Najemnik cz. 10

Wracaliśmy z targu obładowani jak wielbłądy. Widać pani Krystyna przezornie stwierdziła, że wykorzysta darmową siłę juczną, i zapełni lodówkę na bity tydzień. W sumie, to nie miałem nic przeciw. W końcu miała mnie trochę nauczyć gotować, więc część z tego towaru, zapewne wpadnie w moje niewprawne ręce. Tylko na sam koniec doładowała mi jakieś wielkie rybsko. Cholera wie, po co to zrobiła, bo nasze panie z ochotą zajadały wszelkie mięsa i warzywa, a od czasu gdy tam byłem, ryby na stole nie widziałem. Musiała mieć więc jakiś większy plan, o którym dowiedziałem się szybciej, niż bym chciał.
- Kawalerze, ta rybka jest dla pana.
- Dla mnie? I co ja mam z nią zrobić niby?
- Pan się nie martwi, wszystko powiem. Rybę skrobał kiedyś?
- Jako dzieciak pod namiotami.
- To wie wszystko. Patroszyć nie trzeba, bo już zrobione, tylko oskrobać.
- A co to za bestia jest?
- Łosoś. Za bardzo starać się nie musi, a zepsuć trudno.
I wylądowałem z tym stworem sam na sam, tocząc nierówną walkę, próbując pozbawić go łusek, czym doprowadzałem do łez panią Krystynę.
- A mówią, że każdy facet potrafi rybę sprawić. I mój mąż ciągle na ryby jeździł z kumplami, a pan … Dobrze, że panienek nie ma, bo by pana pogoniły. Taka niezdara.
- Uczę się.
- Ale wolno. To ma być raz raz zrobione. Dziś przygotujemy i zamrozimy, na kartce sobie pan zapisze, co w niedzielę zrobić.
- To nie pokaże mi pani?
- Chłopcze u takiej starej baby chciałbyś oglądać, jak dwie młode masz? - zachichotała.
- Żarty się pani trzymają, a mnie to bydle ucieka. Na ryby nie chodzę, bo szlag mnie po paru minutach trafia tej bezczynności. A do tego komary dupsko tną. Gdzie tu przyjemność? Z dziewczyną wieczór spędzić, albo z kumplami przy flaszce to rozumiem, ale ryby? Nie, to nie dla mnie. Mrożonkę w markecie mogę kupić, albo w knajpie gotową zjeść.
- Ożeni się, to zdanie zmieni.
- Pani Krysiu kochana, a która by mnie chciała? Morda co chwila obtłuczona albo żebra, nigdy nie wiadomo czy i kiedy do domu wrócę. Robota niepewna, raz tu, raz tam.
- Ja coś w moich starych kościach czuję, że tu dłużej pan zabawi. Panienki pana lubią. Pan się stara, i to nie tylko w dzień – rzuciła, dając mi kuksańca.
- No pani Krysiu.
- Pani Krysiu, pani Krysiu – zaczęła mnie przedrzeźniać – a kto co rusz musi prześcieradła zmieniać, co? Do kogo te ptaszyny, takie radosne rano na śniadanko przylatują?
I co miałem jej odpowiedzieć? Nie sposób się z nią kłócić, szczególnie kiedy ma rację. Jest oczami i uszami tego domu, widzi i wie wszystko. Jak dostanę zlecenie na zwiad, to muszę ją wykorzystać, albo przynajmniej się od niej jeszcze tego nauczyć.  
- To co z tą rybą? - spróbowałem zmienić temat.
- Kroimy i mrozimy., a tu ma pan kartkę co z nią dalej zrobić. Tylko niech pamięta, żeby raniutko ją do rozmrożenia wyciągnąć. Nie będzie tak samo smakować jak świeża, ale nic to.
Niedziela oczywiście przyszła szybciej niż się zdążyłem zorientować. Za to pobudka była nad wyraz przyjemna. W pierwszej chwili, nie mogłem rozróżnić snu od rzeczywistości. Ciepło otaczające mojego małego było zniewalające. Czułem jak pręży się z maksymalną siłą. Powoli otwierałem oczy. Nad moim przyrodzeniem widziałem jedynie burzę włosów Antośki. Usta ich właścicielki chciwie i rytmicznie pochłaniały go głęboko. Ta mała uczyła się z każdym dniem więcej. Nie ukrywam, że zawsze marzyłem o takim poranku. Bez proszenia, przymusu, przypominania, z własnej woli. Języczkiem omiatała główkę, próbując wwiercić się co pewien czas w dziurkę na jej czubeczku. Gorąco i wilgotno. Złapała mocno, tak jak uczyłem, swoją małą dłonią. W górę i w dół. Nie wypuszczała go z ust. Jedyne co mogłem zrobić, to zatopić palce w jej włosach, dopychając z wyczuciem głowę do mych bioder. Nie było szans bym długo wytrzymał te zabiegi. Siła porannej eksplozji była olbrzymia. Wypełniłem więc obficie słodkie usteczka. Wiedziałem jednak, że nie przepada za smakiem nasienia. Czułem dziwną miękkość w sercu, nie potrafiąc jej, poza naszym pierwszym zbliżeniem, zmusić do czegokolwiek. Tylko czy ja ją wtedy zmusiłem, czy uległem jej prowokacji? Teraz to nieważne, nie oponowałem jednak, gdy nie chciała połknąć. Ma prawo sama decydować. Mnie ten niespodziewany orgazm zupełnie wybił ze zwykłego rytmu.
- Takie dzień dobry było moim marzeniem.
- Mnie się też podobało. Nie gniewasz się, przepraszam, nie gniewa się pan, że nie połknęłam?
- Już ci tłumaczyłem, że nie. Jesteś wolną osobą, uczysz się, poznajesz, ale jeśli nie masz na coś ochoty, albo nie podoba ci się, to musisz to od razu wyrazić. Dobrze?
- Strasznie jestem głodna.
- Zjadłaś mnie całego, mało ci?
- Mało, może założę dziś jakąś króciutką sukieneczkę i uszykujemy razem śniadanie.
- Dobrze, ale obiad robię ja. Tylko jak się tak ubierzesz to wiesz jak to się skończy?
- Wiem, ale jak pan spał, przystrzygłam moją owieczkę, i bardzo chciałabym się nią pochwalić.
- Owieczkę?
- Bo taka kudłata i mięciutka – zaśmiała się perliście.
- Dobrze, okryj czymś tę owieczkę i marsz do kuchni. A jak sobie utnę palec, to będzie tylko twoja wina. A nie masz może ochoty jeszcze na mnie teraz wypiąć tyłeczka?
- Kusząco.
- Choć tu owieczko...
Gdy zeszliśmy do kuchni, śniadanie już czekało.
- Ale na obiad nie liczcie śpiochy – przywitało nas z ust pani Dominiki z udawaną złością.
Tośka przytuliła się do mojego ramienia.
- Nasz kucharz był zajęty od rana mamusiu, nie gniewaj się na niego.
- Na tego drania? Miałaś go tydzień prawie do dyspozycji i jeszcze ci mało? Dziś wieczorem ci go zabieram. A obiad mam nadzieję będzie wart czasu poświęconego przez panią Krysię na naukę naszego opiekuna – spojrzała na mnie znacząco.
Nie miałem wyjścia. Gdy panie oddawały się słodkiemu lenistwu na słoneczku w ogrodzie, ja próbowałem stanąć na wysokości zadania. Łosoś delikatnie osolony, natarty musztardą, wylądował na roztopionym na patelni masełku, podlewany z umiarem wytrawnym białym winem. Pachniał wyśmienicie, a jak się okazało smakował jeszcze lepiej. Panie były zadowolone, a pani Krysia będzie miała powód do dumy ze swojego ucznia.
Cisza, spokój i błogość zapanowały w domu na wiele godzin. Wieczorna lampka wina, książka i lenistwo.
- Mam ochotę na kąpiel – zakomunikowała pani Dominika.
- Nie zostawisz mi go jeszcze na tę noc?
- Kochanie, może jutro, też mam ochotę na trochę przyjemności.
Doprowadzały mnie do szału, traktując jak zabawkę przechodzącą z rąk do rąk.
- A jutro?
- Może jutro.
- Polubiłam go. Sprawdza się. Co jednak dorosły facet, to nie taki nie powiem co, jak mój ostatni.
- To może na zmianę, jedna noc twoja, druga moja, z wyłączeniem na okres?
- Zgoda. To jutro jest mój.
- Przepraszam, czy mogę coś powiedzieć – spróbowałem przerwać tę konwersację.
- Już skończyłyśmy. A pana zapraszam do siebie, musimy coś omówić.
- Coś konkretnego?
- Tak, zemstę.
- Nie rozumiem.
- Zemstę na naszym ulubieńcu. Ja nie zapominam.
Zaczynam się bać tej kobiety. Czuję, że dziś oprócz rozmów będzie się trochę działo. Chyba chce wyładować złość, a wtedy zamienia się w demona w łóżku. Będę musiał odwiedzić jakiegoś szamana, bo już nie mam dwudziestu lat, by móc całą noc, a ona w takich chwilach jest nienasycona. Teraz jednak pora zorganizować kąpiel, i posłuchać jej planu, gromadząc siły. Ech, ciężkie jest życie siły najemnej.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1441 słów i 7739 znaków.

5 komentarzy

 
  • Okolonocny

    Poranne podnoszenie ciśnienia udane ;). Zawsze myślałem, że dwie baby i jeden facet to znakomity sposób na nieszczęście. Potem żona znajomego zaczęła oglądać "Wspaniałe Stulecie" i doszedłem do wniosku, że nieszczęścia się mnożą wraz z liczbą bab przypadających na jednego faceta. Zmierzam do tego Szariku, że Twoja opowieśc koi me serce :D

  • Szarik

    @Okolonocny czyli to znak, że przebrnąłeś aż do tej części :D

  • Okolonocny

    @Szarik No tak, ciężko się wyprzeć :)

  • Szarik

    @Okolonocny chyba największy problem w tym, że my uwielbiamy te nieszczęścia :D

  • Okolonocny

    @Szarik Masz na myśli te, których się spodziewamy, czy te, które przychodzą z znienacka ;)?

  • Szarik

    @Okolonocny wszelkie  :devil:

  • Okolonocny

    @Szarik Kiedyś się spiłem z jedną wróżką. Powiedziała mi, że lubię kontrolować sytuację. Tak że póki mam chociaż takie wrażenie, można powiedzieć, że faktycznie, nieszczęścia kotłujące się pod takim układem potrafią być ciekawe ;)

  • Szarik

    @Okolonocny to uczucie kontroli, choćby pozornej, jest dla nas tak istotne ... No nic, na tę chwilę, nie mogę się coś zebrać, żeby pisać dalej.

  • Okolonocny

    @Szarik Taaa, to jak na wojnie. Człowiek robi plany, szkoli ludzi, a potem i tak wychodzi na to, że zwycięża ten kto lepiej panuje nad burdelem ogarniętym pożarem :).
    Nie ma lepszego sposobu, żeby się zaciąć z pisaniem, niż usiłowanie napisania czegoś na siłę. Ja tam jeszcze nie poczytałem reszty Twej twórczości, to nadrobię tymczasem :)

  • Szarik

    @Okolonocny twórczość, to brzmi dumnie :D Na siłę nie ma sensu, jak idzie to i dwa, a nawet trzy odcinki na tydzień wychodzą, a jak nie to d... zbita i tyle.

  • nefer

    Dobrze przyrządzone.  ;)  I czekam na tę zemstę.

  • Szarik

    @nefer na to danie przyjdzie chwilę poczekać, kuchnia z powodu świąt ma wolne ;)

  • nienasycona

    Jestem z Ciebie dumna:)

  • Szarik

    @nienasycona starałem się :)

  • Noname

    Napisać: nieźle napisane, to w tym konkretnym przypadku byłaby obelga. Mam jednakże dla Ciebie wyzwanie/propozycję: spróbuj napisać część, w której erotyki nie będzie prawie wcale (może poza sugestiami czy skojarzeniami), a pomimo to będzie ciekawa, wciągająca i/lub zaskakująca zwrotem akcji. Co Ty na to?

  • Szarik

    @Noname dziękuję za tak pozytywną opinię. Fakt, to duże wyzwanie, czy je podejmę, nie wiem jeszcze, ale przemyślę :)

  • Noname

    @Szariku, siedzę tutaj już trochę i z tego, co udało mi się zaobserwować, to bodajże  tylko w dwóch przypadkach wystąpiła opisana przeze mnie powyżej sytuacja. Jeśli więc zdecydujesz się na taki krok, to śmiało można Ciebie będzie zaliczyć do ścisłej czołówki, czy wręcz elity pisarskiej lol'a.

  • Szarik

    @Noname chyba stanowczo mnie przeceniasz, ale to bardzo miłe i dziękuję Ci za to. Odcinki powstają na bieżąco, może wręcz chaotycznie, pod wpływem przeróżnych zdarzeń. Z tego właśnie powodu, nie chcę jednoznacznie zadeklarować podjęcia takiej próby. Jeśli taka część nastąpi, to z pewnością nie umknie Twojej uwadze.

  • Noname

    @Szariku, ani Ciebie nie przeceniam, ani też nie chcę niczego na Tobie wymuszać. Jednakże o czymś takim jak ambicja., to chyba słyszałeś? :)

  • Szarik

    @Noname och, podpucha perfidna :D

  • Noname

    @Szariku, nie... sprawdzam tylko, czy posiadasz...

  • KAROLAS

    Czekam na następna cześć  :D

  • Szarik

    @KAROLAS czyżby ta była tak koszmarna, że jedynie następna może ją uratować?

  • KAROLAS

    @Szarik każda jest super

  • Szarik

    @KAROLAS uff,  nieco mi ulżyło :D