Zew Krwi cz.3

Zew Krwi cz.3Wyjechaliśmy z bazy. Ku naszemu zdziwieniu nie było ani śladu żywych zombie. Leżało bardzo dużo trupów, z których sączyła się jeszcze krwiopodobna ciecz, o brązowym kolorze i galaretowatej konsystencji. Przejeżdżając przez trupy widziałam małe dzieci - ludzi pogryzionych przez zombie, którym od razu wpakowano kulę w łeb. Z niepokojem wśród ofiar wypatrywałam ciał mojej rodziny. Rood zrobił to samo.
- O, nie... - szepnął. Zatrzymałam się, a on od razu wysiadł. Podszedł do jasnowłosej dziewczynki i kobiety trzymającej ją za pogryzioną rączkę. - Na pewno da się je jeszcze uratować. - szeptał. Złapałam go za ramię w przyjacielskim geście. On wstał i się do mnie przytulił. Płakał mi na ramieniu:
- Ona była taka młoda; obie były. Powinny jeszcze żyć, powinny - szeptał. Staliśmy tak chwilę, gdy dostrzegłam ruszający się kształt na linii horyzontu. Zauważył to też Roon. Podeszliśmy bliżej i wiedzieliśmy już, że to zombie. Usłyszał ( albo wyczuł) nas i zaczął z jękiem zbliżać się do nas;
- Żryj ołów, GIŃ! - krzyknął Roon i zanim zdążyłam go powstrzymać on wystrzelił prosto w głowę trupa. Padł na ziemie.
- Ty debilu! Co zrobiłeś?! Nie uczyli was, że nie wolno hałasować na pustym polu!?
- Przepraszam. - Burknął.
- Teraz szykuj pistolety! - Krzyknęłam na niego gdy chorda wygłodniałych zombie zaczęła wstawać z ziemi i podchodzić do nas. - Do jeep'a! - krzyknęłam i ruszyliśmy sprintem do wozu, zabijając po drodze każdego nawiniętego na lufę pistoletu umarlaka. Zwolniłam. Nie, tylko nie to!
- Nie!!! - krzyknęłam rzucając się na kolana przy zwłokach mojej matki. Ciekawe jak oj... jaki ojciec? On się nami nie przejmuje, jak Kat to zniesie? Boże, NIE! Ona nie mogła umrzeć.  
- Co ty wyprawiasz uciekaj! - krzyknął Rood odganiając ( czyt. zabijając) każdego zombie stojącego koło mnie. Wstałam, strzeliłam w głowę trupowi, który stał obok chłopaka i ruszyliśmy biegiem. Wsiedliśmy do jeep'a i nie zważając na tysiące żywych trupów uciekaliśmy. Rood strzelał raz za razem z karabinków zamocowanych w aucie. Wyjechaliśmy na pustą przestrzeń. Zjechałam do starej bazy wojskowej z 2189 roku. Nie była może perfekcyjnie przygotowana na atak zombie, ale to musi wystarczyć. Jechaliśmy okrężną drogą i po 10 minutach krążenia wjechaliśmy do hangaru i zawekowaliśmy drzwi.  
- Rood, sprawdź pomieszczenie. - zaleciłam, a on bez słowa ruszył. Rozejrzałam się dookoła. Dużo amunicji, porządny sprzęt. Oto i mój żołnierz.
- Pusto i czysto. Zero trupów - martwych i żywych. - powiedział.
- Dobrze, idziemy dalej. Mam nadzieję, że znajdziemy tu coś do jedzenia. - poszliśmy między samolotami do żelaznych drzwi. Uciszyłam Rooda gestem ręki. Podeszłam do drzwi i przyłożyłam do nich ucho. Usłyszałam ciche, pojedyncze pojękiwanie.
- Naszykuj pałkę. - rozkazałam mojemu partnerowi, a sama wyjęłam swoją otworzyłam cicho drzwi i zobaczyłam dziewczynę, chyba nastoletnią. Była krótko obcięta, miała czarne włosy i oczy. Patrzyła się na nas.
- Chcecie mnie zabić? - spytała. Podeszłam do niej, ukucnęłam i zapytałam:
- Ugryzł Cię jakiś zombie?
- Uuuu.. Jakaś ty miła. Pewnie jakbym powiedziała, że tak, to dostałabym kulę w łeb?
- Tak - odparłam. Patrzyła na mnie z uczuciem zamieszania i wstydu.
- Nie - powiedziała
- A masz jakieś poważniejsze rany? - podwinęła nogawkę i pokazała głęboką ranę po cięciu nożem, całkiem świeżą, z której sączyła się powoli krew i było widać ochłapy mięsa i kość. Spojrzałam na Rood'a i skinęłam głową. Pobiegł.  
- Jak się tu znaleźliście? - spytała.
- Najpierw twoja historia.
- Mam na imię Nicola. Moi rodzice zginęli podczas ataku zombie na tą bazę. Wytępiłam wszystkie pojedyncze sztuki. Ukryłam się, dlatego żyję, jestem żołnierzem I kalibru i nie powinnam się chować, ale zrobiłam to. Wyszłam, bo byłam głodna, a w mojej kryjówce było strasznie ciasno. I tak się to skończyło. - Rood wręczył mi apteczkę, i zaczęłam opatrywać jej nogę.
- Kiedy był ten atak? - zapytałam.  
- Jakieś 3 dni temu. - odpowiedziała. 3 dni? I z tej rany nadal ciekła krew?  
- Teraz wasza kolej. - powiedziała Nicola. Opowiedziałam jej całą naszą historię. Słuchała jej w napięciu. Gdy skończyłam opowiadać spytała:
- Będę mogła jechać z Wami? Nie chcę tu zostać sama, a mogę się przydać. - powiedziała.
- Dobrze - odpowiedziałam jej. Wstała i ruszyła w stronę drewnianych drzwi. Znaleźliśmy się w malej prowizorycznej kuchni. Była tam lodówka i spiżarnia, oraz mnóstwo wody. Najedliśmy się, wypiliśmy po litrze wody i ułożyliśmy się spać. Nicola wyszła z kuchni, zatrzymałam Rood'a  
- Śpij z pałką, nie ufam jej. - szepnęłam mu do ucha i poszłam się położyć.
                             * * *  
- WSTAWAJCIE!!! JUŻ!!! - obudził mnie krzyk Nicoli, która barykadowała drzwi starymi, metalowymi stołami. Zerwałam się na równe nogi, a Rood już jej pomagał w zabarykadowaniu drzwi.
- Zombie?  
- Tak. - odpowiedziała Nicole.  
- Jest stąd jakieś inne wyjście? - zapytałam ją.
- Tak.  
- No to bierzcie jedzenie, wodę i uciekajmy. - Pobiegłam do kuchni, sięgnęłam parę litrów wody, sporo konserw i zapakowałam do plecaka. - Zwiewajmy! - krzyknęłam. Nicole prowadziła Nas krętymi korytarzami do... hangaru, gdzie aż roiło się od zombie. Poprowadziła nas do najbliższego wozu, na nasze szczęście był dobrze zaopatrzony wcisnęłam gaz i z dobrą prędkością opuściliśmy hangar gubiąc goniących nas umarlaków.

Gabi14

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 1072 słów i 5683 znaków.

3 komentarze

 
  • nemfer

    No prosze :) ciekawie sie zapowiada :D

  • Gabi14

    Wszystko będzie Ok. mam teraz trochę czasu, nie będę miała internetu, więc popracuję trochę na komputerze - to będzie najbardziej rozbudowana seria opowiadań jakie kiedykolwiek napisałam :) I dziękuję :D

  • Arni

    Nie jest złe, nawet w miare fajne. Dopracuj styl, tak by się dało poczuć emocje bohaterów :)