Najemnik cz. 15

Pilnowanie Tośki na uczelni zmieniło się ostatnio ze sztuki trudnej, w niemożliwą. Buzująca w niej podwójna energia, powodowała, że wszędzie jej było pełno. Nigdzie nie potrafiła zagrzać miejsca, jakby ciągle próbowała złapać uciekający czas. Z drugiej strony ochrona uczelni już dziwnie spoglądała na siwiejącego lekko typa, warującego pod salami wykładowymi. Nawet jeden z odważniejszych, poprawiając groźnie pas na obfitym brzuchu, zapytał ją czy aby się nie naprzykrzam. A ona z oczywistą spontanicznością wpiła się w moje usta rzucając – To moja osobista ochrona. Wzrok ochroniarza był tyleż zawistny, co niedowierzający, ale zdarzenie zakończyło sprawę definitywnie. Żaden już nawet nie próbował pytać. Po długich namowach, pani Dominika zgodziła się, bym jedynie odwoził i przywoził Tośkę z uczelni. Szepnąłem słówko ochronie, poparte odpowiednim towarzystwem królów Polski, by zachowali wzmożoną czujność. Dzięki temu mogłem w miarę spokojnie powrócić do obowiązków w firmie. Na szczęście szefowa trzymała się zasady, że w pracy nie uprawiamy seksu. Wypompowany przez jedną albo drugą, mogłem choć tych parę godzin odsapnąć. O nie, nie oznacza to wcale, że odpuszczała sobie kuszenie. Nic z tych rzeczy. Pończoszki, koronki, muśnięcia, niby przypadkowe ukazanie wilgotności, były na porządku dziennym. Bez tego zmarniałaby jak nic. Uwielbiałem te widoki, ale ich codzienność i mnogość spowodowały, że straciły atrybuty seksualnej podniety, pozostawiając i pogłębiając odczucie bliskości, zaufania, ale i pozwalając na kontemplację piękna. Moja skromna postać za to zaczynała, coraz silniej odbiegać od kanonów męskiego ideału. Wykończony i pochłonięty przez regularne zbliżenia, zaniedbałem inną aktywność fizyczną, dając wadze szansę na powolny wzrost. Jak nic padłem ofiarą efektu jojo. Odkryłem też nową funkcję zarostu. Odpowiednio wyhodowany i długi, wyśmienicie nadaje się do umiejętnych pieszczot. Niczym rękawica z norek potrafi gładzić nagie ciało, przyprawiając o przyjemne dreszcze. Warunek, że musi przekroczyć granicę szorstkiej tarki, i zamienić się w całkiem miękkie futro. Minusem było jednak to, że przy Tośce bardziej wyglądałem jak jej ojciec, niż partner. Pani Dominika chyba nawet z zadowoleniem przyjmowała, że mój nowy wygląd zdecydowanie mniej przyciąga wzrok niewieści, a one pozbywają się konkurencji w zupełnie naturalny i niewymagający od nich wysiłku sposób. Pomijając ten mały odsetek marzący o dzikim dziadzie leśnym oczywiście. Z błogiego uczucia samouwielbienia wyrwał mnie dźwięk dzwonka telefonu:
- Dzień dobry, prosił pan o telefon gdyby coś się działo.
Moją twarz ściągnął grymas bólu tak wyraźny, że nie uszedł uwagi pani Dominiki.
- Słucham, co się stało?
- Nie jestem pewien, ale panienka zniknęła nam z monitoringu jak przechodziła na zajęcia w innym budynku.
- Może mi pan powiedzieć jak to możliwe?
- A bo tam remont jest, no widział pan przecież.
Faktycznie widziałem. I remont, i skrzyżowanie, i dzikie tłumy, które zazwyczaj tamtędy przemierzają.
- Wezwaliście policję?
- A do czego? Przecież mówię, że nic na nagraniu nie było, tylko panienki nie widać.
- Dobrze. Dziękuję – strzelałem słowami niczym karabin maszynowy – mam prośbę, żeby mi pan zrobił kopię nagrania z momentu zniknięcia.
- No wie pan, że nie mogę. Rektor zabronił obcym cokolwiek dawać.
- A na płatne telefony pozwolił?
- No nie ... – w słuchawce zapadła cisza.
- Nie straci pan na tym. Wkrótce będę.
Pani Dominika świdrowała mnie oczami, przez całą rozmowę jednak nie wykonała choćby gestu, czy próby zadania pytania. Szarzała, kurczyła się. Gdy tylko zakończyłem rozmowę, rzuciła się na mnie.
- Masz ją znaleźć! Masz ją kurwa natychmiast znaleźć! – z damy nie zostało nic. To była furia w czystej postaci. Agresywna, drapieżna, gotowa na wszystko.
- Znajdę ją.
- Nie masz wyjścia. Jeśli ona dzisiaj nie wróci, ty też nie masz po co wracać. A te sukę dorwę sama, jeśli tobie godność nie pozwala. Jestem pewna, że to ona. Jestem pewna – dodała już nieco zgaszona. Jakby powoli zdawała sobie sprawę ze swojej bezsilności.
Ja nie mogłem sobie na to pozwolić. Stres napędza, stres zmusza do działania. Nie obchodziło mnie jednak jej straszenie, groźby. To od zawsze mam głęboko w dupie. Teraz liczy się tylko Tośka i maleństwo. Też czułem w sobie żądzę krwi, ale trzeba potrzeba potwierdzenia kto to zrobił. Chyba, że Toście wpadło do głowy sobie gdzieś po prostu zniknąć, robiąc nam cholernie głupi kawał. Jednak szanse były na to niewielkie. Jej telefonu nikt nie odbierał, choć od opuszczenia gabinetu dzwoniłem z dziesięć razy. Stop! Koniec chaosu. Pora na racjonalność. Trzeba oszczędzać baterię, może być potrzebna. Jeśli nie odebrała, to może oddzwoni, ale też to znaczy, że jej telefon jest ciągle aktywny w sieci. Mój notebook i dostęp do internetu. Już w pierwszym tygodniu na telefonach dziewczyn zainstalowałem oprogramowanie lokalizujące, przebłysk geniuszu, czy przypadek? Nie ważne, liczy się by działało. Logowanie i … punkt przesuwał się po ekranie. Stanowczo zbyt szybko na spokojny spacer po mieście z koleżankami, albo szalone zakupy. Zbyt szybko.
- Mam prośbę – prawie krzyknąłem do słuchawki.
- Tak, bez dzień dobry, co słychać?
- Nie mam czasu na pierdoły.
- Uuu, przypomniałeś sobie o koledze z firmy, bo coś potrzebujesz.
- Nazwij to jak chcesz. Skujemy się w trupa jak z tego wyjdę cało.
- Brzmi groźnie. Dawaj. Co jest?
- Na razie mam nic pewnego, jeszcze nie potwierdzone. Napisz sobie na karteczce zgłoszenie o porwaniu. Dam ci znać kto i kiedy jest do zwinięcia na dołek. Ale chłopaków będę potrzebował szybko, a nie na za tydzień. Odtrąbisz sukces.
-  Albo dostanę za ciebie wpierdol. Zostaw to może nam?
- Wiesz, że nie mogę. Nikt ci nie podpisze papieru, a ja muszę działać.
- Jedną wódką się nie wykpisz.
- Dostaniesz nawet dwie.
- Chyba skrzynki.
- Pierdolony sęp jesteś, ale niech ci będzie. Tylko żeby byli jak zadzwonię.
- Będą – odłożył słuchawkę.
Wyświetlacz wskazał już kolejnego rozmówcę – pani Dominika.
- Suka zadzwoniła. Mówi, że powinnyśmy porozmawiać powtórnie o współpracy. Ma nowe argumenty. To musi być ona!
- Ok, tym też się zajmę. Proszę dać mi czas.
- Przywieź mi moją córkę do domu, proszę – rozpłakała się do słuchawki.
- Proszę posłuchać. W sprawie suki. Niech pani do niej zadzwoni, że zgadza się na rozmowę. Niech myśli, że wygrała.
- Ale …
- Teraz nie ma ale. Tośka wróci. A tamtej sam mam ochotę rozszarpać aortę, potrzebuję jednak trochę czasu. A Pani musi być twarda.
- Dobrze – dodała pociągając jeszcze nosem.
- Muszę kończyć. Proszę zrobić co mówiłem.
Rozłączyłem kolejny telefon. Punkt na ekranie posuwał się nieustannie, kierując za miasto. W stronę przemysłowego przedmieścia, pełnego pustych magazynów i ruder. To nie mógł być przypadek. Jeszcze jedna pilna rozmowa i będę wiedział jak działać.
- Cześć, jak młody? Zadowolony z roboty?
- Cześć, a tobie co? Przez tę młodą dupę taki troskliwy się zrobiłeś? Zadowolony, nawet marudzi, że chciałby więcej obowiązków. Jak nie on.
- Dobra koniec ściemy. Ten klub jest jeszcze twój?
- Ale który?
- Ten fitness w centrum.
- Jolki.
- Twój, Jolki nieważne. Zrób coś dla mnie …
Przemknięcie się przez centrum, by nie załapać się na kamery monitoringu miejskiego, jest z dnia na dzień trudniejsze, ale nie niemożliwe. Do tego te kamery w sklepach. Permanentna inwigilacja. Drzwi tylnego wejścia do klubu nie stawiały oporu. Szedłem pewnie w kierunku damskiej szatni dla VIPów. Tośka porwana, a ta suka idzie sobie skakać przy muzyce. Krew w skroniach pulsuje złowieszczo. Zęby mam tak zaciśnięte, że dentysta znów mnie opieprzy, że mam sobie walerianę brać, bo inaczej mi nie będzie ukruszonych zębów odbudowywał. Krok za krokiem zbliżam się. Czuję zew krwi. Dopadnę ją tam gdzie ona się nie spodziewa i uderzę w czuły punkt. Będę czuł jej strach. Otworzyłem cicho drzwi. Szatnia świeciła pustką, a jedynym dźwiękiem był szum prysznica. Wszedłem do środka i zamknąłem drzwi blokując je kluczem w zamku. Czekałem. Wyszła zupełnie nieświadoma, owinięta jedynie ręcznikiem.  
- Co tu robisz?
- Czekam na ciebie jak widzisz.
- Za chwilę będzie tu ochrona, a ja oskarżę cię o molestowanie. O i o włamanie widzę też. Możesz mi oddać telefon?
- Za chwilę go dostaniesz. A ochrona, no cóż, chyba wyszli na papierosa.
- Wszystko się nagrywa, tu są kamery.
- Są.
- Masz przejebane chłopcze.
- Raczej ty, a szacunku do starszych mogłabyś się nauczyć nieco.
- Zacznij już szukać nowej roboty, bo ta twoja Dominika będzie mi jeść z ręki, a ty wylecisz, a z córeczką będziesz rozmawiał przy okazji płacenia alimentów jedynie.
Wiedziała, że to mój czuły punkt. Przeżułem jednak jej słowa, choć na oczy zaczęła spływać czerwona mgła. Tak, byłem w stanie zrobić jej teraz krzywdę. Dużą krzywdę. Jednym ruchem zdarłem z niej ręcznik.  
- Chcesz w desperacji jeszcze do tego dorzucić gwałt? Podobno jesteś niezły w te klocki, skoro ta głupia cipa tak długo cię trzyma u siebie.
- Nie. Zamierzam o coś grzecznie, acz stanowczo poprosić – wysyczałem przez zaciśnięte zęby.
Zadrżała, gdy zrozumiała, że odłożenie jej telefonu na ławkę nie było przypadkiem. Jej wilgotna kępka włosów łonowych znalazła się w mojej dłoni. Druga dłoń przyłożyła płasko nóż do jej podbrzusza. Dotarła do kępki. Włosy ustępowały pod ostrzem, zostając w mojej garści.
- Wiem, że cenisz swoje ciało i urodę. Weźmiesz więc teraz grzecznie telefon i załatwisz by przywieźli tutaj Tośkę. Jeśli nie zdążą zanim oderżnę ci wszystkie kłaki, ostrze pójdzie w górę, a pierwsze na co trafi będą twoje sztuczne cycki. Rozumiemy się?
- Ty normalnie jesteś jebnięty. Myślisz, że się ciebie wystraszę?
Syknęła z bólu i zbladła, gdy ostrze przesunęło się w dół raniąc ją nieznacznie.
- Ale to jest za miastem – próbowała się bronić.
- Tym bardziej sugerowałbym pośpiech. Jak widzisz, w niektórych sprawach nie żartuję.
Drżącymi rękoma sięgnęła po telefon. Rozmowa była krótka.
- Przywieźcie ją pod klub. Tak, pod klub i to szybko. Wiem, że umawialiśmy się inaczej. Wykonać.
- Będą za piętnaście minut. Zimno mi.
Faktycznie cała dygotała. Pomimo nienawiści jaką do niej czułem, zrobiło mi się jej trochę żal.
- Oddaj telefon i możesz się okryć.
Puściłem ją. W ręku została odcięta kępka włosów, którą pieczołowicie schowałem. Posłusznie wykonała polecenie.
- Majtek nie wkładaj. Zostało jeszcze kilkanaście minut. Wytrzymasz, a nie chce mi się później z tobą szarpać, żeby dokończyć co zacząłem.
- Zbok.
- Dziękuję. W twoich ustach to komplement. Pozwolisz, że ja też zadzwonię.
Nie czekając na jej faktyczne przyzwolenie wybrałem numer.
- Tak jak mówiłem. Pod klubem od frontu. Nieoznakowanym, za dziesięć minut.
Zakończyłem rozmowę i usiadłem na ławeczce, bawiąc się nożem. Czas wlókł się niemiłosiernie. Tępe gapienie się między jej nogi nie przynosiło żadnej przyjemności. Lekko widoczna ranka zdążyła się już zasklepić, a nierówno przycięte włosy wyglądały wręcz groteskowo. Sekundnik zegara zdawał się stać w miejscu. Czekanie przerwał dźwięk powiadomienia sms w jej telefonie. Przeczytałem.
- Widzę, że twoi chłopcy są posłuszni i punktualni. Grzeczne pieski wychowałaś.
- Myślisz, że tak po prostu ci ją oddadzą idioto?
- Myślę, że tak.
- Jednak jesteś bardziej naiwny niż przypuszczałam.
- Bardzo możliwe.
Teraz mój telefon zawibrował.
- Na mnie już czas. Z niewątpliwym smutkiem muszę cię pożegnać.
- Oddaj mi mój telefon kutasie złamany.
- Oj pokory ciągle ci brak, ale myślę, że wkrótce to się zmieni. Telefon poczeka na ciebie w recepcji. Nie chcę byś wcześniej zrobiła coś nierozsądnego.
Wyszedłem zamykając za sobą drzwi na klucz. Nie zdążyłem się od nich odsunąć gdy zaczęła w nie łomotać w dzikiej furii, drąc się przy tym okrutnie. Szatnia VIP znajdowała się na szczęście na końcu korytarza, tłumiąc tym samym skutecznie dźwięki. Recepcja była pusta. Chłopaki zadbali, a ja mam u nich duży dług. Przed klubem łebki leżały już skute na glebie. Skinąłem tylko na chłopaków. Nigdzie za to nie widziałem Tośki. Podbiegłem do samochodu. Leżała na tylnym siedzeniu. Rzuciłem się do niej.
- Tośka. Tośka! Kochanie!
Nie odpowiedziała.
- Karetka już jedzie. Wezwaliśmy ją przez radio – gdzieś z oddali dobiegł mnie głos. Znów czerwona mgła zasnuła oczy.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2385 słów i 13048 znaków.

6 komentarzy

 
  • Okolonocny

    No, nareszcie pociągnąłeś intensywniej wątek awanturniczo-sensacyjny, choć nie bez elementów... Innych. Bardzo przyjemnie się czytało ;)

  • Szarik

    @Okolonocny a ja już się martwiłem, że porzuciłeś moją skromną serię ;)

  • Okolonocny

    @Szarik Nie nie, żałuję że nie mam czasu pociągnąć pozostałe. Ostatnio ledwo mam czas nawet na luźne pogaduchy :/

  • Szarik

    @Okolonocny czasem tak jest. Ja też jak widzisz piszę dużo mniej. Życie, ot co :)

  • Okolonocny

    @Szarik A ja też, bez porównania. Ale grunt że pozostajemy aktywni ;)

  • Szarik

    @Okolonocny jesteśmy twardzi, jak gotowana marchew i piszemy dalej ;)

  • chaaandelier

    Zaskoczyłeś mnie takim obrotem sprawy. Czekam na następną część. ;)

  • nefer

    Duże przyspieszenie akcji po przerwie, aż miło się przekonać, że bohater nie stracił formy (co sugerujesz w tekście - niesprawiedliwie). Dobre, żywe dialogi z jędrnym językiem, pozbawione jednak zbędnych wulgaryzmów. To czekamy na cd.

  • Szarik

    @nefer Dziękuję ślicznie, w Twoich ustach to duży komplement :) Ciąg dalszy mam nadzieję nastąpi ;)

  • Vinylz

    Troche długa różnica czasu między cześciami  :)3

  • Szarik

    @Vinylz niestety. Nie było szans na wcześniej. :(

  • Noname

    Podtrzymując tradycję mojego czepialstwa  :)  napiszę tylko, iż brakuje paru przecinków.  Całość  uważam za świetnie napisaną oraz niezmiernie intrygującą. Ciekaw jestem, jakie Szanowny Autor ma plany wobec głównych bohaterów i żywię cichą nadzieję, że obędzie się bez żadnych drastycznych kroków skierowanych pod ich adresem.  ;)

  • Szarik

    @Noname czepialstwo jest cenne, bo pozwala autorowi dostrzec błędy :) Plany autora są jednak wielką niewiadomą dla niego samego również. W stronę horroru raczej nie pójdę ;)

  • Noname

    @Szarik Uff... Dzięki choć za to. Jednak jeśli mam być szczery, to bardziej obawiam się "redukcji liczby zatrudnionych"...  :sad:

  • Szarik

    @Noname chyba nie będzie tak źle ;)

  • Noname

    @Szarik Oby...

  • Vinyl3

    jest po prostu super :kiss:

  • Szarik

    @Vinyl3 dziękuję