Zew nocy

Dała się namówić, wycieczka zapowiadała się monotonnie. Zwiedzanie sennego miasteczka, parku narodowego, wszystko wedle programu. Nuda, wolała wypad do galerii, do klubu, gdyby nie Renata, szalałaby na parkiecie z przypadkowym brunetem. Nogi wchodziły jej do tyłka, od ciągłego chodzenia. Pasjonaci ze smartfonami kręcili się wokoło pstrykając fotki, ale żaden nie wart grzechu. Anna skończyła na wiosnę dwadzieścia lat, jako zgrabna blondynka dbająca o linię, szukała wrażeń. Marzyła o ciachu, a tu żaden uczestnik nawet koło takowego nie stał. Kopnęła Renatę w kostkę, zwracając na siebie uwagę.

- Co to ma być, zlot kaszalotów?

- Wycieczka, wyluzuj.

- Żadnego konkretnego kolesia. Po co nam nocleg, skoro wieje nudą. Początek wakacji do kitu.

- Przeżyjesz. Nie dramatyzuj, mogłaś zostać w domu. Nie rób mi przykrości.

Anna przewróciła oczami, z nikim tu nie znalazła wspólnego języka, czekała na koniec udręki. Wieczorem zajechali do zajazdu, mieszczącego się wśród gór. Zaczęło padać, zrobiło się ponuro. Wyszli z autokaru, prowadzili ich młodzi pracownicy do pokoi. Anna patrzyła na przystojnego bruneta, targającego jej walizkę. Wydawał się inny, intrygujący, przeciwieństwo kolesi z wycieczki. Obłapiała go w myślach, wyobrażając sobie wspólną noc. Rzucił bagaż pod łóżko niedbale, jakby nie chciał na nią patrzeć.

- Chcesz napiwek?

Zmierzył ją od stóp do głów, krzywiąc się.

- Nie chcę pieniędzy, wezmę co innego, potem.

Zamknął za sobą drzwi, dwuznaczna propozycja wzbudziła apetyt Anny. Nareszcie konkretny mężczyzna, który wie czego chce. Weszła pod prysznic, zrzucając wszystko co miała na sobie. Trzęsła się, ogrzewanie nie działało, gorąca woda spływała po ciele, docierając do każdego zakamarka. Rozgrzana masowała się ręką, przywołując obraz lokaja. Oczami wyobraźni widziała ich razem pod prysznicem, zrobiło się dziewczynie gorąco. Skierowała strumień wody między nogi, jęknęła z podniecenia. Spełniona położyła się pod ciepłą kołdrą, licząc na nocne spotkanie. Nie mogła zasnąć, zaniepokoiły ją czyjeś krzyki. Na cienką koszulę nocną, narzuciła sweter, wyglądając na korytarz. Młodzi mężczyźni i kobiety, który pracowali dla ośrodka wypoczynkowego, wchodzili po kolei do pokoi. Z przerażeniem zobaczyła jak jedna z uczestniczek wycieczki, wybiega zakrwawiona, słaniając się na nogach. Anna zrozumiała, że musi uciekać. Chciała zbiec w dół po schodach, ale ktoś pilnował zejścia. Chyłkiem wbiegła na górę, łapała za kolejne klamki od pokojów, ale nie drgnęły, ktoś je pozamykał. Słyszała odgłosy wołające o pomoc z wewnątrz. Bała się o swoje życie, pociągnęła za kolejną klamkę, wpadła do środka. Panowała tam ciemność, pomyślała, że pokój jest pusty, więc zamknęła je na klucz, dodatkowo zastawiając nocną szafką. Cisze przerwał kobiecy głos.

- Kto tu jest?

- Chcą nas zabić! Widziałam krew, nie możemy otworzyć!

- Kto?

- Nie wiem.

Kobieta w ciemności podeszła do Anny, zupełnie jakby ją doskonale widziała. Dotknęła włosów, zjeżdżając ręką do szyi. Dotyk zdawał się przyjemny, ale niepokojący.

- Zostań ze mną nic ci nie grozi.

- Chcę uciekać.

- Zaczekaj na świt, wtedy odejdziesz. Połóż się koło mnie.

Anna nie wiedziała co się z nią dzieje. Posłusznie wykonywała polecenia, tajemnicza kobieta dotknęła ją po ciele, odnajdując krągłości. Zaczęła całować, najpierw powoli, potem coraz zachłanniej. Nie protestowała, fala gorąca rozlewała się po niej. Nigdy nie całowała się z dziewczyną, a to nie wyglądało na koniec ich spotkania. Zsuwała jej ubranie, odsłaniając nabrzmiałe z podniecenia piersi. Pocałunki powędrowały w okolice szyi, coś ostrego przejechało blisko gardła. Odepchnęła nieznajomą, otrząsając się. Skierowała rękę do jej ust, przejeżdżając po nienaturalnie długich zębach.

- To nie może być prawda.

- Mogłabym cię zabić, wyssać z ciebie życie. Daruję ci życie, ale w zamian czegoś pragnę.

- Czego?

- Dasz mi rozkosz tej nocy.

Przerażające krzyki zaczynały cichnąć, wyglądało na to, że Anna została sama. Rozległo się głośne walenie do drzwi.

- Otwórz, sprawdzamy czy ktoś nie został przy życiu.

Anna podskoczyła ze strachu, wtedy nieznajoma przysunęła ją do siebie, szepcząc jej na ucho.

-Wybieraj, wydać cię im, czy zostajesz ze mną?

Dziewczyna przerażona zaryzykowała, całując namiętnie kobietę, jakby była jej kochankiem.

- Nie ma tu nikogo. Odejdźcie, albo powiem wielkiemu mistrzowi, że mnie nachodzicie.

zaczęli się oddalać, a one zostały same. Anna padła ledwo żywa na łoże, czekając co się dalej wydarzy.

Meahuna

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i horrory, użyła 873 słów i 4804 znaków. Tag: #horror

2 komentarze

 
  • AnonimS

    Ciekawie to napisałaś.   :jupi:

  • MrHyde

    :bravo: