Najemnik cz. 16

Dwa dźwięki przeplatały się wściekle. Szybkie pulsowanie małego serduszka i miarowe uderzenia serca Tośki. Spała. Teraz już spała. Odzyskała przytomność na chwilę w karetce, by znów odpłynąć w niebyt. Trzymałem ze strachem jej dłoń, wpatrując się na przemian to w nią, to w ratownika, próbując wyczytać z jego twarzy rokowania. Twarz była jednak zimna, beznamiętna, profesjonalna. Taka, jak moja kiedyś, zanim nie przestąpiłem progu domu pani Dominiki. Od tego czasu zacząłem mięknąć. Rozrabiały moje skamieniałe serce powolutku, krok po kroku, aż stało się względem nich, miękkie jak plastelina. Po raz drugi odzyskała przytomność w szpitalu podczas badań. Nie byłem w stanie wydusić z siebie słowa. Pierwszy raz byłem wdzięczny lekarzowi, że nie muszę się odzywać.
- Proszę wypoczywać. Wszystko jest w porządku. Dostanie pani łagodny środek uspokajający.
Spojrzała na mnie z tak wielką miłością, której nie byłem w stanie przyjąć. Ciągle słaba, delikatnie ścisnęła moją dłoń, po czym zapadła w płytki sen, z delikatnym uśmiechem na ustach. Sen, który w końcu stał się głębszy, zdrowszy. Stałem patrząc w okno, za którym padał rzęsisty deszcz. Bębnił w parapet, a za plecami te dwa dźwięki. Radowały i wywoływały niepokój równocześnie. Przed oczami przesuwały się sceny minionego dnia. Teraz miałbym wątpliwości, czy tylko pozbawić ją części futerka, czy zagłębić ostrze w miękkim ciele. Wbijając głębiej i głębiej, obracając powoli, czując jak gorąca krew spływa po ręce, jej oczy stają się duże i szkliste, by po chwili zacząć gasnąć. Obleśna satysfakcja z zemsty. Brutalnej. Nadmiarowej. Dającej choć odrobinę ukojenia bólu. Wszechogarniająca czerwień, spływająca z oczu, tworząca kałużę na lśniących płytkach. Z tej zadumy i napawania się wizją zemsty, wyrwał mnie dotyk rąk pani Dominiki. Obejmowała mnie silnie, stojąc za moimi plecami. Zupełnie nie słyszałem jej kroków, choć byłem pewien, że szpilki, które włożyła rano, robiły niemiłosierny hałas na każdej twardej powierzchni. Pozwoliła mi się obrócić, po czym przywarła do mojego torsu.
- Dziękuję ci.
- Wiesz, że nie zrobiłem tego dla ciebie.
- Mam to gdzieś. Uratowałeś moje dziecko – wyszeptała.
- I mam nadzieję, że swoje też.
- Lekarze twierdzą, że to tylko stres, że nic jej innego się nie stało.
- Oby. Zaczynam się wahać, czy nie zrobiłem błędu odrzucając twój plan.
- Nie, nie zrobiłeś. Chyba nie …
Puściła mnie i usiadła przy łóżku Tośki. Odgarnęła jej włosy z czoła, jakby chciała sprawdzić czy nie ma gorączki. Ona jednak nawet nie zareagowała na ten dotyk. Oddychała tylko miarowo, spokojnie. Nawet pulsowanie malutkiego serduszka jakby nieco zwolniło, dostosowując się do rytmu swojej matki.
- Wiesz, że teraz byłbym skłonny …
- Nic nie mów – przerwała mi – powiesz za dużo, a tych słów już się nie uda cofnąć.
- Może ma pani rację – wróciłem do oficjalnego tonu.
- Przestań, dziś nie chcę być panią.
- Dziś nie dam ci więcej.
Spojrzała na mnie czujnie. Zapadła cisza, którą przerwało dopiero wejście pielęgniarki.
- Musicie państwo niestety wyjść. Nie wolno w szpitalu zostawać na noc. Doktor powiedział, że pacjentka raczej do rana się nie obudzi, więc proszę przyjść jutro.
- Dobrze. Już idziemy, ale proszę o telefon, jeśli coś się będzie działo – zadecydowała za nas pani Dominika, próbując wcisnąć jej w rękę jakiś banknot. Dziewczyna zręcznie ją wyminęła. Dając jej do zrozumienia uśmiechem, że to zbyteczne.
- Mogą państwo być spokojni. Proszę jednak już iść.
Całą drogę do domu żadne z nas nie odezwało się słowem. Oprócz naturalnych dźwięków auta, jedynie szum deszczu docierał do naszych uszu. Dom był pusty i ciemny. Na dźwięk otwieranych drzwi pojawiła się jedynie pani Krysia.
- Co z moją kruszynką?
- Dobrze, ale została na obserwacji w szpitalu – głos pani Dominiki odzyskał siłę i zdecydowanie.
- A maleństwo?
- Też dobrze.
- Bogu dzięki. Mam coś podać do jedzenia?
- Ja dziękuję, a ty? - zwróciła się w moją stronę.
- Też nie, dziękuję. Nie przełknąłbym niczego.
Pani Krysia, mimo lepszych wiadomości wyglądała raczej na strapioną.
- To ja już pójdę spać. A śniadanie będą państwo jedli? - próbowała znaleźć jeszcze jakiś punkt zaczepienia. Wiedziałem, że pod kilkoma względami byliśmy podobni. Troski najlepiej zagłuszaliśmy pracą. Byłem pewien, że nie znalazłbym ani odrobiny kurzu, ani jednej niewyprasowanej koszulki, czy brudnego talerzyka w całym domu. Musiała czymś wypełnić czas, by odgonić natrętne myśli. Choć pani Dominika na pewno ją informowała na bieżąco.
- Tak. Proszę. Chcemy rano pojechać do szpitala od razu po śniadaniu – zaordynowała szefowa.
Zbytnio nie wiedziałem gdzie się podziać. Od tak długiego czasu sypiałem zamiennie w pokojach moich pań, że nawet nie miałem tu własnego kąta, chyba że znużony zasypiałem na kanapie oglądając telewizję, bądź sącząc jakiś trunek. Zauważyła moją konsternację.
- Chodź. Chcę cię mieć blisko.
Poczłapałem posłusznie za nią. Na szczęście nie wymagała ode mnie stałego rytuału kąpieli.  
- Pospiesz się proszę – rzuciła tylko, wziąwszy szybki prysznic.
Czekała naga pod ciepłą kołdrą. Gdy ją przytuliłem, drżała jednak. Dwa nagie ciała zetknięte blisko, mają jednak magiczną moc. Grzeją siebie wzajemnie, łagodzą stres, wprowadzają harmonię. Choć była tak blisko, nie czułem żadnego podniecenia. Gdyby nawet zamarzyła o czymkolwiek, musiałaby chyba użyć ołówka i taśmy klejącej, by mnie zmusić do działania. Tak, nawet taka bliskość i nagość mogą być aseksualne. Zapadłem w nerwowy sen, budząc się jednak wielokrotnie. Znów przed oczami stanęły wydarzenia poprzedniego dnia. Zmieniały się tylko zakończenia. Coraz gorsze, bardziej mroczne. Ranek i pobudka stały się wybawieniem od tej udręki. Choć pani Krysia włożyła całe serce w przygotowanie śniadania, to jednak nie smakowało. Kęsy przełykałem z trudem, zmuszając się do dostarczenia organizmowi paliwa, a nie oddawania się rozkoszom podniebienia. Pani Dominika musiała odczuwać podobnie, bo na koniec na jej talerzu została niedojedzona kanapka. Jedynie kawę wypiła całą.
Dwóch rzeczy unikam jak ognia, szpitali i cmentarzy. Łączą mi się nierozerwalnie z myślą o końcu, a przecież tak często są przecież początkiem. Lekarz już na nas czekał. Pozycja pani Dominiki w biznesie skutecznie implikowała na wszelkie sfery życia. A to, że nie zabiegała o przeniesienie Tośki do jakiejś prywatnej kliniki, wzbudziło dodatkową sympatię wśród personelu.
- Myślę, że mam dla pani dobre wieści – nie wiem czy celowo, ale lekarz całkowicie zignorował moją obecność – może pani zabrać ją do domu. Omdlenie ewidentnie było wynikiem stresu. Żadnych obrażeń nie znaleźliśmy, a wszelkie wyniki są w normie. Ciąża również nie jest zagrożona. Mając jednak właśnie to szczególnie na uwadze, zalecałbym spokój i wypoczynek, przynajmniej przez kilka najbliższych dni.
Czułem jak napięcie odpływa ze mnie, a radość skutecznie zajmuje jego miejsce. Nie radość, dzika euforia, nad którą z trudem udawało mi się panować. Pani Dominika była zdecydowanie twardsza.
- Dziękuję. Rozumiem, że od razu mogę zabrać córkę?
- Dokładnie tak.
Rozpromieniła się w szerokim uśmiechu.  
- Jeszcze raz dziękuję. Do widzenia – dobiegło już zza drzwi. Pożegnałem lekarza skinieniem głowy i poszedłem za nią. W pokoju Tośka ginęła w jej objęciach. Oswobodziła się z trudem i wyciągnęła do mnie dłoń.
- Chodź do mnie, mój wybawco.
Podszedłem, a ona wpiła się w moje usta.
- Chcę byś mnie zabrał do domu, i się ze mną długo i namiętnie kochał.
- Ty chyba masz jednak gorączkę – próbowałem wyciszyć jej emocje.
- Nie, wiem doskonale co mówię. Mamę zawieziemy do firmy, a ty wrócisz ze mną do domu – zdecydowała, nie czekając na aprobatę matki, którą ja próbowałem uzyskać patrząc wymownie w jej kierunku. Ta wzruszyła jedynie ramionami zrezygnowana.
W domu wpadła w objęcia pani Krysi, szlochającej jak bóbr, po czym rzuciła się wygłodniała na śniadanie. Znów rozsadzała ją podwójna energia, jakby zdarzeń poprzedniej doby nie było.
- Czekam na ciebie marudo. Uśmiechnij się wreszcie – powiedziała, po czym szybko poszła do siebie.
Pani Krysia osuszywszy łzy, wydusiła z siebie wreszcie – synku, a co teraz będzie?
- Nie wiem pani Krysiu. Jedno jest pewne, że tego żywiołu, który właśnie pognał na górę, nie można opanować.
- Idź do niej. Ja się zajmę obiadem lepiej.
Wesołe oczy śledziły każdy mój ruch od wejścia do pokoju. Śpieszyłem się strasznie niezdarnie, ale skarpetki zdążyłem ściągnąć nim nagi położyłem się obok niej. Wpuściła mnie w swoje gorące, wilgotne wnętrze gdy tylko się do niej przytuliłem. Pochłonęła mnie i oplotła ciasno.
- Nie ruszaj się teraz i daj mi rękę - zarządziła.
Posłusznie wykonałem polecenie. Czułem jak stymuluje nas, jedynie zaciskając mięśnie swojego skarbu. Moją dłoń położyła na swoim brzuchu.
- Czujesz? Ona zawsze uspokaja się gdy jesteś blisko.
- Jest mi troszkę dziwnie.
- Dziwnie?
- Tak jakby nas podglądała.
- Taki duży, a taki głupol – zaśmiała się – powierć się teraz troszkę.
Jej ekstaza przyszła niespodziewanie, nie dając mi nawet szans na zbliżenie się do finału, po czym zachrapała cichutko. Czy teraz tak będzie to wyglądać? Zacząłem pytać sam siebie w myślach. Otoczony jej wilgocią, powoli kurczyłem się, opuszczając gościnne wnętrze. Tym razem sen był błogi.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1829 słów i 9947 znaków, zaktualizował 26 maj 2016.

7 komentarzy

 
  • Okolonocny

    Wreszcie zebrałem do kupy na tyle czasu, żeby przeczytać tę cześć. Bardzo potrzebny happy end poprzedniej :)

  • Szarik

    @Okolonocny ale mnie zaskoczyłeś. Już myślałem, że nikt tego nie czyta, bo  tyle czasu minęło od publikacji ;)

  • Okolonocny

    @Szarik Ech, mówię, mam listę rzeczy, które czytam tu bezwzględnie. Kwestia czasu :)

  • Szarik

    @Okolonocny karmisz moją próżność,  wiesz?

  • Okolonocny

    @Szarik Hehe, no to pokarmię jeszcze bardziej... jesteś tu jedynym facetem, którego czytam ;)

  • Szarik

    @Okolonocny teraz to poszedłeś po bandzie, pęknę jak balonik :D Dziękuję bardzo. Aż się czuję winny, że nic nie piszę ostatnio.

  • Okolonocny

    @Szarik Śpiesz się Szariku, bo urlop mam tylko do jutra :D

  • Szarik

    @Okolonocny to bym musiał coś na szybko, bo nawet nie zacząłem, a to by kicha zupełna była zapewne.

  • nienasycona

    Nadrobiłam :D Chciałam Ci powiedzieć dwie rzeczy; 1. niepotrzebnie się obawiałeś- wprawdzie kilku brakuje, ale poprawa jest niebotyczna i uśmiecham się z dumą oraz uznaniem. 2. Twój bohater się zmienia, jest coraz bardziej prawdziwy, namacalny, ludzki. Bardzo podoba mi się ta ewolucja i z przyjemnością przeczytam każdą kolejną część.

  • Szarik

    @nienasycona  :kiss:

  • Noname

    Aby nie było za "słodko", to..."- Lekarze twierdzą, że to tylko stres, że nic jej innego im się nie stało. "  I sam się domyśl, o co mi chodzi.  :P

  • Szarik

    @Noname no nareszcie konstruktywna krytyka i nawet poprawiłem :D

  • Noname

    @Szarik Wybacz, ale nie mogłem się opanować.  :D  Tyle tu "cukru", że aż zęby bolą...  ;)  Inna rzecz, że wcześniej nie miałem czasu na czytanie.

  • gemma

    W jedną noc nadrobić 15 części... Chyba tylko to opowiadanie mogło mnie do tego zmusić. ;) Baardzo przyjemnie mi się czytało, więc teraz pozostaje mi prosić o więcej. :)

  • Szarik

    @gemma co za komplement, dziękuję :) To znak, że jeszcze potrafię sprawić, że dziewczyny przeze mnie nie śpią ;)

  • gemma

    @Szarik noo ja nie wiem czy to dobrze, bo zazwyczaj te panny następnego dnia są brzydkie, niewyspane i złe. ;)

  • Szarik

    @gemma ale można je długo pocieszać i przekonywać, że są piękne ;)

  • gemma

    @Szarik ryzykowne:)

  • Szarik

    @gemma dzięki temu porywające ;)

  • nefer

    A mnie zaciekawiły ten ołówek i taśma klejąca  :rotfl:  Przedni pomysł, może opatentuj jako "viagrę na każdą okazję"?

  • Szarik

    @nefer myślałem nad tym, ale w dobie "e-wszystko", ołówków jak na lekarstwo ;)

  • gościu

    Fajna, lekka i przyjemna lekturka :)

  • chaaandelier

    Tak! Długo się naczekaliśmy, ale warto było. Powrócił dawny Najemnik i niech nie znika już. ;)

  • Szarik

    @chaaandelier dziękuję. Tego nie wie nikt, przyszłość jest zagadką ;)

  • chaaandelier

    @Szarik Jest, jest. ;) Ale możesz na nią wypłynąć. :P

  • Szarik

    @chaaandelier ale tylko nieco ;)