiem nieźle.
Po chwili usłyszałem za moimi plecami, że dziewczyna nie może odpalić samochodu. Druga próba także spełzła na niczym. Odwróciłem się i podszedłem z powrotem.
- Nie mam pojęcia, co się stało, wszystko działało — powiedziała, kiedy otwierała maskę.  
Zauważyłem, że silnik pozostawia wiele do życzenia. Jako źródło bieżącego problemu wytypowałem osuwająca się klemę.
- Powinnaś poprosić chłopaka, żeby zajął się tym pojazdem. Sporo tu jest do zrobienia — powiedziałem, choć wiedziałem, jaka padnie odpowiedź.
- Najpierw trzeba kogoś takiego mieć. Ojciec obiecuje, ale jak na razie nie ma czasu. Niedługo przegląd i trzeba coś pomyśleć.
Dziewczyna szybko przeszła z tematu chłopaka na temat samochodu, nie dając mi szansy na rozwinięcie tego wątku. Pomimo to w jej głosie było jakieś pragnienie poznania kogoś.  
Naprawiłem klemę.
- Teraz spróbuj.
Panda odpaliła od razu, ale jej dźwięk niewiele miał wspólnego z pracą nowego silnika.
- Zostaw samochód na podwórku, otwarty. Jak skończę po robocie dmuchać kombajn, to się nim zajmę.
Dziewczyna zaśmiała się, a ja oblałem się rumieńcem. Nie wiedziałem, co takiego śmiesznego jest w tej propozycji.
- Będziesz dmuchał kombajn?- zapytała i także zalotnie się uśmiechnęła.
- No coś trzeba — powiedziałem, patrząc na nią. Zrobiłem to tak, by nie miała wątpliwości, że to aluzja, a zarazem żart.- Po każdym dniu pracy trzeba oczyścić silnik maszyny i podzespoły z plew. To zmniejsza ryzyko awarii i pożaru.
- Mój ojciec nie dmuchał naszego starego kombajnu. - powiedziała rozbawiona.
- Pewnie dlatego trzeba było kupić nowy — skwitowałem szybko.
- Nie chce dodawać ci pracy. Skończysz pewnie koło północy, a przecież musisz się wyspać — powiedziała poważnym, ale miłym tonem.
- No spokojnie, przecież nie pracuje sam. Zaciągnę tego nieroba Jacka do kombajnu, a sam zajmę się twoim autem.
- I nie będzie ci żal, że kolega dmucha, a ty nie? - zapytała uwodzicielsko. Spojrzała na moje krocze. Nie wiedziałem jak zareagować. Zignorowałem to.
- Jakoś to przeżyje, nie mam innego wyjścia.
Czułem, że samo patrzenie na nią i sama rozmowa powodują, jak mój penis zaczyna budzić się do życia. Tego pokazać nie chciałem.
- Dobra, zostawię auto otwarte, tam gdzie mówiłeś. Tylko nie mam za wiele kasy, by ci zapłacić. Wiesz, jak jest. Pracuje u rodziców za przysłowiową miskę ryżu albo odrabiam pańszczyznę, jak wolisz.
- O to się nie martw, jakoś mi się kiedyś odwdzięczysz — powiedziałem i czując, że w tym momencie dobrze będzie zostawić ją z tą myślą i pokazać, kto tu rządzi, odwróciłem się i wróciłem do pracy.  
Pozwoliłem Jackowi kierować, a sam zająłem się innymi mniej odpowiedzialnymi zadaniami. Nie chciałem być padniętym na koniec, poza tym, cały czas myślałem, czy wszystko z Sabiną dobrze rozegrałem.
Pierwszy dzień był niezwykle udany. Następnego dnia za sterami miał usiąść już gospodarz, a my mieliśmy tylko asystować.
Przy kolacji była tylko gospodyni. Dziewczyny zrzucały zboże do dmuchawy.
- No Jacek, rób to, co kochasz, dmuchaj! - powiedziałem rozbawiony, przekazując koledze kompresor. Sam poszedłem zająć się wysłużoną już do granic możliwości Pandą.
Roboty było co niemiara. Wyczyściłem wszystkie przewody, silnik, podolewałem płynów. Naprawiłem, co mogłem. Jacek skończył koło pierwszej i chyba skumał, po co to robię.
- Widzę, że nie próżnujesz — powiedział z przekąsem, po czym, zamiast mi pomóc, poszedł się wykąpać i spać. Skończyłem dopiero o czwartej rano.
Miałem nadzieje, że cały ten wysiłek nie pójdzie na marne.
Wstałem po czterech godzinach snu i poszedłem sprawdzić, czy Jacek nie odwalił jakiejś maniany. Wszystko było wyczyszczone dobrze i nie powiem, zaskoczył mnie. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy w pole. Byłem trochę zawiedziony faktem, że nie zobaczyłem żadnej dziewczyny przy posiłku. Najwidoczniej były tak zmęczone wczorajszą pracą, że dziś pośpią dłużej.
Koło dziesiątej wyjechaliśmy w pole i zgodnie z planem gospodarz usiadł za sterami kombajnu. Okazał się straszną gadułą i zadawał tysiące pytań. Był męczący, ale z drugiej strony nie pozwalał mi zasnąć.  
- O widzę, że Sabina jedzie z obiadem. Słuchaj, to zrobimy jeszcze jedno kółko, reszta w tym czasie sobie zje, potem ty pójdziesz, a ja sam sobie objadę jeszcze raz. Ty zjesz w spokoju, a ja głodny nie jestem. Tak fajnie mi się jeździ, że nie mam zamiaru stąd wychodzić — oznajmił a ja oszołomiony tym, że będę sam na sam z Sabiną nie miałem najmniejszego zamiaru protestować przeciwko takiemu pomysłowi.
To jedno okrążenie dłużyło mi się niesamowicie, ale w końcu dojechaliśmy. Inni już zjedli. Za stołem siedziała blondynka o kręconych włosach. Wyglądała cudownie. Miała na sobie kwiatową, ale widać, że znoszoną przeznaczoną na co dzień sukienkę. Spod niej wystawał czarny stanik. Widziałem, jak manewrowała coś przy ramiączkach i przez myśl przeszło mi, że dla mnie chce pokazać coś więcej. Nałożyła moją porcję i życzyła mi smacznego.
- Jak samochód? Odpalił bez problemu? - zagaiłem niby przypadkiem.
- Bez najmniejszego. Można powiedzieć, że był rano w gotowości, by mi służyć — powiedziała. Wyglądało to, jakby chciała wpleść jakąś seksualną aluzję, ale trochę się w tym pogubiła.  
Mimo wszystko uśmiechnąłem się.
- To dobrze. Samochód jest jak facet, zawsze powinien być sprawny i gotowy — powiedziałem,  sporo ryzykując. Dałem jej do zrozumienia, że mi się podoba.
- Zgadzam się — powiedziała i uśmiechnęła się. Niby przypadkiem poprawiła sobie jednego z tysięcy swoich loczków i podniosła ramiączko sukienki. Wiedziałem, że mnie kokietuje i byłem z tego powodu bardzo zadowolony.
- Pojadłem sobie za wszystkie czasy. Dziękuje — powiedziałem i zacząłem zbierać się do dalszej pracy.
- Zaczekaj chwilę — powiedziała.-Zwykłe dziękuję to za mało, za taką ciężką pracę i to jeszcze po nocy, będąc zmęczonym. Chciałabym ci jakoś inaczej podziękować. Mogę wpaść do ciebie wieczorem, po robocie, kiedy wszyscy będą już padnięci?
Czułem, jak mój mózg zalewa fala hormonu szczęścia. Wiedziałem, co się kryje pod tymi słowami.
- No, ale ty też będziesz padnięta.
- Nie na tyle — powiedziała lekko zbita z tropu.
- Dobra. Wiesz, gdzie mieszkam — powiedziałem i spojrzałem na jej biust. Teraz już nie musiałem się krępować. Dziewczyna była moja.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • MrX

    Dobra robota. Rozwija się systematycznie a powoli z wyczuciem. Jedna sugestia - niech on nie zerwie tego kwiatka na jednym spotkaniu.

  • izabela

    Ciekawie rozwijasz tą opowieść.