Inne - str 30

  • Na pewnym szlacheckim przyjęciu

    Na pewnym szlacheckim przyjęciu jednemu z gości wymknął się mały wiaterek. Sala umilkła zaskoczona i patrzy się na niefortunnego biesiadnika. A nieszczęśnik zastanawia się, jak tu zatuszować to przykre zdarzenie. Wierci się, wierci na krześle, krzesło skrzypi przeraźliwie, a wszyscy nadal patrzą. Po chwili wstaje gospodarz i mówi:
    - Waćpan, mebel spocisz, a tonacji i tak nie dobierzesz.

  • Mąż rozmawia z żoną Trzy lata temu

    Mąż rozmawia z żoną:
    - Trzy lata temu lekarz powiedział mi, że jeśli nie przestanę pić, to będę kompletnym idiotą.
    - No widzisz? Dlaczego nie przestałeś pić?

  • W swoim programie Kuba Wojewódzki pyta

    W swoim programie Kuba Wojewódzki pyta Korwina-Mikkego:
    - Co pan sądzi o Michale Wiśniewskim?
    - O kim? - pyta Korwin.  
    - No o Michale Wiśniewskim?
    Na to Korwin:
    - Nie, nie kojarzę, a kto to jest?
    - No ten z czerwonymi włosami! - odpowiada Wojewódzki.  
    - No, nie kojarzę nadal...  
    - No to ten z zespołu ICH TROJE, nie słyszał pan?
    - No, nie słyszałem... - mówi Korwin-Mikke.  
    - To jest pan szczęśliwym człowiekiem, że pan nie słyszał! - stwierdza Wojewódzki.  
    Na to Korwin z rozbrajającą szczerością:
    - O panu też wcześniej nie słyszałem!

  • Siedzi w pokoju dwoje SZYBKICH Siedzą

    Siedzi w pokoju dwoje SZYBKICH. Siedzą, nic nie robią - nuda. Pierwszy:
    - Może herbatę zrobimy?
    - Dobry pomysł.
    I nagle w pokoju wicher - czajnik wstawili na kuchenkę, herbatę do szklanek wrzucili, wrzątkiem zalali, pobiegli do sklepu po cukier, podali do stołu - wszystko trwało nie więcej niż 8 sekund. Wypili, siedzą, nic nie robią - nuda. Drugi:
    - Może zadzwonimy do Wacka? Wódki przywiezie, dziewczynki jakieś ze sobą weźmie?
    - Dobry pomysł.
    I śmiga do telefonu, podnosi słuchawkę, z prędkością dźwięku wybiera numer i mówi jakby strzelał z kałasznikowa:
    - Wacek, przjzdzj, nudn, wdke przwz, o dziwcznch nie zpmnij!
    Minęly 2 sekundy i rozlega sie dzwonek. Obydwoje rzucają się w kierunku drzwi, otwierają błyskawicznie 5 zamków i patrzą, a za drzwiami nikogo, tylko powoli, kołysząc się na wietrze opada pod drzwi kartka papieru. Podnoszą, czytają:
    - Poszliśmy w pi*du, jak długo kur*a można czekać?

  • W publicznej toalecie kabinki

    W publicznej toalecie kabinki oddzielone są tylko cieńką ścianką, od dołu i góry szeroki prześwit. W sumie wszystko słychać, co się dzieje obok.  
    W jednej z kabin słychać rozpaczliwe:  
    - Aaaaaaaaaaaeeeeeeeeeeee!  
    W drugiej również rozlega się donośne:  
    - Eeee, eeee, eeee, eeee, eeee...  
    Znów z pierwszej:  
    - Aaaaaaeeeeeeeeeeeeeeeee!  
    Drga kabina odpowiada:  
    - Eeee, eeee, eeee, eeee....  
    W pierwszej:  
    - Aeeeeee... Plum!  
    Z drugiej:  
    - O, gratuluję!  
    Pierwsza:  
    - Nie ma czego, to tylko okulary.

  • Siedzą na ławeczce dwaj emeryci

    Siedzą na ławeczce dwaj emeryci w pewnym momencie obok nich przechodzi bardzo młoda i atrakcyjna dziewczyna. Obaj popatrzyli na siebie i jeden z nich:
    - Wiesz Kaziu, jak widzę takie młode i zgrabne ciałko, to aż mi się krew w żyłach gotuje!
    Na co drugi:
    - Nie bądż głupi Tadziu, to nie krew Ci się w żyłach gotuje, ale wapno w kościach lasuje!

  • Pewien facet popadł w kłopoty

    Pewien facet popadł w kłopoty finansowe. Jego firma popadła w długi, stracił samochód, bank chciał zająć dom. Postanowił zagrać w lotto. Niestety nie wygrał. Modli się więc do Boga:
    - Boże, moja firma bankrutuje, mogę stracić dom, spraw, żebym wygrał w lotto!
    W następnym losowaniu znowu wygrał ktoś inny. Znowu się modli i błaga:
    - Boże, za tydzień stracę dom, gdzie się podzieję z rodziną?!
    Znowu wygrywa jakiś inny gość.
    - Boże, nie masz litości? Moja rodzina głoduje, jutro bank nas wyrzuci z domu, pozwól mi wygrać w lotto!
    Nagle widzi błysk i staje przed obliczem rozgniewanego Boga:
    - Mogę Ci pomóc, ale wykrzesaj też coś z siebie - wypełnij wreszcie ten cholerny kupon!

  • W noc wigilijną na dworcu PKP spotyka

    W noc wigilijną na dworcu PKP spotyka się dwóch facetów:  
    - Co pan taki przygnębiony święta są, trzeba się weselić.  
    - Aaa, tragedia mnie spotkała, żona mnie zostawiła, moja firma zbankrutowała, a na dodatek ukradli mi samochód. Nic tylko się powiesić.  
    - Ależ drogi panie jest wigilia! Tak się składa, że jestem Świętym Mikołajem. Pomogę ci. Kiedy wrócisz dziś do domu będzie na ciebie czekała piękna kochająca żona. Widzisz to Ferrari na parkingu? Jest twoje, kluczyki są w środku, a twoje konto od teraz jest zapełnione! Proszę tylko o jedno: zrób mi loda.  
    Facet myśli: kurcze będę ustawiony do końca życia, co mi szkodzi, dobra zrobię to! Kiedy było już po wszystkim zadowolony mikołaj zapina rozporek i pyta:  
    - Synku, ile ty masz właściwie lat?  
    - 43  
    - I ty wierzysz w Świętego Mikołaja?

  • Czerwony kapturek gryps Dygała

    Czerwony kapturek - gryps
      
    Dygała krasnaja kanila przez las na chawirke do babki Jareckiej. Taschała ze sobą pół bańki maryśki i słomiaka szpachlówy. Przylukał ją git wilk multirecydywa. Trzmychnął za drapaka i taki jej bajer wali:  
    -Gdzie się bujasz, lala?  
    -Ano stary wapniak wypchnął mnie z kwadrata abym Jareckiej szamańska zatachała.  
    Wilk oblukał kaniole szpulasa po sitwie na chawire, obszamał Jarecką, pierdolnął się na kojo i komarunek świruje. Wtem wchodzi Czerwonka.  
    - Babciu, kto Ci takie gały obsztalował?  
    - A żebym lepiej mogła filować!  
    Obszamał Czerwonke i dalej komaruje. Wtem wchodzi Gajowy z giwerą na ramieniu, pierdolnął wilkowi fest sznyta na samarze, wydobył Jarecką i Czerwonke i razem batlącha obalili.

  • Wspomnienia Taternika Podczas

    Wspomnienia Taternika:  
    "Podczas jednego z obozów wspinaczkowych w Tatry pojechaliśmy w rejon Morskiego Oka.  
    Dotarliśmy pod ścianę. Nasz instruktor (jako, że byliśmy przygotowani na wyprawę pod każdym względem) zaproponował, żebyśmy sobie strzelili po jednym - "żeby nam się ściana trochę położyła - będzie się lepiej wchodzić". Towarzystwo nie namyślało się długo i zaczęli "kłaść ściany" dosyć intensywnie, z czasem flaszki zaczęły topnieć jedna po drugiej i skończyło się na kompletnym uboju. Gdy grupa ocknęła się równo ze świtem zauważyli, że brakuje wśród nich prowodyra libacji - instruktora..."  
    I tutaj następuje wersja GOPR-owców:  
    "Zapieprzamy gazikiem, wyjeżdżamy zza zakrętu a tu jakiś facet na środku drogi idzie na czworaka, wbija haki w asfalt i asekuruje się liną..."