Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Zakazane Pragnienia III: Świąteczna Gra Zmysłów

Zakazane Pragnienia III: Świąteczna Gra ZmysłówKolejne miesiące mijały nam w aurze niesamowitego, głębokiego szczęścia. Nasz romans zyskał pewną bezpieczną, intymną rutynę, a każde kolejne zbliżenie tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że to, co nas łączy, jest wyjątkowe. Stałyśmy się sobie bliższe niż kiedykolwiek, idealnie łącząc role matki i córki w codziennym życiu z rolami namiętnych partnerek za zamkniętymi drzwiami sypialni. W międzyczasie w naszym życiu, jak zwykle gdzieś na dalekim marginesie, pojawił się też ojciec Marty. Ot, krótka, rutynowa rozmowa telefoniczna z jego strony, złożył Marcie przedwczesne życzenia, rzucił coś o prezencie i przelewie, kompletnie nieświadomy tego, że w tym samym momencie jego była żona i córka siedziały splecone dłońmi na kanapie, uśmiechając się do siebie porozumiewawczo. Byłyśmy po prostu szczęśliwe.

W końcu nadszedł grudzień, a wraz z nim czas świąt Bożego Narodzenia. W tym roku pogoda spłatała figla, zamiast białego puchu, za oknami panowała nietypowa, duszna i ciepła aura, a po szybach bez przerwy bębnił miarowy, monotonny deszcz. Miałyśmy spędzić ten czas u moich rodziców, w otoczeniu całej naszej dużej rodziny: byli tam dziadkowie, moi dwaj bracia z małżonkami i głośną gromadką dzieci oraz moja siostra ze swoim partnerem.

Zanim jednak zeszłyśmy na dół, do głośnego, pełnego świątecznego gwaru salonu, przygotowywałyśmy się w naszym tymczasowym pokoju na piętrze. To właśnie wtedy zaczęła się nasza gra. Marta stała przed lustrem, a ja nie mogłam oderwać od niej wzroku, czując, jak znajome, gorące napięcie natychmiast rozlewa się po moim podbrzuszu. Wyglądała obłędnie świeżo, młodzieńczo, ale niesamowicie prowokująco. Miała na sobie plisowaną mini spódniczkę w czerwoną kratę, spiętą szerokim pasem, która ledwo zasłaniała jej uda, oraz dopasowany, czarny golf idealnie podkreślający jej zgrabne piersi. Do tego założyła ciemne pończochy, a na nogi ocieplane trampki, co nadawało jej drapieżnego, zmysłowego uroku.
— Podoba ci się, mamusiu? — zapytała, odwracając się do mnie i posyłając mi ten swój bezczelny, dumni uśmieszek, doskonale wiedząc, jak na mnie działa.
— Aż za bardzo, skarbie — odpowiedziałam niskim głosem, poprawiając swój własny strój.
Ja postawiłam na elegancję, która jednak skrywała w sobie czystą obietnicę. Miałam na sobie czarną, ołówkową sukienkę mini na ramiączkach, pod którą założyłam szare koszulowe body, jego elegancki kołnierzyk i góra idealnie komponowały się z wycięciem sukienki. Całość dopełniały czarne pończochy samonośne z szerokimi, koronkowymi manszetami oraz botki na wysokiej szpilce.

Marta podeszła do mnie wolno, stukając cicho trampkami o podłogę. Jej wzrok zjechał w dół, przesuwając się po moich opiętych materiałem biodrach, aż do miejsca, gdzie sukienka odsłaniała korzyści moich pończoch. W jej oczach zapłonął czysty żar.
— Ta sukienka idealnie leży na twoich biodrach, mamo... — wyszeptała, podchodząc tak blisko, że poczułam zapach jej perfum. — Koszulowe body wygląda tak elegancko, ale najchętniej rozpięłabym te wszystkie guziczki i zsunęła te ramiączka z twoich ramion... tu i teraz, ale pończochy zostawimy. Mają na tobie zostać do samej nocy, obiecaj mi to.
Moje serce zabiło mocniej, a oddech natychmiast przyspieszył. Słysząc gwar dobiegający z dołu, położyłam dłoń na jej talii, lekko ją odpychając, choć najchętniej rzuciłabym ją na łóżko.
— Obiecuję, córeczko... Ale teraz musimy zejść na dół. Bądź grzeczna i pamiętaj, kim tam jesteśmy — upomniałam ją szeptem, choć sama ledwo panowałam nad drżeniem rąk.
Gdy weszłyśmy do salonu, uderzyła w nas fala rodzinnego ciepła. Zapach potraw, choinki, głośne rozmowy i śmiechy dzieci moich braci. Rodzice natychmiast nas przytulili, wujostwo zaczęło komplementować, jak pięknie obie wyglądamy. Usadzeni nas przy dużym, suto zastawionym stole. Marta usiadła naprzeciwko mnie, tuż obok swojej cioci i jej partnera. Zaczęła się tradycyjna kolacja, rodzinne dialogi, pytania o szkołę, plany Marty i moją pracę. Odpowiadałam mechanicznie, nakładając bratu sałatkę, śmiejąc się z żartów szwagra, ale cała moja uwaga była skupiona tylko na jednym punkcie. Na Marcie. Moja córka grała bezbłędnie. Gdy rozmawiała z dziadkiem, była idealną, ułożoną wnuczką, ale gdy tylko uwaga rodziny przenosiła się na kogoś innego, jej wzrok natychmiast odnajdywał mój. To była bezwzględna gra ukrytych spojrzeń. Marta patrzyła na mnie z tak zuchwałą namiętnością, wolno oblizując usta przy piciu kompotu, że czułam, jak pod szarym body moje sutki twardniały z podniecenia. W pewnym momencie, gdy pod stołem nasunęła swoją nogę do przodu, poczułam, jak jej ocieplany trampek zaczyna delikatnie, miarowo ocierać się o moją łydkę, wędrując wyżej, w stronę kolana i krawędzi mojej ołówkowej sukienki. Moje ciało przeszły ciarki. Musiałam mocniej zacisnąć palce na widelcu, by nikt nie zauważył, jak bardzo drżę. Spojrzałam na nią z ostrzeżeniem w oczach, ale w odpowiedzi zobaczyłam tylko rozbawiony, dumni błysk. Napięcie między nami wibrowało tak mocno, że byłam pewna, iż zaraz ktoś to zauważy.

Okazja do oderwania się od stołu nadarzyła się, gdy mama poprosiła o przyniesienie kolejnego ciasta ze spiżarni. Natychmiast się zgłosiłam, a Marta, jak na zawołanie, wstała, oferując pomoc. Gdy tylko zamknęłyśmy za sobą drzwi chłodnej, ciemnej spiżarni, a za ścianą słychać było jedynie stłumiony gwar rozmów braci, Marta natychmiast naparła na mnie, dociskając moje plecy do regału z przetworami.
— Przecież ty mnie wykończysz pod tym stołem... — wyszeptałam chrapliwie, chwytając ją za klapy czarnego golfu. — Co ty wyprawiasz, mała bestio?
— Tylko sprawdzam, jak bardzo mamusia jest zdyscyplinowana — zaśmiała się cicho prosto w moje usta, a jej dłoń zjechała po mojej talii, mocno chwytając za materiał ołówkowej sukienki i lekko ją unosząc, by poczuć koronkową manszetę mojej pończochy. — Tak strasznie podnieca mnie to, że oni wszyscy tam siedzą, a ty cała płoniesz tylko dla mnie. Ta szara koszula pod spodem jest taka sztywna... a ty pod nią jesteś taka gorąca.
— Marta, błagam cię... zaraz ktoś tu wejdzie — mruknęłam, ale zamiast ją odepchnąć, sama przyciągnęłam jej biodra bliżej swojego krocza, ocierając się o jej plisowaną spódniczkę. Niewiarygodny głód rozkoszy mieszał się z dreszczem strachu przed nakryciem.
— Nie wejdzie — wyszeptała, muskając swoimi ustami moje, prowokując mnie do głębokiego pocałunku. — Wytrzymaj jeszcze trochę, mamo. Obiecuję, że w nocy, jak wszyscy zasną, zdejmę z ciebie tę sukienkę i to body... guzik po guziku, ale teraz... wracajmy, zanim zaczną nas szukać.
Wyrwała się z moich objęć z cichym, triumfalnym śmiechem, złapała półmisek z ciastem i z idealnie opanowaną twarzą otworzyła drzwi, zostawiając mnie w ciemności spiżarni, z szalejącym sercem, pulsującym podbrzuszem i pożądaniem, które osiągnęło absolutne maksimum.

Wróciłyśmy do salonu w idealnym momencie, nikt nie zdołał nabrać żadnych podejrzeń. Ciepły, grudniowy deszcz wciąż miarowo bębnił o szyby, odcinając nas od reszty świata i potęgując to dziwne, duszne uczucie intymności. Przy stole panowała klasyczna, swobodna atmosfera. Bracia głośno debatowali z moim tatą o polityce i samochodach, siostra ze swoim partnerem śmiali się z najnowszych anegdot, a dzieci bawiły się w kącie pokoju nowymi zabawkami. Na stole pojawiło się dobre wino i whisky alkohol spożywany był z pełną kulturą, nikt się nie spieszył, każdy celebrował ten wspólny czas. Marta, z tą swoją wrodzoną gracją, nałożyła sobie porcję sernika i z absolutnym spokojem zaczęła rozmawiać z wujem o swoich planach na studia. Patrzyłam na nią, popijając czerwone wino, i czułam, jak moje serce bije w szaleńczym rytmie. Pod wpływem alkoholu i wcześniejszego spięcia w spiżarni, moje zmysły były wyostrzone do granic możliwości. Nasze spojrzenia wciąż krzyżowały się nad stołem, krótkie, palące sekundy, w których Marta lekko unosiła brwi, jakby pytała: „I jak tam, mamo? Trzymasz się jeszcze?”.

W pewnym momencie moja mama usiadła bliżej mnie, kładąc dłoń na moim ramieniu. W jej oczach malowała się ta czuła, matczyna troska, która zazwyczaj mnie wzruszała, ale dziś sprawiła, że oblał mnie zimny pot.
— Weroniczko… — zaczęła cicho, by nie zagłuszać reszty rodziny. — Tak rzadko mamy okazję spokojnie pogadać. Jak ty sobie właściwie radzisz po tym rozwodzie? Minęło już tyle miesięcy… Martwię się, czy nie jesteś tam sama zbyt samotna w tym dużym domu.
Przełknęłam ślinę, a mój wzrok na ułamek sekundy uciekł ku Marcie, która idealnie w tym samym momencie spojrzała na mnie znad szklanki z sokiem. W jej oczach pojawił się cień rozbawienia połączony z głęboką, zaborczą powagą.
— Wszystko jest w porządku, mamo, naprawdę — odpowiedziałam, starając się, by mój głos brzmiał jak najbardziej naturalnie i ogólnikowo. — Mam mnóstwo pracy, dom wymaga uwagi, a poza tym… nie jestem sama. Mam Martę. Świetnie się dogadujemy, pomagamy sobie nawzajem. Naprawdę czuję się… spełniona. Nic mi nie brakuje.
Mama uśmiechnęła się ciepło, całkowicie uspokojona moimi słowami.  
— To dobrze, córeczko. Najważniejsze, że macie siebie i że tak dobrze na siebie wpływacie. Marta bardzo dorosła przy tobie.
„Nawet nie wiesz jak bardzo” – pomyślałam, czując, jak pod szarym, koszulowym body przechodzi mnie dreszcz rozkoszy. Wiedziałam, jakie są prawdziwe szczegóły tego mojego „spełnienia” i jak bardzo odległe były od tego, co moja mama mogła sobie wyobrazić. To była nasza słodka, grzeszna tajemnica, która dawała mi potężne poczucie szczęścia.


Z czasem wieczór zaczął dobiegać końca. Rodzeństwo wraz z rodzinami i partnerami zaczęło się powoli żegnać, zbierając kurtki i narzekając na tę deszczową, ciepłą noc. W domu zostali już tylko moi rodzice, Marta i ja. Wspólnie z córką zabrałyśmy się za porządkowanie stołu i znoszenie naczyń do kuchni. Pracowałyśmy w milczeniu, ale każde przypadkowe otarcie się biodrami przy zmywarce, każdy dotyk dłoni przy podawaniu szklanek parzył jak żywy ogień.

Po wszystkim znużeni dziadkowie Marty pożegnali się z nami i poszli spać do swojej sypialni na parterze. Dom w końcu utonął w głębokiej, nocnej ciszy, przerywanej jedynie szumem deszczu za oknem. Marta poszła na chwilę do łazienki, a ja udałam się na górę, do naszego pokoju.

Usiadłam na krawędzi dużego łóżka. Naprzeciwko mnie stało wysokie, starodawne lustro w drewnianej ramie. W półmroku pokoju patrzyłam na swoje odbicie. Moja czarna, ołówkowa sukienka wciąż idealnie opinała ciało, a szare body pod spodem było nienagannie dopasowane. Uniosłam dłoń i zaczęłam powoli, leniwie gładzić się po szyi, schodząc palcami w stronę obojczyka. Doceniałam swoją urodę, czułam się kobieco i niezwykle pociągająco, wiedząc, że to wszystko jest przeznaczone tylko dla jednej osoby.  

W tym momencie drzwi cicho skrzypnęły i do sypialni weszła Marta. Nie miała już na sobie trampek szła boso, a jej pończochy i plisowana mini spódniczka poruszały się hipnotyzująco przy każdym kroku. Stanęła tuż przy lustrze, opierając się o jego ramę, i spojrzała na moje odbicie, a potem bezpośrednio na mnie. Obie uśmiechnęłyśmy się do siebie, to był uśmiech pełen porozumienia i wyczekiwania.
— Długo kazałaś mi czekać, skarbie — zaczęłam grę słów, nie zabierając ręki z szyi.
— Dobra motywacja wymaga cierpliwości, mamo — odparła zmysłowo, wolno podchodząc w stronę łóżka. — Widziałam, jak rozmawiasz z babcią. Byłaś taka… grzeczna. Taka ułożona.
— Musiałam taka być. Ktoś w tym związku musi zachowywać pozory, kiedy ty bezwstydnie dotykasz mnie nogą pod stołem — skarciłam ją szeptem, ale mój wzrok płonął.
Marta zatrzymała się tuż przede mną. Z tej pozycji, gdy siedziałam na krawędzi łóżka, jej biodra w plisowanej spódniczce były idealnie na wysokości moich oczu.
— A podobało ci się? — zapytała cicho, robiąc jeszcze jeden krok, tak że jej uda niemal dotknęły moich kolan.
Zamiast odpowiedzieć, uniosłam obie dłonie i zdecydowanym, zaborczym ruchem objęłam jej zgrabne biodra, przyciągając ją blisko, najdalej jak to możliwe między moje rozchylone nogi. Marta wydała z siebie ciche westchnienie aprobaty. Nie czekając ani sekundy dłużej, wsunęłam obie dłonie pod krawędź jej czarnego golfu. Moje palce natychmiast napotkały nagą, gładką i niesamowicie gorącą skórę. Marta zgodnie z moimi przewidywaniami nie miała pod spodem stanika. Zaczęłam powoli, z uwielbieniem gładzić jej boki, wędrując dłońmi wyżej, aż moje palce oplotły jej jędrne, idealnie okrągłe piersi. Kciukami zaczęłam delikatnie muskać jej już nabrzmiałe sutki, a Marta gwałtownie odchyliła głowę w tył, cicho mrucząc i wplatając swoje palce w moje włosy. Gra dobiegła końca, zaczął się nasz czas.

Siedząc na krawędzi łóżka, powolnym, zdecydowanym ruchem uniosłam jej czarny golf wysoko do góry, aż pod samą szyję, odsłaniając przede mną widok jej idealnych, nagich piersi. Moje usta natychmiast odnalazły jej gładki, falujący od przyspieszonego oddechu brzuch. Zaczęłam składać na nim gorące, leniwe pocałunki, podczas gdy moje dłonie powędrowały w dół, gładząc aksamitną skórę na biodrach. Przesunęłam dłonie wyżej i uniosłam lekko jej plisowaną spódniczkę w kratę, pozwalając swoim palcom błądzić po delikatnej skórze ud, tuż nad krawędzią ciemnych pończoch. Rozkoszowałam się każdym centymetrem jej ciała, zachwycając się jego niesamowitą jedwabistością i ciepłem, które od niej biło.
— Jesteś tak potwornie piękna, kochanie… — wyszeptałam szelmowsko prosto przeciwko jej skórze, muskając ustami jej bok. — Cały wieczór przy stole patrzyłam tylko na ciebie i myślałam o tym, jak idealnie gładka jesteś pod tymi wszystkimi warstwami ubrań.
Marta cicho mruknęła, mocniej zaciskając palce na moich ramionach. Nie spiesząc się, rozpięłam pas spódniczki i powoli zsunęłam ją w dół po jej udach, pozwalając, by materiał opadł na podłogę. Moja córka stała teraz przede mną jedynie w czerwonych, jedwabistych figach, które idealnie kontrastowały z ciemnymi pończochami, oraz w uniesionym wysoko golfie. Uniosłam się nieco na łóżku, by zrównać nasze ciała, i zaczęłam namiętnie całować jej piersi, szyję, aż dotarłam na wysokość jej ust. Moje dłonie błądziły chaotycznie po jej plecach i pośladkach, badając każdy centymetr materiału jej bielizny. Marta uśmiechała się zmysłowo, całkowicie pijana moim dotykiem i tą nagłą, nieskrępowaną wolnością po godzinach udawania przed rodziną.

W końcu, nie mogąc już znieść dzielącego nas dystansu i chcąc w pełni poczuć moje usta, Marta powoli przyklękła na materacu tuż obok mnie. Znalazłyśmy się twarzą w twarz, idealnie blisko. Oplotła dłońmi moją szyję i zaborczo, z głębokim westchnieniem ulgi, wbiła się w moje wargi, zaczynając głęboki, parzący pocałunek, na który obie czekałyśmy przez cały ten długi wieczór. Nasze usta spotkały się w dzikim, a zarazem przepełnionym ulgą pocałunku. Siedziałam wciąż na krawędzi łóżka, a Marta klęczała przede mną na podłodze, z ramionami zarzuconymi na moją szyję, napierając swoim nagim, gorącym biustem na moje szare koszulowe body. Deszcz za oknem zdawał się cichnąć, ustępując miejsca dusznej, gęstej ciszy, którą przerywały jedynie nasze rwane oddechy i ciche mruknięcia.

Oderwałam się na moment od jej ust, patrząc na jej rozpaloną twarz. Moje dłonie powędrowały w górę, gładząc jej rozgrzane policzki.
— Tak strasznie cię pragnęłam przez cały wieczór, córeczko… Jesteś niesamowita. Wyglądasz w tych pończochach i czerwonym jedwabiu tak bezwstydnie, że o mało nie straciłam głowy przy stole — wyszeptałam chrapliwie, komplementując jej zmysłowy wygląd.
Marta uśmiechnęła się, a w jej oczach, poza drapieżnym żarem, pojawiło się coś głębszego, pełnego miłości.  
— Ja też cię kochałam wzrokiem przez te wszystkie godziny, mamo. Uwielbiam twoją elegancję, ale to, jak na mnie patrzysz, podnieca mnie najbardziej na świecie… — Wyraziła swoje najgłębsze pragnienia, po czym jej wzrok na chwilę uciekł w stronę zamkniętych drzwi. Jej ciało lekko spięło się w moich dłoniach, gdy dodała znacznie cichszym, drżącym szeptem: — Myślisz… myślisz, że dobrze robimy? Że robimy to tutaj? Pod dachem dziadków… twoich rodziców? Piętro niżej, tuż pod nimi?
To pytanie zawisło w powietrzu, uderzając we mnie całą swoją wagą. Przez moment poczułam to dawne, znajome ukłucie niepokoju. Spojrzałam na otaczający nas pokój ten sam, w którym spędzałam jako nastolatka, w domu moich rodziców, gdzie tradycja i moralność były fundamentem wszystkiego, a teraz klęczała przede mną moja własna córka, na wpół naga, połączona ze mną zakazanym węzłem namiętności. Przyciągnęłam ją bliżej, tak że nasze czoła się zetknęły, a mój wzrok stał się absolutnie poważny i pełen czułości.
— Nie wiem, czy to jest „dobre” w oczach świata, skarbie… — wyszeptałam, a moje słowa były pełne szczerych, głębokich emocji. — Pod dachem moich rodziców to wszystko wydaje się jeszcze bardziej zakazane, niemal nierealne. Może to grzech, może to szaleństwo…ale kiedy na ciebie patrzę, kiedy czuję twoje serce bijące tak blisko mojego, wiem jedno: moja miłość do ciebie jest najprawdziwszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Nie potrafię i nie chcę z ciebie zrezygnować, nawet tutaj.
Marta słuchała mnie z zapartym tchem, a w jej oczach pojawiły się pojedyncze łzy wzruszenia. Moje wyznanie rozgoniło jej chwilowe wątpliwości.
— Ja też nie chcę, mamo… — odpowiedziała, wtulając twarz w moje koszulowe body, tuż nad moimi piersiami. — Jeśli to nasz wspólny grzech, to chcę go dzielić z tobą. Tylko z tobą. Nikogo nie krzywdzimy, jesteśmy tu same… Tylko ty i ja.
Uniosłam jej podbródek, nie pozwalając na dalsze zamartwianie się. Napięcie, podsycone tą chwilą ryzyka i bliskości rodziców, urosło do granic możliwości, zamieniając się w czysty, parzący głód. Złożyłam na jej ustach kolejny pocałunek tym razem mocny, zaborczy i nieznoszący sprzeciwu, dając jej sygnał, że ta noc należy już tylko do nas. Nasze pocałunki natychmiast stały się łapczywe, głębokie, przepełnione tą gęstą atmosferą tajemnicy, która nas otaczała. Moje dłonie ujęły pełne, idealnie krągłe piersi Marty. Nie mogąc się oprzeć, zsunęłam się ustami niżej, składając na jednej z nich gorącą, mokrą pieszczotę i wirując językiem wokół twardego sutka. To była jednak tylko krótka, paląca chwila, bo zaraz wróciłam wyżej, spragniona jej ust. Moja druga dłoń w tym samym czasie błądziła niżej, gładząc napięty brzuch i przesuwając się na jej największy skarb, pieszcząc kobiecość Marty przez śliski, rozgrzany materiał czerwonych, jedwabistych fig.

Czując, że moja pozycja na krawędzi jest mało wygodna, jednym zdecydowanym gestem wciągnęłam Martę na łóżko. Usiadła tuż obok mnie, a my ani na sekundę nie przerwałyśmy tego zachłannego transu, kontynuując głębokie pocałunki. W pewnym momencie rączki Marty powędrowały do moich ramion. Zmysłowym ruchem zsunęła szerokie ramiączka mojej ołówkowej sukienki, dając mi jasny sygnał, że czas na moją kolej. Wstałam z łóżka i stanęłam tyłem do niej, tuż przed dużym, stojącym lustrem. Wpatrywałam się w swoje odbicie, obserwując jednocześnie Martę, która podeszła do mnie z tyłu. Jej smukłe palce odnalazły suwak mojej sukienki i powolnym, drażniącym ruchem zaczęły rozsuwać zamek w dół. Ja w tym samym czasie, patrząc sobie prosto w oczy w szkle lustra, uniosłam dłonie do przodu i powoli, metodycznie rozpinałam guzik po guziku mojego szarego koszulowego body. Marta z niesamowitą gracją i zmysłowym wyczuciem zsunęła ze mnie czarną sukienkę, która bezszelestnie opadła na podłogę wokół moich botków na szpilkach. Zaraz potem jej dłonie wsunęły się pod materiał rozpiętej koszuli, wędrując na sam dół mojego brzucha, by sprawnie rozpiąć body w kroku. Zrobiłam mały krok w przód. Powoli, zrzucając z ramion rękawy, pozwoliłam, by body zsunęło się w dół i dołączyło do sukienki. Stałam teraz tyłem do Marty, a frontem do lustra, ubrana jedynie w czarne pończochy samonośne z szerokimi, koronkowymi manszetami, które idealnie odcinały się na moich jasnych udach. Wpatrywałam się w swoje oblicze w tafli szkła, z dumą doceniając piękno mojego dojrzałego, idealnie ukształtowanego ciała, które teraz w całości należało do mojej córki

Siedząc na krawędzi łóżka, Marta miała moje pośladki idealnie na wysokości swoich ust. Zaczęła składać na nich powolne, niesamowicie pieszczotliwe pocałunki, muskając moją skórę z taką czułością, że natychmiast ugięły się pode mną kolana. Czułam, jak rozpalał mnie każdy jej dotyk, ale równie mocno działał na mnie mój własny widok w lustrze, dojrzałej, nagiej kobiety w samych pończochach na szpilkach, całkowicie oddanej swojej córce. Oszołomiona tym widokiem, złapałam się dłońmi za własne piersi, lekko je unosząc. Z mojego gardła o mało nie wyrwał się głośny, duszny mruk zachwytu, ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Pamiętałam, z dreszczem emocji, że piętro niżej spali, a może i nie spali moi rodzice i tutaj musiałyśmy być absolutnie cicho.

Obróciłam się na pięcie zmysłowym, płynnym ruchem. Spojrzałam Marcie prosto w załzawione z pożądania oczy, po czym chwyciłam za krawędź jej czarnego golfu i jednym sprawnym ruchem zdjęłam go przez jej głowę, rzucając gdzieś w kąt pokoju. Marta była teraz całkowicie naga, jeśli nie liczyć czerwonych fig i ciemnych pończoch.

Nie czekając ani sekundy, weszłam na łóżko. Obie uklękłyśmy naprzeciwko siebie, wyprostowane na samym środku materaca, pośród cichego szumu deszczu za oknem. Natychmiast wbiłyśmy się w siebie, całując łapczywie i obejmując ramionami. Tuliłyśmy się tak mocno, jakbyśmy chciały zetrzeć dzielącą nas barierę skóry. Nasze nagie ciała ocierały się o siebie przy każdym poruszeniu, a dłonie błądziły bez pamięci po plecach, pośladkach i piersiach. Między głębokimi, wilgotnymi pocałunkami wymieniałyśmy ciche, figlarne szepty, bawiąc się słowami, które w tej ciszy brzmiały jak najsłodszy grzech:  
— I co teraz, moja niegrzeczna dziewczyno? — wyszeptałam prosto w jej rozgrzane usta. — Kto tu teraz dyktuje warunki?  
— Ty, mamo… zawsze ty — wymruczała Marta, lekko przygryzając moją dolną wargę. — Ale pod stołem to ja byłam górą. Widziałam, jak drżały ci ręce, gdy babcia pytała o twoją samotność…  
— Zapłacisz mi za to, córeczko… Obiecuję, że nie uśniesz do rana — odpowiedziałam z szelmowskim uśmiechem, choć w głębi duszy cała drżałam z miłości i dusznego, niemal bolesnego pożądania. Moje myśli wirowały wokół tego, jak niesamowite jest to, że w domu moich rodziców, w miejscu mojego dzieciństwa, odnajduję tak totalne, dorosłe spełnienie.
W pewnym momencie Marta, oszołomiona intensywnością moich pieszczot, zaczęła powoli pochylać się do tyłu, aż usiadła na piętach na łóżku, odchylając głowę i wystawiając swoje ciało na moje uwielbienie. Nie odstępowałam jej ani na krok. Podążyłam za nią, napierając swoim ciałem na jej piersi. Moje dłonie wciąż błądziły po jej biodrach, a rączki Marty gładziły moje ramiona i plecy.

Po chwili jednak moje pocałunki stały się zbyt ciężkie dla samych ust. Zsunęłam się niżej, na jej rozgrzaną szyję, znacząc ją gęstymi, parzącymi śladami, a potem przeszłam na jej jędrne piersi, otulając ustami twarde, pulsujące sutki.

Atmosfera w pokoju dosłownie wrzała, gęsta od zapachu naszych ciał i perfum. Nasze oddechy drastycznie przyspieszyły, stając się rwane, świszczące i głębokie. Jednak świadomość tego, gdzie się znajdujemy, nakładała na nas niesamowitą, ekscytującą dyscyplinę. Obie doskonale wiedziałyśmy, że musimy cierpieć w milczeniu, a każdy nadchodzący jęk tłumić głęboko w gardle lub w dłoniach partnerki.



Moje usta z bezgranicznym uwielbieniem pieściły jej piersi naprzemiennie, niespiesznie, pozwalając nam obu chłonąć każdą sekundę tej zakazanej nocy. Ciepłym językiem i wargami drażniłam wrażliwe sutki oraz całe brodawki, sprawiając, że Marta z cichym, stłumionym westchnieniem wypinała klatkę piersiową ku górze, szukając jeszcze mocniejszego kontaktu. Jej oddech stawał się coraz płytszy, szybszy, rwany. Rozkoszowałam się tym niesamowitym smakiem jej skóry, czując, jak z każdym moim ruchem atmosfera w sypialni na piętrze zagęszcza się coraz bardziej.
Powoli zaczęłam schodzić z pocałunkami niżej. Mój język miarowo i pieszczotliwie jeździł po jej gładkim brzuchu, wywołując u niej mimowolne skurcze mięśni i przyjemne dreszcze. Nie spieszyłam się – co chwilę wracałam ku górze, by musnąć jej piersi lub złożyć na jej rozchylonych wargach głęboki, wilgotny pocałunek, po czym znowu schodziłam w dół. W końcu mój język przejechał delikatnie po śliskim, rozgrzanym materiale czerwonych fig, dokładnie tam, gdzie pulsowało całe jej pożądanie. Uniosłam się lekko na kolanach i z pełną gracją, niespiesznie zaczęłam zsuwać jedwabistą bieliznę w dół jej nóg. Marta, czując wolność, odchyliła się wygodnie na łóżku i rozłożyła nogi z tym swoim pięknym, ufnym i zmysłowym uśmiechem, który mówił mi więcej niż jakiekolwiek słowa. Odpowiedziałam jej równie ciepłym, pełnym pasji uśmiechem i bez wahania zanurkowałam głęboko między jej uda. Na początku zaczęłam powoli całować delikatną skórę po wewnętrznej stronie jej ud, tuż nad krawędzią ciemnych pończoch. Moje usta były gorące, a oddech palił jej ciało, wprowadzając Martę w jeszcze większy, konwulsyjny dreszcz rozkoszy. Widziałam, jak jej palce mocno zaciskały się na prześcieradle, byle tylko nie wydać z siebie żadnego głośniejszego dźwięku. Po chwili, nie dając jej już dłużej czekać, moje usta i język przemieściły się na jej najcudowniejszy skarb, rozpoczynając głęboką, pełną miłości pieszczotę jej kobiecości. Mój język z absolutną czułością i precyzją zaczął wodzić wzdłuż jej rozgrzanej kobiecości, przesuwając się powoli w górę i w dół. Delektowałam się każdym milimetrem jej delikatnego ciała, chłonąc naturalny, słodki smak i gęstą, gorącą wilgoć, która sączyła się z niej coraz obficiej, będąc dowodem na to, jak potężne pożądanie w niej rozpaliłam. Byłam w tym całkowicie zatracona, odcięta od całego świata, skupiona wyłącznie na dawaniu jej rozkoszy. Reakcja Marty była natychmiastowa. Jej dłonie gwałtownie odszukały skotłowaną pościel, chwytając materiał i zaciskając na nim palce z taką siłą, aż zbielały jej kłykcie. Z każdym kolejnym, głębokim pociągnięciem mojego języka jej biodra unosiły się mimowolnie do góry, szukając mocniejszego nacisku.

Świadomość, że piętro niżej byli moi rodzice, działała na nią jak potężny, paraliżujący i jednocześnie niesamowicie podniecający hamulec. Marta z całych sił zagryzała swoje pełne wargi, a z jej gardła wydobywały się jedynie stłumione, ledwo słyszalne, drżące pomruki. Jej ciało co chwilę przechodził gwałtowny dreszcz, gdy mój język znowu i znowu pieścił jej najbardziej wrażliwe miejsca, bezlitośnie zbliżając ją do krawędzi ostatecznego spełnienia. Skupiłam się całkowicie na jej nabrzmiałej łechtaczce, operując językiem z narastającą intensywnością. Chwilę później, chcąc doprowadzić ją do jeszcze większego szału, dołożyłam do tej pieszczoty palec, a zaraz potem drugi, wsuwając je głęboko w jej rozgrzane wnętrze i zaczynając miarowo nimi posuwać. Marta uniosła lekko głowę, szukając mojego wzroku. Patrzyłyśmy sobie głęboko w oczy za każdym razem, gdy tylko mogłyśmy uchwycić swoje spojrzenia w tym gęstym półmroku. Rozkoszowałam się każdą pojedynczą reakcją mojej córki tym, jak gwałtownie przyspieszał jej oddech, jak drżały jej uda i jak cała poddawała się moim dłoniom. W pewnym momencie uniosłam głowę, pozwalając, by to wyłącznie moje palce przejęły pełną kontrolę nad jej ciałem. Operowałam nimi w idealnym rytmie, który dyktowały mi skurcze jej ciała. Raz przyspieszałam, doprowadzając ją na sam skraj, to znów celowo zwalniałam, by po chwili przybrać jeszcze większą, bezwzględną dynamikę.

Nagle ta potężna, skumulowana ekstaza znalazła swoje gwałtowne ujście. Ciało Marty momentalnie wygięło się w wysoki łuk na materacu i zaczęło się gwałtownie wić w konwulsyjnych drgawkach. Całe jej wnętrze zaciskało się z niesamowitą siłą wokół moich palców, a gęsta, gorąca wilgoć wypływała z niej falami, zalewając moją dłoń. Trwało to dłuższą chwilę, aż w końcu jej mięśnie rozluźniły się, a całe zmęczone ciało bezwładnie opadło na pościel.

Z triumfalnym, pełnym czułości uśmiechem na twarzy powoli zwolniłam ruchy, pozwalając jej dojść do siebie. Nachyliłam się nisko i złożyłam na jej wciąż drżącej, mokrej kobiecości ostatni, głęboki i pełen uwielbienia pocałunek. Położyłam się tuż obok niej, ciężko oddychając i czując, jak z moich własnych mięśni powoli schodziło pierwsze napięcie. Zarzuciłam nogę na złączone, wciąż lekko drżące uda Marty, przyciągając ją jak najbliżej siebie. Wolną ręką objęłam jej szyję, wplatając palce w wilgotne od potu włosy, i zaczęłam składać na jej ustach czułe, głębokie pocałunki, w które włożyłam całą swoją miłość.

Między kolejnymi leniwymi muśnięciami warg zaczęłyśmy szeptem wymieniać ciche słowa, pławiąc się w tej bezpiecznej, intymnej ciszy rodzinnego domu:  
— I jak, moja śliczna córeczko? — wyszeptałam z figlarnym uśmiechem, gładząc ją po policzku. — Mamusia dotrzymała słowa?  
— Oj tak… dotrzymałaś, mamusiu… — wymruczała Marta, wtulając nos w moją szyję, a jej głos wciąż był cudownie zachrypnięty. — Byłaś niesamowita. Tak strasznie cię kocham. Kocham każdą cząstkę twojego ciała i to, co ze mną robisz.  
— Ja ciebie też kocham, najdroższa. Ponad wszystko — odpowiedziałam z pełną powagą, całując płatek jej ucha.
Moja dłoń nie przestała wędrować; leniwie i niezwykle delikatnie błądziłam po jej rozgrzanym ciele, gładząc naprzemiennie jej piersi, gładki brzuch i wrażliwą szyję, starając się przedłużyć ten moment absolutnego spokoju po burzy.
Po kilku minutach Marta poruszyła się jednak z nową energią. Uniosła się lekko na materacu, podkuliła nogi i usiadła na piętach. Jej drapieżne, pewne siebie spojrzenie, w którym wciąż błyszczały iskry niedawnego spełnienia, wyraźnie mówiło mi jedno: teraz nadeszła jej kolej, by przejąć całkowitą opiekę nad moim ciałem. Doskonale zrozumiałam ten niemy rozkaz. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem i posłusznie uniosłam na kolana, prostując się dumnie na środku łóżka. Stałam przed nią w samych czarnych pończochach oraz botkach na szpilkach, eksponując całe swoje kobiece piękno.  

Marta natychmiast nachyliła się do przodu. Jej ciepłe, smukłe dłonie ujęły moje obie dorodne, kształtne piersi, lekko je ściskając i unosząc ku swoim ustom. Zaczął się pokaz jej zmysłowości. Językiem i wargami zaczęła zachłannie, ale z niesamowitym wyczuciem pieścić moją skórę, skupiając się na nabrzmiałych sutkach i brodawkach, które pod wpływem jej gorącego oddechu natychmiast stwardniały. Moja reakcja była natychmiastowa. Z mojego gardła wyrwał się cichy, urwany świst, który natychmiast stłumiłam, zaciskając zęby. Oplotłam ramionami jej szyję, czule ją przytulając i wplatając dłonie w jej miękkie włosy, by pchać ją jeszcze mocniej ku swoim piersiom. Mój oddech drastycznie przyspieszył, a serce zaczęło walić jak szalone. Marta ani na moment nie odstępowała pieszczot moich piersi, sprawiając, że cała płonęłam. Nagle poczułam, jak jej prawa dłoń wsuwała się nisko, między moje rozchylone uda. Otwartą, gorącą dłonią przycisnęła się mocno do mojego łona i zaczęła miarowo, zmysłowo masować moją kobiecość, która już teraz była całkowicie mokra i spragniona jej dotyku.

Marta chwyciła mnie mocno za biodra i zdecydowanym ruchem pomogła mi zmienić pozycję. Posłusznie oparłam się na dłoniach i kolanach, wypinając się na czworaka na samym środku łóżka. W tej pozie, ubrana wciąż jedynie w czarne pończochy i botki na szpilkach, czułam się niesamowicie bezbronna, a jednocześnie potwornie podniecona. Marta usiadła tuż za mną. Jej dłonie najpierw zaborczo ujęły moje pośladki, badając ich pełny kształt, a potem zaczęły leniwie gładzić moją skórę i uda, schodząc aż do koronkowych manszet pończoch. Chwilę później zaczęła składać na moich pośladkach gorące, gęste pocałunki, by w końcu bez ostrzeżenia zatopić usta w mojej mokrej kobiecości. Mój oddech natychmiast zamarł w gardle. Język Marty pełen pasji, niesamowitej czułości i dojrzałej namiętności, zaczął miarowo i głęboko pieścić moje najbardziej wrażliwe miejsca. Reakcja mojego ciała była natychmiastowa: oddech drastycznie przyspieszył, stając się płytki i rwany, a serce mało nie wyskoczyło mi z piersi. Zacisnęłam palce na pościeli, niemal rwąc materiał, byle tylko nie krzyknąć z rozkoszy. Moje ciało wręcz falowało z każdym kolejnym pieszczotliwym muśnięciem jej języka. Niczym prawdziwa artystka zmysłów, poddawałam się temu rytmowi, instynktownie wypinając pośladki jeszcze bardziej ku Marcie, która od czasu do czasu pomagała sobie palcami, delikatnie rozwierając moje wargi sromowe, by móc sięgać jeszcze głębiej. Było mi tak cudownie, że traciłam kontakt z rzeczywistością. W tym samym momencie, pod wpływem adrenaliny i dusznej atmosfery zakazu, w mojej głowie zaczęły wirować szalone myśli. Co by się stało, gdyby moi rodzice nagle zdecydowali się wejść do tego pokoju? Jak by zareagowali? Moja mama miała 61 lat, tata 63, oboje byli stosunkowo młodzi, nowocześni, otwarci na świat. Wiedziałam, że gdybym przyprowadziła do domu partnerkę, po pierwszym zaskoczeniu zaakceptowaliby mój związek z kobietą, bo chcieli po prostu mojego szczęścia, ale relacja matki z własną córką? Tego rodzaju miłości na pewno by nie przełknęli. Ta myśl sprawiła, że po moich plecach przeszedł lodowaty dreszcz strachu, który jednak po sekundzie zamienił się w jeszcze potężniejszą falę pożądania. Najważniejsze było to, że to my we dwie ją rozumiałyśmy. My ją czułyśmy i dla nas była ona jedyną, czystą prawdą. Marta nie zwalniała tempa. Jej język pracował bezlitośnie, spijając ze mnie całą wilgoć, a ja, pogrążona w tej cichej, mrocznej ekstazie pod dachem rodzinnego domu, czułam, że zbliżałam się do punktu, z którego nie ma już powrotu. Ta bezwzględna pieszczota sprawiała, że spychała mnie prosto w przepaść. Fala gorąca rozlała się po moim podbrzuszu z taką siłą, że nie byłam w stanie utrzymać się dłużej na kolanach. Chcąc widzieć każdy grymas na jej twarzy, zmysłowym, nagłym ruchem obróciłam się na plecy. Rozchyliłam nogi tak szeroko, jak to tylko możliwe, zapraszając ją do siebie całym swoim drżącym ciałem. Nasze spojrzenia natychmiast się spotkały. Obie uśmiechałyśmy się do siebie szeroko, bezwstydnie, połączone tą samą szaleńczą chemią i dreszczem emocji. Uniosłam lekko tułów, opierając się na łokciach, a Marta, nie dając mi ani sekundy wytchnienia, zuchwale zanurzyła swoje palce głęboko w moje rozgrzane, pulsujące wnętrze.
— Ach… — z mojego gardła wyrwał się duszny, stłumiony jęk, który natychmiast zamienił się w gwałtowny, płytki oddech.
Reakcja mojego ciała była totalna. Opadłam z powrotem na poduszki, szybciej oddychając i unosząc wolną dłoń, by mocno objąć swoją własną pierś, jakbym próbowała utrzymać wyrywające się z piersi serce. Marta pieściła mnie niesamowicie rytmicznie, z pełną pasją wsuwając i wysuwając palce, doskonale wyczuwając każdy mój najmniejszy skurcz. Chcąc poczuć z nią jeszcze większą jedność w tej intymnej chwili, uniosłam rękę i złapałam dłoń Marty, którą opierała na materacu. Splotłam nasze palce w mocnym, zaborczym uścisku. Drugą dłoń zsunęłam natychmiast między swoje uda, pomagając jej i zaczynając precyzyjnie, mocno pocierać swoją nabrzmiałą łechtaczkę. Moje ciało dosłownie falowało na łóżku pod wpływem tego podwójnego uderzenia rozkoszy. Biodra unosiły się rytmicznie w takt ruchów jej dłoni, a w głowie miałam już tylko czysty, parzący żar. Widok Marty, która klęczała nade mną, skupiona i tak niesamowicie zakochana, gładząc mnie i doprowadzając do ostateczności pod dachem moich własnych rodziców, był najpiękniejszym i najbardziej grzesznym obrazem, jaki mogłam sobie wymarzyć. Byłam już na samej krawędzi. Palce Marty pracowały we mnie bezlitośnie, z niesamowitym wyczuciem. Wsuwały się coraz szybciej i głębiej, sprawiając, że gubiłam zmysły, by na krótką chwilę spłycić ruch, celowo zwolnić i dać mi sekundę oddechu, po czym ponownie drastycznie przyspieszyć. Moje własne palce idealnie zgrywały się z jej rytmem, pieszcząc łechtaczkę coraz żywiej, coraz mocniej. Byłyśmy jak jeden idealnie nastrojony instrument. Zagryzałam wargi do granicy bólu, próbując powstrzymać krzyk rozkoszy, który wzbierał we mnie z każdą kolejną falą niesamowitej błogości przepełniającej moje całe ciało, aż nagle nadeszła eksplozja. Ekstaza uderzyła we mnie z taką siłą, że moje nogi momentalnie, konwulsyjnie zacisnęły się na jej dłoni. Potężne skurcze i drgawki dopadły całe moje ciało, które wyprężyło się na materacu w ostatnim, bezwzględnym akordzie rozkoszy. Marta, czując mój szczyt, czule zwolniła ruchy palców, nie wysuwając ich jednak od razu. Opadła na mnie całym swoim ciężarem, tuląc się mocno do mojego ciała głowa do głowy, podczas gdy jej druga dłoń miarowo, uspokajająco gładziła moje boki.

Przekręciłam lekko głowę, tak że nasze czoła stykały się teraz idealnie, a nasze gorące, szybkie oddechy mieszały się ze sobą. Nie czekając, aż tętno opadnie, oddałyśmy się kolejnym czułym, ale wciąż łapczywym pocałunkom. Nasze języki tańczyły ze sobą w wolniejszym, pełnym miłości rytmie. Moje zmęczone ciało ostatecznie opadło na pościel, całkowicie bezwładne i spełnione. Leżałyśmy tak, mocno się obejmując i tuląc, a nasza skóra wciąż ocierała się o siebie z cichym, zmysłowym szelestem.
Całowałyśmy się tak przez dłuższą chwilę, aż w końcu Marta oderwała na milimetr swoje usta od moich, a jej oczy znowu pociemniały od zuchwałego błysku.
— Mamo… ja chcę jeszcze — wyszeptała prosto w moje wargi, a w jej głosie nie było już śladu zmęczenia. Tylko czysta, młoda zachłanność.
Uśmiechnęłam się szelmowsko, choć moje ciało wciąż mrowiło po niedawnej ekstazie. Podjęłam tę jej figlarną grę słów bez wahania.
— Jeszcze? — mruknęłam, gładząc ją zaborczo po nagich pośladkach. — Dopiero co ledwo oddychałaś, skarbie, a teraz znowu wyciągasz ręce po zakazane owoce? Pamiętaj, że jesteśmy w domu dziadków… Nie boisz się, że zostaniesz ukarana za taki brak umiaru?
— Od ciebie przyjmę każdą karę, mamo… — zaszczebiotała prowokująco, przesuwając się nieco wyżej nad moim tułowiem. — Zresztą, sama powiedziałaś babci, że tak dobrze na siebie wpływamy. Ja tylko dbam o to, żebyś czuła się w pełni spełniona. Nie odmówisz mi chyba w święta?
— Jesteś absolutnie bezczelna, mała bestio — zaśmiałam się cicho, całując ją krótko i mocno. — Ale masz rację… w święta nikomu się nie odmawia. Zwłaszcza tobie.
Po tym krótkim dialogu i jeszcze jednym, głębokim pocałunku, posłusznie położyłam się płasko na plecach na poduszkach, rozchylając lekko ręce. Marta nie potrzebowała dalszych zachęt. Z niesamowitą gracją, w samych ciemnych pończochach, uniosła się nade mną, okrakiem przesunęła się wyżej i powoli, zmysłowo usiadła mi prosto na twarzy, całkowicie odcinając mnie od dopływu powietrza i oddając swoją rozgrzaną, wilgotną kobiecość wprost w ręce moich spragnionych ust.  

Znalazłam się w samym centrum zmysłowego wszechświata Marty. Moje usta i język natychmiast podjęły tę bezwstydną, gorącą grę, a ja zaczęłam operować z pełnym zaangażowaniem, wodząc wzdłuż jej delikatnych warg sromowych. Biodra Marty idealnie korelowały z każdym moim ruchem unosiła się i opadała, miarowo ocierając się o moją twarz, szukając idealnego docisku i nie pozwalając mi uronić ani kropli swojej esencji. Uniosłam dłonie wyżej i zaborczo objęłam jej piersi, ściskając ich dorodne kształty i czując pod palcami, jak jej serce wali w szaleńczym rytmie. Marta, całkowicie zatracona w tej pozycji, jedną ręką odruchowo przytrzymywała swoje długie włosy z tyłu głowy, by nie opadały jej na twarz, a drugą mocno zapierała się o materac tuż obok mojej głowy, szukając stabilizacji. Przez mgłę pożądania widziałam i słyszałam, jak w momentach największego uniesienia bezgłośnie rozwierała usta, chwytając duszne powietrze, by za chwilę mocno zagryźć wargi, tłumiąc wzbierający w gardle krzyk. Widok i dotyk jej ciała, te potężne, nieskrępowane reakcje mojej własnej córki, która tak bezwstydnie dominowała nade mną w mojej dawnej sypialni moich, doprowadziły moje własne podniecenie do absolutnego zenitu. Poczułam, że moje podbrzusze znowu pulsowała żywym ogniem. Nie przerywając ani na sekundę pieszczoty ustami i wciąż delektując się słodkim smakiem kobiecości Marty, powoli zjechałam swoją wolną dłonią w dół, przesuwając ją po własnym brzuchu, aż moje palce odnalazły moją własną, ociekającą wilgocią kobiecość. Zaczęłam pociągać się tam intymnie, wykonując zdecydowane, okrężne ruchy tuż przy nabrzmiałej łechtaczce. To było niesamowite, podwójne uderzenie zmysłów. Moja dłoń pieściła mnie w rytm ruchów bioder Marty, podczas gdy mój język bezlitośnie doprowadzał ją do kolejnego szaleństwa. Utonęłyśmy w tym wspólnym, cichym rytmie, oddzielone od całego świata szumem ciepłego, grudniowego deszczu za oknem.

Marta poczuła, co robię, i z niesamowitą, drapieżną intuicją natychmiast przejęła kontrolę. Przesunęła swoją dłoń w dół i jej palce zastąpiły moje na mojej łechtaczce, wnikając jednocześnie głęboko w moje wnętrze. Teraz próbowałyśmy zaspokoić się równocześnie, zintegrowane w jednym, szaleńczym rytmie. Jej biodra wciąż miarowo ocierały się o moją twarz, podczas gdy jej ręka pracowała między moimi nogami z bezwzględną, idealną precyzją. Nasze ciała falowały i wiły się na materacu w absolutnie błogiej rozkoszy. Byłyśmy tak blisko, tak potwornie spragnione siebie, że ta wspólna gra musiała skończyć się tylko w jeden sposób.

W końcu nas obie dopadło totalne, obezwładniające spełnienie. Najpierw Marta wyprężyła się nade mną z niemym, rozkosznym skurczem, zalewając moje usta swoją słodką esencją, a zaledwie chwilę później potężna, pulsująca fala ekstazy uderzyła we mnie, sprawiając, że moje biodra gwałtownie uniosły się pod wpływem pieszczoty jej palców. Na kilkanaście sekund czas całkowicie zastygł w tej niesamowitej pozycji, w której oddawałyśmy sobie nawzajem całą miłość i pożądanie, by po chwili Marta mogła powoli, bezwładnie opaść obok mnie na łóżko. Odwróciła się i natychmiast wtuliła we mnie całym swoim rozgrzanym, wilgotnym ciałem. Zaczęłyśmy się czule, kojąco całować, uspokajając oddechy, podczas gdy nasze nogi w pończochach wciąż splatały się i ocierały o siebie z cichym szelestem. Obejmowałyśmy się zaborczo, a nasze dłonie leniwie błądziły przez zmierzwione włosy, szyję i całą resztę zmęczonych ciał.
W pokoju zapanowała cudowna, duszna cisza, którą przerwał dopiero nasz cichy, szeptany dialog, pełen czułości i tej niezmiennej nuty figlarności:  
— Jesteśmy absolutnie szalone, wiesz o tym? — wyszeptałam, gładząc ją po ramieniu. — Robić takie rzeczy pod dachem dziadków…  
— Jesteśmy szalone, mamo, ale tak potwornie tego potrzebujemy — odpowiedziała Marta, całując mnie w obojczyk. — Tak niesamowicie na mnie działasz. Uwielbiam to, że przy mnie tracisz tę swoją całą elegancję i ułożenie. Myślisz… myślisz, że dziadkowie cokolwiek słyszeli?  
— Mam nadzieję, że nie — zaśmiałam się cicho prosto w jej włosy. — Choć momentami obie zapominałyśmy o całym świecie.
Leżałyśmy tak jeszcze przez chwilę, nagie i całkowicie wtulone w siebie, chłonąc swoje ciepło. W końcu jednak rozsądek wziął górę. Spojrzałam na zegarek i delikatnie pogładziłam Martę po boku.  
— Skarbie, musimy się ubrać w piżamy — zwróciłam jej uwagę szeptem. — Na wypadek, gdyby dziadkowie mieli nas zbudzić rano albo gdyby babcie chciała wejść zapytać o śniadanie. Nie możemy ryzykować.
Z trudem wygramoliłyśmy się z ciepłej pościeli. Zsunęłyśmy z nóg ciemne pończochy, a ja na równe nogi zdjęłam w końcu botki na wysokich szpilkach, czując niesamowitą ulgę. Podeszłam do torby i ubrałam się w granatową, kusą, welurową koszulę nocną z pięknymi koronkami przy dekolcie i dolnych krańcach, która idealnie leżała na moim ciele. Marta z kolei założyła swoją dwuczęściową piżamę, którą wyróżniały przepiękne, koronkowe wstawki na dekolcie i spodenkach, jej cienkie, delikatne ramiączka subtelnie podkreślały jej młodzieńczą, zgrabną sylwetkę.
Wróciłyśmy do łóżka i natychmiast wślizgnęłyśmy się pod chłodną kołdrę, przytulając się mocno do siebie. Marta ułożyła głowę na mojej piersi, a ja objęłam ją ramieniem, gładząc jej plecy.
— Dobranoc, mamusiu… Tak strasznie cię kocham — wyszeptała, zamykając oczy.  
— Dobranoc, córeczko. Ja ciebie też kocham, śpij dobrze — odpowiedziałam, składając ostatni całus na jej czole.
Wymieniłyśmy jeszcze kilka ciepłych, sennych myśli, wsłuchując się w miarowy szum deszczu za oknem, i po chwili obie, bezpieczne w swoich objęciach, zapadłyśmy w głęboki, spokojny sen.


Następnego ranka obudził mnie blady, rozproszony blask wpadający przez okno. Deszcz w końcu ucichł, ustępując miejsca typowej, zimowej szarzyźnie. Pogoda była pochmurna, a niebo zasnuwały gęste, ołowiane chmury, ale za szybą panował już spokój. Przeciągnęłam się leniwie na łóżku, instynktownie szukając ramieniem ciepła Marty, jednak miejsce obok mnie było puste i zdążyło już ostygnąć.

Wstałam z uśmiechem, wciąż mając pod powiekami obrazy minionej nocy. Szybko zrzuciłam welurową koszulę, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w szarą, koronkową bieliznę, na którą naciągnęłam dopasowane dżinsy oraz klasyczny, szary golf. Przejrzałam się w tym samym stojącym lustrze, które kilka godzin wcześniej było świadkiem naszego szaleństwa. wyglądałam świeżo, a na mojej twarzy malował się spokój kobiety absolutnie spełnionej.

Zeszłam na dół, prowadzona zapachem świeżo parzonej kawy i smażonej jajecznicy. Gdy weszłam do jadalni, zastałam tam sielski widok: moi rodzice i dziadkowie Marty siedzieli już przy stole, a Marta, opierając się o blat, żywo o czymś opowiadała, gestykulując z kubkiem w dłoni. Na mój widok na moment przerwała. Nasze spojrzenia spotkały się nad stołem w ułamku sekundy. W jej oczach błysnęła ta sama zuchwała iskra co w nocy, a na usta wypłynął ledwo zauważalny, głęboko skrywany uśmiech pełen grzesznego porozumienia.
— O, wstała nasza śpiąca królewna! — zawołał ciepło tata, odkładając gazetę. — Już myśleliśmy, że zaśpisz na śniadanie, Weroniczko.
— Dzień dobry wszystkim — odpowiedziałam, podchodząc do stołu i całując mamę w policzek. — Po prostu wyjątkowo dobrze mi się spało. Domowe powietrze mi służy.
Moja mama, nakładając mi na talerz porcję jajecznicy, spojrzała na mnie znad okularów z czułą troską. — Właśnie widzę, córeczko, wyglądasz kwitnąco. A jak tam wam się spało na górze? Żadne stare meble nie skrzypiały? Marta rano mówiła, że w nocy była niezła ulewa, bębniło o szyby, że aż strach. Nie obudziło was to?
Marta w tym samym momencie uniosła kubek do ust, ukrywając podchwytliwy uśmieszek. Przełknęłam łyk kawy, starając się, by mój głos brzmiał absolutnie naturalnie.  
— Nic a nic, mamo. Deszcz nas wręcz ukołysał do snu. Byłyśmy tak zmęczone po całym dniu, że obie spałyśmy jak zabite, prawda Marta?
— Absolutnie, babciu — odezwała się Marta z idealnie odegraną niewinnością, siadając naprzeciwko mnie. — Pokój na górze ma niesamowity klimat. Spałam jak niemowlę.

Dalsza część poranka upłynęła na luźnej, ciepłej rozmowie o planach na nadchodzące tygodnie, o zdrowiu dziadków i wspomnieniach z dawnych lat. Dla świata byłyśmy po prostu kochającą się matką i córką, które przyjechały w odwiedziny do rodziny. Nikt z siedzących przy stole nie miał pojęcia, że te dwie ułożone kobiety kilkanaście godzin wcześniej, piętro wyżej, gubiły zmysły w bezwstydnym, zaborczym uścisku. Ta gra pozorów, te ukradkowe dotknięcia bosej stopy Marty o moją kostkę pod obrusem i sekundy palących spojrzeń, gdy rodzice akurat patrzyli w inną stronę, dodawały całemu pobytowi niesamowitej pikanterii.

Reszta naszej wizyty minęła w podobnej atmosferze pełnej rodzinnego ciepła na zewnątrz i tłumionego, pulsującego napięcia między nami dwoma. Wyjechałyśmy następnego dnia rano, żegnane czule przez moich rodziców, którzy machali nam z ganku.

Gdy tylko wjechałyśmy na leśny odcinek drogi krajowej, a dom rodziców zniknął za zakrętem, atmosfera w samochodzie zmieniła się w ułamku sekundy. Ciągłe ukrywanie się, szeptana dyscyplina i godziny udawania sprawiły, że obie byłyśmy potwornie spragnione swojego dotyku bez żadnych barier. Marta spojrzała na mnie z bocznego fotela, a w jej oczach nie było już grzecznej wnuczki, był tylko czysty głód.  
— Mamo, zjedź gdzieś. Teraz. Nie wytrzymam do domu — zażądała chrapliwie.
Nie potrzebowałam dalszych zachęt. Skręciłam w pierwszą lepszą, rzadko uczęszczaną leśną przecinkę, gasząc silnik między gęstymi ścianami sosen, które całkowicie odcięły nas od świata. Zanim zdążyłam odpiąć pasy, Marta była już na moim fotelu, okrakiem na moich kolanach. Nasza namiętność eksplodowała z potężną, dziką siłą. W zimowym chłodzie lasu, w zamkniętym samochodzie, którego szyby momentalnie zaparowały od naszych gorących oddechów, oddałyśmy się sobie bez żadnych hamulców, nadrabiając każdą minutę wymuszonej ciszy.

Gdy kilka godzin później dotarłyśmy w końcu do naszego własnego, dużego domu, byłyśmy skrajnie zmęczone, ale przepełnione absolutnym szczęściem. Bez słowa, trzymając się za ręce, poszłyśmy prosto do łazienki. Pod strumieniami gorącej wody zmyłyśmy z siebie resztki podróży, leniwie i czule obmywając swoje ciała i wymieniając spokojne, miękkie pocałunki, które nie miały już w sobie nerwowości zakazu. Po wszystkim, nie zawracając sobie głowy ubraniami, wślizgnęłyśmy się nago pod wielką, pachnącą świeżością kołdrę w naszej sypialni. Marta wtuliła się we mnie, kładąc głowę na moim brzuchu i splatając swoje nogi z moimi. Objęłam ją zaborczo, czując zapach jej skóry i czystą ulgę, że jesteśmy już u siebie. W tych bezpiecznych, czułych objęciach, połączone najsilniejszą, choć zakazaną więzią, natychmiast zapadłyśmy w głęboki, spokojny sen.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Jakub

    nie wiedziałem, że istnieją sukienki ołówkowe mini.. byłem pewny że tylko spódniczki.. które zresztą uwielbiam.. dokształcasz nas Iskierko..  

    1 godz. temu