Poranek drugiego dnia w Natura del Mar był jasny i ciepły. Słońce wpadało przez duże okna domku numer 12, rysując złote smugi na drewnianej podłodze. Ola obudziła się pierwsza. Leżała naga pod cienkim prześcieradłem – w nocy zdjęły wszystkie majtki, bo po wczorajszym topless na plaży czuły, że „coś się zaczęło”. Jej pełne piersi unosiły się spokojnie w rytm oddechu. Spojrzała na śpiące jeszcze koleżanki.
Kaja leżała na brzuchu, rudawoblond włosy rozsypane na poduszce, jeden pośladek lekko odsłonięty. Marta zwinięta w kłębek, z czarnymi włosami zasłaniającymi twarz. Wszystkie trzy oddychały głęboko, ale w powietrzu wisiało napięcie. Wczoraj wieczorem, po kolacji, długo rozmawiały. Decyzja zapadła tuż przed północą.
– Dziś wychodzimy nago. Od razu. Bez stopniowania – powiedziała wtedy Ola zdecydowanym tonem. – Jak będziemy się rozbierać przy basenie, to znowu będziemy się wstydzić. Raz, a dobrze.
Teraz, w porannym świetle, ta decyzja wydawała się jednocześnie ekscytująca i przerażająca.
Ola wstała cicho i poszła do łazienki. Stanęła przed dużym lustrem. Patrzyła na swoje odbicie: dziewiętnaście lat, 170 cm wzrostu, pełne C-cup piersi z jasnoróżowymi sutkami, które już teraz lekko stwardniały od porannego chłodu. Płaski brzuch, delikatnie zaokrąglone biodra, gładko wygolona cipka – zostawiła tylko cienką, starannie przyciętą kreskę. Odwróciła się i spojrzała na tyłek. Był jędrny, kształtny, z lekkim dołeczkiem po bokach. „Nie jest źle” – pomyślała. Ale i tak serce waliło jej jak przed maturą.
Obudziła koleżanki delikatnie.
– Dziewczyny… szósta trzydzieści. Śniadanie od siódmej. Idziemy nago.
Kaja otworzyła oczy i natychmiast jęknęła.
– Kurwa… naprawdę? Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałam wczoraj.
Marta usiadła, przecierając oczy. Jej małe, ale bardzo kształtne piersi zakołysały się lekko.
– Ja też nie. Ale… jak już powiedziałyśmy „A”, to trzeba powiedzieć „B”. Inaczej będziemy się czuły jak tchórze przez resztę wyjazdu.
Przez kolejne dwadzieścia minut trwała nerwowa krzątanina. Brały prysznic razem – wielka, otwarta kabina na taras pozwalała na to bez problemu. Myły się nawzajem, śmiejąc się nerwowo, kiedy palce ślizgały się po piersiach i pośladkach. Żadna nie komentowała, ale wszystkie czuły rosnące podniecenie. To nie był jeszcze seks – to było coś bardziej pierwotnego: świadomość, że za chwilę wyjdą na zewnątrz całkowicie odsłonięte.
Nie wzięły ze sobą żadnych ubrań. Tylko trzy duże, miękkie ręczniki kąpielowe (obowiązkowe do siedzenia), okulary przeciwsłoneczne, olejek do opalania z wysokim faktorem, wodę i telefony schowane w małych, wodoodpornych saszetkach. Ola zawiązała sobie tylko cienki złoty łańcuszek na kostce – jedyny „element garderoby”, jaki sobie pozwoliła.
Kiedy stanęły przed drzwiami domku, wszystkie trzy wzięły głęboki oddech.
– Gotowe? – zapytała Ola.
– Nie – odpowiedziały jednocześnie Kaja i Marta.
– To idziemy.
Drzwi otworzyły się. Ciepłe poranne powietrze otuliło ich nagie ciała jak jedwab. Słońce delikatnie muskało skórę. Pierwsze kroki po ścieżce z kamienia były najtrudniejsze. Czuły każdy podmuch wiatru między nogami, na sutkach, na pośladkach. Ola szła pierwsza, wysoko uniesioną głową. Jej piersi kołysały się lekko przy każdym kroku. Kaja szła za nią, instynktownie zasłaniając jedną ręką piersi, drugą – krocze, ale szybko opuściła ręce. Marta zamykała pochód, rumieniąc się intensywnie.
Minęły kilka domków. Z jednego z tarasów starszy pan około sześćdziesiątki pomachał im przyjaźnie. Był całkowicie nagi i pił kawę.
– Dzień dobry, dziewczyny! Pierwszy raz? – zawołał z uśmiechem.
– Tak… – odpowiedziała Ola drżącym głosem.
– Będzie dobrze. Po godzinie zapomnicie, że kiedykolwiek nosiłyście ciuchy.
Śmiech, jaki wybuchł między nimi po tej wymianie, rozładował część napięcia.
Dotarły do strefy restauracji-śniadaniowej. Taras był częściowo zadaszony, częściowo otwarty. Bufet stał na zewnątrz. Kilka osób już jadło – większość nago. Były tam pary w różnym wieku: dwudziestokilkulatki, trzydziestolatkowie, jedna starsza para około siedemdziesiątki. Nikt się nie gapił. Ludzie rozmawiali, śmiali się, nalewali sobie kawę, smarowali tost awokado.
Dziewczyny wzięły tace. Ola nałożyła sobie omlet z warzywami, świeże owoce, jogurt i croissant. Kaja wybrała płatki, sok pomarańczowy i dużo kawy. Marta – sałatkę owocową i twarożek. Usiadły przy stoliku z widokiem na basen.
Jedzenie smakowało inaczej. Każda z nich była hiperświadoma swojego ciała. Ola czuła, jak sutki ocierają się o krawędź stołu, kiedy sięgała po sól. Kaja co chwilę zerkała w dół – na swoje różowe sutki i gładką cipkę przyciśniętą do drewnianego krzesła. Marta próbowała siedzieć „elegancko”, ale szybko zrozumiała, że w naturystycznym ośrodku nie ma takiej rzeczy jak „elegancka poza”.
Po śniadaniu poszły nad basen.
Duży, nieregularny basen z kilkoma poziomami, małą wyspą pośrodku, jacuzzi i barem wodnym wyglądał jeszcze piękniej w pełnym słońcu. Leżaki były rozstawione luźno wśród palm i krzewów bugenwilli. Dziewczyny rozłożyły ręczniki na trzech sąsiadujących leżakach w półcieniu. Położyły się na brzuchach najpierw – to wydawało się łatwiejsze.
Ciepło słońca na nagich pośladkach było niesamowite. Ola poczuła, jak jej ciało powoli się rozluźnia. Po kilkunastu minutach odwróciła się na plecy. Piersi rozlały się lekko na boki. Sutki stwardniały od słońca i lekkiego wiatru. Rozłożyła nogi na szerokość bioder – nie prowokująco, ale naturalnie. Czuła promienie słońca bezpośrednio na wargach sromowych. To uczucie było… elektryzujące. Delikatne ciepło, podmuch powietrza, świadomość, że jest całkowicie odsłonięta.
– O matko… – szepnęła. – To jest… inne niż topless.
Kaja odwróciła się chwilę później. Jej mniejsze piersi sterczały hardo, sutki były ciemniejsze i bardziej wrażliwe. Marta zrobiła to samo jako ostatnia. Leżały we trzy nagie, w milczeniu, słuchając szumu wody w basenie i cichych rozmów innych gości.
Po godzinie zaczęły się odprężać naprawdę. Rozmawiały o wszystkim i o niczym – o maturze, o chłopakach, których zostawiły w Polsce, o tym, co chciałyby spróbować w życiu. Śmiały się głośno. Kilka razy ktoś przechodził obok i uśmiechał się przyjaźnie. Nikt nie robił zdjęć. Nikt nie gapił się wulgarnie.
Około jedenastej przy basenie pojawiła się para, którą zauważyły już poprzedniego dnia na plaży. Kobieta – Laura – miała około trzydziestu jeden lat, długie kasztanowe włosy, opaloną skórę, pełne, naturalne piersi z ciemnymi sutkami i zadbane ciało sportsmenki. Mężczyzna – Diego – był wysoki, muskularny, z lekkim zarostem i dużym, obwisłym (w stanie spoczynku) penisem, który kołysał się przy chodzeniu. Obok nich szedł młody chłopak – Len. Blondyn, niemiecki akcent, około dwudziestu jeden, dwudziestu dwóch lat, wysportowany, z szerokimi ramionami i penisem, który nawet w spoczynku wyglądał imponująco.
Laura uśmiechnęła się do nich ciepło, kiedy przechodziła obok.
– Cześć! Widziałam was wczoraj na plaży. Pierwsze wakacje w takim miejscu?
Ola kiwnęła głową.
– Tak. Drugi dzień i… wciąż się przyzwyczajamy.
– Wyglądacie świetnie – powiedziała Laura szczerze. – Jak się czujecie?
– Dziwnie… ale przyjemnie – przyznała Kaja. – Jakby… zdjęto nam jakiś ciężar.
Diego i Len uśmiechnęli się. Len miał sympatyczną, trochę nieśmiałą twarz.
– To normalne. Ja pierwszy raz byłem tu dwa lata temu i przez pierwsze trzy dni chodziłem z ręcznikiem na biodrach – zaśmiał się Len. – Potem człowiek zapomina.
Przez kolejne pół godziny rozmawiali we sześcioro. Laura i Diego okazali się parą z Barcelony, która przyjeżdżała tu co roku. Len był samotnym gościem – przyjechał na dwa tygodnie, żeby „odciąć się od rzeczywistości”. Byli otwarci, zabawni i zero presji. Rozmowa płynęła naturalnie – o Hiszpanii, o jedzeniu, o tym, jak różne ciała wyglądają nago.
Ola zauważyła, że jej wzrok co chwilę ucieka w stronę penisa Lena. Był gruby nawet w spoczynku, z ładną, różową żołędzią. Diego był większy, ale bardziej „luźny”. Laura miała pięknie wyrzeźbione ciało – płaski brzuch, jędrny tyłek i gładką, lekko opuchniętą cipkę z małym piercingiem w łechtaczce.
Po południu dziewczyny poszły na lunch. Jedzenie było lekkie – sałatki, grillowane ryby, świeże owoce. Piły dużo wody i lekkie białe wino. Alkohol w połączeniu z gorącem i nagością sprawił, że poczuły się jeszcze odważniejsze i bardziej rozluźnione.
Po lunchu ruszyły na plażę.
Prywatna plaża Natura del Mar była wąska, ale piękna – złoty piasek, skały po bokach tworzące naturalne zatoczki, drewniany bar z trzcinowym dachem. Dziewczyny rozłożyły się blisko wody. Tym razem położyły się od razu na plecach, nogi lekko rozłożone. Słońce paliło mocniej niż rano. Ola poczuła, jak jej cipka robi się gorąca – nie tylko od słońca. Była mokra. Nie wiedziała, czy to podniecenie, czy po prostu naturalna reakcja ciała na ciepło i wolność.
Po godzinie Kaja zaproponowała spacer.
– Chodźmy w tamtą stronę – wskazała na koniec plaży, gdzie skały tworzyły bardziej dziką, mniej uczęszczaną część. – Chcę zobaczyć, co tam jest.
Poszły we trzy, nagie, z ręcznikami przewieszonymi przez ramię. Piasek był gorący pod stopami. Woda co chwilę muskała im kostki. Czuły się jak w jakimś filmie – młode, piękne, wolne.
Minęły kilka par opalających się nago. Jedna kobieta masturbowała się dyskretnie palcami, leżąc na brzuchu – nikt nie zwracał na to uwagi. Inna para całowała się leniwie na leżaku.
Im dalej szły, tym mniej ludzi spotykały. W końcu dotarły do małej, osłoniętej zatoczki. Skały tworzyły naturalną scenę – płaski, szeroki kamień w cieniu palm i krzewów.
I tam to zobaczyły.
Na tym kamieniu klęczała Laura. Całkowicie naga, na czworakach, z kolanami szeroko rozstawionymi na ciepłym, szorstkim kamieniu. Jej pełne, opalone piersi zwisały ciężko w dół, sutki – ciemne i już mocno stwardniałe – ocierały się rytmicznie o powierzchnię skały przy każdym pchnięciu. Skóra Laury lśniła od potu i olejku do opalania, podkreślając każdy mięsień na jej plecach i jędrnych pośladkach. Między rozchylonymi udami wyraźnie widać było jej cipkę – nabrzmiałą, różową, błyszczącą od soków. Mały srebrny piercing w łechtaczce błyskał w słońcu przy każdym ruchu.
Przed nią stał Diego. Wysoki, muskularny, z ciemnymi włosami na klatce piersiowej. Jego gruby, żyłkowany kutas był w pełni wzwiedziony – nabrzmiały, z ciemniejszą żołędzią, lśniący od śliny Laury. Trzymał ją mocno za kasztanowe włosy, nawijając je na dłoń jak lejce, i powoli, głęboko wsuwał kutasa do jej ust. Laura ssała go z lubością – głośno, mokro. Słyszalne były cmoknięcia, gulgotanie, gdy żołądź uderzała o tylną ścianę jej gardła. Ślina spływała jej po brodzie długimi, srebrzystymi nitkami, kapała na piersi i dalej na kamień. Oczy Laury były półprzymknięte, zamglone rozkoszą, policzki zaczerwienione.
Za nią stał Len. Młody, atletyczny blondyn, którego mięśnie brzucha napinały się przy każdym pchnięciu. Jego kutas – trochę szczuplejszy niż Diega, ale bardzo twardy i prosty – znikał całkowicie w cipce Laury. Wchodził aż po jądra, a potem wychodził powoli, błyszczący od jej soków. Przy każdym wycofaniu widać było, jak wargi sromowe Laury obejmują go ciasno, jakby nie chciały puścić. Len trzymał ją mocno za biodra, palce wbijały się w opaloną skórę, zostawiając blade ślady. Uderzenia jego bioder o jej pośladki wydawały regularny, mokry dźwięk – plaśnięcia skóry o skórę, mieszające się z głośnymi, gardłowymi jękami Laury.
Dziewczyny zamarły za dużą, omszałą skałą, zaledwie kilkanaście metrów od nich. Ukryte w cieniu, całkowicie nagie, stały w bezruchu. Serca waliły im jak oszalałe. Żadna nie powiedziała ani słowa. Tylko ciężkie, przyspieszone oddechy.
Ola czuła, jak jej własne sutki boleśnie stwardniały. Między udami zrobiło się ślisko – ciepły, lepki sok spływał powoli po wewnętrznej stronie uda. Patrzyła szeroko otwartymi oczami, jak Laura jest brana z dwóch stron jednocześnie. Widziała, jak gardło kobiety wybrzusza się lekko, gdy Diego wchodzi głębiej. Widziała, jak cipka Laury otwiera się i zaciska wokół kutasa Lena, jak jej pośladki falują przy każdym uderzeniu. Zapach – słony, piżmowy, zmieszany z zapachem morza i rozgrzanego kamienia – docierał nawet do nich.
Kaja stała obok, zaciskając uda. Jej małe piersi unosiły się szybko. Widziała, jak Laura raz po raz wysuwa język, liżąc jądra Diega, gdy ten na chwilę wycofywał kutasa z jej ust. Widziała kropelki potu spływające po kręgosłupie Laury. Czuła, jak jej własna cipka pulsuje – pusta, spragniona, mokra jak nigdy.
Marta, najciszej z nich wszystkich, miała rozchylone usta. Jej oczy były utkwione w penisach mężczyzn. Nigdy nie widziała takiego seksu na żywo. Patrzyła, jak kutas Diega – gruby, ciężki – znika i pojawia się z ust Laury, ciągnąc za sobą nitki śliny. Patrzyła, jak jądra Lena uderzają o łechtaczkę Laury przy każdym pchnięciu. Jej własna ręka mimowolnie powędrowała w dół brzucha, ale zatrzymała się w połowie drogi, drżąc.
Mężczyźni zmienili się powoli, niemal ceremonialnie. Len wysunął się z cipki Laury z głośnym, mokrym mlaśnięciem. Jego kutas był cały pokryty jej sokami – błyszczący, pulsujący. Laura jęknęła z żalu, gdy poczuła pustkę. Diego wyszedł z jej ust, zostawiając ją z otwartymi, zaczerwienionymi wargami. Len stanął przed nią. Laura natychmiast pochwyciła jego kutasa ustami, ssąc go łapczywie, smakując własne soki. Diego tymczasem ustawił się za nią. Jego grubszy kutas rozchylił jej wargi sromowe i wszedł jednym, powolnym pchnięciem aż do końca.
Laura wydała długi, gardłowy jęk – głośniejszy niż dotychczas. Jej ciało zadrżało. Diego zaczął pieprzyć ją mocniej, głębiej. Każde pchnięcie sprawiało, że jej piersi kołysały się mocno, sutki ocierały o kamień. Len trzymał ją za głowę i pieprzył usta w tym samym rytmie. Scena stała się bardziej intensywna, zwierzęca. Dźwięki wypełniały zatoczkę: mokre plaśnięcia, sapanie mężczyzn, gardłowe jęki Laury tłumione przez kutasa w ustach.
Ola nie wytrzymała. Jej prawa ręka powędrowała między uda. Palce musnęły łechtaczkę – była spuchnięta, śliska, wrażliwa. Dotknęła się delikatnie, zataczając małe kółka, i natychmiast poczuła falę gorąca rozchodzącą się po całym ciele. Oddychała przez usta, starając się robić to cicho. Obok niej Kaja zrobiła to samo – jej palce ślizgały się po mokrej szparce, rozsmarowując soki. Marta patrzyła jeszcze chwilę, po czym też wsunęła dłoń między nogi. Jej palec środkowy zagłębił się powoli w cipce, podczas gdy kciuk masował łechtaczkę.
Stały tak we trzy, ukryte, i masturbowały się, patrząc na żywy trójkąt przed sobą. Podniecenie było niemal namacalne. Ola czuła, jak jej cipka zaciska się wokół dwóch palców, które wsunęła głębiej. Wyobrażała sobie, że to ona klęczy na tym kamieniu. Że to jej usta są wypełnione, a cipka rozciągana. Kaja gryzła wargę, żeby nie jęknąć. Jej palce poruszały się szybciej, rozchlapując wilgoć. Marta oddychała najciszej, ale jej biodra drżały lekko – mała fala orgazmu już zbliżała się.
Na kamieniu akcja zbliżała się do końca. Laura była cała czerwona, pokryta potem. Mężczyźni przyspieszyli. Diego warczał cicho, waląc w jej cipkę mocnymi pchnięciami. Len trzymał ją za włosy i pieprzył usta głęboko. W końcu Len pierwszy doszedł – wyciągnął kutasa z jej ust i strzelił gęstymi, białymi strumieniami spermy prosto na jej twarz. Pierwszy strumień trafił na policzek, drugi na język, trzeci na czoło i włosy. Laura otworzyła usta szeroko, łapiąc tyle, ile mogła, i głośno jęczała.
Diego wyszedł z niej chwilę później. Jego gruby kutas pulsował. Stanął obok Lena i zaczął się szybko masturbować. Po kilku sekundach wystrzelił – długie, obfite fontanny gorącej spermy spadły na plecy Laury, spłynęły po jej kręgosłupie, po pośladkach i dalej między rozchylone wargi cipki. Laura klęczała jeszcze chwilę, drżąca, zlizując spermę z warg, uśmiechnięta w ekstazie. Sperma spływała po jej skórze lśniącymi smugami, mieszając się z potem.
Dziewczyny wycofały się cicho, nogi im drżały. Szły z powrotem w milczeniu, ale powietrze między nimi iskrzyło. Wszystkie trzy były niesamowicie podniecone – cipki mokre, uda lepkie, sutki twarde jak kamyczki.
Wieczorem, podczas kolacji na tarasie restauracji, atmosfera była zupełnie inna. Piły więcej wina. Rozmawiały przyciszonymi głosami o tym, co zobaczyły. Podniecenie mieszało się ze wstydem i ciekawością.
W pewnym momencie Laura podeszła do ich stolika. Była naga, tylko z lekkim, przezroczystym pareo zawiązanym nisko na biodrach. Na jej skórze wciąż widać było ślady po oleju do opalania. Uśmiechała się ciepło i pewnie.
– Widziałyśmy was dzisiaj – powiedziała cicho, siadając na wolnym krześle. – Na końcu plaży.
Dziewczyny zamarły. Twarze im poczerwieniały.
Laura roześmiała się miękko.
– Nie wstydźcie się. To normalne. Wielu ludzi lubi patrzeć. A wy… wyglądałyście, jakby wam się bardzo podobało.
Ola przełknęła ślinę.
– Było… intensywnie.
Laura pochyliła się lekko. Jej piersi znalazły się bliżej stołu.
– Jeśli wam się podobało to, co widziałyście… to jutro możecie się przyłączyć. Żadnej presji. Żadnych zobowiązań. Po prostu… jeśli czujecie, że chcecie spróbować czegoś więcej niż tylko patrzenia… dajcie znać. Diego, Len i ja lubimy dzielić się dobrą energią.
Wstała, pogłaskała Olę delikatnie po ramieniu i odeszła, kołysząc biodrami.
Dziewczyny zostały same. Wino, zachód słońca, wspomnienie sceny na plaży i propozycja Laury wisiały w powietrzu jak ciężka, słodka mgła.
Kaja pierwsza przerwała ciszę:
– I co… myślicie?
Ola spojrzała na koleżanki. W jej oczach błyszczało coś nowego – mieszanka strachu, podniecenia i determinacji.
– Myślę… że jutro nie będziemy tylko patrzeć.
Marta nie odpowiedziała. Tylko ścisnęła dłoń Oli pod stołem. Jej palce były gorące i lekko spocone.
Wróciły do domku późno. Noc była ciepła. Leżały we trzy na wielkim łóżku, nagie, i długo nie mogły zasnąć. Rozmawiały szeptem o tym, co czuły, oglądając Laurę. O tym, jak bardzo je to podnieciło. O tym, co by było, gdyby naprawdę się przyłączyły.
Powietrze w domku było ciężkie od napięcia seksualnego. Światło księżyca wpadało przez otwarte drzwi tarasu, malując srebrne smugi na ich nagich ciałach. Ola leżała pośrodku. Jej pełne piersi unosiły się szybko. Kaja po prawej, Marta po lewej. Żadna nie dotykała się jeszcze nawzajem – ale wszystkie wiedziały, że to nie potrwa długo.
Ola pierwsza sięgnęła ręką między swoje uda. Palce musnęły łechtaczkę, wciąż wrażliwą po popołudniowej masturbacji na plaży. Westchnęła cicho. Wspomnienie spermy spływającej po twarzy Laury wróciło natychmiast. Zaczęła masować się wolnymi, okrężnymi ruchami. Jej cipka była już mokra – śliska, gorąca, nabrzmiała.
– Nie mogę przestać o tym myśleć… – szepnęła. – Jak ona brała ich obu… jak sperma spływała jej po twarzy…
Kaja odwróciła głowę. Patrzyła na przyjaciółkę. Widziała, jak ręka Oli porusza się między rozchylonymi udami. Jak jej biodra unoszą się lekko. To wystarczyło. Kaja wsunęła swoją dłoń niżej. Jej palce od razu zanurzyły się w wilgoci. Była bardziej mokra niż zwykle – sok spływał po palcach na prześcieradło. Zaczęła się dotykać szybciej, dwa palce wsuwała głęboko do cipki, kciukiem masując łechtaczkę. Jej małe piersi falowały przy każdym oddechu.
Marta leżała chwilę nieruchomo, słuchając cichych, wilgotnych dźwięków wydawanych przez palce koleżanek. Jej ciało płonęło. W końcu nie wytrzymała. Rozłożyła nogi szerzej i dotknęła się. Jej cipka była ciasna, bardzo mokra. Wsunięcie jednego palca sprawiło, że jęknęła głośniej, niż zamierzała. Drugi palec dołączył chwilę później. Poruszała nimi powoli, głęboko, wyobrażając sobie gruby kutas Diega wchodzący w nią tak, jak wchodził w Laurę.
Leżały we trzy obok siebie, masturbując się coraz intensywniej. Powietrze wypełniło się zapachem podnieconych cip – słodkim, piżmowym, kobiecym. Dźwięki stały się wyraźniejsze: mokre mlaśnięcia palców wchodzących i wychodzących, przyspieszone oddechy, ciche jęki.
Ola przyspieszyła. Jej palce poruszały się szybko, rozchlapując soki. Drugą ręką ściskała swoją pierś, szczypiąc sutek. Wspominała, jak Laura klęczała, jak jej gardło wybrzuszało się od kutasa. Fala orgazmu zbliżała się szybko.
– O kurwa… patrzyłam, jak on ją pieprzył… jak sperma… – jęknęła.
Kaja była już blisko. Jej biodra unosiły się z łóżka. Palce wsuwała głęboko, prawie brutalnie. Małe, urywane jęki wydobywały się z jej ust. Patrzyła na Olę – na jej kołyszące się piersi, na rękę między udami. To podniecało ją jeszcze bardziej.
Marta doszła pierwsza. Jej ciało zesztywniało nagle. Palce zamarły głęboko w cipce, a potem zaczęła drżeć. Długi, cichy jęk wydobył się z jej gardła. Orgazm był intensywny – fala gorąca rozlała się po brzuchu, cipka zaciskała się rytmicznie wokół palców, sok wypłynął obficiej, mocniej. Leżała chwilę bez ruchu, oddychając ciężko, ale nie przestała się dotykać. Drugi orgazm przyszedł zaraz po pierwszym – mniejszy, ale dłuższy, rozlewający się falami.
Ola patrzyła na Martę i to wystarczyło. Jej własny orgazm uderzył mocno. Zgięła nogi w kolanach, uniosła biodra i jęknęła głośno, nie przejmując się już, czy ktoś usłyszy. Palce masowały łechtaczkę w szaleńczym tempie. Ciało drżało, piersi falowały. Gorąca wilgoć wypłynęła na dłoń i prześcieradło.
Kaja doszła jako ostatnia. Patrzyła na przyjaciółki, na ich twarze wykrzywione rozkoszą, na mokre uda. Jej palce poruszały się błyskawicznie. W końcu wygięła się w łuk, wydała wysoki, drżący jęk i doszła mocno – cipka pulsowała, nogi drżały, oddech uwiązł w gardle.
Leżały potem we trzy, spocone, z rękami wciąż między udami, oddychając ciężko. Powietrze pachniało seksem. Żadna nie mówiła nic przez długą chwilę. Tylko ciche westchnienia i szum morza za oknem.
To był drugi dzień.
A przed nimi było jeszcze osiem.
I wszystko dopiero się zaczynało.
Wersja robocza materiału.