Zew Krwi cz.9

Zew Krwi cz.9Obudziłam się na łóżku szpitalnym. Rozejrzałam się. Tu było inaczej niż w poprzedniej bazie. Nie było łóżek ustawionych jedno obok drugiego. W tym pokoju stało 1 łóżko, kilka krzeseł, mnóstwo po podłączanych do mnie rurek, urządzenie służące do mierzenia mojego tętna, 2 stoliki nocne z znajdującą się na jednym z nich lampką i szklanką wody. Nade mną zwisały stare świetlówki. Ściany miały śliczny, błękitny kolor ( jak oczy Rood'a). Podłoga była wyłożona białymi kafelkami. Rozglądałam się po pokoju i zobaczyłam Kat. Siedziała na krześle i przyglądała mi się. Gdy tylko zobaczyła, że się ruszam zerwała się z krzesła i podbiegła do mnie z płaczem.
- Boże, ty żyjesz! Tak się martwiłam. - powiedziała przytulając się do niej. Teraz nie umiałam powstrzymać łez i poczułam, że jedna spływa mi powoli po policzku.
- Tak się cieszę, że cię widzę. - szepnęłam. - Opowiadaj co się stało. I jak stamtąd tak szybko wyjechaliście?  
- No... Jak poleciałaś na misję wtargnęły pierwsze zombie. Zarządzono ewakuację. Ci co nie zdążyli musieli uciekać. Mama nie zdążyła. Tata się nieźle wściekł. Zaraz zdegradował tego idiotę co nie pozwolił mamie wsiąść. Chciałam zostać, ale kazali mi wejść na pokład i przywieźli nas tutaj. A... albo już nic, nie ważne. Tak, to już wszystko.  
- Co jeszcze chciałaś mi powiedzieć? - spytałam - Nigdy mnie nie okłamywałaś, prawda?
- Tak, prawda. - powiedziała cicho
- Więc dlaczego coś ukrywasz...? - w tym momencie otworzyły się drzwi do pokoju. Wszedł Hase i Rood wyglądali na zmęczonych i... złych? Tak.
- Hase! - krzyknęłam. Uśmiechnął się blado, ale nie podszedł. O co chodzi?
- Co jest?
- Właśnie, powiedz jej Hase; co jest? - powiedział wyraźnie zdenerwowany Rood.
- Zamknij się! - warknął na niego Hase.
- Co? Prędzej, czy później się dowie, a lepiej dla ciebie, żebyś jej powiedział teraz, bo inaczej to się dla ciebie źle skończy. Ona jest najlepiej wyszkolonym żołnierzem w całej tej bazie! - wykrzyknął Rood. Był cały czerwony na twarzy ze złości, a wyglądał jakby miał zamiar rzucić się na Hase'a.
- Jeśli zaraz nie powiecie mi o co chodzi to doprowadzę was do porządku żołnierze. - powiedziałam - dalej jestem żołnierzem dowodzącym, więc proszę o posłuszeństwo i co do cholery się tu dzieje! - milczeli, co jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. A gdy chciałam już wydać im decydujący rozkaz, to Hase złapał moją siostrę za rękę. Co?
- Evie... Kat i ja jesteśmy parą. - wydusił z siebie Hase. Słucham?  
- Kiedy to się zaczęło? - spytałam ich cicho. Rood prychnął.
- Jak uznali cię za martwą. - odpowiedział Hase. Poczułam, że wzbierają we mnie łzy.
- Wyjdźcie stąd... WSZYSCY!!! - krzyknęłam. Spojrzałam jeszcze na Kat, która obserwowała mnie z miną "zbitego psa"
- Nigdy ci tego nie wybaczę. - powiedziałam do niej i wtuliłam twarz w poduszkę. Szlochałam. Jak ona mogła mi to zrobić? Jak ON mógł to zrobić? Kochałam go. Nadal kocham. Poczułam jak ogarnia mnie ciemność i chwilę później Morfeusz objął, mnie swymi rękoma.  
Ocknęłam się następnego poranka. Słońce leniwie przenikało przez żaluzje... CO??? Okno? Gdzie my jesteśmy? Zerwałam się na równe nogi - nie było rurek, a to nie był szpital? Mój pokój? Był mały, ale przestronny. Ściany były w kolorze fiołkowym, a podłoga wykonana z dębowych listw. Znajdowało się w nim łóżko, 2 fotele, mały stolik, szafa, biórko krzesło i inne dziwne pierdoły, oraz 2 pary drzwi. Otworzyłam pierwsze i okazało się, że to łazienka. Weszłam do niej. Wyglądała uroczo: ściany niemowlęco różowe, błękitno - białe kafelki, wielkie lustro, biała szafka z ręcznikami i piżamami. Do tego spora wanna i toaleta. Spojrzałam w lustro; wyglądałam fatalnie: moje blond włosy były brudne i całe w strąkach, oczy miałam napuchnięte od płaczu, a pod nimi "wory", miałam strasznie zapadnięte policzki i spierzchnięte usta. Od razu odkręciłam ciepłą (?) wodę i rozebrałam się. Dodałam do wody odrobinę soli i płyny, który po kilku chwilach zaczął się pienić osłaniając wannę białą pierzynką piany. Weszłam do niej rozkoszując się ciepłem. Szybko się umyłam i wyszłam z wanny. Szkoda, mogłam siedzieć tak przez cały dzień. Wytarłam się i założyłam szlafrok. Podeszłam do lustra. Wysuszyłam włosy i je rozczesałam. Wyglądałam dużo lepiej. Umyłam zęby i poszłam do szafy w poszukiwaniu ubrań. Znalazłam bieliznę, którą rzuciłam na łóżko. Przeglądałam zawartość szafy. Na 3 półkach znajdowały się rzędy białych podkoszulek, na kolejnej półce były poukładane spodnie wojskowe - niżej buty. Na wieszakach wisiały... sukienki? Tak! Najprawdziwsze sukienki, wszystkie były letnie, zwiewne i kolorowe, jedna była elegancka, długa i czerwona z pięknym dekoltem i rozcięciem prawie do ud. I oczywiście wisiał skompletowany strój żołnierza I klasy, z orderem... honoru i odwagi. Moje marzenie! Usłyszałam pukanie do pokoju. Poszłam otworzyć drzwi. Stał za nimi Rood, w odpowiednio dopasowanym garniturze i bukietem kwiatów.
- Cześć. - powiedział swoim miękkim głosem wchodząc do pokoju.
- Cześć. - odpowiedziałam.  
- Proszę. - wręczył mi bukiet róż. Byłam zachwycona, jak miło z jego strony. Ostrożnie powąchałam kwiatki.
- Piękne dziękuję. - powiedziałam i włożyłam je do wazonu.
- Jak rozumiem mam się ubrać elegancko? - zapytałam. Przytaknął głową. Wyjęłam z szafy czerwoną sukienkę i delikatnie położyłam ją na łóżku. Wzięłam bieliznę i poszłam do łazienki. Gdy ją założyłam wyszłam do Rooda. Stał oparty o ścianę. Podeszłam do łóżka i zdjęłam szlafrok. Słońce wpadające przez okno padało na moje ciało. Obróciłam się by sięgnąć po sukienkę i zauważyłam, że on stał tuż obok mnie. Złapał mnie za ramiona, przycisnął mnie do ściany i pocałował. Czułam się jakby motyle z mojego brzucha zaczęły telepać się po nim, unosząc mnie nad ziemię. Oplotłam moje nogi wokół jego pasa. Przycisnął mnie jeszcze mocniej i błądził rękoma po moim brzuchu i ramionach i plecach. Głaskałam go po włosach, drugą ręką trzymając się jego garnituru. Ręce zatrzymał na moich pośladkach; przestał mnie całować i odsunął głowę tak, że stykaliśmy się czołami. Patrzył mi głęboko w oczy.
- Gdy patrzę na ciebie w tej bieliźnie błądzą mi po głowie bardzo niegrzeczne myśli. - powiedział z uśmiechem
- Na przykład jakie? - spytałam.
- Nie mogę powiedzieć, bo złamałbym paragraf postawiony przez twojego ojca. - zaśmiał się i pocałował, tylko mocniej. Całując go czułam wszystkie uczucia: rozkosz, miłość, podniecenie. Postawiłam nogi na ziemi.
- Musimy się chyba zbierać. - stwierdziłam. Trzymał swoje ręce na moich biodrach. Zrobił dziubek. Zachichotałam.  
- Szkoda, ale muszę ci powiedzieć... - przybliżył się do mnie, a jego usta zajmowały się tuż koło mojego ucha - że ta sukienka jest bardzo seksowan. Uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam w stronę łóżka. Wzięłam sukienkę i dosłownie się w nią wsunęłam. Podeszłam do szafy w poszukiwaniu butów.  
- Ekhem. - odchrząknął. Odwróciłam się: trzymał w ręku parę czerwonych szpilek, a w drugiej płaskie pudełeczko. Wzięłam od niego buty i je założyłam, nawet teraz byłam od niego niższa. Wręczył mi pudełeczko. Otworzyłam je: w środku wykładanej aksamitem poduszeczki znajdował się piękny srebrny naszyjnik z serduszkiem.
- Dziękuję. - szepnęłam przyglądając się mu. Rood wziął go do ręki, poszedł za mnie, odgarnął mi włosy z karku i zapiął go. Stanęliśmy twarzą w twarz - znowu mnie pocałował, tylko delikatniej.  
- Idziemy? - spytał.
- A gdzie?
- Na ceremonię honorującą nasze przybycie tu i przeżycie, oraz hołd dla twojej matki i innych zmarłych ludzi podczas ataku. - podał mi ramię i spytał znowu:
- Idziemy? - podałam mu swoje.
- Idziemy.

Gabi14

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 1544 słów i 8180 znaków.

3 komentarze

 
  • Gabi14

    Teraz mam ciężko,  bo znowu szkoła mi się zaczęła. Nigdy się nie poddaję - dążę do celu i piszę, tak jak mi się podoba. Chociaż sama bym nie chciała czytać tego szajsu co piszę, chodź może nie jest tak tragicznie :)

  • nemfer

    Hmm… a gdybyś tak Nicol "ożywiła" albo zrobiła z Niej istotną poostać w opowiadaniu? Hmm… nie wiem… wynik eksperymentu niologicznego, królową-matke truposzy… albo cuś :D jak szaleć to szaleć :D

  • Arni

    Pracuj dalej, miewasz wzloty i upadki, ale to jak każdy. Są części lepsze i części gorsze, ale nie poddawaj się :)