Tak blisko tak daleko cz 3: Codzienna rutyna

Tak blisko tak daleko cz 3: Codzienna rutyna

Opowiadania w pierwszej kolejności pojawiają się na moim blogu a dopiero po pewnym czasie lądują na innych stronach. Zachęcam do odwiedzenia bloga, link w profilu.


Od pamiętnej nocy minęło kilka dni. W jego firmie pojawił się nowy projekt; był wymagający, przez co ciężko było im się skontaktować. On codziennie po skończonej pracy wracał do domu, jadł szybko obiad i siadał do komputera, by na kolejne parę godzin zagłębić się w pracy. Utrzymanie jednocześnie etatu i firmy kosztowało go bardzo dużo, ale obu potrzebował; ponadto w firmie miał pracowników, którym musiał zapłacić. Ona też wróciła do pracy, jakby nic się nie stało. Pech chciał, że w jej firmie przyszedł czas stagnacji, nie było nic do zrobienia. Jedyne, co mogła, to siedzieć przed komputerem i rozmyślać – a miała przecież o czym! Wspólna noc, choć z dnia na dzień wydawała się coraz odleglejsza, nie dawała jej spokoju. Na samo jej wspomnienie robiła się mokra, a jednocześnie czuła wstyd. Podnieceniem się nie przejmowała; to nie pierwszy raz, kiedy po nocy z nim wilgotnieje na samą myśl. Lękiem napawał ją natomiast wstyd, który nie dawał o sobie zapomnieć... Z jednej strony – w jej życiu się nic nie zmieniło. Nikt jej nie wytykał palcami i dalej była szanowana. Z drugiej strony, czuła się jakby... zbrukana? Nie mogła pojąć, dlaczego ból i poniżenie tak ją podniecają. Nie mogła też zrozumieć, dlaczego właściwie uśmiecha się na widok swoich długich rękawów, które musiała nosić, by zakryć ślady od uderzeń.

Z zadumy wyrwał ją krótki, przyjemny dźwięk oznaczający nadejście maila. Widniał w nim krótki tekst: "Do naszej firmy wpłynęło zapytanie o realizację projektu informatycznego. Pdf w załączniku. To szansa dla naszej firmy na pozyskanie dużego klienta. Proszę się z nią zaznajomić i za godzinę widzimy się w moim gabinecie. Trzeba ułożyć plan działania".
„Przynajmniej napisał <>” - pomyślała po przeczytaniu wiadomości od dyrektora, i zabrała się do czytania. Był to duży projekt, dla wielu pracowników, na co najmniej dwa, albo nawet trzy lata. Wydawał się jej dziwnie znajomy, ale wszystkie projekty wyglądają podobnie, więc nie przejmowała się tym za bardzo. Nim się obejrzała, nadszedł czas spotkania. Pewnym krokiem weszła do gabinetu dyrektora i usiadła na dużym skórzanym fotelu.

Jej szef miał na imię Stanisław, był mężczyzną po trzydziestce. Dobrze zbudowanym. Wszyscy w firmie wiedzieli, że uwielbia ćwiczyć; a nawet jeśli nie, to duże silne ręce, szerokie barki, i spora klatka piersiowa nie pozostawiały złudzeń. Taka postura nie robi się sama. Marta darzyła go ogromnym szacunkiem; nie bał się pracy, a jeśli sytuacja była ciężka, to pierwszy zostawał po godzinach, żeby nadgonić. Zaliczył kilka wpadek, ale to nie zmieniło panującej w firmie opinii na jego temat - choć wszyscy się zastanawiali, dlaczego jest dalej sam.

- Marto, przydzielam ten projekt tobie i mam nadzieję, że dołożysz wszelkich starań, aby się powiódł. Dostaniesz Marka i Klaudię do pomocy. Chcę jak najszybciej wiedzieć, ilu ludzi potrzebujemy do jego realizacji - powiedział spokojnym głosem.
- Jeśli zaczniemy dziś, to myślę, że za dwa dni powinniśmy skończyć wstępną analizę - odpowiedziała. Dobrze znała Marka, to był jeden z najlepszych architektów w firmie, a Klaudia to jej przyjaciółka, analityk z wieloletnim doświadczeniem. Stanisław nie wziąłby ich do byle projektu, było więc widać, że ten jest aktualnie najważniejszy w biurze.

Reszta spotkania upłynęła im na planowaniu komunikacji, tworzeniu harmonogramu i kamieni milowych. Po wyjściu ze spotkania, szybko złapała swoich współpracowników, zarezerwowała salę i zaczęli pracę.

Zbliżała się godzina 16. Szło szybciej niż sądzili; Marek i Klaudia byli zdziwieni tym, jak dobrze zamówienie zostało zrobione: krótkie, a treściwe. Właściwie opis potrzeb można było „jeden do jeden” przełożyć na wymagania i warunki realizacji. Nie było potrzeby nawet zostawać po godzinach.
Mieli już prawie wszystko. Wspólnie uznali, że jutro ze świeżą głową dokończą wyliczenia. Marta wychodziła jako ostatnia, a kiedy zamykała drzwi od salki, zadzwonił telefon.

- Hej, Ślicznotko. Kolejny nudny dzień w pracy? – zapytał.
- Taa jasne. Wpadł nam dziś projekt do realizacji. Od paru godzin nie wychodziłam z salki. Na szczęście dziś bez nadgodzin. - odpowiedziała ucieszona, że zadzwonił.
- To świetnie się składa. Właśnie wchodzę do kawiarni obok twojej pracy. Zapraszam cię. - Był tak samo bezczelny jak zwykle.
- I myślisz, że tak rzucę wszystkie plany, jakie mam, żeby się z tobą spotkać - odparła z udawanym oburzeniem.
- A, nie – odpowiedział wesoło.
- Jesteś bezczelny.... Za 15 minut będę - odparła. Był bezczelny, ale uwielbiała w nim to.
- Czekam - powiedział po czym się rozłączył.

Siedzieli obok siebie i popijali kawę rozmawiając o głupotach. Jeszcze parę dni temu nie pozwoliłaby się tak publicznie obmacywać, ale teraz czuła, że nie ma nic do gadania. Poza tym oszukiwała samą siebie; delikatnie, niby „przez przypadek” podwinięta sukienka, i spoczywająca na jej odsłoniętym udzie męska ręka, sięgająca palcami niemal do jej skarbu, powodowała u niej ogromną dawkę radości i przyjemności. Czuła, że znowu jest mokra. Drażnił się z nią; niby przesuwał rękę coraz wyżej, by po chwili całkowicie ją zabrać. Miała dość, a jedyne o czym myślała to by pojechać już do niego, i bez skrępowania oddać się bezpruderyjnej przyjemności.

Wtedy stało się coś niespodziewanego. Położył rękę na jej udzie kolejny raz, dużo wyżej – bez problemu sięgał palcami do jej muszelki. Nie to jednak było najdziwniejsze; poczuła, jak wsuwa w nią coś o kształcie kuli. Odpowiednio duże, by czuła obecność tego czegoś w sobie, ale też odpowiednio małe, by nie sprawić dyskomfortu. Spojrzała na niego z groźną mina, ale pozostawał niewzruszony. Jedynie jego oczy mówiły: "nie masz prawa protestować". Po chwili zabrał rękę, a ona poczuła ogromne uderzenie ciepła, gdy mały obiekt w jej cipie zaczął wibrować.

Nie mogła skupić myśli. Ledwo powstrzymywała jęki. A on jak by nigdy nic rozmawiał z nią. Zadawał jej pytania i oczekiwał odpowiedzi. Starała się o tym nie myśleć, wyłączyć w swoim umyślę uczucie wibracji, ale nie potrafiła. Była w stanie odpowiadać jedynie krótkimi, urywanymi frazami; "Yyyy.... też tak myślę", "Wydaje..... mi... się... że ona....". Jak na złość, kulka wibrowała nieregularnie - raz mocniej, a raz słabiej.

- Czy mogę państwu coś jeszcze podać? - zapytał kelner. Nawet nie zauważyła, kiedy podszedł!
- Mi wystarczyła kawa, ale moja przyjaciółka chciała jeszcze coś zamówić – odpowiedział.

Nie mogła w to uwierzyć. Ona ledwo mówi, a on jeszcze zmusza ją, żeby rozmawiała z kelnerem. Zebrała resztki sił, rumieniąc się od przyjemność i wstydu; wyglądając niczym dojrzewający burak, zamówiła pierwsze, co jej wpadło do głowy.

- Yyy... poproszę... lody waniliowe... - wypowiedziała łamanym głosem.
- Z polewą? Jakieś dodatki? - dopytywał kelner.
"Kurwa, ja tu ledwo co hamuje się, żeby nie dojść z krzykiem, a ten pyta o polewę", pomyślała.
- Z polewą truskawkową i czekoladową posypką. I to będzie wszystko – wypowiedziała szybko, na wszelki wypadek jednym tchem.
- Zaraz przyniosę" - powiedział kelner i odszedł w stronę baru.

Gdy tylko się odwrócił, Marta straciła resztki sił. Nie była już w stanie panować nad swoim ciałem. Zaczęła jęczeć, czując, jak zbliża się orgazm. Pocałował ją długo i namiętnie, aby ją uciszyć, a ona w tym czasie doszła. Gdyby nie to, że jej usta były zamknięte pocałunkiem, cała kawiarnia dowiedziałaby się, jak mocny i silny orgazm przeżywała! To, co czuła, było nie do opisania. Kawiarnia zniknęła, pozostała tylko ona i przyjemność.

Kiedy odzyskała świadomość, była cała obolała. Mięśnie były zmęczone od powstrzymywania reakcji jej organizmu, a ona sama tonęła w jego silnych ramionach. Po chwili pojawił się kelner z jej lodami, a ona kątem oka zauważyła, jak urocza starsza para obok stara się ukryć uśmiech, by jej nie zawstydzać.

5 351 czyt.
100%131
Wizjoner

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 1516 słów i 8543 znaków

Komentarze (1)

 
  • AnonimS

    AnonimS 11 stycznia

    Rozkrecasz się.  Pozdrawiam