Najemnik cz. 11

Kąpiel przybrała już formę rytuału. Kiedyś wykorzystywano do tego panny łaziebne, a jak mnie nazwać? Pan łaziebny? Czy może po prostu sługa? W tym momencie to chyba najodpowiedniejsze określenie. Nie pozwalała mi jedynie ściągać sobie pończoch, twierdząc, że moje szorstkie łapy mogłyby je zniszczyć. Niestety, żeby jej dobrze służyć musiałem czasem też przewalać żelazo, udawać ogrodnika, konserwatora. Mimo mojej wbudowanej funkcji lenistwa, którą mogła mieć gratis, zupełnie z niej nie chciała korzystać. Oddawała mnie jeszcze swej córce i pani Krystynie. Myśl o Tośce wywołała mimowolne poruszenie w moich spodniach. Pani Dominika zajęła należne sobie miejsce w wannie.
- Co pan dziś taki zamyślony?
- Zastanawiałem się nad właściwym określeniem mojej skromnej osoby.
- Dlaczego? Pracuje pan dla mnie, dla nas – poprawiła się szybko.
- Oczywiście. Chodzi mi jednak o charakter tej pracy.
- Czy to wstęp do rozmowy o podwyżkę? - zapytała z wyraźnym jadem w głosie.
- Nie, zupełnie o tym nie myślałem.
- To dobrze. Myślę, że w tej korporacji mamy dostatecznie rozwinięty system premiowy. A tak przy okazji, mam nadzieję, że udział w moim planie, sprawi panu dużo przyjemności.
- Myślałem, że odpuściła pani.
- Ja nigdy nie odpuszczam. Nie musi to nastąpić natychmiast, to nawet jest niemożliwe. Będę potrzebowała trochę czasu, by namówić kogoś do współudziału.
- Podobno czas poświęcony na zemstę, to czas stracony. A nasz ulubieniec już dostał nauczkę.
- Po czym pana poturbował.
- Wypadek przy pracy.
- Nikt nie będzie niszczył mojej własności – rzuciła przez zaciśnięte zęby.
Znów sprowadziła mnie do roli mebla. Ciekawe czy kiedyś zobaczy we mnie człowieka? Nie na chwilę, gdy potrzebuje w łóżku bliskości, tylko w normalnym codziennym kontakcie. Miałem ochotę wyciągnąć ją z tej wanny, trzepnąć solidnie w mokry tyłek, żeby przywrócić właściwe postrzeganie świata. Jestem jednak facetem, a premie w ich wydaniu, są warte pewnych poświęceń.
- Słucham, jaki to plan?
- Zmieniłam zdanie. Dowie się pan później.
Cholera, kto nadąży za tymi babami? Mówi, nie mówi, chce, nie chce.
- Może jednak powie mi pani teraz?
- Nie, na pewno nie. Proszę dziś o delikatny masaż, chcę się relaksować pod pana dotykiem. Poukładam sobie jeszcze raz wszystko w głowie, wtedy powiem. I jeszcze jedno, dziś do masażu dostępne są wszystkie części mojego ciała. Oczekuję pełnej satysfakcji. Zrozumiano?
- Tak, oczywiście – w głowie jednak brzmiało to jak „dziś sobie nie pobzykasz”
- Cieszę się. Woda już jest za chłodna, przenieśmy się do sypialni.
Tej nocy najbardziej napracowały się moje palce i język, a cudowne zioła stały się zbędne. Nie wiem, z czego wynikła ta raptowna zmiana jej postawy, ale spodobała mi się. Dawała błogie uczucie stabilizacji i rozleniwienia. Ku mojemu zaskoczeniu atmosfera przeniosła się najpierw na  kolejne dni, a później tygodnie. W sprawie zemsty pani Dominika nabrała wody w usta, ignorując zręcznie, każdą próbę mojego powrotu do tematu. W końcu i ja zaprzestałem pytań. Drażnienie lwicy nie ma sensu, a na dodatek czułem przez skórę, że ja napracuję się przy tym najwięcej.  
- Dzień dobry pani Krystyno.
- A dzień dobry. Herbatka jak zwykle do śniadanka?
- Pani Krysiu, jak mnie pani już dobrze zna. A co dziś dobrego?
- Kanapeczki, jajeczniczka do wyboru.
- Kanapeczki. Eksploatacja mniejsza ostatnio, to może o cholesterol zadbam – dodałem z uśmiechem.
Nagle do naszych uszu dobiegły niepokojące dźwięki.
- Jak mogłaś być taką idiotką? - krzyk pani Dominiki przebiegł przez dom.
- Ja idiotką? - broniła się Antośka.
- Tak ty. Niczego Cię nie nauczył mój los? Mam cię ciągle pilnować jak małą dziewczynkę?
- Wcale nie musisz. Dam sobie radę.
- Tak? Ciekawe jak?
- Lepiej niż ci się wydaje.
- Bez pracy, z nieskończonymi studiami, no powiedz mi jak?
- Dam sama zobaczysz.
Dyskusję przerwało trzaśnięcie drzwiami, zwiastujące nadejście chmury gradowej w postaci pani Dominiki.
- Co żeś kurwa narobił? - padło bez słowa przywitania, po czym strzeliła mnie z otwartej dłoni w twarz.
- Ja?
- Nie, ja jej dzieciaka zrobiłam – warknęła.
- Ale jak?
- Jeszcze się pytasz jak, kretynie? Masz tu być jak wrócę – wybiegła z domu bez śniadania.
Siedziałem blady, z chyba najgłupszą miną na świecie.
- To żeś se pan narobił.
- Ale … - zacząłem bąkać nieśmiało.
- Nie ma ale. Dobry chłopak z pana. Wiem, że to może trochę szybko, ale nasza Tośka to dobra dziewczyna, a i pani Dominice przejdzie. A teraz – postawiła na stole flaszeczkę swojej najlepszej nalewki wiśniowej – lekarstwo na wszelkie smutki. Tylko po jednym, potem musi pan z nią porozmawiać.
- Tak – nie byłem w stanie wypowiedzieć żadnego składnego zdania – muszę.
Chlapnąłem kielicha dobrego trunku, którego smak jednak stał się nagle obojętny, nijaki.
Tośka leżała na swoim łóżku zalana łzami.
- Czego ode mnie chcesz jeszcze?
- Tośka to ja.
- Myślałam, że to mama. Już wiesz?
- Wiem. Wolałbym się dowiedzieć od ciebie, ale wyszło inaczej. Wiesz kiedy, jak?
- Pewnie za pierwszym razem, bo wiesz czasem zapominałam tabletki …
Przed oczami stanął mi obraz z naszego pierwszego zbliżenia, jej niemy szept, którego wtedy nie rozumiałem. Jedno zbliżenie i taki efekt? Lata całe tego chciałem, a teraz tak nagle?
- Wyjdziesz za mnie?
- Nie musisz tego robić.
- Ale chcę.
- Na prawdę.
- Tak – położyłem się obok niej i mocno przytuliłem.
Wiedziałem, że się we mnie podkochuje, ale czy ja czułem to samo? Sam nie wiem. Dobrze mi z nią, ale z jej matką też. Bardziej kwalifikuję się na dziadka niż ojca. Los widać chciał inaczej. Dziecko musi mieć ojca i kropka.
Przyszedł wieczór.
- Chciałem z panią porozmawiać.
- Nie wiem czy ja chcę. Stary baran. Tak chciałam uchronić ją od swoich błędów, a teraz … - jej głos zadrżał.
- Zaopiekuję się nią i dzieckiem.
- Poradzimy sobie bez ciebie.
- Chcę żeby Tośka została moją żoną.
- Żoną gołodupca?
- Może i gołodupca, ale uczciwego.
- Ona pana kocha, ale ja … - w jej głosie zabrzmiała nuta zawodu – muszę o tym pomyśleć - ucięła.
- Będę mógł do pani mówić mamusiu?
- Niedoczekanie. Proszę iść do Tośki, ona teraz potrzebuje pana bardziej. Dobranoc.
- Dobranoc.
Tośka spała wtulona. Stres dnia znikł bez śladu, zupełnie nie zakłócając jej snu. Ufne, spokojne dziecko, które niebawem miało mieć już własne. Do mnie jednak sen nie przychodził, do pani Dominiki chyba też nie, gdyż słyszałem, co pewien czas, jej kroki na korytarzu. Dziś nie było żadnych radosnych jęków. Miliony pytań, miliony opcji. Śnie przybywaj, jutro też będzie dzień.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1265 słów i 6903 znaków.

6 komentarzy

 
  • Pszczo

    "naprawdę"

  • Nero

    O paaanie, umiesz pan zaskoczyć :)

  • nefer

    Hej. Odcinek bez zbliżenia tez potrafi byc ciekawy. Co prawda pomysł ze ślubem to chyba nie przejdzie z różnych powodów.

  • Szarik

    @nefer Dziękuję. Prace koncepcyjne nad dalszymi losami trwają, więc kto wie, choć może jeszcze troszkę pomieszam ;)

  • nefer

    @Szarik Osobiście spodziewałem się, ze to Szefowa zajdzie w ciążę. Zaskoczyłeś mnie.

  • Szarik

    @nefer w lesie siedzę, więc partyzant ze mnie :D

  • Nick_bez_spacji

    @Szarik Może to jednak nie on jest ojcem tego dziecka ? Kto wie z kim jeszcze małolata puszczała się  :devil:

  • nienasycona

    Jestem cholernie z Ciebie dumna) Tylko taki lekki niepokój odczuwam, ale pożyjemy, zobaczymy:)

  • Szarik

    @nienasycona ach cóż Cię tak niepokoi? Cóż dumę zakłóca?

  • nienasycona

    @Szarik, nie zakłóca nic mojej dumy z Ciebie. Tak się niepokoję chwilami tym, za co dzisiaj pijesz:)

  • Szarik

    @nienasycona Twój lęk jest nieuzasadniony :)

  • nienasycona

    @Szarik, oby:)

  • Noname

    Moim skromnym i nic nie znaczącym zdaniem sprostałeś wyzwaniu, o którym rozmawialiśmy "odcinek temu".  :)  Jestem pod wrażeniem i gratuluję. Dodam jeszcze tylko: tak trzymaj!  :)

  • Szarik

    @Noname dziękuję. Zobaczymy co wyjdzie następnym razem :)

  • Noname

    @Szariku, drobiazg, należało Ci się. I czekam z niecierpliwością.  :)

  • Okolonocny

    Nooo, cny Szariku, niniejszym piję Twoje zdrowie. Dosłownie i w przenośni ;)

  • Szarik

    @Okolonocny a z przyjemnością, w końcu dziś piąteczek :D

  • Okolonocny

    @Szarik Eee, jeszcze wcześnie. Na razie kieliszeczek Jasia Wędrowniczka :)

  • Szarik

    @Okolonocny ruda na myszach? niekoniecznie, wolę trunki domowego wyrobu, choć w sumie tak po jednym ... :D

  • Okolonocny

    @Szarik Do prawdziwego picia to i ja wolę coś przezroczystego, ale na swoje codzienne potrzeby mam w barku mnóstwo towaru, który pewnie niejeden by nazwał "kolorowym świństwem" :D

  • Szarik

    @Okolonocny kolorowe robię sam :D ale zacheciles, i może zrobię przegląd barku ;)

  • Okolonocny

    @Szarik Zrób, jak coś ubełtasz, to podeślij na Podkarpacie :D

  • Szarik

    @Okolonocny wypiją po drodze :D  to trzeba osobiście dostarczyć i pomóc wypić ;)

  • Okolonocny

    @Szarik Tys prowda ;)