,, Wymyślony" cz 4

,, Wymyślony" cz 4Cz 4
Wchodząc do domu spostrzegłam Patkę schodzącą ze schodów. Najwyraźniej zdążyła się przebrać, bo miała na sobie nowe dżinsy i top.
- Pojechał?
- No tak- odparłam zniesmaczona jej pytaniem.- Przecież nie został na noc.
- Och daj spokój! Był taki milusi, że sama bym go schrupała, gdyby nie Grzegorz.
Grzegorz był mężem Patki od trzech lat. Wysoki i chudy jak tyczka blondyn z przeraźliwie prostymi włosami. Prawdziwe wyzwanie dla fryzjera, gdyby był kobietą.
- Już przestań.
- No, co? Ewidentnie cię podrywał. Dał nam nawet kwiatki, nie?
- No.
- Daj. Włożę do wazonu- powiedziała i sama wyrwała mi go z rąk.- Jak rodzice wrócą, będą już dawno w koszu, ale póki, co, możemy sobie trochę powyobrażać, nie?
Cała moja siostra.
- Wstaw wodę. Chętnie napiję się kawy- mruknęła zmęczonym głosem Patka. – A do tego mamy frytki.
- Frytki?- Spytałam wodząc wzrokiem po kuchni w poszukiwaniu czajnika.
- No tak. Rafał położył je z tyłu obok mojej torebki. I najwyraźniej poprosił, aby mu je zapakowano, bo były owinięte w folię aluminiową.
Odnalazłam czajnik tuż za garnkami do zupy i nalałam do niego wody.
- A zamoczyłaś moją bluzkę?
Chciałam zmienić temat, choć coś tam w środku wciąż chciało rozmawiać o dzisiejszym dniu.
O Rafale.
- No. Spodnie też. Ale obciach. Mam nadzieję, że nie pobrudziłam mu siedzenia. Ze strachu, to nawet na nie, nie spojrzałam, kiedy wysiadałam.
- Miałaś farta.
- Ty też. Ale mogłaś szybciej przyjść. Nie słyszałaś mojego ,,Psst?’’
- Nie.
Usiadłam przy stole i wyjęłam frytki z foli. Nie były już takie chrupiące, ale wciąż nadawały się do zjedzenia.
- No tak. Byłaś zajęta rozmową.
- Daj mi już spokój, dobrze? Wcale nie jest mi do śmiechu.
- A to niby, czemu?
- Bo miałyśmy się dzisiaj powłóczyć po mieście, nie pamiętasz?
- No sorki, nie? Skąd mogłam wiedzieć, że dostanę okres właśnie dzisiaj?
- Nie masz kalendarzyka?
- Nie jest mi potrzebny. Z Grzesiem staramy się o dziecko.
Zastygłam z frytką przed ustami.
- Tak?
Patka wstała i wyjęła z lodówki ketchup. Woda prawie zaczęła się gotować.
- No. I wciąż pudło. Najwyraźniej nie jest mi dane zostać mamą.
- Oj przestań. A jeśli mogę spytać to, od kiedy się staracie?
- Od miesiąca.
Łypnęłam na nią spojrzeniem, a potem leżącą na stole gazetą rzuciłam jej w twarz.
- Ty paskudo! Miesiąc, to przecież jeszcze nic. My o Sarę starałyśmy się przez półtorej roku.
- Miałaś super. Dużo przyjemności i mało roboty.
- Chyba odwrotnie- poprawiłam ją.
- Aż tak źle?
- Wiesz przecież, że wtedy jeździł w delegacje. Miesiąc go nie było i trzy dni był. Nie zdążyłam nawet dojść, a on już kończył.
- Łe!
- No.
- To współczuję. Ale i u mnie jest niezbyt wesoło.
- A to, czemu?
Woda się zagotowała. Zalałam nam kawy i usiadłam z powrotem przy stole.  
- Bo Grzesiu lubi to robić długo. Wiesz, nie to, że się skarżę, ale daj spokój. Szybki sex jest przyjemny, długi w sumie też, ale ja po pięciu minutach odpadam. Dla mnie to już nie jest sex, ale tarło tarczy o tarczę.
- O matko, aż tak źle?
- Po prostu różnie. Ach- westchnęła. Jedzmy, bo nam wystygnie. Zresztą takimi tematami wcale nie poprawiasz mi nastroju.
- Od kiedy, jesteś taka wybredna?
- Sama nie wiem. Może, dlatego, że nie lubię niczego planować, a Grzesiu wciąż ustawia mi grafik.
Wzięła dwie frytki do buzi.
- Nic nie słone.
- Przyniosę.
Wbrew wszystkiemu, że sól, to biała śmierć posoliłam dość obficie swoją porcję, a potem dołożyłam ketchupu i dopiero wtedy smak okazał się być taki, na jaki miałam ochotę.
Czyli za słony, jak moje życie i za popaprany, jak ten zbyt mocno wyciśnięty ketchup.
- Nie znałam go do tej strony.
- Człowiek przez cały czas się poznaje. A na koniec i tak twierdzi, że człowiek, za którego się wyszło jest zupełnie kimś innym.
- Skądś to znam.
- Doprawdy?- Łypnęła na mnie?
- Jak byś nie wiedziała.
- No cóż. Nie będę w nic wnikać, ale suma sumarą, przyjechałaś do nas sama. A gdzie dzieci?
- U dziadków.
- Chciały tam zostać?
- Nie wiem, ale nie zaprzeczały. A w sumie, to nawet nam dobrze zrobi. Chyba oboje potrzebujemy odpoczynku- westchnęłam.
- Uuu…
Siostra wzięła do ust kolejną frytkę wciąż mi się przyglądając.
- Dla mnie to koniec. Już od dawna jesteśmy sobie obcy. Nawet, jeśli cokolwiek między nami było, to właśnie już sobie poszło. Zniknęło.  
- Kiedyś mówiłaś inaczej.
- Bo kiedyś było inaczej. Teraz jest nie do zniesienia. Wciąż robił i robi nadal mi awantury praktycznie o wszystko. Nic mojego mu nie smakuje. Wybacz, ale jeśli ktoś mój dom i to, co gotuję przyrównuje do ,,burdelu”, to dzięki. Gdzie tu miłość? Że już nie wspomnę o zrozumieniu.
Odchrząknęła.
- Dobra, może zmienimy temat? Frytki przestają mi smakować.
- Bo już nie są świeże, to, dlatego. Ja też lubię takie prosto z pieca.
- To przez ciebie takich nie miałyśmy.
- Odwal się, co?
Tym razem, to ona rzuciła we mnie frytką. I dzięki Bogu nie trafiła.
- Nie marnuj jedzenia.
- I tak ja za to zapłaciłam.
Westchnęłam. Potem znienacka spojrzałam za okno. Może i bez powodu wpatrzyłam się w pustą drogę, ale siostra jak zwykle zwęszyła w tym intrygę.
- Spodobał ci się.
- Kto?- Odniosłam na nią wzrok, choć dobrze wiedziałam, o kim mówiła.
- Rafał. Przecież widzę, że o nim myślisz.
- Nie prawda. Po prostu jest mi źle. Wszystko mi się wali, a ja nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
- I wtedy zjawił się on…
- Przestań.
- No, co? Jesteś moją siostrą, nie? Trochę cię znam. A tu ty smutna, a on zjawia się z nikąd i wyciąga pomocną dłoń…
- Tylko nas podwiózł- mówię, choć w środku żałuję, że go teraz z nami nie ma. Przynajmniej on mógłby mnie zrozumieć, lub nawet pomóc zrozumieć jak żyć, by żyć. I nie mówiłam jej, że przedtem podniósł mnie z podłogi, na której znalazłam się wedle własnego życzenia. Patka by tego nie zrozumiała. Zawsze była bezpośrednia i wsadzała swojego nosa tam, gdzie nie trzeba. Chwilami, aż powalała szczerością, co niekoniecznie było odbierane, jako pozytywne z jej strony. Dla niej świat miał jedynie otwarte karty. A każde zamknięte, po prostu odkładała na później, by po chwili zaraz je odkryć.
- Znów o nim myślisz- zauważa.
- To przez ciebie, bo wciąż o nim mówisz.
- Bo czytam z twojej twarzy.
Nie skomentowałam tego. Nie chciałam jej tłumaczyć tego, czego nigdy by nie zrozumiała. Jej Grzesiu był inny niż mój Michał. Potrafił balować do rana, lecz zawsze był dla niej miły. Nigdy jej nie obrażał a jedynie chwalił. A przecież Patka też nie była ideałem. Przed nim miała przecież ogrom przeróżnych facetów, których nie ona rzucała, ale oni ją. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu. Patka była zbyt bezpośrednia. Potrafiła powiedzieć swojemu chłopakowi, że jest tępy w całowaniu i gdyby chciał, to mogłaby go doszlifować. Podobno ten koleś wyszedł wtedy bez słowa, nazywając ją ,,szmatą”, a ona go ,,cumokiem”, robiąc przy tym minę rybki pod wodą.
Cała ona.
- Ej, brzuch mnie boli.
- To weź Apap.
- Żartujesz? Chyba dwa ibupromy. Albo najlepiej ten z ekspresem. Apap jest dla kobiet w ciąży. To lek pomiędzy tym, że może zadziała, a nie zaszkodzi.
- A skąd masz pewność, że nie jesteś w ciąży?
- Bo wiem. Po pierwsze to fakt, że mam miesiączkę, a po za tym, nawet gdybym była w ciąży i miała okres, to brzuch by mnie nie bolał. Zresztą ty sama powinnaś o tym wiedzieć.
- Daj spokój. Nie pamiętam takich rzeczy.
- Taaa. Chcesz mi powiedzieć, że poród się zapomina? Nie wal ściemy. Niektóre kobitki drą się jak szalone stawiając na nogi cały personel szpitala, a ty mi ściemniasz, że nie pamiętasz okresu?
Popatrzyłam na nią dziwnie. Co miał piernik do wiatraka?
- A co to ma do rzeczy?
- No właśnie nie wiem. Ty mi powiedz. Masz doświadczenie.
Wzruszyłam ramionami. Nie tyle, że nie chciałam pamiętać porodów. Bardziej chodziło mi o faceta, który do tych porodów doprowadził.
- A on też marzył o szóstce.
Popatrzyłam na nią spod oka.
- No i?
- Widzisz- uśmiechnęła się tajemniczo.- Już nawet nie pytasz, o kogo chodzi. I pewnie znów chodzi ci po głowie.
- Och przestań, ok.?
- No ok., ale moim zdaniem, to dziwny zbieg okoliczności. Odkąd pamiętam, to i ty marzyłaś o szóstce.
- Dobre spostrzeżenie. Marzyłam. A teraz to dwójka wydaje mi się za dużo.
- Nie przesadzaj. Kłótnia, to nie koniec świata. Myślisz, że ja z Grześkiem się nie kłócimy? Każdy maże czasem mieć lepsze i gorsze dni.
- Pewnie, tyle, że on cię nie obraża.
- Wiesz, może szkopuł tkwi w tym, że jesteśmy dopiero trzy lata po ślubie? Jeszcze nie nadszedł czas, abyśmy mieli kłócić się na poważnie.
- Fakt. Mój związek z Michałem był znacznie dłuższy, ale psuło się znacznie wcześniej. Może była w tym i moja wina, nie przeczę, tyle, że ja go nigdy nie obrażałam, rozumiesz? Nigdy niczego nie krytykowałam, kiedy coś robił, a nawet powiem ci więcej, wiele razy go w tym wspierałam i chwaliłam, nawet, gdy mu nie wychodziło. Gdy miał gorsze dni uciekałam w cień i znosiłam niejednokrotne upokorzenia z jego strony. Przymykałam oko na to, że w towarzystwie potrafił żartować sobie z naszego życia prywatnego i wytykał mi, co robiłam źle. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy specjalnie nie prowokuje mnie do kłótni i też siedziałam cicho, bo nie byłam pewna, czemu ma to służyć. Ale teraz, to sorry, ale nie mogę już tego znieść. A do tego coraz częściej mnie boli głowa i coraz dłużej to trwa. Ja się w tym związku duszę, nie rozumiesz?
- Rozumiem. Więc chylę przed nim czoło, że jeszcze z tobą wytrzymał.
- No dzięki. W sumie, to też mu się dziwię, wiesz?
Mimo moich zwierzeń w tym momencie się zaśmiałyśmy. To dziwne, bo nie sądziłam, że Patce uda się poprawić mi humor. A przynajmniej sprawiła, że znów się uśmiechnęłam. Może przez łzy, ale zawsze.
W pewnym momencie Patka spoważniała i zaczęła bardzo dziwny temat.
- Wiesz, ja nie wiem jak bym sobie poradziła, gdyby Grzesiu miał umrzeć.
Popatrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami.
- Skąd wytrzasnęłaś taki temat?
- No jak to skąd? Od Rafała. Przecież powiedział nam, że jego żona zmarła, tak?
- No. Z papierami rozwodowymi pod pachą.
- Daj spokój, przecież nie wiesz, o co tak naprawdę poszło.  
– A ty wiesz?
– Powiedział, że o dziecko. Pewnie jest bezpłodny.
- No i co z tego? Mówisz tak jakbyś uważała, że to jego wina. Nie masz przecież pewności, że ona była płodna, albo, że sama w ogóle chciała tego dziecka. Może już wcześniej jej się znudził i brała tabletki. Albo mieli takie same geny?
- Co? Takie same geny?
- To nie słyszałaś o tym?
- Nie. I jeśli to prawda, to…
- To, co?
- No jak to, co?! A co jeśli ja z Grzesiem też mamy takie same geny?
Popatrzyłam na nią kpiąco.
- Chyba sobie żarty stroisz. Weź sama spójrz na was. Po za tym, że oboje jesteście szczupli, to nic was ze sobą nie łączy. On jest blondynem ze sztywnymi włosami, a ty masz brązowe nawet trochę pokręcone włosy.
- Nie pokręcone, tylko podatne na skręt- poprawiła mnie.
- Nie ważne. Mam dalej wyliczać? On ma ciemne oczy, a ty niebieskie. On ma długi szpakowaty nos, a ty malutki i zaokrąglony.
- I galante cycki- dodała prowokująco łapiąc za nie i podnosząc do góry.
- No fakt. On takich nie ma- dodałam i zaśmiałam się z własnego żartu. Siostra, jakby nie widząc sarkazmu ciągnęła dalej.
- Ciekawe, po kim je mam? Na pewno nie po mamie, bo ma malutkie.
- Takie jak ja, wiem.
- Nie. Ty masz sflaczałe.
- Odwal się, co? Mam takie, jakie mam, bo karmiłam piersią. Zresztą sama zobaczysz, jak będziesz w ciąży.
- O ile w ogóle będę karmiła piersią.
- A to masz inny zamiar? Karmienie piersią jest nie tyle wygodne, co przekazujesz mu ze swoim pokarmem swoją odporność.
Zaśmiała się.
- Tym lepiej dla niego, że go nie dostanie- poklepała się po lewej piersi.- Sama wiesz, że ciągle chorowałam.
- O matko, każdy choruje. Ja nie wiem. Z tobą, to jak z dzieckiem. Żyjesz tyle lat i jeszcze nie nauczyłaś się, że ten, kto żyje musi mieć problemy. Tylko tam na dole wszystko będziesz miała w dupie.
Wyraz twarzy siostry zmienił się na moment, jakbym dotknęła czułego punktu. Nic jednak nie pociągnęła w tym kierunku.
- Lubisz mi matkować, nie?
- A jak! Zawsze do usług- zasalutowałam.
Po chwili niezręcznej ciszy odsunęłam od siebie talerz czując, że cały apetyt szlag trafił. Zupełnie bez powodu.
- Ok., ja jestem już pełna. Jak zjem jeszcze kawałek, to chyba mi uszami wyjdzie- skłamałam.
- Spoko. Zjem za ciebie- odparła zlizując sól ze swoich palców.
- Ja nie wiem gdzie ty to mieścisz. Im więcej jesz, tym jesteś chudsza.
- Weź ze mnie przykład.
- Taaa. Wedle przypomnienia. Drzwi, przez które wchodzę są osiemdziesiątkami, więc lepiej, żebym więcej nie jadła. Poleżę trochę.
- Po jedzeniu się nie leży. Musisz trochę pospacerować, bo twojemu organizmowi będzie zbyt ciężko…
- Taaa…
Nie słuchałam już dalszych frazesów siostry, bo szkoda mi było na nie czasu. Ona i jej filozofie nigdy mi nie pomagały. Być może, dlatego, że rzadko, kiedy słuchałam innych. I nie z czystej złośliwości, tylko bardziej z lenistwa. Uważałam, że skoro ten ktoś musiał wycierpieć swoje, aby być, kim był, to i ja musiałam to przejść. Prosta rada. Jak się nie sparzysz, to nie będziesz wiedział, że to boli. Może dziecinna rada, ale ja tak przynajmniej uważałam.
Kładąc się na łóżku rodziców nie potrafiłam odgonić myśli od Rafała. Po głowie niczym jakaś mara wciąż chodziły mi jego ciemne zakręcone włosy, przenikliwe oczy i bardzo całuśne usta. To było zupełnie tak, jakby ten chłopiec z moich marzeń nagle stał się prawdziwy. Przeżył już swoje w tym życiu i był nim sparzony. Ja też byłam sparzona życiem, ale sama jego osoba powodowała, że chciało mi się żyć od nowa.
Przestań! Nie rób sobie nadziei!
Masz męża…
Tak. Mam męża. Ale on sam już od dawna nie uważa mnie za swoją żonę. Nie chciałam o nim myśleć, bo samo wspomnienie o nim sprawiało mi ból.
,,Mogłabyś w końcu ugotować coś porządnego!”
Otrząsnęłam się z okropnych myśli i przywróciłam scenę moją i Rafała, kiedy dojechaliśmy już do domu rodziców.
,,Nie lubię udawać. Zawsze jestem szczery.”
A potem pocałował mnie w policzek…
,, Nie mogłem się powstrzymać, wybacz…”
Jego cudne pełne usta. Dotyk jego warg, był niczym muśnięcie skrzydeł motyla na podniebieniu. Taki delikatny i czuły. A do tego czarujący…
Nie potrafiłam dłużej przed sobą udawać i pozwoliłam, aby mój umysł sam podsunął mi dalszy scenariusz, w którym całował mnie w usta… . Potem by delikatnie złapał się moich dłoni pieszcząc je pocałunkami. Oddałam się tej chwili bez reszty. W mojej głowie byłam jego i tylko czułam, aby się mną zajął. Czekałam na ciąg dalszy, w którym by mnie przytulił i objął dłońmi wokół talii, a potem pogłaskał po plecach. Jego delikatność wywołałaby we mnie dreszcz rozkoszy, a jego opuszki palców wędrowałyby po moim ciele po przeróżnych zakamarkach już dawno przez nikogo nieodwiedzanych.
Pocałuje moje uszka… być może nawet językiem powodzi po moim karku, plecach i potem znów wzdłuż szyi, aż zatrzyma się na…
Gdyby nie fakt, że byłam teraz w domu rodziców, powiedziałabym, że to huragan wpadł przez okno do mojego pokoju.
- Wstawaj Anabel, bo wrócił!- Krzyknęła do mnie siostra mocno podekscytowana niemal podskakując w miejscu.
- Co? Nie rób sobie jaj- odpowiadam, choć ciało niemal samo lgnie w stronę okna niczym przyciągane magnesem metale. Niby chcę jej wierzyć, niby nie wierzę, ale gdzieś w głębi duszy bardzo chcę, aby tak właśnie było.
Aby wrócił.
- No chodź! Sama zobacz! Podejdź do okna!
Zanim siostra kończy zdanie ja już stoję przed oknem. Dreszcz emocji i pragnienie, aby tam był jest na tyle silne, że niemal przesłania mi prawdziwy widok. Przyjemne ciepło oblewa mi ciało od środka dochodząc do najdalszych zakątków mojego ciała.
- On naprawdę tam jest!- Krzyczę cicho, choć niemal histerycznie, podczas gdy moje siostra podskakuje na palcach.
- Ale czad! Chyba się w tobie zabujał po uszy- drze się podekscytowana.
- Przestań- mówię, ale nawet nie wiem, kiedy szybkim krokiem przemierzam dzielącą mnie odległość do drzwi wejściowych, choć z chęcią bym biegła jak głupia. Adrenalina niema rozsadza mnie od środka. Boję się, że gdy zaraz jej nie ugaszę, to padnę na zawał.
Wychodząc na dwór wciąż mam na sobie białą bluzę na krótki rękaw i dżinsy, a na nogach pierwsze lepsze buty, chyba nawet adidasy Patki. Nie ważne.
On tu jest.
Wrócił do mnie! Serce krzyczy jak szalone, gdy powstrzymuję się przed biegiem.
Do niego.

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3351 słów i 17236 znaków.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    Babskie rozmowy o wszystkim, poważnie i z humorem ;) Rafał wrócił, a więc coś jest na rzeczy.  Z komentarzami to różnie bywa, czasem ktoś przeczyta i nie skomentuje. Ze swojej strony staram się napisać kilka słów. Łapka

  • Ewelina31

    @AuRoRa Dziękuję. Własie o to chodzi. Nikt nie pisze, a może trzeba pisać coś innego, ale autor nir zawsze może byc tego świadomy

  • Obca

    Tak ciężko czasem na sercu, kiedy ktoś się napoci a nikt nie czyta :cray: