Były trzy nierozłączne przyjaciółki od czasów podstawówki. Ola, Kaja i Marta. Wszystkie urodziły się w tym samym roku – właśnie skończyły dziewiętnaście lat i zdały maturę z ulgą graniczącą z euforią. Za nimi zostały stres egzaminów, nocne wkuwanie, dramaty z chłopakami i ciągłe poczucie, że są jeszcze „dziećmi”. Przed nimi – całe lato wolności.
To Ola pierwsza rzuciła pomysł podczas jednej z majowych nocy, gdy siedziały na balkonie u Kaji, popijając tanie wino z kartonu.
– Słuchajcie… a jakbyśmy pojechały gdzieś, gdzie naprawdę poczujemy się dorosłe? Nie jakaś kolejna imprezowa chałupa w Grecji z pijanymi Angolami. Coś innego. Coś… odważnego.
Kaja uniosła brew, poprawiając kosmyk rudych włosów, które zawsze opadały jej na twarz.
– Odważnego? Czyli?
Ola uśmiechnęła się szelmowsko. W telefonie otworzyła zakładkę z ofertami last minute.
– Adult only. Hiszpania. Costa del Sol. Mały kurort, nie jakiś wielki hotel z tysiącem ludzi. Baseny, prywatna plaża, restauracja z winem… i zero rodzin z wrzeszczącymi dzieciakami.
Marta, najspokojniejsza z nich, czarna włosy do pasa i oczy w kształcie migdałów, od razu się zaśmiała.
– Brzmi zbyt pięknie. Ile to kosztuje?
– Jak podzielimy na trzy, to wyjdzie całkiem tanio. Dziesięć dni. Lot do Malagi, transfer… I najważniejsze: napisali „adult only 18+”. Zero cenzury. Możemy pić, imprezować, robić co chcemy.
Przez kolejne dwa tygodnie temat wracał co wieczór. Na początku był żartem, potem marzeniem, a w końcu postanowieniem. Chciały poczuć się jak prawdziwe kobiety. Chciały słońca na skórze, alkoholu w żyłach i – choć żadna nie mówiła tego głośno – może czegoś więcej. Czegoś, czego w Polsce, w swoim małym mieście, nigdy by nie spróbowały.
Pakowanie stało się rytuałem.
Zaczęły od salonu u Oli, gdzie na podłodze rozłożyły trzy wielkie walizki. Muzyka grała głośno – hiszpańskie reggaeton i stare hity Shakiry. Na stole stały kieliszki z prosecco.
– Bikini obowiązkowe – powiedziała Kaja, rzucając na stos kilka skąpych kompletów w neonowych kolorach. – Ten czerwony tanga… o matko, w tym tyłek mi się tak ładnie prezentuje.
Marta trzymała w rękach czarne stringi z delikatnej koronki.
– A jak tam będzie gorąco? Wezmę te i te. I jeszcze te białe, które prześwitują jak się zmoczą.
Ola była najbardziej praktyczna, ale też najbardziej prowokująca. Do walizki wrzuciła nie tylko bikini, ale też kilka sukienek tak krótkich, że ledwo zakrywały pośladki, body z siateczki, szpilki i… pudełko prezerwatyw. Kiedy Kaja to zauważyła, wybuchnęła śmiechem.
– No proszę, nasza Ola już planuje hiszpańskie przygody!
– A co? – Ola wzruszyła ramionami, ale policzki jej się zaróżowiły. – Przyjechałyśmy tam poczuć się dorosłe. Jak się trafi okazja… to się trafi. Nie będę udawać świętej.
Pakowały kosmetyki: olejki do opalania z błyszczącymi drobinkami, które miały podkreślać opaleniznę, balsamy nawilżające, perfumy o waniliowo-kokosowym zapachu, szminki w odcieniach czerwieni i nude. Marta wrzuciła jeszcze swoje ulubione wibratory – mały, dyskretny bullet i większy, realistyczny – chowając je głęboko pod ubrania.
– Na wszelki wypadek – mruknęła z zawstydzonym uśmiechem. – Jak nie będzie facetów, to chociaż same sobie porobimy.
Śmiały się do łez. Pakowanie trwało prawie cztery godziny, przerywane tańczeniem, przymierzaniem bikini i kolejnymi kieliszkami. Kiedy walizki były już zamknięte, stanęły we trzy przed lustrem w samych majtkach. Patrzyły na swoje odbicia: młode, jędrne ciała, piersi jeszcze kształtujące się w pełni kobiecości, płaskie brzuchy, długie nogi. Ola miała największy biust – pełne C, Kaja była drobniejsza, ale z idealnie okrągłymi, sterczącymi piersiami, a Marta miała najdłuższe nogi i wąską talię.
– Będziemy tam najładniejsze – szepnęła Kaja. – Czuję to.
Lot do Malagi minął szybko. Podniecenie rosło z każdą godziną. Kiedy wysiadły z samolotu, uderzyło je gorące, suche powietrze Andaluzji. Słońce stało wysoko, niebo było idealnie błękitne. Transfer prywatnym busem trwał prawie godzinę – wijącą się drogą wzdłuż wybrzeża, potem w głąb, wśród sosnowych wzgórz i klifów.
W końcu kierowca skręcił w wąską, wysadzaną drzewami alejkę. Tabliczka przy bramie była dyskretna: „Natura del Mar – Adult Resort”.
Brama otworzyła się automatycznie. Bus wjechał na teren ośrodka i dziewczyny zamilkły zachwycone.
Kurort był naprawdę malowniczy. Mały, intymny – może dwadzieścia, dwadzieścia pięć małych, białych domków rozrzuconych wśród bujnej, zielonej roślinności: bugenwille, oleandry, palmy i sosny. Wszystko tonęło w kwiatach. Ścieżki wyłożone były kamieniem, a między domkami wiły się strumyki i małe wodospady. W centrum znajdował się duży, nieregularny basen z jacuzzi i barem przy wodzie. Dalej widać było restaurację otwartą na taras, która wieczorem zamieniała się w dyskotekę. A na końcu, za pasem traw i skał – prywatna plaża schodząca łagodnie do turkusowego morza.
– O kurwa… – szepnęła Ola, przyciskając nos do szyby. – To jest piękne.
Bus zatrzymał się przed głównym budynkiem recepcji – niskim, białym pawilonem z drewnianymi elementami i wielkimi oknami. Dziewczyny wysiadły, czując, jak gorące powietrze otula ich skórę. Miały na sobie letnie sukienki na ramiączkach – krótkie, zwiewne, podkreślające opalone już trochę nogi.
W recepcji powitała je kobieta w wieku około czterdziestu pięciu lat. Była opalona na złoty brąz, miała długie, ciemne włosy związane w luźny kok i ciepły, pewny siebie uśmiech. Nosiła tylko lekkie, półprzezroczyste pareo zawiązane nisko na biodrach. Jej piersi były odkryte – pełne, dojrzałe, z ciemniejszymi sutkami. Zachowywała się tak naturalnie, jakby to było najnormalniejsze ubranie na świecie.
– ¡Bienvenidas a Natura del Mar! – powiedziała melodyjnym głosem. – Jestem Carmen, kierowniczka. Macie rezerwację na dziesięć dni, prawda? Ola, Kaja, Marta?
Dziewczyny kiwnęły głowami, starając się nie gapić zbyt otwarcie na jej nagie piersi. Carmen podała im klucze do domku numer 12 i zaczęła standardową odprawę.
– Ośrodek jest adult only, jak widziałyście na stronie. Mamy baseny, restaurację połączoną z barem i dyskoteką, saunę, siłownię na świeżym powietrzu i prywatną plażę. Jedzenie jest w cenie – śniadania i obiady bufetowe, kolacje à la carte. Alkohol w barze… no, w rozsądnych ilościach.
Potem uśmiechnęła się jeszcze szerzej i dodała tym samym spokojnym tonem:
– I najważniejsze: u nas ubrania są opcjonalne. To jest naturystyczny kurort. Większość gości preferuje przebywanie nago. Nikt nikogo nie zmusza, ale prosimy o szacunek dla wyboru innych. Na plaży i przy basenach ręcznik jest obowiązkowy do siedzenia, ale poza tym… jesteście wolne.
Cisza, która zapadła, trwała kilka sekund.
Kaja pierwsza odzyskała głos, choć trochę drżał:
– Czyli… naprawdę można chodzić całkiem nago? Wszędzie?
Carmen kiwnęła głową.
– Tak. W domkach oczywiście jak chcecie. Na terenie całego ośrodka też. Restauracja, bar, ścieżki… Wszystko. Na początku niektórym jest dziwnie, zwłaszcza młodym dziewczynom, ale po dwóch-trzech dniach większość mówi, że nigdy nie czuła się tak swobodnie.
Ola przełknęła ślinę. Serce waliło jej mocno. Spojrzała na koleżanki. Marta miała szeroko otwarte oczy, Kaja nerwowo skubała ramiączko sukienki.
– Możemy się jeszcze zastanowić? – zapytała cicho Ola.
– Oczywiście. Macie cały dzisiejszy dzień, żeby się zaaklimatyzować. Jeśli jutro zdecydujecie się wyjechać, zwrócimy wam część pieniędzy. Ale szczerze… rzadko ktoś wyjeżdża.
Wyszły z recepcji w milczeniu. Pracownik wiózł ich walizki małym elektrycznym wózkiem. Domek numer 12 był uroczy – mały, jednopokojowy z antresolą, dużą łóżkiem king size, kuchnią i tarasem z widokiem na morze i sosny. W środku pachniało drewnem i lawendą. Łazienka była otwarta na taras, z wielkim prysznicem bez ścian.
Kiedy zostały same, wybuchły nerwowym śmiechem.
– No to wpierdol – powiedziała Kaja, siadając ciężko na łóżku. – Naturystyczny. Całkiem nago. Ja myślałam, że adult only to znaczy, że można pić i się całować przy basenie, a nie… że cycki na wierzchu przy śniadaniu.
Marta podeszła do okna. Z tarasu rozciągał się piękny widok. W oddali widziała kilka osób przy basenie – większość rzeczywiście była naga. Opaleni mężczyźni i kobiety w różnym wieku poruszali się zupełnie swobodnie. Nikomu to nie przeszkadzało.
– Jest… ładnie – powiedziała cicho. – I jakoś… spokojnie. Nie wygląda to wulgarnie.
Ola otworzyła walizkę i zaczęła wyjmować rzeczy. Ręce jej trochę drżały.
– Słuchajcie… przyjechałyśmy tu, żeby wyjść ze strefy komfortu. Żeby przestać być tymi małymi dziewczynkami z małego miasta. Jak teraz uciekniemy, to co? Wrócimy i będziemy opowiadać, że było „fajnie, ale się wystraszyłyśmy”?
Kaja westchnęła głęboko.
– Masz rację. Ale… kurwa, ja się boję. Co jak ktoś będzie się gapił? Co jak będę wyglądać głupio?
– Wszyscy tam wyglądają normalnie – odparła Marta. – Nie idealne ciała z Instagrama. Zwykłe, ludzkie ciała. Piersi różnej wielkości, brzuchy, cellulit… i nikt się nie przejmuje.
Przez kolejną godzinę trwała gorąca dyskusja. Siedziały na tarasie, piły zimną wodę z lodówki i patrzyły na krajobraz. Słońce powoli schodziło, malując niebo na pomarańczowo. W końcu Ola wstała.
– Zostajemy. Przynajmniej spróbujemy. Dziś jeszcze w bikini albo w pareo. Jutro… zobaczymy. Krok po kroku.
Pozostałe dwie kiwnęły głowami. Ulga zmieszana z podnieceniem była wyczuwalna w powietrzu.
Rozpakowały się powoli. Domek był dobrze wyposażony – miękkie ręczniki, szlafroki (które pewnie rzadko były używane), dobre WiFi, klimatyzacja i wielki telewizor. Na tarasie stały leżaki i mały stolik.
Kiedy słońce zaczęło zachodzić, postanowiły zejść na plażę – jeszcze ubrane. Powietrze było ciepłe, pachniało solą i piniami. Plaża była wąska, ale piękna – złoty piasek, kilka drewnianych leżaków z baldachimami, bar z trzcinowym dachem. Kilka par i singli leżało nago, czytając książki lub rozmawiając. Nikt nie robił zdjęć, nikt nie gapił się wulgarnie.
Dziewczyny rozłożyły ręczniki trochę z boku. Zdjęły sukienki i zostały w bikini. Słońce już nie paliło mocno, tylko przyjemnie grzało skórę. Leżały w milczeniu, każda zatopiona we własnych myślach.
Ola pierwsza odpięła górę bikini. Jej pełne piersi uwolniły się z materiału. Sutki natychmiast stwardniały od lekkiego wiatru.
– No… to już coś – mruknęła.
Kaja poszła w jej ślady. Potem Marta. Leżały we trzy topless, czując, jak serce bije szybciej. To było dziwne, ale jednocześnie… ekscytujące. Nikt nie komentował. Kilka osób uśmiechnęło się do nich przyjaźnie, kiedy przechodziły obok.
Kiedy wracały do domku na kolację, wszystkie trzy miały rumieńce nie tylko od słońca.
Kolacja w restauracji była pyszna – świeże owoce morza, sangria, tapas. Kilka osób było ubranych lekko, kilka całkowicie nagich. Carmen podeszła do nich na chwilę, zapytała, jak się czują. Była miła i dyskretna.
Wieczorem, już w domku, leżały we trzy na wielkim łóżku w samych majtkach i rozmawiały przyciszonymi głosami.
– Jutro… idziemy na plażę i zdejmujemy wszystko? – zapytała Kaja.
Ola uśmiechnęła się w ciemności.
– Tak. Myślę, że tak. Chcę poczuć słońce na całym ciele. Chcę wiedzieć, jak to jest być naprawdę… wolną.
Marta nie odpowiedziała od razu. Tylko westchnęła głęboko i ścisnęła dłoń przyjaciółki.
– Ja też… ale się boję. I jednocześnie strasznie tego chcę.
W nocy żadna z nich nie spała dobrze. Podniecenie, strach, ciekawość i rosnące pożądanie mieszały się w głowach. Za oknem szumiało morze, a w powietrzu unosił się zapach wolności, której jeszcze nie znały.
To był dopiero pierwszy dzień.
A przed nimi było jeszcze dziewięć.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz