Najemnik cz. 3

Odświeżony, wyspany i zaopatrzony w odpowiednio płynną przepustkę, udałem się na spotkanie z kumplami. Wymieniliśmy kilka plotek o bieżącej sytuacji w firmie, ale już przy drugiej kolejce, chłopaki sami przeszli do głównego tematu.
- Ten klient, o którego pytałeś, jest w papierach. Same drobiazgi, kilka mandatów, ale jest jakieś podejrzenie, z łapówką w tle, sprawa w toku, ale nic grubego.
- Dzięki. A u kolegów spod trzech liter nic nie ma?
- Wiesz, że oni nie dzielą się chętnie. Raczej to działa w jedną stronę.
- Wiem, i tak dziękuję. A ta jego dziewczyna?
- Zupełnie nic. Siedzi widać w domu i pachnie. Nawet nie jest nigdzie zatrudniona.
- No to wypijmy za to – uniosłem kieliszek. W tej ekipie nikogo nie trzeba namawiać. Jak jest praca, to potrafią nie spać wcale, ale jak jest wolne … Rozlałem następną kolejkę. Dziś było patriotycznie. Dobra krajowa wódeczka, schłodzona do granicy płynności, spływała błogo po przełyku. Nektar bogów. Na zakąskę cytryna niczym do tequili i można żyć.
Ranek nie był już tak przyjemny. Do auta się stanowczo nie nadawałem, a na taryfę szkoda mi było kasy. Wykręciłem numer pani Dominiki.
- Dzień dobry.
- Witam, coś się stało?
- Nic, tylko zdobywanie informacji bywa wyczerpujące. Jeśli pani pozwoli, to zjawię się dziś później, dużo później.
- Rozumiem. Ważniejsze są dla mnie te informacje, więc proszę kontynuować pracę i nie musi pan dziś przyjeżdżać.
- Dziękuję, odezwę się niezwłocznie.
- Będę czekała – rozłączyła się bez pożegnania.
Znów zapadłem w sen, płytki, nerwowy. Tego najbardziej nie lubiłem w dniu po. Nigdy nie mogłem się wtedy porządnie wyspać. Teraz na dodatek zadzwonił telefon. Zamglonym wzrokiem spojrzałem na wyświetlacz „Dominika”.  Cholera, co jest? - wybełkotałem pytanie.
- Tak, słucham panią?
- Niech pan natychmiast odbierze pocztę.
- Co się stało?
- Będzie pan wiedział.
- Rozumiem, czy mam pełną swobodę działania?
- Więcej niż pełną – rozmowa znów gwałtownie się zakończyła.
Kac minął błyskawicznie. Poczłapałem do kuchni, by zaparzyć mocnej kawy. Na ekranie już migała ikonka nowej wiadomości. Treść była wymowna: „myślę, że powinna Pani powtórnie przemyśleć moją propozycję spółki”, w załączniku zaś zdjęcie na którym widać trójkącik z niedawnej nocy, z moją mocodawczynią w roli głównej. Wiadomość wyszła z oficjalnego konta pocztowego „właściciela zachłannych rąk”. Czyli przeczucie nie myliło. K..., k..., k... - wiedziałem co to oznacza. Obudził we mnie żądzę krwi. Wbiłem się w niepozorny strój biegacza. Do plecaka zabrałem kilka niezbędnych przedmiotów i ruszyłem truchtem w kierunku jego domu. Park naprzeciw ułatwiał zadanie obserwacji. Od wiadomej nocy wiedziałem, że raczej nie ma stałego monitoringu, ani wymyślnych alarmów. Pozostało jedynie wyczuć moment, w którym klient zostanie sam. Bogowie byli mi przychylni jednak. Krótko po siedemnastej wyszła gosposia, a parę chwil później partnerka mojego celu. Widać, że nie obawiali się niczego. Nie zamknęła drzwi na klucz, a ogrodzenie było śmiesznie niskie. Odczekałem parę minut zanim sforsowałem je. Cicho wszedłem do domu. Miejsce, które wtedy tak miło zapamiętałem, musiało niestety stracić swój błogi nastrój. Znów drogowskazem została muzyka. Gość siedział na kanapie, trzymając szklaneczkę z whiskaczem. Pierwszy cios, spowodował, że trunek rozlał się na kanapę, następne do płynu dołączyły jego krew. Zaskoczony nawet nie próbował się bronić. Nie mogłem go zatłuc, choć miałem na to dziką ochotę. Potrzebowałem jego współpracy. Był przerażony. Ze złamanego nosa sączyła się szkarłatna struga. Nie zamierzałem jednak tego przeciągać.
-  Jak pan widzi przyjąłem zaproszenie – zacząłem siląc się na karykaturalnie grzeczny ton – przykro mi, że nie zrozumiał pan ostrzeżenia tamtej nocy. Uprzejmie więc proszę o kartę, ze zdjęciami i komputer, z którego wysłał pan wiadomość.
Podałem mu jakąś serwetkę, by choć trochę zatamował krwotok, po czym złapałem go za kark podnosząc z kanapy.
- Idziemy.
Powłóczył niezdarnie nogami. Na szczęście dla niego, gabinet był zaraz obok. Przy ścianie stała kamera, na biurku notebook. Karta pamięci ciągle w nim tkwiła.
- Karta myślę już nie będzie panu potrzebna.
Uruchomiłem komputer z przygotowanej płyty, i zawartość dysku zaczynała znikać bezpowrotnie, zerowanie to jednak potęga, tylko niestety trwa. Miałem nadzieję, że jego kobieta nie wróci zbyt szybko. Nie cierpię przemocy wobec kobiet, tego typa nie było mi jednak żal. Powoli zaczynał puchnąć i zmieniać barwy.
- Ale ja tam miałem ważne firmowe rzeczy – wybełkotał nieśmiało.
- Jak ważne, to pewnie była ich kopia zapasowa, nie ma? A to pech – zadrwiłem.
Wyglądał na pokonanego. Do sukcesu jednak jeszcze trochę. Proces czyszczenia zakończył się.  
- Pora na mnie. Jak się pan domyśla zapewne, właśnie zakończyliśmy rozmowy o spółce. Proszę złożyć uszanowania partnerce.
Po tych słowach przyłożyłem mu raz jeszcze. Jakoś nie mogłem się opanować, nie cierpię szantażystów. Padł na podłogę i znów zaczął plamić.  
- Nie spodziewałam się pana – pani Dominika nie kryła zaskoczenia widząc mnie w progu.
- Przepraszam, że tak bez zapowiedzi, ale mam coś, co myślę, że panią zainteresuje. Dodatkowo, propozycja spółki z tym panem wygasła.
- Proszę wejść, nie będziemy o tym tak rozmawiać.
Wszedłem do środka. Prowadziła mnie do salonu. Na ławie stał jej komputer, z którym się prawie nie rozstawała. Podałem jej kartę pamięci – To dla pani.
- Chciałabym abyśmy oglądnęli to razem.
- Chyba nie ma takiej potrzeby.
- Nalegam.
Usiadłem obok niej na kanapie. Włączyła film. Mogłem dzięki temu zobaczyć, co działo się zanim przybyłem. Żar trzech kobiet we wzajemnym tańcu namiętności. Swoje przybycie, i to co mi umykało, gdy zajmowałem się panią Dominiką.
- Co oglądacie?
Słowa uderzyły w nas jak piorun.  
- Ooo mamusiu, no nie poznaję cię. Myślałam, że rano to jednorazowy wybryk. A tu proszę. I jeszcze się nagrywacie – nadawała krztusząc się ze śmiechu.
Odwróciłem się do niej. Stała za nami w samej bieliźnie. Pomarańczowe koronki opinały jej obfitszy niż matki biust, a przez skromne majteczki prześwitywała kępka włosków. Poczułem się dziwnie. Cholera, dwie atrakcyjne kobiety w jednym domu, to stanowczo za wiele. Przyjdzie chyba zmienić pracodawcę, bo się zamęczę psychicznie.
- Muszę cię rozczarować skarbie. Ten film to nie nasze dzieło, ale kogoś kto chce grać nieczysto.
- Przecież nie musisz się mi tłumaczyć, mówiłam ci już rano.
- Wiem, ale chcę żebyś wiedziała.
- Czy ten sympatyczny pan zostanie tu na noc? - rzuciła mrugając do mnie okiem.
- Zmiataj smarkulo – odparła jej pani Dominika ze śmiechem.
- Tak jest mamo – odwróciła się, i odeszła kręcąc tyłeczkiem w stringach, ciągle nie mogąc opanować śmiechu.
- Stworzyłam potwora – śmiała się pani Dominika – kochanego potwora.
- Bardzo pozytywnie przyjęła ten obraz
- Nigdy nie kryłam przed nią się w jakiś fałszywy sposób. Wróćmy jednak do meritum. Czy sprawa jest zamknięta?
- Myślę, że nie nie odważy się już niepokoić. Jego komputer jest wyczyszczony, a jedyną kartę ma pani w komputerze. Przez kilka dni będzie też unikał spotkań towarzyskich.
- Może się do pana doczepić?
- Zadbałem o usunięcie śladów.
- Kolejny raz jestem winna panu wdzięczność.
Bez dalszych słów uklęknęła próbując wydobyć mojego małego. Poddałem jej się. Czułem, że już zbyt mocno przekroczyłem granicę. Jej usta w tym czasie wyczyniały cuda. Nigdy nie preferowałem takiego seksu, jednak ona mogłaby sprawić, bym zmienił swoje zdanie. Dochodziłem w ciszy. Zdradzał mnie jedynie przyśpieszony oddech. Gdy skończyła nie mogłem wydobyć z siebie słowa.
- Na pana już chyba pora. Proszę mi jutro przynieść kopię tej karty, a oryginał dobrze zabezpieczyć.
- Oczywiście pani Dominiko, czy coś jeszcze?
- Jutro też chcę pana widzieć ogolonego i stosownie ubranego. Będzie mi pan towarzyszył … przypuszczalnie do rana. A teraz niech pan już idzie.
Opuściłem jej dom oszołomiony. Kim w zasadzie zostałem? Mam o czym myśleć do rana.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1531 słów i 8516 znaków.

5 komentarzy

 
  • ver

    Świetnie

  • bob

    szarik  proszę pisz szybciej

  • Szarik

    @bob trzy części w trzy dni - uff szybciej nie dam rady ;)

  • nienasycona

    Zgadzam się z Neferem. Ale! Nadal wielu brakuje:P Jeszcze raz tak, a pod tekstem urządzę Ci kurs interpunkcji:P A tak serio- pisz Szariku, bo ładnie Ci to wychodzi

  • Szarik

    @nienasycona staram się jak mogę, ale te małe bestie ciągle widać umykają :D Kurs się przyda, niedouczony jestem ;)

  • nienasycona

    @Szarik, zatem pamiętaj- zdania w wypowiedzeniu oddzielamy przecinkami. Najłatwiej zdanie rozpoznać po orzeczeniu (  najczęściej czasownik- co robi? co się z nim dzieje? w jakim stanie się znajduje?). Jeśli w wypowiedzeniu występują dwa (lub więcej) orzeczenia- stosujemy przecinek. Np. " - o co Ci chodzi? -zapytał zirytowany, wziął klucze i wyszedł". Mamy trzy orzeczenia- dwa oddzielone przecinkiem i jedno spójnikiem.:D

  • Szarik

    @nienasycona czy nagrody są przewidziane dla zdolnych uczniów? Lekcję przyjmuję, ale i tak te bestie ... są szybsze ode mnie ;)

  • nienasycona

    @Szarik, nagrodą będzie uśmiech uznania na twarzy nauczycielki:P Goń je, kondycję ćwicz:)

  • Szarik

    @nienasycona takie wymagania, a taka skromna nagroda, czysta niesprawiedliwość ...

  • nienasycona

    @Szarik, skromna? Ty chyba nie widziałeś mnie rozpromienionej:)

  • Szarik

    @nienasycona pytanie co wtedy dalej? ;)

  • nienasycona

    @Szarik, no, to, że osiągniesz nirwanę i to będzie największa nagroda na świecie :|

  • Szarik

    @nienasycona nirwanę powiadasz, hmmm, to osiągam tylko w dwóch sytuacjach :P

  • nienasycona

    @Szarik,jakich?:P

  • Szarik

    @nienasycona domyśl się :D

  • nienasycona

    @Szarik, alem ja głupawa białogłowa, myślenie jest mi obce, a co dopiero domyślanie się:P

  • Szarik

    @nienasycona to może odpowiedź w kolejnym tekście uda mi się umieścić, ale pewny jestem, że wiesz, tylko się krygujesz ;)

  • nienasycona

    @Szarik, oj, cicho:P

  • nefer

    Nadal ten styl Chandlera. Dobre i dobrze się czyta. Pisz ile zdołasz.  ;)

  • Szarik

    @nefer dziękuję z pokorą. Zachęcony komentarzami spróbuję napisać jeszcze nieco, może się uda.

  • chaaandelier

    Szariczku! Rozkręciłeś się. Po jednej części każdego dnia. Bogowie zdecydowanie Ci sprzyjają. ;)

  • Szarik

    @chaaandelier pora na złapanie oddechu więc. Nie można przecież nadwyrężać ich przychylności ;)