Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Zakazane Pragnienia IV: Ogień Zazdrości

Zakazane Pragnienia IV: Ogień ZazdrościMinęło kilka miesięcy, a jesienno-zimowa szaruga na dobre ustąpiła miejsca chłodnym, deszczowym wieczorom. Wspólne życie pod jednym dachem po tamtej pamiętnej nocy w domu dziadków stało się dla nas codziennością i naturalną rutyną. Nauczyliśmy się dzielić przestrzeń w sposób niemal doskonały. Dla świata zewnętrznego byłyśmy zgranym zespołem matki i córki, ale gdy tylko drzwi naszego domu zamykały się za nami, ta codzienna rutyna wcale nie gasiła ognia. Wręcz przeciwnie, stabilizacja dała nam swobodę, o jakiej wcześniej nie mogłyśmy marzyć. Namiętność nie osłabła ani o ton, stając się gęstsza, bardziej świadoma i zakorzeniona w każdym wspólnym poranku i wieczorze, aż do momentu, gdy w tę idealną architekturę wkroczył ktoś trzeci.

Stałam przy kuchennej wyspie, wolno sącząc wieczorną herbatę z cytryną. Marta siedziała przy stole, obłożona podręcznikami do matematyki, w końcu 2 klasa niosła za sobą coraz większe wymagania. Jednak od dobrych dwudziestu minut wzrok Marty częściej uciekał ku rozświetlonemu ekranowi telefonu niż ku arkuszom egzaminacyjnym. Cichy, potrójny wibracyjny dźwięk smartfona po raz kolejny przeciął ciszę salonu. Marta spojrzała na wyświetlacz, a na jej ustach wykwitł lekki, niezobowiązujący uśmiech. Szybko stuknęła palcami w klawiaturę. Poczułam, jak w moim żołądku zawiązywał się mały, twardy supeł. Odstawiła filiżankę na blat, może odrobinę zbyt głośno, niż zamierzała.
— Kto to pisze o tej porze, skarbie? — zapytałam, starając się, by mój głos brzmiał lekko, wręcz z macierzyńską troską, choć w środku poczułam dziwne, nieznane dotąd ukłucie.
Marta uniosła głowę, a jej bystre oczy natychmiast wychwyciły to minimalne napięcie w mojej postawi. Zgodnie z naszą dawną umową, że nie będziemy przed sobą niczego taić, zwłaszcza w kwestiach rówieśników odpowiedziała zupełnie swobodnie.
— A, to Igor. Ten z klasy wyżej, z maturalnej. Przewodniczący samorządu — rzuciła luźno, obracając telefon w dłoni. — Pomaga mi ogarnąć materiał z logiki na powtórki i… od kilku dni próbuje mnie wyciągnąć na kawę po lekcjach.
Poczułam, jak krew napływała mi do skroni. Igor. Kojarzyłam go wysoki, elokwentny brunet, typ klasowego prymusa o nienagannych manierach, który na szkolnych apelach zawsze kręcił się w pobliżu młodszych roczników.
— I… wybierasz się? — skrzyżowałam ramiona na piersiach, opierając się o blat. Moja dżinsowa koszula nagle wydała się jej zbyt ciasna.
Marta przyglądała się jej przez chwilę w milczeniu. W jej spojrzeniu nie było jednak skruchy. Pojawiło się w nim coś zupełnie innego badawcza, lekko prowokująca iskra. Marta doskonale wiedziała, co robi. Zauważyła, jak bezwiednie zaciskałam palce na swoich przedramionach.
— Jeszcze nie wiem, mamo — odpowiedziała Marta, celowo kładąc nacisk na ostatnie słowo, choć w pustym domu brzmiało ono niemal jak wyzwanie. — Rozmawia się z nim całkiem miło. Jest zabawny. Może powinnam spróbować? W końcu… rówieśnicy to rówieśnicy, prawda?
Nic nie odpowiedziałam Skinęłam tylko głową, odwróciła się tyłem i zaczęła nerwowo wycierać i tak czysty już blat kuchenny. W jej piersi eksplodował potężny, dotąd całkowicie nieznany głód zazdrości. To było uczucie tak destrukcyjne i pierwotne, że aż zaparło jej dech. Przecież obiecywałam sobie, przysięgałam w duchu, że nie pozwolę sobie na taką małostkowość. Marta była młoda, miała prawo do normalnego życia towarzyskiego, ale świadomość, że jakiś chłopak, rówieśnik, mógłby dotykać tych samych jedwabistych ud, całować te same usta, które jeszcze wczoraj należały wyłącznie do mnie, rodziła we mnie paraliżujący lęk przed stratą. Marta patrzyła na moje, a jej uśmiech stał się szelmowski. Zrozumiała, że strzała trafiła idealnie w cel. Nadszedł czas, by obrócić tę zazdrość w coś znacznie potężniejszego.


Kolejne dni były dla mnie prawdziwą torturą. Choć Marta nie wychodziła nigdzie po lekcjach i zawsze wracała prosto do domu, obecność Igora w ich życiu stała się wręcz namacalna. Telefon Marty wibrował regularnie, a Marta choć niezmiennie czuła i oddana mi bawiła się tą sytuacją z okrucieństwem, na jakie stać tylko zakochaną kobietę, która chce sprawdzić granice zaborczości swojej partnerki.  

Napięcie sięgnęło zenitu w piątkowy wieczór. Siedziała w salonie, próbując przeglądać dokumenty z pracy, ale nie potrafiłam skupić się na żadnym zdaniu. Marta weszła do pokoju, ubrana w czarną, dopasowaną sukienkę przed kolano, tę samą, którą miała na sobie podczas jednej z ich pierwszych randek w domu. Pachniała tymi mocnymi, słodkimi perfumami, które tak uwielbiałam.
— Wychodzę na chwilę, mamo — powiedziała Marta, stając przed lustrem w przedpokoju i poprawiając błyszczyk na ustach. — Igor podjechał pod dom. Chce mi tylko podać notatki z repetytorium. Wrócę za dziesięć minut.
Wstałam z kanapy tak gwałtownie, że papiery rozsypały się po dywanie. W trzech krokach znalazłam się w przedpokoju. Moja twarz była lekko blada, a oczy ciemne od tłumionego gniewu i pożądania.
— Podjechał pod dom? — powtórzyłam chrapliwie, stając tuż za plecami córki.
Marta odwróciła się, opierając tyłem o drzwi wyjściowe. Jej klatka piersiowa unosiła się miarowo. Patrzyła na mnie z góry, choć była od niej odrobinę niższa, ta nagła pewność siebie dodawała jej niesamowitej władzy.
— Tak. Czeka w samochodzie na podjeździe — wyszeptała Marta, prowokująco oblizując dolną wargę. — Tylko wezmę zeszyt i wracam. Dlaczego tak na mnie patrzysz? Boisz się czegoś?
Poczułam, że pękły w niej wszelkie tamy. Ta kilkudniowa powściągliwość, udawanie dojrzałej, wyrozumiałej matki wszystko to spłonęło w ułamku sekundy. Zrozumiałam, że Marta celowo doprowadziła ją do tej krawędzi.

Zamiast odpowiedzieć, zrobiłam krok w przód, niemal taranując przestrzeń między nami. Moje dłonie, dotąd zawsze tak delikatne i pełne gracji, zaborczo i mocno chwyciły Martę za ramiona, przyciskając ją plecami do zimnych, wejściowych drzwi.
— Nigdzie nie idziesz — warknęłam prosto w jej usta, a w jej głosie brzmiała absolutna, nieznosząca sprzeciwu dominacja. — Słyszysz mnie? Nigdzie.
Marta nie przestraszyła się ani na moment. W jej oczach rozbłysła czysta, triumfalna satysfakcja. Zamiast się wyrywać, zarzuciła ramiona na moją, zmuszając mnie do zbliżenia.
— Wiedziałam… — wyszptała Marta zmysłowo, z głębokim westchnieniem ulgi. — Wiedziałam, że pękniesz. Chciałam, żebyś to poczuła, mamo, żebyś zrozumiała, że żaden Igor, żaden chłopak na świecie mnie nie interesuje. Nikt inny nie istnieje. Jestem tylko twoja, ale potrzebowałam zobaczyć, jak bardzo ty potrzebujesz mnie.

Ta deklaracja, zmieszana z zuchwałością mojej córki, zadziałała na mnie jak zapalnik. Całe zgromadzone przez dni napięcie, lęk i potężna zazdrość znalazły swoje gwałtowne ujście. Wbiłam się w usta Marty z dziką, wręcz bolesną namiętnością. To nie był czuły pocałunek, to była demonstracja władzy, pieczętowanie własności. Nasze języki zderzyły się w łapczywym, parzącym tańcu, a rwane oddechy natychmiast wypełniły ciasny przedpokój. Nie przerywając pocałunku, szarpnięciem dłoni uniosłam dół czarnej sukienki Marty wysoko na jej biodra. Pod materiałem Marta miała jedynie cienkie, koronkowe czarne figi. Moje palce wbiły się w jej pośladki, unosząc ją lekko do góry. Marta posłusznie oplatała nogami moje biodra, cicho mrucząc w moje usta, całkowicie pijana tą nagłą, zaborczą siłą.
— Moja… — charczałam między głębokimi pociągnięciami języka, schodząc z pocałunkami na jej szyję i gryząc delikatnie skórę tuż nad obojczykiem, zostawiając tam wyraźny, czerwony ślad. — Tylko moja. Rozumiesz to? Nie pozwolę nikomu cię dotknąć.
— Tak… twoja… mocniej, mamo, błagam… — jęczała Marta, odchylając głowę do tyłu i zapierając się dłońmi o drzwi, za którymi, gdzieś na podjeździe, wciąż paliły się reflektory samochodu Igora. Ta świadomość, że ktoś jest tak blisko, a one tutaj, w przedpokoju, przekraczają kolejne granice doprowadzała nas obie do absolutnego szału. Niesiona dzikim instynktem udowodnienia, kim dla siebie byłyśmy, jedną ręką rozpięłam swoje dżinsy i zsunęłam je wraz z bielizną do kolan. Bez zbędnych wstępów, kierowana czystym pożądaniem, wsunęłam dwa palce głęboko w całkowicie mokre, pulsujące wnętrze Marty, zaczynając nimi posuwać z bezwzględną, szybką dynamiką.
Ciało Marty momentalnie zadrżało, zaczęła rwać powietrze ustami, a jej biodra falowały w szaleńczym, desperackim rytmie, ocierając się o mój brzuch. Drugą dłonią chwyciłam ją za gardło delikatnie, ale stanowczo, zmuszając ją, by patrzyła mi prosto w oczy.
— Patrz na mnie — rozkazałam, a mój wzrok palił żywym ogniem. — Kto cię tak pieści? Kto ma prawo do twojego ciała?
— Ty… tylko ty, mamo… ach! — Marta wygięła się w łuk, zaciskając palce na ramionach Weroniki tak mocno, aż jej paznokcie zostawiły białe ślady na dżinsie.

Rytm moich palców stał się bezlitosny, idealnie zgrany z konwulsyjnymi skurczami, które zaczęły targać ciałem mojej córki. Zazdrość przekształciła się w czystą, twórczą energię rozkoszy. Pchnęłam palce jeszcze głębiej, jednocześnie kciukiem mocno, okrężnie uciskając jej nabrzmiałą łechtaczkę. Marta nie była w stanie dłużej tego wytrzymać. Jej wnętrze zacisnęło się z potężną siłą wokół mojej dłoni, a gwałtowna, gorąca fala ekstazy zalała nasze splecione ciała. Marta wtuliła twarz w moją szyję, tłumiąc głośny, rozkoszny krzyk, podczas gdy jej ciało drżało w długich, miarowych skurczach spełnienia. Widząc triumf swojej miłości i absolutne oddanie córki, powoli wysunęłam dłoń. Pozwoliła Marcie zsunąć się na podłogę. Dziewczyna usiadła na dębowym parkiecie, ciężko dysząc, z rozmazanym błyszczykiem i sukienką zadartą pod piersi. Spojrzała w górę na mnie, jej wzrok był pełen bezgranicznego uwielbienia i miłości. Uklękłam przed nią. Jej własne podniecenie wciąż żądało ujścia. Marta, widząc to, z uśmiechem rozchyliła szeroko nogi, gotowa na kolejną rundę, wiedząc, że ta noc i każda kolejna należy już tylko do nas, a żaden cień trzeciej osoby nigdy nie zdoła zepsuć tego, co zbudowały. Klęczałam przed nią na dębowym parkiecie przedpokoju, a cała moja dotychczasowa, chłodna elegancja leżała u moich stóp wraz z opuszczonymi dżinsami. Pragnęłam teraz dać mojej córce całe skumulowane we mnie pragnienie, obrócić ten palący jad zazdrości w czystą, uzdrawiającą miłość. Moje usta bez sekundy wahania zatopiły się w jej rozgrzanym, ociekającym wilgocią łonie. Operowałam językiem niezwykle rytmicznie, z głęboką, niemal nabożną pasją, muskając jej kobiecość raz za razem. Obserwowałam z dołu każdą jej reakcję, to, jak jej gładkie uda drżały przy mojej twarzy, jak jej dłonie błądziły po moich ramionach, szukając oparcia, i jak jej oddech znów gwałtownie przyspieszał, spłycając się z każdą sekundą. Mój język pracował z niesamowitą dynamiką, idealnie korelując z cichymi, stłumionymi pomrukami, które Marta próbowała ukryć w gardle. W mojej głowie kłębiły się potężne emocje. Czułam triumf, ale też głęboką ulgę. Widząc, jak pod wpływem moich ust Marta ponownie zbliżała się ku ostatecznej ekstazie, zrozumiałam, że ten chłopak na podjeździe nie ma i nigdy nie będzie miał nad nami żadnej władzy. To ja byłam jej początkiem i końcem. Nagle ciało Marty zesztywniało, a jej wnętrze pulsowało falami rozkoszy wprost na mój język, gdy po raz drugi tego wieczoru z cichym, dusznych westchnieniem osunęła się bezwładnie na moje ramiona. Trwałyśmy tak dłuższą chwilę w przedpokoju, podczas gdy Marta powoli dochodziła do siebie, miarowo łapiąc powietrze. Uniosłam głowę, ocierając wierzchem dłoni usta z jej słodkiej wilgoci.

Nasze spojrzenia się spotkały, a na usta Marty, mimo zmęczenia, wrócił ten jej niesamowicie figlarny, zuchwały uśmieszek.  
— No… mamusiu — wyszeptała, chrapliwie poprawiając ramiączko czarnej sukienki. — Skoro już oficjalnie zaznaczyłaś swoje terytorium i upewniłaś się, że nigdzie nie ucieknę… to teraz naprawdę muszę wyjść na moment i odebrać te notatki z repetytorium. Igor pewnie myśli, że utknęłam w łazience.  
— Jesteś niemożliwa — mruknęłam, czując, jak całe napięcie ostatecznie ze mnie schodziło. — Idź już. Ale masz wrócić dokładnie za minutę.

Marta zaśmiała się cicho, wstała z podłogi, z niesamowitą gracją wygładziła materiał sukienki, poprawiła dłonią włosy i zerknęła w lustro. Wyglądała olśniewająco, tylko lekko rozmazany błyszczyk i rumieńce na szyi zdradzały, co przed chwilą działo się za tymi drzwiami. Nacisnęła klamkę i wyszła na chłodny podjazd. W tym czasie naciągnęłam dżinsy i poszłam prosto do kuchni. Ręce wciąż mi lekko drżały, gdy nalewałam sobie pełną szklankę zimnej wody z cytryną. Oparłam się o blat, chłonąc tę nagłą ciszę. Moje myśli krążyły wokół tego, jak potężną siłę ma ta relacja. Ta nagła, dzika zazdrość kompletnie mnie zaskoczyła obnażyła mój największy lęk, lęk przed tym, że mogłabym stracić tę czystą, choć zakazaną miłość.

Po niecałych dwóch produktach usłyszałam kliknięcie zamka. Marta wróciła, trzymając w ręku gruby, zielony segregator. Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się szeroko, z pełnym ciepłem i porozumieniem, po czym bez słowa ruszyła schodami na górę, do swojej sypialni, by zająć się nauką. Wykorzystując tę chwilę, poszłam do naszej garderoby, by w końcu zrzucić z siebie te ciężkie, dzienne ubrania. Chciałam poczuć lekkość. Zostając w samej liliowej, koronkowej bieliźnie, która pięknie odcinała się od mojej skóry, narzuciłam na ramiona kusy, jedwabny, biały szlafrok, wiążąc go luźno w pasie. W takim stroju, czując przyjemny chłód materiału, przeszłam do salonu. Włączyłam telewizor, szukając jakiegoś neutralnego filmu, by zająć czymś głowę, choć i tak bezwiednie wpatrywałam się w ekran, myśląc o nas.

Po jakimś czasie w przejściu pojawiła się Marta. Zgasiła już światło na górze. Miała na sobie prostą, białą bluzkę na ramiączkach i szare, bawełniane figi, które idealnie podkreślały jej długie nogi. Podeszła do kanapy i bez pytania wślizgnęła się pod mój bok, kładąc głowę na moim ramieniu. Wzięłam głęboki oddech, czując, że muszę to z siebie wyrzucić.
— Martusiu… — zaczęłam cicho, gładząc jej odsłonięte ramię. — Przepraszam cię za tę scenę w przedpokoju. Za tę całą zazdrość. Przecież miałyśmy pakt. Obiecałam sobie, że będę wyrozumiała, że dam ci przestrzeń na normalne, rówieśnicze relacje, a zachowałam się… zaborczo. Złamałam nasze zasady.
Marta poruszyła się lekko, uniosła głowę i spojrzała na mnie z głębokim spokojem, całkowicie mnie uspokajając.  
— Mamo, przestań — szepnęła, a jej głos był miękki, pozbawiony jakichkolwiek pretensji. — Mi się to podobało. Naprawdę. Zrozum… gdyby to była sytuacja względem kogoś, do kogo zaczęłabym coś czuć, do jakiejś innej osoby, to pewnie taka zaborczość by mnie zraniła albo przestraszyła. Ale tutaj? Igor to jest po prostu kolega ze szkoły, czysta pragmatyka, podręczniki. Nic więcej. Pokazałaś mi dzisiaj, jak bardzo mnie pragniesz, a dla mnie ty jesteś jedyną partnerką, jedyną kobietą i kochanką. Nikogo innego nie ma i nie będzie.
Jej słowa uderzyły we mnie z całą mocą, przynosząc niesamowite oczyszczenie. Złapałam krótką, głęboką chwilę refleksji, patrząc na tę młodą, a jednocześnie tak niesamowicie dojrzałą emocjonalnie dziewczynę, która siedziała obok mnie. Przyciągnęłam ją do siebie jeszcze mocniej, pozwalając, by mój jedwabny szlafrok rozchylił się, łącząc naszą skórę.
— Przepraszam raz jeszcze, skarbie… — wyszeptałam prosto w jej rozchylone wargi, czując, jak do oczu napływają mi łzy wzruszenia. — Po prostu tak strasznie, ponad wszystko na świecie cię kocham. Jesteś moim całym życiem.
Marta uniosła dłoń, delikatnie otarła kciukiem pojedynczą łzę z mojego policzka i z uśmiechem, w którym nie było już ani grama prowokacji, a jedynie bezgraniczne oddanie, odpowiedziała na moje wyznanie.
— Ja ciebie też kocham, mamo. Najmocniej i nigdy w to nie wątp, nawet jak będę najbardziej nieznośną nastolatką na świecie.

Po tej fali poważnych wzruszeń atmosfera w salonie przyjemnie się rozluźniła. Marta sięgnęła po pilota i przełączyła kanał na jeden z naszych ulubionych, lekki sitcomów. Siedziałyśmy wtulone w siebie przez kolejną godzinę, śmiejąc się z ekranowych perypetii bohaterów, podczas gdy moja dłoń bezwiednie błądziła po jej plecach pod białą bluzką, a jej noga spoczywała na moich udach, leniwie ocierając się o jedwab szlafroka.

Gdy odcinek się skończył, każda z nas zaczęła niespiesznie krzątać się po domu, szykując przestrzeń do snu. Marta poszła na górę odłożyć segregator i zamknąć okno w pokoju, a ja skierowałam się do głównej łazienki na dole. Zmyłam resztki makijażu, rozczesałam włosy i zgasiłam światła w dolnej części domu. Moje liliowe stringi i luźno związany, biały szlafrok dawały mi przyjemne poczucie swobody, gdy wolnym krokiem ruszyłam korytarzem w stronę sypialni. Nie zdążyłam jednak nawet dotknąć klamki. Z ciemności korytarza wyrosła nagle sylwetka Marty. Zanim zdążyłam zareagować, moja córka dosłownie napadła na mnie z dzikim, nagłym pożądaniem, które jak się okazało wcale w niej nie wygasło, a jedynie przyczaiło się na moment. Zdecydowanym ruchem dopadła do mnie i docisnęła moje plecy prosto do zamkniętych drzwi sypialni. Szum moich pośladków o drewnianą powierzchnię zlał się z jej głębokim, dusznych westchnieniem.
— Marta… — zdołałam tylko szepnąć, ale moje usta natychmiast zostały zablokowane przez jej gorący, niesamowicie zachłanny pocałunek.
Jej usta piły moje z parzącą intensywnością, a dłonie zaborczo wplątały się w moje świeżo rozczesane włosy, trzymając moją głowę w miłosnym uścisku. Była w tym geście tak niesamowicie pewna siebie, że momentalnie ugięły się pode mną kolana. Nie czekając ani sekundy, Marta zsunęła jedną dłoń niżej, rozchylając połówki mojego jedwabnego szlafroka. Jej ciepłe, smukłe palce bezbłędnie wślizgnęły się pod wąski pasek moich liliowych stringów, wsuwając się głęboko między moje pośladki i pieszcząc moje rozgrzane ciało z siłą, która odebrała mi resztki tchu. Między głębokimi, wilgotnymi muśnięciami warg, gdy jej język na zmianę chwytał i wypuszczał moją dolną wargę, Marta zaczęła gęsto szeptać mi prosto w usta niesamowicie figlarne, zmysłowe treści:
— Myślałaś, że to koniec na dzisiaj, mamo? — mruknęła chrapliwie, a jej palce pod materiałem bielizny poruszyły się z drapieżną dynamiką. — Skoro byłaś taka niegrzeczna i zazdrosna w przedpokoju, to teraz ja muszę dokończyć tę lekcję. Muszę sprawdzić, czy na pewno dobrze zapamiętałaś, do kogo należysz… Zamierzasz znowu tak pięknie dla mnie drżeć?

Marta całowała mnie niezwykle łapczywie, nie dając mi ani sekundy na zaczerpnięcie tchu, podczas gdy jej dłoń pod materiałem liliowych stringów energicznie i zdecydowanie masowała moją kobiecość. Czułam, jak z każdym jej ruchem wzbierała we mnie potężna fala gorąca. To, jak potrafiła mnie rozpalić z tą swoją młodzieńczą drapieżnością i całkowitą pewnością siebie sprawiało, że traciłam jakąkolwiek kontrolę nad własnym ciałem. Moje zmysły dosłownie płonęły, a w głowie miałam już tylko czysty żar. Po chwili Marta, nie przerywając tej intensywnej pieszczoty, jedną ręką nacisnęła klamkę, otworzyła drzwi sypialni i pchnęła mnie prosto na wielkie łóżko. Opadłam na materac, a ona natychmiast położyła się na mnie, przygniatając mnie swoim idealnie rozgrzanym ciałem. Jej usta ponownie spadły na moje, całowała mnie łapczywie, namiętnie, zaborczo, jakby chciała spić ze mnie całe niedawne napięcie. Momentami brakowało mi tchu pod ciężarem jej ust i ciała, ale z całych sił odwzajemniałam te głębokie pocałunki. Wplotłam palce w jej włosy i mocno obejmowałam plecy córki, przyciągając ją do siebie tak blisko, jak to tylko możliwe. Między kolejnymi, wilgotnymi i parzącymi muśnięciami warg, Marta zaczęła cicho, zmysłowo szeptać mi prosto w usta, wodząc wzrokiem po moich pociemniałych z pożądania oczach:  
— Kto jest moją dziewczyną? — zamruczała chrapliwie, lekko przygryzając moją dolną wargę.  
— Ja… ja jestem twoją dziewczyną, skarbie… — odpowiedziałam bez wahania, rwanie łapiąc powietrze.  
— Czyja jesteś, mamo? Powiedz to głośniej… — prowokowała dalej, a jej dłoń zjechała niżej, sprawiając, że moje biodra mimowolnie uniosły się do góry.  
— Tylko twoja, Martusiu… na zawsze twoja — wyszeptałam, zatracając się w jej ramionach i czując, że ta noc dopiero redefiniuje wszystko, co o sobie wiedziałyśmy.

Marta całowała mnie niezwykle łapczywie, a jej gorące usta powoli zaczęły schodzić niżej, znacząc śladami moją szyję i dekolt. Moje ramiona bezwiednie uniosły się do góry, gdy zsuwała ze mnie biały, jedwabny szlafrok, a chwilę później wprawnym ruchem pozbawiła mnie liliowej bielizny. Zostałam przed nią całkowicie naga, bezbronna i drżąca z nadmiaru emocji. Mój oddech stawał się coraz szybszy, rwany.
— Jesteś dziś niesamowicie zaborcza, kochanie… — wyszeptałam figlarnie, gładząc ją po plecach, choć w moim głosie brzmiało przede wszystkim ogromne podniecenie.

Energia Marty była potężna, wręcz elektryzująca. Sama szybkim ruchem zrzuciła przez głowę białą bluzkę, a jej nagie ciało natychmiast mocno przywarło do mojego. Bez sekundy wahania dopadła do moich piersi. Pieściła je z zachłanną, młodzieńczą pasją raz za razem zamykała usta na moich nabrzmiałych sutkach, ssąc je i liżąc zmysłowo, podczas gdy jej smukłe dłonie mocno ujmowały ich pełne kształty, doprowadzając mnie do szaleństwa. Między tymi głębokimi pieszczotami, nie przerywając kontaktu z moją skórą, szeptała gorące wyznania miłości i najskrytszych pragnień. Jej głos był niski, chrapliwy, całkowicie zmieniony przez pożądanie:  
— Tak potwornie cię kocham, mamo… Uwielbiam twoje piersi, są takie idealne… Kocham każdą, najmniejszą część twojego ciała. Jesteś tylko moja.
Każdy jej komplement parzył mnie mocniej niż dotyk. Marta powoli schodziła z pocałunkami coraz niżej, przesuwając się wzdłuż mojego brzucha, gdzie jej ciepły język wywoływał u mnie kolejne, bezwiedne dreszcze rozkoszy. Czułam, jak całe moje podbrzusze pulsowało z niecierpliwości. W końcu, z tą samą potężną energią i pasją, która prowadziła ją od początku tego wieczoru, Marta rozchyliła szeroko moje uda i zanurkowała głęboko między moje nogi, oddając się całkowicie pieszczocie mojej kobiecości. Marta zaczęła pieścić moją kobiecość swoim gorącym językiem, ale zrobiła to tylko przez krótką chwilę celowo, by jeszcze bardziej podkręcić atmosferę i nie dać mi zbyt szybko zatonąć w rozkoszy. Uniosła się gwałtownie i ponownie dopadła wyżej, obsypując parzącymi pocałunkami moje piersi, a potem usta, w które wpięła się zaborczo. Między tymi łapczywymi muśnięciami, łapiąc krótki oddech, zaczęła gęsto szeptać mi prosto w wargi słodko-figlarne treści, które całkowicie odbierały mi zmysły:  
— Myślałaś, że tak łatwo ci pójdzie, mamo? — mruknęła z szelmowskim uśmiechem, gładząc mój bok. — Musisz na to trochę popracować. Chcę cię najpierw usłyszeć… chcę zobaczyć, jak bardzo mnie błagasz.
Jej słowa wywołały we mnie potężną falę dreszczy. Zanim zdążyłam jakkolwiek odpowiedzieć, Marta zsunęła się z powrotem w dół, wracając z pełną determinacją między moje uda. Tym razem nie zamierzałam stawiać żadnego oporu. Czując, jak potwornie jestem już spragniona jej dotyku, rozwarłam nogi jeszcze szerzej, całkowicie się przed nią otwierając. Jedną ręką odruchowo chwyciłam ją mocno za włosy, a drugą oplotłam jej plecy, zaborczo przyciągając jej głowę prosto do mojego łona. Gdy jej język ponownie z impetem zatopił się w mojej ociekającej wilgoci, z mojego gardła wyrwał się głośny, duszny jęk, którego nawet nie próbowałam już tłumić. Całe moje ciało uniosło się na materacu, poddając się tej bezwzględnej, niesamowicie pasjonującej pieszczocie, która prowadziła mnie prosto ku krawędzi ostatecznego spełnienia. Wiłam się na materacu, kompletnie zatracając zmysły, podczas gdy moje palce kurczowo zaciskały się na pościeli, zaciągając materiał w bezradnym odruchu. Mój oddech stawał się coraz płytszy, rwany, naprzemienny z melodyjnymi, zmysłowymi jękami, które bezwstydnie wypełniały naszą sypialnię. Marta pieściła mnie z potężną, zachłanną pasją, spijając ze mnie każdą kroplę wilgoci. Nagle, chcąc doprowadzić mnie do ostateczności, do swojego pracującego języka i ust dołączyła palce, zdecydowanym ruchem zanurzając je głęboko w moje pulsujące wnętrze. Moje nagie ciało zareagowało natychmiastowo i niezwykle gwałtownie uniosłam gwałtownie biodra, a z mojego gardła wyrwał się głośniejszy, urwany okrzyk rozkoszy. Marta prowadziła tę pieszczotę niesamowicie rytmicznie i dynamicznie, z tą swoją młodzieńczą zachłannością, a jednocześnie z genialnym wyczuciem idealnie wczuwała się w moje najmniejsze potrzeby i skurcze mięśni. Niewyobrażalny gorąc i potężna, błoga fala zaczęły wypełniać całe moje podbrzusze. Nie mogąc uleżeć w miejscu, uniosłam lekko tułów, opierając się na łokciach. Marta, czując to, uniosła głowę z pomiędzy moich nóg. Pozwoliła ustom odpocząć, pieszcząc mnie teraz wyłącznie palcami, które głęboko penetrowały moje rozgrzane wnętrze, a sama przesunęła się wyżej i zaczęła mnie łapczywie całować. Wpiła się w moje wargi, a pomiędzy tymi parzącymi pocałunkami rozwierała usta razem ze mną, chwytając to samo duszne powietrze. Z moich ust wydobywały się teraz wyraźniejsze, głębokie jęki, rozdzielane w rwącym się dialogu przez głośne „oh” i „ach”.  
— O Boże… córeczko… — charczałam prosto w jej wargi, całkowicie bezbronna pod wpływem ruchów jej dłoni. — Co ty ze mną robisz… Marta, nie zwalniając tempa we mnie, szeptała mi między kolejnymi głębokimi muśnięciami języka te swoje słodko-figlarne treści:  
— Robię to, co kochasz najbardziej, mamo… Patrz na mnie, cała drżysz. Jesteś moja… tylko moja.
W końcu ta skumulowana, potężna ekstaza dopadła moje ciało z niszczycielską siłą. Wyprężyłam się w łuk na łóżku, a potężne, bezwzględne skurcze zacisnęły moje wnętrze wokół jej palców. Gdy szczytowałam, powoli, drżącą ręką chwyciłam za nadgarstek Marty, delikatnie zwalniając ruchy jej dłoni, by móc powoli zacząć schodzić z tej niebiańskiej krawędzi. Marta, uśmiechając się triumfalnie i zmysłowo, powoli wysunęła palce ze mnie i bez słowa uniosła je do moich ust. Zabrałam je z wdzięcznością, oblizując z nich zmysłowo naszą wspólną, słodką wilgoć, nie odrywając oczu od jej pociemniałego spojrzenia.

Chwilę później Marta przesunęła się nieco niżej i położyła swoją wciąż wilgotną dłoń prosto na mojej lewej piersi, szukając bliskości. Natychmiast zareagowałam na ten gest uniosłam rękę, mocno docisnęłam jej dłoń do swojego biustu, czując pod jej palcami szaleńcze bicie mojego serca, i splotłam nasze palce w ciasnym, zaborczym uścisku. Leżałyśmy tak, ciężko oddychając, połączone w tej bezpiecznej ciszy nocy.

Marta uniosła się lekko nade mną, pozwalając, by nasze splecione dłonie na moment się rozluźniły, ale nie dała nam ani sekundy na to, by atmosfera w sypialni choć trochę ostygła. Nasz kolejny pocałunek był głęboki, powolny i niesamowicie intymny, a ciche, gorące szepty, które wymieniałyśmy prosto w swoje wilgotne wargi, tylko podsycały ten niegasnący płomień. Nie zamierzałyśmy przerywać tego uniesienia. Rozochocona moją niedawną ekstazą, poczułam, że teraz to ja muszę przejąć całkowitą kontrolę i zalać moją córkę tą samą falą bezwzględnej rozkoszy.

Zdecydowanym, płynnym ruchem odwróciłam nasze pozycje, tak że to Marta opadła plecami na miękkie poduszki, a ja zawisłam nade mną, opierając się na kolanach. Moje usta natychmiast zjechały z jej warg niżej, znacząc gorącą ścieżkę na jej szyi, aż dopadłam do jej piersi. Zaczęłam pieścić je ustami i językiem, na zmianę ssąc i delikatnie podgryzając jej twarde, stęsknione sutki, wywołując u niej ciche, urwane westchnienia.
Podczas gdy moje usta doprowadzały jej górne partie do szaleństwa, moja prawa dłoń powoli, zmysłowo wędrowała w dół wzdłuż jej rozgrzanego brzucha. Minęłam pępek i wsunęłam palce między jej uda, odnajdując nabrzmiałą kobiecość Marty. Nie ściągałam z niej bielizny, zamiast tego zaczęłam stanowczo, energicznie masować jej łono przez cienki, bawełniany materiał jej szarych fig. Opór delikatnej tkaniny tworzył niesamowite, palące tarcie, które momentalnie sprawiło, że ciało Marty zareagowało potężnym dreszczem. Materiał niemal natychmiast zaczął nasiąkać jej własną, gorącą wilgocią, a ja czułam pod otwartą dłonią, jak z każdym moim okrężnym, mocnym ruchem biodra mojej córki zaczynają bezwiednie unosić się do góry, szukając jeszcze większego docisku.
— Ach… mamo… — jęknęła Marta chrapliwie, odchylając głowę w tył i wplatając palce w moje włosy, by pchać moje usta jeszcze mocniej ku swoim piersiom. Całe jej ciało zaczęło miarowo falować w takt mojej dłoni, wchodząc w ten sam, dobrze nam znany, szaleńczy rytm czystej namiętności.

Nie potrafiłam dłużej czekać ani sekundy. Jednym zdecydowanym ruchem zsunęłam szare figi z jej długich nóg, rzucając je gdzieś na skraj łóżka, i rozchyliłam uda Marty tak szeroko, jak to tylko możliwe. Przywarłam swoim czołem do jej czoła, czując palący żar jej skóry, i wbiłam się w jej usta łapczywym, głębokim pocałunkiem, który natychmiast pozbawił nas resztek tchu. W tym parzącym uścisku, pomiędzy kolejnymi wilgotnymi muśnięciami warg, wywiązał się między nami gęsty, chrapliwy, zmysłowy dialog. Cały czas nakręcałyśmy się nawzajem, chłonąc każde słowo niczym najsilniejszy afrodyzjak:  
— Jesteś taka piękna, Martusiu… cała moja — szeptałam prosto w jej rozchylone usta, gładząc jej biodra. — Twoje ciało jest stworzone tylko dla mnie.  
— Kocham cię, mamo… tak potwornie cię pragnę. Chcę czuć tylko ciebie — odpowiadała Marta, a jej oddech rwał się przy moim uchu. — Uwielbiam, kiedy jesteś taka zaborcza. Kiedy przypominasz mi, czyja jestem…

Moja dłoń nie próżnowała. Zjechałam niżej i zaczęłam koliście, niezwykle zmysłowo pieścić rozgrzaną kobiecość Marty, by po chwili, naprzemiennie z tym ruchem, z impetem wsuwać palec głęboko w jej ociekające, pulsujące wnętrze. Robiłam to w idealnym takcie, dopasowując tempo do dynamicznych reakcji jej ciała do tego, jak unosiła biodra, jak napinała mięśnie brzucha i jak głośno mruczała z rozkoszy. Moje usta działały w absolutnie szaleńczym, chaotycznym zapętleniu. Gdy odrywałam się od jej nabrzmiałych warg, schodziłam niżej, by z zachłanną pasją pieścić jej piersi, ssałam jej twarde sutki naprzemiennie, mocno dociskając do nich język, by za chwilę przenieść się wyżej i składać gwałtowne, parzące pocałunki na jej szyi i obojczykach. Marta dosłownie wiła się pode mną. Jej palce kurczowo wbiły się w moje pośladki i plecy, zmuszając moje ciało do jeszcze ściślejszego kontaktu z jej nagą skórą. Każde moje pociągnięcie palcem w jej wnętrzu wywoływało u niej potężną falę dreszczy, a nasze wspólne wyznania miłości i zmysłowe komplementy mieszały się z głośnymi, głębokimi jękami, które niosły nas prosto w stronę kolejnego, nieuchronnego wybuchu. Gdy tylko moje usta na moment uwalniały jej piersi czy szyję, natychmiast pochylałam się nad nią, by gęsto szeptać jej prosto do ucha zuchwałe, figlarne słowa. Moje palce w tym samym czasie drastycznie przyspieszały rytm w jej rozgrzanym wnętrzu. Marta próbowała jeszcze uśmiechać się szelmowsko, chcąc utrzymać tę swoją pozę pewnej siebie kusicielki, ale błyskawicznie traciła jakikolwiek kontakt z rzeczywistością. Jej zuchwałość topniała w ogniu pożądania, a jej ciało zaczęło się bezwładnie wić na pościeli, całkowicie poddane mojej woli. Widząc, jak bardzo była już blisko, zniżyłam się całkowicie między jej rozchylone, drżące uda. Nie przerywając ani na sekundę głębokiej, miarowej pracy palców w jej wnętrzu, równocześnie przywarłam ustami do jej łona i zaczęłam niezwykle szybko, dynamicznie wirować językiem na jej nabrzmiałej, pulsującej łechtaczce. To podwójne, bezwzględne uderzenie sprawiło, że ciało Marty zareagowało z potężną, niespotykaną dotąd siłą. Jej biodra gwałtownie uniosły się z materaca, a z jej ust, dotąd próbujących formować słowa, zaczął wydobywać się nieprzerwany, głośny sznur melodyjnych, dusznych jęków. Była całkowicie obezwładniona tą czystą rozkoszą. Chcąc dać jej poczucie absolutnego bezpieczeństwa w tym szaleństwie, uniosłam swoją wolną, lewą rękę wyżej. Odszukałam dłoń Marty, która spoczywała na jej falującej klatce piersiowej, i mocno splotłam nasze palce w zaborczym uścisku, dociskając je prosto do jej mocno bijącego serca. Pchałam ją prosto w tę przepaść, czując, że każda komórka jej ciała należała w tej sekundzie wyłącznie do mnie. Operowałam z pełnym oddaniem, a moje palce i język pracowały w idealnej harmonii, doprowadzając Martę do granic wytrzymałości, wiła się pode mną bezradnie, jej oddech stał się całkowicie rwany, zamieniając się w duszne, szybkie hausty powietrza. Jej dłonie w ślepym odruchu rwały pościel, zaciskając się na materiale z całej siły. Znajdowałam się na pograniczu absolutnego delektowania się słodkim smakiem jej kobiecości i rozkoszowania się chwilą, a potężnym, pasjonującym dawaniem czystej przyjemności mojej córce. Każde drżenie jej uda, każdy uwięziony w gardle jęk utwierdzał mnie w przekonaniu, jak bardzo jesteśmy sobie oddane. W pewnym momencie, gdy poczułam, że jej ciało było już maksymalnie rozgrzane, postanowiłam podkręcić atmosferę i zmienić dynamikę tej nocy. Oderwałam usta od jej łona, unosząc się lekko, choć moje palce wciąż tkwiły głęboko w jej wnętrzu, leniwie pulsując.
— Martusiu… — wyszeptałam chrapliwie, wodząc wzrokiem po jej maślanych, pociemniałych z pożądania oczach. — Chcę cię poczuć inaczej. Zmieńmy pozycję, skarbie. Wypnij się dla mnie… na czworaka. Chcę widzieć cię całą od tyłu.

Marta popatrzyła na mnie z błyskiem absolutnego posłuszeństwa w oku. Nie potrzebowała dalszych zachęt. Ciężko dysząc, sprawnie przekręciła się na brzuch, a następnie uniosła biodra wysoko do góry, opierając się na kolanach i przedramionach. W tej pozycji jej idealnie okrągłe, nagie pośladki uniosły się zmysłowo w moją stronę, prezentując całe jej piękno w pełnej krasie. Uklękłam tuż za nią, zaborczo chwytając ją dłońmi za biodra, by ustabilizować jej drżące ciało. Moje palce bez sekundy wahania ponownie odnalazły jej mokre, stęsknione wnętrze, wsuwając się głęboko od tyłu i podejmując szybki, dynamiczny rytm. Marta natychmiast jęknęła prosto w poduszkę, wyginając mocniej plecy. Korzystając z tej perspektywy, pochyliłam się niżej, a mój gorący język skupił się na analnym miejscu doznań, delikatnie, acz stanowczo pieszcząc to niezwykle wrażliwe, intymne miejsce. Połączenie głębokiej penetracji palcami od przodu z tą nową, parzącą pieszczotą od tyłu sprawiło, że Marta dosłownie zamarła na ułamek sekundy, by po chwili zacząć drżeć i falować biodrami w szaleńczym rytmie, całkowicie oddając mi kontrolę nad swoim ciałem. Ta nowa perspektywa i absolutne posłuszeństwo Marty wyzwoliły we mnie pokłady jeszcze głębszej, niemal pierwotnej zaborczości. Chciałam posiąść ją całą, wypełnić każdą jej intymną przestrzeń i zetrzeć z jej pamięci jakikolwiek ślad zewnętrznego świata. Po chwili mój język, który dotąd pieścił to wrażliwe miejsce od zewnątrz, ustąpił pola moim palcom. Przesunęłam dłoń niżej, idealnie koordynując ruchy: podczas gdy dwa palce zdecydowanie i głęboko penetrowały gorące, ociekające wnętrze jej kobiecości, trzeci, naoliwiony jej własną wilgocią, powoli i stanowczo wsunął się analnie. Marta wydała z siebie wysoki, stłumiony w poduszce okrzyk, a jej ciało gwałtownie zesztywniało pod wpływem tego potężnego, podwójnego bodźca. Chwyciłam ją mocniej za biodra, nie pozwalając jej się odsunąć. Początkowo narzuciłam tempo idealnie zgrane z jej pierwszymi reakcjami pozwalałam jej mięśniom przyzwyczaić się do tego pełnego, zmysłowego rozciągnięcia, wykonując długie, miarowe pociągnięcia. Jednak z każdym jej głębokim westchnieniem czułam, jak we mnie samej krew pulsowała coraz mocniej. Moje emocje sięgnęły zenitu; czułam niesamowitą dumę, miłość i dziką satysfakcję, że ta dumna dziewczyna jest przede mną tak bezgranicznie otwarta, tak całkowicie moja. W pewnym momencie przestałam kalkulować – po prostu drastycznie zdynamizowałam rytm. Moja dłoń zaczęła pracować w niej szybko, mocno i z bezwzględną konsekwencją. Reakcja ciała Marty była natychmiastowa. Jej pośladki zaczęły drżeć, a biodra bezwiednie wykonywały krótkie, desperackie ruchy w przód i w tył, jakby próbowały nadążyć za moim tempem. Jej oddech całkowicie się załamał, zamieniając w głośny, duszny świst, a z jej gardła raz za razem wydobywały się rwane, przeciągłe jęki, które rezonowały w cichym pokoju. Marta, mimo że oszołomiona tą intensywnością, nie zamierzała biernie czekać na finał. Chcąc doprowadzić się do ostateczności i pomóc mi w tej pieszczocie, wyciągnęła rękę pod siebie i swoimi własnymi palcami zaczęła niezwykle szybko, desperacko pociągać nabrzmiałą łechtaczkę. To potrójne uderzenie rozkoszy, moja bezwzględna penetracja z obu stron połączona z jej własnym, szybkim dotykiem sprawiło, że cała sypialnia utonęła w dźwiękach naszej nieskrępowanej, dzikiej namiętności, a krawędź ostatecznego wybuchu była już tylko kwestią sekund. Ciało Marty nagle zesztywniało, a każdy mięsień jej ud i pleców napiął się do granic możliwości. Fala potężnej, obezwładniającej ekstazy uderzyła w nią z niszczycielską siłą. Jej pośladki w bezwarunkowym odruchu wypięły się jeszcze mocniej w moją stronę, pulsując rytmicznie wokół moich palców, które powoli i delikatnie zaczęłam wysuwać z jej wnętrza. Moja dłoń, wciąż wilgotna od jej soków, przeniosła się wyżej, by leniwymi, kojącymi ruchami gładzić i masować jej gorące udo oraz kobiecość, pomagając jej ciału łagodnie lądować po tym niesamowitym locie.

Pochyliłam się nad nią całkowicie, składając czułe, mokre pocałunki na jej zroszonych potem plecach, wzdłuż kręgosłupa, aż po wrażliwy kark i spięte ramiona. Marta, z twarzą wciąż wtuloną w poduszkę, łapała powietrze głębokimi, głośnymi łykami.
Gdy tylko odzyskała odrobinę tchu, odwróciła lekko głowę w moją stronę, a w jej oczach, mimo zmęczenia, znów zaiskrzyły te znajome, zuchwałe ogniki.  
— No… mamusiu… — wyszeptała figlarnie, a jej głos był cudownie zachrypnięty. — Chyba muszę przyznać… że ta lekcja była wyjątkowo skuteczna. Myślę, że utrwaliłam materiał na całe życie. Uśmiechnęłam się, przygryzając delikatnie płatek jej ucha. — Cieszę się, skarbie. Chciałam mieć absolutną pewność, że wiesz, gdzie jest twoje miejsce i do kogo należą te wszystkie piękne jęki — odpowiedziałam zmysłowo, podtrzymując ten nasz grzeszny, palący ogień.
— Należą tylko do ciebie — zamruczała, mocniej opierając się o moje ramię. — Jesteś moją jedyną kobietą, mamo. Najwspanialszą partnerką i najbardziej namiętną kochanką, jaką mogłam sobie wymarzyć.
Słuchając jej słów, poczułam, jak moje serce zalewa fala absolutnego, niczym niezmąconego szczęścia. W mojej głowie kłębiły się myśli pełne głębokiej satysfakcji i spokoju. Było mi tak niesamowicie wspaniale. Ta noc, która zaczęła się od niszczycielskiej zazdrości, stała się ostatecznym dowodem na to, jak potężne i trwałe jest to, co nas łączy. Przestałam czuć jakikolwiek strach przed światem zewnętrznym czy rówieśnikami Marty. Zrozumiałam, że przekroczyłyśmy granicę, zza której nie ma już powrotu, stałyśmy się dla siebie wszystkim. Oficjalnie, bez żadnych niedomówień, byłyśmy równorzędnymi partnerkami i najwspanialszymi kochankami, połączonymi więzią, której nikt ani nic nie zdoła rozerwać.
— Ty też jesteś dla mnie wszystkim, Martusiu — odpowiedziałam, a w moim głosie brzmiała absolutna pewność. — Moja mała, idealna partnerka. Moja kochanka. Na zawsze.
Marta, słysząc to, wydała z siebie ciche westchnienie ulgi i z niesamowitą gracją przekręciła się z powrotem na plecy. Natychmiast wykorzystałam tę chwilę, opadłam na nią całym swoim nagim ciężarem, dopasowując nasze ciała idealnie, centymetr po centymetrze. Oddałyśmy się długim, głębokim i niespieszny pocałunkom, które nie miały już w sobie tamtej nerwowości, a jedynie czystą, gęstą miłość. Nasze nagie, rozgrzane ciała leniwie ocierały się o siebie na zmiętej pościeli, generując przyjemne, delikatne tarcie. Całkowicie zatracone w sobie, błądziłyśmy dłońmi bez celu. Gładziłam jej boki, talię i włosy, podczas gdy Marta mocno obejmowała mnie ramionami za szyję, przyciskając mnie do swojej piersi, jakby chciała schować mnie przed całym światem w swoich bezpiecznych objęciach.

Nie miałyśmy dość. Ten głód, zamiast gasnąć, karmił się każdym kolejnym dotykiem, zamieniając naszą sypialnię w przestrzeń absolutnego zatracenia. Moje usta oderwały się na chwilę od rozgrzanych warg Marty i zaczęły niespiesznie schodzić niżej, znacząc wilgotną, parzącą ścieżkę wzdłuż jej szyi, aż po dekolt. Gdy dotarłam do jej piersi, uniosłam się lekko na przedramionach, by móc w pełni rozkoszować się ich widokiem i kształtem. Mój język zaczął powoli, prowokująco lizać jej twarde, niesamowicie czułe sutki, zataczając wokół nich ciasne kręgi. Słyszałam, jak oddech Marty momentalnie przyspieszał, a jej biust unosił się gwałtownie. Po chwili moje usta objęły całe jej nabrzmiałe brodawki, ssałam je z zachłanną, głęboką pasją, dłońmi mocno podtrzymując ich pełny kształt. Od czasu do czasu, prowadzona zmysłowym impulsem, pozwalałam sobie na delikatne, kontrolowane przygryzanie, co wywoływało u Marty wysokie, duszne jęki rozkoszy, które potęgowały moje własne podniecenie. Marta prężyła się pode mną, mocno zaciskając palce na moich biodrach. W pewnym momencie, gdy ssałam jej lewą pierś, poczułam, jak jej dłonie wędrują wyżej, chwytając mnie za ramiona. Jej pociemniały wzrok spotkał mój, a w jej oczach malowało się palące pragnienie odwzajemnienia tej pieszczoty. Ona też pragnęła mnie kosztować, przejąć na chwilę inicjatywę i poczuć mój smak. Zrozumiałam jej niemy komunikat bez słów. Z uśmiechem, nie przerywając bliskiego kontaktu naszych ciał, przesunęłam się leniwie w górę łóżka. Uniosłam nieco tułów, sprawiając, że moje własne, pełne piersi znalazły się idealnie na wysokości twarzy Marty. Wydała z siebie cichy mruk satysfakcji. Jej dłonie natychmiast ujęły moje piersi, a usta z zachłannością dopadły do moich sutków. Zaczęła je pieścić z tą samą pasją, którą przed chwilą sama odczuwała. Jej ciepły język i wilgotne wargi drażniły moją skórę, a ja, czując to niesamowite odwrócenie ról, odchyliłam głowę do tyłu, pozwalając, by z moich ust wyrwał się głośny, przeciągły jęk spełnienia.  

Przesunęłam się jeszcze wyżej na materacu, gładko sunąc ciałem po jej nagiej skórze, aż moja pulsująca kobiecość znalazła się idealnie na wysokości twarzy Marty. Nie musiałam mówić ani słowa,  moja córka doskonale wiedziała, co robić. Jej gorący język natychmiast, bez sekundy wahania, zatopił się w mojej ociekającej wilgoci, odnajdując idealny, szybki rytm pieszczoty. Uniosłam lekko głowę, opierając się na drżących przedramionach, i spojrzałam w dół, prosto w jej oczy. W tym pociemniałym, głębokim spojrzeniu widziałam dokładnie to samo, co paliło moją własną duszę: czystą, niczym nieskrępowaną pasję i miłość, która w naszym wydaniu wydawała się po prostu nie mieć końca. Była to miłość przeżywana w każdej możliwej formie, wolna od barier świata zewnętrznego. Chcąc dać jej równie dużo przyjemności, wyciągnęłam rękę daleko w tył, wsuwając dłoń między jej złączone dotąd uda. Moje palce bezbłędnie odnalazły jej rozgrzane łono i zaczęły koliście, niezwykle zmysłowo pieścić jej kobiecość. Obie pobudzałyśmy się nawzajem w tym genialnym, zsynchronizowanym rytmie. Jej język doprowadzał mnie do szaleństwa, a moja dłoń sprawiała, że biodra Marty miarowo unosiły się do góry, szukając mocniejszego tarcia.

Po dłuższej chwili, gdy tętno nam obu skoczyło do niebezpiecznych wartości, cofnęłam się nieco w dół łóżka. Nasze nagie, zroszone potami ciała tarły o siebie z niesamowitą siłą. Zatraciłyśmy się w gwałtownym ruchu. Całowałyśmy się łapczywie, bez tchu, mocno tuląc się do siebie i wręcz tarzając po całym łóżku w miłosnym uścisku, zadzierając prześcieradło. W tym namiętnym splocie ciał to ja ponownie wylądowałam na górze. Uniosłam się lekko, cofnęłam biodra i zręcznym ruchem znożycowałam swoje nogi z nogami Marty. Nasze kobiecości starły się ze sobą bezpośrednio, bez żadnej barier. Wyraźnie czuć było gęstą, gorącą wilgoć, która natychmiast połączyła nasze łona. Każdy mój minimalny ruch w przód i w tył generował parzące, obezwładniające tarcie, na które Marta odpowiedziała głośnym, przeciągłym jękiem prosto w moje usta, zaciskając nogi wokół moich bioder jeszcze mocniej. Zapierając się rękoma z tyłu na materacu, uniosłyśmy lekko tułowie, co pozwoliło nam na pełną swobodę ruchów. Nasze biodra natychmiast podchwyciły ten sam, idealnie równy, transowy rytm. Poruszałyśmy się w absolutnej synchroniczności, do przodu i do tyłu, dociskając się do siebie z parzącą siłą. Patrzyłyśmy sobie prosto w oczy w tym magnetycznym spojrzeniu nie było już miejsca na żadne tajemnice, tylko czysta pasja. Nasze usta, nabrzmiałe od wcześniejszych pocałunków, pozostawały lekko rozwarte, chwytając to samo, gorące powietrze sypialni. Nasze kobiecości tarły o siebie bez żadnych barier, a obfita, gęsta wilgoć nie tylko niesamowicie ułatwiała tę czynność, ale wręcz potęgowała tę błogą, rozlewającą się po ciele rozkosz. Zmysły miałyśmy dosłownie na wierzchu, każdy najmniejszy ruch skóry o skórę wysyłał prądy elektryczne prosto do podbrzusza. W pewnym momencie, jakby na niemy sygnał, zaczęłyśmy gwałtownie dynamizować nasze ruchy. Tempo stało się szybkie, zdecydowane i dynamiczne. Nasz oddech natychmiast przyspieszył, zamieniając się w rwane hausty, a melodyjne jęki zaczęły wydobywać się z naszych gardeł znacznie częściej i głośniej, rezonując w ciszy nocy. Między tymi głośnymi westchnieniami, gdy nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry, wywiązał się między nami kolejny, niesamowicie figlarny dialog, którym nakręcałyśmy się do granic możliwości:  
— Popatrz na nas, Martusiu… — wyszeptałam chrapliwie, mocniej dociskając swoje biodra do jej bioder. — Jesteś niesamowita. Czujesz, jak idealnie do siebie pasujemy? Marta zagryzła dolną wargę, a jej oczy pociemniały jeszcze bardziej z pożądania.  
— Czuję, mamo… — jęknęła głośno, gdy tarcie stało się wyjątkowo intensywne. — Uwielbiam, kiedy tak się we mnie wtulasz. Jesteś moja… cała moja. Zwiększ tempo, proszę…
Słysząc jej błaganie, pchnęłam biodra do przodu z jeszcze większą dynamiką. Każde kolejne starcie naszych ciał przybliżało nas do punktu bez powrotu, a gęsta atmosfera w pokoju dosłownie drżała od nadmiaru skumulowanej energii i obopólnego, bezgranicznego pragnienia. Nasze ciała falowały w nieprzerwanym, zmysłowym rytmie, a wraz z nimi poruszały się nasze piersi, ocierając się o siebie przy każdym głębszym wygięciu. Napierałyśmy na siebie coraz mocniej, szukając maksymalnego docisku. Po chwili postanowiłam zmienić nieco układ naszych ciał, aby wykrzesać z tej pieszczoty zupełnie nowe doznania, lecz ani na sekundę nie rozłączyłam naszych ociekających wilgocią łon. Przesunęłam się tak, byśmy teraz ocierały się bardziej pod kątem prostym. Wyprostowałam się dumnie na górze, opierając się na kolanach, podczas gdy Marta opadła plecami na zmiętą pościel. Chcąc zwiększyć intensywność tarcia i otworzyć się przede mną jeszcze bardziej, Marta uniosła jedną nogę i oparła swoją stopę bezpośrednio o moje ramię. Ta pozycja była niezwykle wyzywająca i dawała mi pełną kontrolę nad tempem. Natychmiast zaczęłam dynamizować ruchy, kołysząc biodrami w przód i w tył, przez co nasze kobiecości starły się z podwójną siłą. Widząc opartą na moim ramieniu gładką stopę Marty, nie potrafiłam się oprzeć pozwalałam sobie na zmysłową, oralną pieszczotę jej podbicia i palców, co wywołało u niej głośny, duszny dreszcz rozkoszy. Czasami, chcąc przedłużyć tę niesamowitą chwilę i podkręcić napięcie, celowo zwalniałam szaleńcze tempo. Pochylałam się wtedy nisko nad jej spragnionym ciałem, by wbić się w jej rozchylone usta łapczywym, głębokim pocałunkiem i wymienić z nią gorący, rwany oddech. Gdy tylko Marta zaczynała cicho błagać o więcej, prostowałam się ponownie i z jeszcze większą pasją zwiększałam tempo, doprowadzając nas obie do absolutnego szaleństwa. Marta była już na samej krawędzi, czułam to po gwałtownych skurczach jej ud, ale w ostatniej chwili z premedytacją zwolniła ruchy, chcąc przedłużyć tę minuty absolutnego szaleństwa. Przez moment po prostu trwałyśmy w głębokim, pełnym miłości uścisku, całując się łapczywie i łapiąc rwane hausty powietrza. Nagle Marta, prowadzona nagłym impulsem i tą swoją potężną energią, zdecydowanym ruchem pchnęła mnie na plecy. Rozchyliła moje nogi i położyła się na mnie całkowicie frontalnie, dopasowując nasze ciała tak idealnie, że nasze rozgrzane, ociekające kobiecości stopiły się w jedno. Nie czekała ani sekundy. Od razu narzuciła niesamowicie wysokie, wręcz szaleńcze tempo, dynamicznie pocierając swoim łonem o moje. Tarcie było tak mocne i bezpośrednie, że z naszych gardeł natychmiast wyrwał się zsynchronizowany, głośny jęk. Ta bezwzględna fala rozkoszy błyskawicznie narastała, aż w końcu potężna, rozdzierająca ekstaza dopadła nas obie jednocześnie. Wyprężyłyśmy się w łuk, mocno zaciskając ramiona na swoich plecach, całkowicie zatracone w tym wspólnym wybuchu. Gdy szczyt minął, nasze mokre, gorące od potu ciała powoli zwolniły. Nie rozłączałyśmy się jednak, leniwie, delikatnie ocierałyśmy się o siebie, tuląc się z całych sił i wodząc drżącymi dłońmi po rozgrzanej skórze. Nasze usta wciąż pracowały; całowałyśmy się na zmianę łapczywie i nieziemsko czule, a nasze języki tańczyły w wolnym, zmysłowym rytmie.

Leżąc pod nią, czując ciężar jej ciała i kojący bicie serca, utonęłam w fali głębokich, intymnych przemyśleń. Było mi tak niesamowicie, obłędnie wspaniale. Gdzieś z tyłu głowy tliła się świadomość, że to, co robimy, to relacja powszechnie uznawana za zakazaną, przekraczająca wszelkie społeczne tabu, ale w tamtej sypialni, w ramionach Marty, te zasady nie miały żadnego znaczenia. Czułam tylko absolutne szczęście, czystą miłość i dumę z tego, jak wielkie i nierozerwalne jest nasze przymierze jako partnerek i kochanek.

Pomiędzy kolejnymi głębokimi muśnięciami warg wywiązał się między nami cichy, figlarny dialog, w którym wciąż pulsował niedawny żar:  
— Masz niesamowity temperament, Martusiu… — wyszeptałam, gładząc jej wilgotne włosy. — Twoja energia za każdym razem całkowicie mnie obezwładnia. Żałujesz, że masz taką zaborczą matkę z tak silnym temperamentem? Marta uniosła się lekko na przedramionach, a na jej ustach pojawił się ten jej drapieżny, szelmowski uśmiech:  
— Nigdy w życiu, mamo… — zamruczała chrapliwie, całując mnie w czubek nosa. — Przy tobie czuję się tak potwornie żywa. Uwielbiam to, jak bardzo mnie pragniesz i że dotrzymujesz mi kroku w każdym calu.  
— Przy tobie ja też czuję się znowu młoda, skarbie… Ta noc redefiniuje wszystko — odpowiedziałam, mocniej splatając nasze nogi.  
— Bo jesteś młoda i idealna. I jesteś tylko moja, mamo, bez względu na to, co pomyślałby świat — dokończyła Marta, ponowne wpijając się w moje usta i pieczętując naszą zakazaną, lecz najwspanialszą na świecie bliskość.

Leżąc wciąż w ciasnym uścisku, z ciałami wciąż połączonymi i wilgotnymi od potu, nie potrafiłyśmy przestać się do siebie uśmiechać. W powietrzu wciąż unosił się zapach naszej namiętności, a my natychmiast weszłyśmy w fazę zmysłowego, pełnego przekomarzania się i zgrywania.
— Muszę przyznać, mamo, że twoje ciało działa na mnie jak jakiś cholerny narkotyk — mruknęła Marta, wodząc palcem wokół mojego obojczyka i lekko go przygryzając. — Wystarczy, że na mnie spojrzysz, a już tracę głowę. A to, co przed chwilą zrobiłaś z tymi swoimi biodrami… no, no. Kto by pomyślał, że masz w sobie tyle bezwzględności.
Zaśmiałam się cicho, mocniej ujmując ją za pośladki.  
— Sama doprowadziłaś do tego, moja droga. Twoja skóra jest tak obłędnie gładka, że po prostu nie da się przy tobie zachować spokoju. A twój temperament? Działa na mnie tak mocno, że chyba nigdy nie będę miała cię dość. Kocham cię, Martusiu. Ponad wszystko. ‘
— Ja ciebie też kocham, mamo. Najmocniej na świecie — odpowiedziała z nagłą, głęboką powagą w oczach, po czym natychmiast wróciła do figlarnego tonu, obsypując moją szyję serią drobnych, łaskoczących pocałunków.
Tuliłyśmy się do siebie, tarzając leniwie po łóżku, a nasze dłonie nieustannie błądziły po rozgrzanej skórze. Jednak mimo minionej ekstazy, energia w sypialni wcale nie opadła. Wręcz przeciwnie, wciąż w nas buzowała, podskórnie domagając się kolejnego wybuchu.
Marta uniosła nagle głowę, a w jej pociemniałych oczach znów błysnęły te zuchwałe, drapieżne iskry. — Powiedz mi… masz jeszcze ochotę na więcej? — zapytała z szelmowskim uśmiechem, przesuwając prowokująco dłonią wzdłuż mojego uda.
Wypuściłam głośno powietrze, czując, jak serce znowu przyspiesza.  
— Jesteś po prostu niemożliwa… — odparłam chrapliwie, kręcąc z niedowierzaniem głową, choć moje ciało już teraz rwało się do jej dotyku. — Ale kocham twój temperament i z tobą zawsze, absolutnie zawsze mam ochotę na więcej.

Te słowa były dla Marty jak zapalnik. Moje emocje sięgnęły zenitu, czułam potężną, obezwładniającą ekscytację na myśl o tym, co za chwilę nastąpi. Marta jednym płynnym, niezwykle sprawnym ruchem uniosła się nade mną, a potem obróciła swoje ciało o sto osiemdziesiąt stopni. Ułożyła się na mnie lustrzanie, idealnie w pozycji 69, tak że jej rozgrzana, pachnąca kobiecość znalazła się tuż przed moimi ustami, a moja była całkowicie na wyciągnięcie jej warg. Nie było mowy o czekaniu. Obie, napędzane tym samym dzikim pożądaniem, natychmiast zaczęłyśmy wzajemnie pieścić swoje łona. Nasze języki poszły w ruch jednocześnie, dynamicznie i bezwzględnie wirując na nabrzmiałych łechtaczkach, topiąc sypialnię w ponownym, głębokim szumie przyspieszonych oddechów i głośnych, urwanych jęków rozkoszy. Nasze języki pracowały w absolutnym amoku, a pieszczota jednej z nas błyskawicznie napędzała drugą. Tętno przyspieszało do niebezpiecznych granic, błogi stan rósł z każdą sekundą, a czysta rozkosz i przyjemność dosłownie przelewały się przez nasze ciała. Marta była w tym ułożeniu bezwzględna. Jej niesamowicie sprawny, wirujący język z taką siłą i precyzją uderzał w moją łechtaczkę, że potężna, rozdzierająca ekstaza dopadła mnie szybciej, niż się spodziewałam. Moje ciało zaczęło drżeć w tak silnych skurczach, że oralnie nie byłam już w stanie kontynuować pieszczoty. Próbowałam jeszcze desperacko walczyć, składać chaotyczne pocałunki na jej łonie i wręcz wgryzać się zaborczo w jej pośladki, ale moje mięśnie całkowicie odmówiły posłuszeństwa.
— Nie mam siły, córeczko… — wycharczałam, ciężko dysząc i odsuwając na moment głowę, gdy skurcze rozkoszy powoli mijały. — Po tej pieszczocie, którą mi przed chwilą dałaś, jestem zupełnie bezbronna… ale nie ma mowy, żebym zostawiła cię teraz niezaspokojoną. Marta, wciąż uniesiona nade mną, uśmiechnęła się zmysłowo, choć jej oddech też był potwornie rwany.  
— Nie musisz się zmuszać, mamo… — wyszeptała, gładząc moje udo.  
— Muszę. Twoja przyjemność jest dla mnie najważniejsza, córeczko — odparłam z absolutnym przekonaniem, powoli odzyskując panowanie nad oddechem.  
— A jak chcesz to zrobić? — dopytywała szelmowsko, mrużąc te swoje piękne, prowokujące oczy.

Zamiast odpowiedzieć słowami, sprawnie zmieniłam naszą pozycję. Przesunęłam się w górę materaca i położyłam wygodnie, opierając plecy o miękkie oparcie łóżka. Przyciągnęłam Martę do siebie, a ona natychmiast wślizgnęła się między moje rozchylone nogi, przywierając swoimi plecami idealnie do moich piersi. Gdy tylko poczułam żar jej skóry, moja prawa dłoń powędrowała w dół, wprost między jej szeroko rozłożone uda. Moje palce, wciąż wilgotne, odnalazły jej nabrzmiałe łono i zaczęły niezwykle zmysłowo, koliście pieścić jej kobiecość. Rozpalona do czerwoności Marta natychmiast wygięła śmiało plecy, wtulając się tyłem głowy w moje ramię.  
— Ach… tak… uwielbiam twoje paluszki, mamo… — mruczała chrapliwie, a jej ciało od razu podchwyciło ten miarowy ruch.
— Wiem, skarbie, dlatego dostaniesz ich dokładnie tyle, ile pragniesz — odparłam z uśmiechem prosto w jej włosy i całkowicie skupiłam się na pieszczocie.

Moje palce sprawnie sobie radziły, idealnie wyczuwając każdy najmniejszy skurcz jej ciała. To wsuwałam je głęboko, to wracałam do szybkiego, okrężnego masowania łechtaczki. Drugą ręką objęłam ją mocno od przodu, zaborczo pieszcząc i ściskając jej nagie piersi, co tylko potęgowało jej jęki, żeby nie dać jej ani sekundy wytchnienia, po chwili zaczęłam gęsto szeptać jej do ucha kolejne zmysłowe dialogi, które maksymalnie nakręcały ją na finał. Komplementowałam jej ciało, mówiłam, jak niesamowicie reagowała na mój dotyk i jak bardzo uwielbiam mieć ją tak bezbronną w swoich objęciach. Marta dosłownie mdlała z rozkoszy. Kołysała biodrami w takt mojej dłoni, a ja, nie przerywając tego szaleńczego rytmu na dole, co chwilę całowałam ją czule po czole, mokrym policzku i odwróconych w moją stronę, spragnionych ustach, pchając ją prosto w ramiona kolejnej, nieuchronnej ekstazy. Moje palce pracowały w niej bezbłędnie, a ja pochyliłam się tuż przy jej uchu, pozwalając sobie na gęste, zuchwałe szepty, które miały ostatecznie przełamać jej opór.  
— Słyszysz, jak głośno jęczysz, córeczko? — mruknęłam chrapliwie, mocniej ściskając jej pierś. — Uwielbiam, kiedy tak na mnie reagujesz. Cała drżysz pod moją dłonią. Jesteś stworzona do tego, żeby cię tak bezwzględnie brać.
— Mamo… ach… nie przestawaj… — wyrwało się z ust Marty, a jej oddech zamienił się w głośny, rwany świst.
Jej ciało reagowało natychmiastowo, plecy wygięły się w głęboki łuk, a z gardła wydobywały się niskie, gardłowe mruki zmieszane z wysokimi, melodyjnymi jękami. Widząc, jak bardzo płonęła, drastycznie zdynamizowałam ruchy swojej dłoni. Moje palce zaczęły masować jej łono szybko i energicznie. Marta, oszołomiona tą intensywnością i niesiona własnym, dzikim temperamentem, nie zamierzała czekać. Wyciągnęła rękę w dół, dołożyła swój własny palec do mojego dotyku i zaczęła się dodatkowo, płytko penetrować we własnym, szaleńczym rytmie. Te podwojone, zsynchronizowane działania natychmiast przyniosły piorunujący efekt. Ciało Marty dopadły potężne, bezwzględne spazmy. Ekstaza dosłownie wiła jej nagim ciałem, rzucając nią w przód i w tył w bezwarunkowych skurczach spełnienia. Przytrzymałam ją mocno, czule obłapiając ramieniem w pasie, by dać jej oparcie w tym miłosnym amoku, i bez przerwy całowałam ją po spoconym czole, dopóki najsilniejsza fala nie zaczęła powoli opadać.  

Gdy w końcu jej mięśnie się rozluźniły, a ciało przestało się tak gwałtownie wić, Marta leniwie obróciła głowę w moją stronę. Nasze twarze odnalazły się niemal po omacku i wpiłyśmy się w siebie w niesamowicie czułym, głębokim pocałunku, dzieląc ze sobą resztki rwanego oddechu. Moja dłoń powoli wędrowała w górę, kojąco gładząc jej rozgrzane boki, brzuch i ramiona. W sypialni powoli zapadała błoga cisza, w której wymieniałyśmy ciche, szeptane słowa pełne miłości, przeplatane naszą stałą, zgryźliwą figlarnością:  
— I kto tu jest niemożliwy? — mruknęłam z uśmiechem, gładząc jej policzek. — Prawie mi uciekłaś z tego łóżka przy finale.  
— Miałam najlepszą nauczycielkę… mamo — odparła Marta, szelmowsko mrużąc oczy, choć ledwo patrzyła na mnie ze zmęczenia. — Ale musisz przyznać, że dotrzymałam ci kroku. Kocham cię.  
— Ja ciebie też, moja mała złośnico. Śpij już.

Po chwili naciągnęłam na nasze wciąż wilgotne, zmęczone ciała miękką kołdrę, szczelnie nas odcinając od reszty świata. Marta wtuliła się we mnie mocno, kładąc głowę na mojej piersi, a ja objęłam ją  czuje splatając nasze nogi pod materiałem. Gdy jej oddech w końcu się wyrównał i moja córka zasnęła, w mojej głowie zapanował absolutny, błogi spokój. Moje emocje były przepełnione czystym, niczym niezmąconym szczęściem i głęboką czułością. Ta noc utwierdziła mnie w przekonaniu, jak niesamowicie silne i wyjątkowe jest to, co nas łączyło. Choć świat nazwałby naszą relację zakazaną, dla mnie była ona najczystszą formą oddania, byłyśmy dla siebie wszystkim: matką i córką, ale też równorzędnymi partnerkami i namiętnymi kochankami. Z tą kojącą myślą, czując miarowe bicie jej serca pod swoją dłonią, w końcu i ja pozwoliłam sobie zamknąć oczy i zatonąć w głębokim, bezpiecznym śnie.


3 komentarze

 
  • Użytkownik abigail

    Zawsze uważałam że zazdrość, może nie taka chorobliwa zazdrość a jej odrobina jest szalenie budująca w każdym związku.    :zakochany:

    17 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @abigail  :D :D :D :p  :p

    17 godz. temu

  • Użytkownik Agnieszka73

    Gorąco się robi jak się czyta i jak tytuł wskazuje, budzi zakazane pragnienia. Gratuluję zmysłowości :)

    17 godz. temu

  • Użytkownik Jakub

    fajnie wprowadzone i opisane uczucie zazdrości.. chociaż szybciutko wróciłaś do grzecznej niegrzecznej relacji;)  

    19 godz. temu

  • Użytkownik iskra957

    @Jakub Hihi dziękuję :p

    18 godz. temu