Najemnik

Lubiłem przemierzać ulice tego miasta nocą. Wszechogarniający gwar i tłok, ustępował względnej ciszy i pustce. Ludzie nie gonili w szaleńczym pędzie, wreszcie widać było swoistą harmonię. Upalne lato zachęcało, by życie towarzyskie przenieść na noc. Ja jednak byłem w pracy. Miejsce spotkania i czas zostały wcześniej ustalone, a nie wrzucone na szybko przez dyżurnego. Prawie mogłem wszystko zaplanować, prawie, bo nie pozwoliła mi wcześniej sprawdzić tego miejsca i ludzi. Zbyła mnie krótkim "ja ich znam, bądź po północy”. Duch służbisty burzył się, jednak to ona dowodziła. Moja pracodawczyni, Pani Dominika. Od czasu gdy zostałem niespełna czterdziestoletnim emerytem, moi chlebodawcy zmieniali się dość często. Większość jednak potrzebowała usług raczej jednorazowych, dających zazwyczaj możliwość spotkania się z dotychczasowymi kumplami. Świat opiera się na znajomościach i nie ma się co oszukiwać, a jak do tego trafiała się okazja by solidnie popić … Kumple na szczęście ze mnie nie zrezygnowali, tak jak firma. Oni wiedzieli i wiedzą, co w tej robocie jest ważne. Co innego jednak przełożeni, którzy w imię poprawności politycznej zapominają o celach głównych. Przestała ich zadowalać moja skuteczność, a zaczęła przeszkadzać zwiększona wypadkowość źródeł informacji. Czy to moja wina, że ludzie tak często się potykają na prostej drodze, albo robią sobie krzywdę w inny sposób? A że lubią się dzielić ze mną tym co wiedzą, to już zupełnie było dla nich dziwne. Zupełnie tego nie rozumiem. Lubię ciężką pracę, nie brzydzi mnie też widok krwi. W sumie to jest coś w nim fascynującego, a uczucie gdy ta gęsta ciecz płynie między palcami działa wręcz jak narkotyk. Jej kolor, ciepło, świadomość znaczenia dla człowieka, podnieca i to cholernie. Pod warunkiem oczywiście, że nie należy do mnie, a to niestety też się zdarza, a w zasadzie zdarzało. Po kolejnym owocnym zdobywaniu informacji, poproszono mnie jednak bym skorzystał z prawa do emerytury, i jakoś nie mogłem tej prośbie odmówić. Tylko co zrobić z takim nadmiarem czasu i chęci aktywnego życia. Nie zdążyłem nawet nacieszyć się wolnością, gdy zadzwonił pierwszy telefon. Później następne, i następne. Fama poszła szybko, że nowa skuteczna siła pojawiła się na rynku. Założyłem jednoosobową firmę i … pojawiło się zlecenie od Pani Dominiki. Ledwie rok starszej ode mnie kobiety, która od lat prowadziła z sukcesem swoją firmę. Zaledwie pół głowy niższa, szczupła, wysportowana. Z każdego jej ruchu emanowała niepohamowana energia i pasja. Chciała długofalowej współpracy, oferując jednocześnie więcej niż przyzwoite warunki. Nie mogłem jej odmówić. Zazwyczaj potrzebowała tła, kogoś, kto stoi za nią i czuwa, a w razie potrzeby potrafi zdobyć informacje i zapewnić ich bezpieczeństwo. Kogoś kto nie zadaje zbędnych pytań, i będzie mógł po nią przyjechać niczym taksówka w środku nocy gdziekolwiek. Teraz miała mnie. Sunąłem więc w blasku latarni ulicznych ku miejscu spotkania. Wiedziałem, że się skrzywi na widok mojego auta. Ja jednak nie mogłem się przemóc, do jej SUVa. Był zbyt ostentacyjny i jak dla mnie ociężały. Miał moc, wygląd, brak mu było ducha. Moje stare, lekko skrzypiące toczydełko, chowało swą brutalną naturę pod grzeczną powłoką, ale dawało więcej, czyli to na co liczyłem najbardziej, pewność i kontrolę. Pasowało niczym majtki ze spandexu. Nawigacja podprowadziła pod dom, w willowej dzielnicy na obrzeżach miasta. Stojących kilka aut wzdłuż ulicy, kolejne dwa na podjeździe przed garażem dopełniało obrazu sielanki. Żadnych tlących się ogników papierosów, żadnych ludzi nawołujących niewidzialne psy. Cisza i spokój. Ledwie stanąłem przed furtką, rozległ się cichy brzęk elektrorygla. Ruszyłem pewnym krokiem w stronę domu. Drzwi nikt nie otworzył jednak, więc otwarcie furtki uznałem za dostateczne przyzwolenie bym to zrobił sam. Gustownie urządzone wnętrze otuliło mnie ciepło od samego progu. Przygaszone światła dopełniały tego odczucia. Nie usłyszałem jednak żadnych rozmów, jedynie dyskretny dźwięk muzyki, wiodący mą ciekawską naturę w głąb domu. Poruszałem się cicho. Taki już mam zwyczaj. Uwielbiam być tak długo niewidzialny jak to tylko możliwe. Muzyka stawała się głośniejsza, jednak nie przekraczała progu nachalności, wraz z moim zbliżaniem się do jej źródła. Przyśpieszyłem gwałtownie, gdy do mych uszu dobiegł odgłos jakby szamotaniny i stłumionych jęków. Gdy dotarłem jednak do celu równie gwałtownie się zatrzymałem. Mym oczom ukazał się widok, którego raczej się nie spodziewałem. Moja szefowa siedziała pomiędzy dwiema innymi kobietami, z których każda obsypywała ją pocałunkami. Jedne brutalnie wpijające się w jej usta, drugie zaś składane czule na szyi i płatkach uszu. Ręce błądzące po jej smukłym ciele i westchnienia, cały ogrom westchnień rozkoszy. Obserwowałem jak jedna z dłoni sunie wzdłuż uda, by zniknąć pod sukienką. Pojawiający się na jej skórze dreszcz, przerodził się po chwili w całą ich serię. Rytmiczne ruchy dłoni spowodowały ciche odgłosy mlaśnięć. Mogłem sobie jedynie wyobrazić, ten ogrom wilgoci, w którym niknęły zachłanne palce. Inna dłoń uwolniła piersi. Tę zgrabną parę zawsze widywałem zasłoniętą bielizną stosowną kobiecie biznesu, która czasem pojawiała się pod bluzkami czy innymi elementami garderoby. Teraz oddawały się bezwstydnie pieszczotom, kurcząc drobne ciemne brodawki. Ukryta pod sukienką dłoń zaczęła się wycofywać ciągnąc za coś za sobą, robiła sobie miejsce do wygodnej penetracji. Zwinięte na udach majteczki wydawały się kompletnie przemoczone, a dłoń szybko powróciła na poprzednią pozycję, wznawiając rozkoszną pracę. Efekt przyszedł nagle. Wyprężone w łuk ciało, drżało. Uda ścisnęła gwałtownie, więżąc w swym wnętrzu ruchliwego intruza, wydając równocześnie głośny jęk ze swoich ust. Nigdy nie było mi dane widzieć na jej twarzy takiej euforii. Sukces biznesowy jaki osiągała niewątpliwie dawał satysfakcję, teraz jednak nią kipiała. Nigdy nie zatrzymywała się po sukcesie, parła twardo na przód. Tak i teraz ruszyła do ofensywy, choć jej ciało nadal drżało. Pozbyła się z ud majtek. Padła na kolana, rozchylając uda właścicielki ręki – intruza. Zadarła jej spódniczkę i przyssała się do jej skarbu. Wypinała się na mnie. Choć nie widziałem jej nagości, tyłeczek wyglądał nad wyraz kusząco. Wyobraźnia dopełniała reszty. Maluch prężył się w spodniach. Poczułem na sobie czyiś wzrok. Popełniłem błąd. Straciłem czujność. Chciałem odwrócić się gwałtownie, jednak ktoś już stał tuż obok. Położył palec na swoich ustach, nakazując zachować ciszę. Kobiece ciała przed nami obnażały się z każdą minutą mocniej. Powietrze przesycał zapach seksu. A my staliśmy we dwóch czekając na kolejne zdarzenia. Te nasilały się z każdą minutą. Przybysz nagle ruszył z miejsca i podszedł do kobiety, która wraz z panią Dominiką pieściła jej wybrankę. Opuścił spodnie, rozłożył jej nogi i wszedł bezceremonialnie w nią do samego końca. Nadał swemu ciału mocny, rytmiczny ruch. Widać mało było mu jeszcze doznań gdyż wyciągnął dłoń w stronę piersi mej chlebodawczyni. Spięła się i gwałtownie odsunęła, prawie nie przerywając dawanych partnerce pieszczot. Musiałem interweniować. Zdecydowanym ruchem złapałem go za rękę wykręcając boleśnie. Chciał coś powiedzieć, lecz głos uwiązł mu w gardle. Argumentem nie do odrzucenia, w postaci widoku wylotu lufy, był wystarczająco wymowny. Jego kochanka objęła go nogami, łagodząc ból ego głębokim pocałunkiem. Chciałem znów się oddalić, gdy szefowa obróciła do mnie swą wilgotną od soków twarz i wyszeptała błagalnie – Moja torebka... włóż mi … szybko – po czym wróciła do wykonywanej czynności ze zdwojoną energią. Zdezorientowała mnie. Rozejrzałem się po ogarniętym półmrokiem pokoju. Torebka leżała na małym stoliku. Otworzyłem ją, a w środku oprócz telefonu, kluczy, chusteczek, znalazłem zapasowe majtki i satynowy woreczek. Domyśliłem się, że to właśnie jego zawartość zapragnęła mieć w sobie. Wydobyłem z niego malutki wibratorek. Taką kieszonkową odmianę. Mimo swych skromnych rozmiarów, i tak sprawiał wrażenie drogiego. Wiedziałem, że lubi otaczać się zbytkiem. Wróciłem do niej dzierżąc malutką zdobycz w twardych dłoniach. Podniosłem sukienkę, układając jej materiał starannie na plecach. Nie chciałem by wracała do domu pognieciona, przicież doceniałem jej elegancję. Teraz za to mogłem jednak podziwiać jędrny tyłeczek i lśniące, rozchylone, delikatne płatki skarbu. Włączyłem urządzenie i wsunąłem w nią delikatnie. Weszło bez trudu. Dopychałem je kciukiem, resztą dłoni masując pozostałą część cipeczki. Każdy skurcz jej maleństwa, którego źródłem była bądź rozkosz, bądź jakikolwiek ruch, powodował jego wysuwanie. Irytowało mnie to straszliwie. Nie jestem z kamienia, choć mój przyjaciel już uzyskał taki stopień twardości. Wyciągnąłem z niej tę śmieszną zabawkę, rozpiąłem spodnie i klęcząc między jej nogami przystawiłem główkę do wilgotnego wejścia. Zamarła na moment, po czym sama z impetem nadziała się na mojego przyjaciela. Penetrowałem ją głęboko, czerpiąc z tego niebywałą przyjemność. Czułem jej bliskość na każdym milimetrze swojego przyrodzenia, ale głównie czułem jej zadowolenie. Pracowicie zaspokajałem tę potrzebę. Chyba skutecznie gdyż całkiem przerwała dawanie przyjemności swej kochance, koncentrując się na sobie. Cały czas kontrolowałem jednak czy ręce nieznajomego, mimo ostrzeżenia, nie szukają do niej drogi. Na szczęście skupił się na swojej partnerce, więc i ja mogłem oddać się zadaniu. Zupełnie nie miałem ochoty przerywać, by znów zmuszać go do posłuszeństwa. Pieszczona dotychczas dziewczyna zsunęła się na podłogę. Zaczęła ssać sutki mojej szefowej, bawiąc się ich kołysaniem i przygryzaniem. Wędrowała niżej i niżej, by w końcu dotrzeć do miejsca naszego złączenia. Po chwili poczułem jak oprócz wilgoci rozkoszy, pojawiło się nowe jej źródło w postaci języczka. Smagał kuleczkę, błądził ku wejściu, lizał moje jądra i penisa wzdłuż całej jego długości, gdy wynurzał się z gorącego wnętrza. Pani Dominika drżała, jęczała cichutko, aż do chwili gdy z jej gardła wydobył się skowyt, a cipka zacisnęła się konwulsyjnie. Czułem, że spełniłem swe zadanie. Zawsze orgazm partnerki pobudza mnie maksymalnie. Nie wypadało jednak wypełnić jej nasieniem bez wyraźnego żądania. Powodować by poplamiła sobie później sukienkę i tapicerkę w moim aucie. Gdy skurcze nieco przygasły, wyszedłem z niej, ocierając jednak jej szczelinkę na zewnątrz, dociskając kudłate podbrzusze do gorących pośladków. Mój mały został jednak gwałtowne pochłonięty przez łapczywe usta. W zaskoczeniu wystrzeliłem w nie, a one wyssały każdą kroplę. Miękłem. Oczyszczony dokładnie, przyjaciel wrócił do bokserek, a ja podciągnąłem spodnie. Opuściłem jej sukienkę, pomogłem wstać, poprawiając też górną część garderoby. Przyjęła to z wdzięcznością w oczach. Pozbierała pośpiesznie swoje rzeczy i rzucając szybkie – Cześć – pociągnęła mnie w stronę drzwi. Przy samochodzie nie omieszkała posłać mi jednak spojrzenia pełnego pogardy, gdy zobaczyła do czego ma wsiąść. To akurat miałem głęboko, jak chce, niech się wozi tymi bulwarówkami, ale od mojego autka wara. Rozumiała to doskonale, lubiła chyba bym to czuł. Droga przebiegła w milczeniu. Obserwowałem ją. Widziałem jak przysypia zmęczona, jednak jej ciało odzyskało tę chłodną elegancję, którą miało zazwyczaj. Lubieżność i dzikość zniknęły bezpowrotnie. Miałem cholerną ochotę, sprawdzić jeszcze dłonią, co zostało z tej wilgoci. W końcu wiedziałem, że majtki już nie wróciły na miejsce, a wylądowały w torebce. Pozwoliłem sobie jednak na zbyt wiele tego wieczoru. Straciłem czujność, sprowadziłem zagrożenie. W zasadzie miała wszelkie podstawy żeby mnie wywalić za brak profesjonalizmu. No chyba, że zaliczy na plus profesjonalny orgazm. Tonąłem w myślach, musiałem jednak zostawić je dla siebie. Obraz jej tyłeczka … koniec! Pora wrócić do rzeczywistości. Po wejściu do domu ożywiła się powtórnie – Proszę na mnie jeszcze poczekać – wydała suchy rozkaz oddalając się w stronę sypialni. Walcząc z sennością obszedłem dom, sprawdziłem zabezpieczenia, by oddać się lekturze prasy kobiecej, rugając siebie w duchu za brak własnej lektury.  
- Proszę do mnie przyjść – wyrwało mnie z letargu. Poczłapałem więc ciężko do jej sypialni. Byłem tam prawie codziennie, sprawdzając dom, nocnych wezwań jednak nigdy nie było. Leżała przykryta kołdrą po szyję, a mokre włosy spoczywały w nieładzie na poduszce.
- Mam dla pana jeszcze dwie sprawy. Po pierwsze jednak proszę dokładnie sprawdzić tych ludzi, z naciskiem na dziewczynę, która panu nieco pomogła – dodała, chyba nieznacznie się rumieniąc. Ciężko było to ocenić. Sypialnię oświetlał jedynie blask księżyca. - Muszę powiedzieć, że jestem zadowolona z profesjonalizmu, ale chyba nie muszę dodawać, że … - zawiesiła głos, niepewnie oczekując mojej reakcji.
- Pani Dominiko, dyskrecja i zaufanie, przecież to już ustaliliśmy na początku.
- Tak, pamiętam doskonale, ale... Jest jeszcze druga sprawa, trudniejsza.
- Słucham.
- Proszę się położyć obok mnie i po prostu mnie przytulić.
- Pozwoli pani, że się odświeżę, tak po całym dniu …
- Nie – przerwała mi w pół słowa – tak jak pan stoi, natychmiast.
Zdjąłem jedynie buty i położyłem się obok niej na kołdrze obejmując mocno. Wtuliła się jak małe dziecko, zasypiając prawie natychmiast, a oddech nabrał tej charakterystycznej równomierności.
- Cholera, to będzie bardzo ciężkie zlecenie – westchnąłem w duchu, gapiąc się na księżyc i licząc, że i mnie w końcu dopadnie zasłużony sen.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2565 słów i 14536 znaków, zaktualizował 6 paź 2015.

8 komentarzy

 
  • Pszczo

    Czemu bez akapitów?

  • Okolonocny

    Nooo, chyba pierwsze męskie opowiadanie, jakie tu przeczytałem i naprawdę jestem pod wrażeniem. Czyta się super, bohater pierwszoosobowy wyrazisty... Super!

  • Szarik

    @Okolonocny dziękuję. Mam nadzieję, że kolejne części nie rozczarują.

  • jeju

    Moje gratulacje ! Twój tekst bardzo podziałał na moje zmysły :)

  • ver

    Nieźle:-)

  • nienasycona

    Mądrzejsi ode mnie i starsi napisali czystą prawdę, podpisuję się pod ich słowami. I kradnę bezczelnie Neferowi "zmysłowe opary", najwyżej mnie opierniczy:)

  • Szarik

    @nienasycona dziękuję, ale kontaktu do mojego szamana nie sprzedam :D

  • nienasycona

    @Szarik, skarbie, jak by Ci to... ja z tym Twoim szamanem kontakt mam od dawna:P Więc nie pyskuj mi tu, bo mam ostre kły, Twoje wilcze przy nich wydają się mizerne:P

  • Szarik

    @nienasycona znasz Koszarka Oparka? Nie chwaliłaś się :D

  • nienasycona

    @Szarik, a po co? Znajomość ta jest dla mnie bardzo wartościowa. Nie wiedziałam, że muszę przedstawić Ci listę osób, z którymi mam kontakt mailowy... Ojciec się mnie wyrzekł, a Ty mnie adoptowałeś? Poproszę pokój ze skosami i dużym tarasem, dwa psy, szopa, tygryska i misia.Spać będę do 10tej i nie będę wyrzucała śmieci. Dobrze, tatusiu?:P

  • Szarik

    @nienasycona z takimi wymaganiami to nie adopcja a utrzymanie :D A i zapomniałaś jeszcze o pluszowej krowie, ale przy tej reszcie to drobiazg ;)

  • nienasycona

    @Szarik, to już mnie nie chcesz? Utrzymuję się sama, więc to Ci z głowy zejdzie:)

  • Szarik

    @nienasycona Serdeńko wytrzymałabyś góra tydzień ;) Choć w sumie to może ja bym został utrzymankiem :D

  • nienasycona

    @Szarik, to Ty mnie chcesz adoptować, czy na mnie żerować:P

  • Szarik

    @nienasycona jednak bardzo chcesz by wyszły mi resztki włosów, które jeszcze posiadam. Wcielić się w rolę trutnia ... marzenia niedościgłe. Wstępnie zaplanowałem już pokoik, duże okna tarasowe po obu stronach, skosy, taras na gruncie jakieś 100m2, tylko nie wiem czy kolor Ci się spodoba, bo wybrałem khaki? :D

  • nienasycona

    @Szarik, Twoja nowa córa  lubi zieleń:)

  • Szarik

    @nienasycona wstawię Ci na zimę "kozę" i jakby co robią te pokoiki w wersji piaskowej (pustynnej) ale są bardziej przewiewne ;)

  • nienasycona

    @Szarik, odpada.  Koza może  być, bo lubię  zapach drewna( małą, żywą  kózkę dodaję  do listy życzeń ). Twoja latorośl  ma życie  seksualne, ale nienawidzi mieszaniny zapachu spermy i namiotu, a przecież  chcesz, by dziecko było  szczęśliwe,  prawda? Ps. gdybym nie wstała  o haniebnej porze, to pewnie zorientowałabym się  wcześniej :P

  • Szarik

    @nienasycona pora nie jest haniebna, tylko Ty śpioch jesteś :D No dobra popracuję nad innym rozwiązaniem, ale kozy nie dostaniesz, najwyżej dwa tygrysy.

  • nienasycona

    @Szarik, nie śpioch, tylko mam ludzi do roboty:P Jesteś  najlepszym tatą  na świecie -chcę  syberyjskie...

  • Szarik

    @nienasycona a norweskie, mogą być? uważaj, bo stosuję kary cielesne i rękę mam ciężką, Śpiochu :P

  • nienasycona

    @Szarik, norweski to był  smok w Harrym Potterze (satanistycznym dziele). Nie wolno bić,  ba- nie wolno głosu  na córcię podnieść. O, możesz  mnie rozpieścić, bo, jako najstarsze dziecko, nie zaznałam tej rozkoszy. Nie denerwuj mnie z tym śpiochem, bo ostatnio klient zapytał, czy u mnie wszystko dobrze, gdy zadzwoniłam do niego przed 9tą...

  • Szarik

    @nienasycona szukać frazy "nfo" musisz. Tego heretyckiego ojciec nie czytał, więc się odnieść nie może. Córcia posłuszna ojcu być musi, a wszelkie objawy niesubordynacji dotkliwie karane będą, ze sztuką okrutną zgodnie. Pieszczoty tylko tym dane będą, którzy w posłuszeństwie swym wykazać się potrafią. Ojciec rękę ma hojną, acz twardą i sprzeciwu znosić nie będzie. Sztuczek swych białogłowych jednak użyć możesz, by serce udobruchać i o łaski zabiegać.

  • nienasycona

    @Szarik, hmmm, mój  rodzony tata zawsze mi powtarzał, że  tym pyskowaniem się  doigram, ale do tej pory mnie nie zdzielił, choć  kilka razy chyba miał  ochotę i chyba nawet na mnie nie krzyczał...wiecznie jakieś  kary miałam...przerypane...Na podniesiony głos  reaguję płaczem, gdy moje kochanie kiedyś  na tę  okoliczność  zareagował  pytaniem " i co? Teraz będziesz  beczeć?", wtedy się  rozszlochałam. Ciężko  Ci ze mną  będzie.  Ps. przytyłam:D

  • Szarik

    @nienasycona zima idzie to i warstwa izolacji jest potrzebna ;) Ryczeć nie pozwalam i karę za to zwiększam, więc nawet nie próbuj ;) Od tyranów i okrutników możesz mnie wyzywać, przyzwyczajony jestem, a tygrysa znalazłaś?

  • nienasycona

    @Szarik, owszem, ale tatuś obiecał tygrysa, a nie kotka. Mój  też  gada, że  płaczu  zabrania, ale ja nad tym nie panuję. I nie wolno dziecka karać  za  okazywanie emocji, bo zamknie się  w sobie i w nocy może  się  moczyć :P

  • Szarik

    @nienasycona emocje rozumiem, ale na histerię nie pozwalam. Tygrys to nieco wyrośnięty kotek, więc nie marudź ;)

  • nienasycona

    @Szarik, ale ja nie chcę  kota...

  • Szarik

    @nienasycona no dobra, ale sprzedajemy Twoje kredki i kupujemy działkę obok, żeby te wszystkie zwierzaki pomieścić

  • nienasycona

    @Szarik, możemy zrzutę zrobić- znalazłam fajną działkę w Bieszczadach, ale kosztuje nieco ponad 6 mln i tak jakby trochę mi brakuje:P Bo tam u Ciebie, to mało przestrzeni trochę...

  • Szarik

    @nienasycona ok, na dzisiaj mam w planach główną wygraną w lotto, więc luz, możemy to załatwić i o drobne się nie przejmuj.

  • chaaandelier

    Popieram poprzedników. Czekam na więcej Wilczurku. ;)

  • Szarik

    @chaaandelier dziękuję, kto wie może coś tam skrobnę jeszcze, ale nic nie obiecuję ;)

  • Ramol

    Aby nie powtarzać jak papuga za @Neferem powiem tylko: "To jest to co tygryski lubią najbardziej!". Podziękowania dla Autora.

  • Szarik

    @Ramol autor dziękuje serdecznie czytelnikowi :)

  • nefer

    Dobre. W Twoim stylu, gęste, zmysłowe opary. Wszystko opowiedziane ze smakiem i uczuciem.

  • Szarik

    @nefer dziękuję i cieszę się, że Ci się podobało.